Lokalna24 Kędzierzyn Koźle wiadomości z miasta i powiatu

Miasto

loading...

Powiat

loading...

Rozrywka

loading...

Sport

loading...

Biznes

loading...

Magazyn

loading...

Polecamy

Oszuści wykorzystują różne, coraz to nowe sposoby, aby wyłudzić od nas pieniądze. Czasem ich metod nie da się łatwo rozpoznać. Jak bardzo trzeba być ostrożnym przy podpisywaniu umów, przekonała się jedna z mieszkanek Bierawy, która padła ofiarą pewnej firmy ze Skierniewic, podszywającej się pod operatora telekomunikacyjnego, jakim jest Orange.

 

 

Pani Alicja z Bierawy wyjaśnia, iż 28 czerwca 2016 r. kurier przywiózł jej do podpisu umowę z Telekomunikacją Stacjonarną. Kobieta przekonuje, że została wprowadzona w błąd, iż jest to przedłużenie umowy z dotychczasowym dostawcą usług Orange i bez wahania podpisała dokument. Pełnomocnikiem operatora okazał się Wojciech R. (nazwisko nieczytelne). Na końcu umowy brakowało także pieczątki firmowej.
- Po miesiącu okazało się, że Orange poinformował mnie o zerwaniu umowy na moją prośbę i zmianie operatora na Telekomunikację Stacjonarną. Dodatkowo miałam zapłacić karę za odejście od dotychczasowego dostawcy usług. Nowa oferta Telekomunikacji Stacjonarnej okazała się nie tak atrakcyjna, jak mi przedstawiano. Werbowanie nowych klientów zakrawa na nieuczciwe praktyki handlowe podejrzanych operatorów konkurencyjnych - tłumaczy pani Alicja, która odpisała tejże firmie, że na podstawie art. 84 Kodeksu cywilnego uchyla się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego w dniu 28 czerwca 2016 r., w którym zobowiązała się do korzystania z usług telekomunikacyjnych świadczonych przez spółkę Telekomunikacja Stacjonarna Sp. z o.o. z siedzibą w Skierniewicach.
Ponadto pani Alicja wyjaśniła, że w chwili składania oświadczenia woli w zakresie zawarcia umowy ze spółką o świadczenie usług telekomunikacyjnych działała pod wpływem błędu co do treści czynności prawnej, ponieważ nie została poinformowana, iż umowa z jej dotychczasowym operatorem zostanie rozwiązana. W wyniku całego zamieszania opłaty za abonament zamiast zmaleć… wzrosły. Dodatkowo artykuł 57 ustęp 6 Prawa telekomunikacyjnego mówi o tym, że „roszczenie nie przysługuje w przypadku rozwiązania przez konsumenta umowy przed rozpoczęciem świadczenia usług, chyba że przedmiotem ulgi jest telekomunikacyjne urządzenie końcowe”.
- Zaznaczam, że firma nie przekazała mi żadnego urządzenia oraz że usługa telefoniczna nie została aktywowana. Zdążyłam skontaktować się z dotychczasowym operatorem - Orange, żeby cofnąć pełnomocnictwo, na podstawie którego TS rozwiązał naszą umowę - dodaje poszkodowana w sprawie.

 

Cały stosik

Córka pani Alicji, Grażyna, wyjaśniła, iż mama wypowiedziała umowę, a przedstawiciele firmy zadzwonili do niej, strasząc ogromnymi karami.
- Gdy byłyśmy w tej sprawie w salonie Orange w kędzierzyńsko-kozielskiej galerii handlowej, to pracownik salonu miał w tej samej sprawie cały stosik papierów. Na razie czekamy, co dalej, bo od miesiąca się nie odzywają - tłumaczy córka pani Alicji.
Paragraf 11 regulaminu świadczenia usług telekomunikacyjnych przez Telekomunikację Stacjonarną Sp. z o.o. z dnia 1 lutego 2016 roku nawiązuje do odpowiedzialności operatora. Czytamy w nim, że „spór cywilnoprawny między Abonentem, będącym Konsumentem a Operatorem może być zakończony polubownie w drodze postępowania mediacyjnego. Postępowanie mediacyjne prowadzi Prezes UKE na wniosek Konsumenta lub z urzędu, jeżeli wymaga tego ochrona interesu Konsumenta. Prezes UKE może wyznaczyć Stronom termin do polubownego zakończenia sprawy. Prezes UKE odstępuje od postępowania mediacyjnego, jeżeli w wyznaczonym terminie sprawa nie została polubownie zakończona oraz w razie oświadczenia co najmniej jednej ze stron, że nie wyraża ona zgody na polubowne zakończenie sprawy. Ponadto Abonent będący Konsumentem może dochodzić roszczeń wobec Operatora w postępowaniu sądowym (przed sądem powszechnym) lub w postępowaniu mediacyjnym, lub przed sądem polubownym, dopiero po wyczerpaniu postępowania reklamacyjnego”.

Podobne sygnały napływają z całego kraju, a zrobieni w konia klienci ostrzegają innych przed oszustwami związanymi z umowami telekomunikacyjnymi. Przeważnie kombinatorzy podają się za przedstawicieli „telekomunikacji”. Podkładają do podpisu „przedłużenie” umowy lub twierdzą, że w związku z tym, że Telekomunikacja Polska SA nazywa się teraz Orange, trzeba zrobić aneks do umowy. Nieświadomy klient podpisuje umowę, a następnie płaci pieniądze za rachunek albo karę za odstąpienie od umowy z nową firmą.

 

Jak się bronić?


Przede wszystkim należy czytać wszystkie dokumenty, żądać oryginalnej umowy i sprawdzać nazwę firmy. W przypadku wątpliwości możemy także zweryfikować pracownika, dzwoniąc na infolinię. Każdy klient zawierający umowę poza siedzibą firmy ma prawo do odstąpienia od umowy w ciągu 14 dni bez podania przyczyny i bez żadnych konsekwencji. Musi jednak posiadać dokument umowy sprzedaży i może to zrobić wyłącznie u operatora, z którym podpisał umowę, nie w Orange. Sprawę można załatwić także pisemnie, wysyłając listem poleconym oświadczenie o odstąpieniu od umowy. Należy pamiętać, aby zawsze uważnie przeczytać umowę, sprawdzić dokładnie nazwę firmy, która widnieje na umowie. Powinniśmy bezwzględnie żądać jednego egzemplarza umowy i pamiętać, że na każdej umowie znajduję się nazwa i logo Orange.

Na ostrzeżenie przed nieuczciwymi praktykami konkurencji można też natrafić na stronie operatora telekomunikacyjnego Orange.
Czytamy w nim. m.in. „Praktyki oszustów dotykają najczęściej osób starszych. Wykorzystując ich łatwowierność, podsuwają do podpisu rezygnację z usług Orange oraz nową umowę. Często nie pozostawiają żadnego potwierdzenia podpisanych dokumentów. Zdarza się, że po fakcie klient nie ma pojęcia, z kim naprawdę podpisał umowę. Skala zjawiska jest znacząca. Pracownicy infolinii otrzymują tygodniowo setki telefonów z różnymi pytaniami i wątpliwościami na temat podszywania się innych operatorów pod sprzedawców Orange. Większość klientów poprzestaje na rozmowie i wyjaśnieniach konsultanta. Jednak rośnie liczba klientów, którzy decydują się upoważnić Orange do podjęcia kroków wyjaśniających u innych operatorów, jak również do podjęcia w ich imieniu kroków prawnych. Część poszkodowanych kierowanych jest do rzeczników konsumentów, delegatur UKE czy UOKiK.

 

Wskazówki od prawników

Do Kancelarii Adwokatów i Radców Prawnych Lege Artis w Opolu zgłasza się mnóstwo osób, które czują się oszukane przez operatorów telefonicznych. W całej Polsce, także w naszym województwie, grasuje coraz więcej firm, których sposoby pozyskiwania klientów są kontrowersyjne. Celem nieuczciwych praktyk rynkowych są posiadacze telefonów stacjonarnych, abonenci wiodących rynkowych operatorów. Do potencjalnych klientów dzwonią przedstawiciele nowo powstałej firmy, na ogół „telekomunikacji jakiejś tam”, najczęściej bez podania imienia i nazwiska, prosząc do telefonu „właściciela numeru”. Standardowo w pierwszym zdaniu informują, że od następnego miesiąca jest możliwość „obniżenia” abonamentu, i pytają, czy jesteśmy taką promocją zainteresowani. Nie informują, czy rozmowa jest nagrywana. Przebieg dalszej rozmowy jest przeróżny; najczęściej dzwoniący wydobywa od rozmówcy informację, kto jest jego obecnym operatorem, ponieważ nie zawsze taką informacją dysponuje w chwili rozpoczęcia rozmowy. Jeśli się to uda, w dalszej części rozmowy w pokrętny sposób nawiązują do tej informacji, np. mówiąc: „ta oferta jest skierowana do wieloletnich abonentów firmy Orange” (to właśnie klienci firmy Orange, będącej spadkobiercą Telekomunikacji Polskiej, są najczęściej pokrzywdzeni w wyniku tego typu praktyk). W toku rozmowy najczęściej pojawia się informacja, że umowa zostanie zawarta na 24 miesiące, ale już nie ma informacji, jak długo „obniżony” abonament będzie obowiązywał. Czasem informują, że w razie „ustalenia nowych warunków” kurier dostarczy nowy aparat lub inne urządzenie (oczywiście za darmo), ale że nie spowoduje to zmiany numeru. Na koniec rozmowy często mówią, że nie nastąpi przerwa w świadczeniu usług oraz że „nowe warunki współpracy zostaną przesłane w formie papierowej w celu ich pisemnego potwierdzenia”.

Wszystkie tego typu zabiegi słowne sprawiają, że konsument ma wrażenie rozmowy z dotychczasowym operatorem. Nazwa firmy, którą reprezentuje dzwoniący, w najlepszym razie pojawia się tylko na początku rozmowy, zaraz po tym, kiedy telefon zostanie odebrany. Jak łatwo się domyślić, zwykle ten moment umyka uwadze rozmówcy i wiele osób nie rejestruje w świadomości, z kim właściwie rozmawia. Wprowadzające w błąd jest także szafowanie słowem „telekomunikacja”, które zwłaszcza starszym osobom kojarzy się jednoznacznie. Efekt tych rozmów jest zwykle podobny. Po kilku dniach od rozmowy przyjeżdża kurier/przedstawiciel firmy i daje do podpisu kilka dokumentów. Zwykle jest ich nadspodziewanie dużo. Są zapisane drobną czcionką, a kurier (przedstawiciel) tłumaczy w pośpiechu, że wszystkie warunki są już przecież omówione przez telefon, więc nie ma potrzeby dokładnego analizowania ich treści. W najlepszym wypadku zostawia konsumentowi część dokumentów. Jednak zdarza się, że wszystkie zabiera, informując, iż konieczne jest potwierdzenie umowy w „centrali” i że abonent otrzyma podpisany egzemplarz wraz z pierwszą fakturą. Ludzie są najczęściej tak zaskoczeni, że nie tylko nie oglądają uważnie podpisywanych dokumentów, ale też nie protestują przed oddaniem ich kurierowi (przedstawicielowi). Czasem kurier/przedstawiciel podpisuje umowę na miejscu – zwykle w treści umowy nie jest wskazane, w jakiej osoba ta występuje roli, podpis jest nieczytelny i brakuje zarówno pieczęci imiennej, jak i firmowej.

 

Kilka scenariuszy

Czasem klient dostaje do podpisania kilka umów z różnymi datami, czasem bez daty, która jest potem uzupełniana przez operatora w taki sposób, że nie da się od umowy odstąpić, a czasem kilka umów z różnymi operatorami. Z całą natomiast pewnością podpisuje upoważnienie dla nowego operatora do rozwiązania umowy i przeniesienia numeru lub inny podobny dokument, o czym oczywiście nie jest informowany. Czasami na którymś z papierów widnieje logo dotychczasowego operatora, co utwierdza klienta w przekonaniu, że pozostaje przy swoim dostawcy usługi. Dobrze, jeśli w konsekwencji podpisania dokumentów w nieodległym czasie konsument je przeczyta. Wówczas ma realną możliwość odstąpienia od umowy w terminie 14 dni od podpisania umowy. Gorzej, jeśli nie posiada swojego egzemplarza, bo w takiej sytuacji nie jest w stanie zorientować się w omyłce. Zwykle o tym, że doszło do zmiany operatora, klient dowiaduje się wraz z pierwszą fakturą, kiedy jest już za późno na odstąpienie. Co więcej, zostaje on także obarczony karą umowną z tytułu zerwanej przed czasem umowy u starego operatora. Najczęściej jeszcze później dowiaduje się, że „obniżony abonament” to tylko trzymiesięczna promocja, a po tym czasie cena abonamentu szybuje w kosmos.

Po upływie terminu odstąpienia od umowy sytuacja klienta się komplikuje. Nie zawsze są podstawy do uchylenia się od skutków prawnych oświadczenia woli złożonego pod wpływem błędu. Nie zawsze da się bezpiecznie umowę wypowiedzieć. Czasem prawnicy są bezradni.

Co powinno nas zaniepokoić podczas rozmowy telefonicznej? Na przykład brak informacji o imieniu i nazwisku dzwoniącego, brak informacji o nagrywaniu rozmowy (jeśli dotychczasowy operator proponuje przez telefon zmianę warunków, ma obowiązek uwiecznić tę rozmowę na nagraniu), niewiedza dzwoniącego co do danych osobowych abonenta (dotychczasowy operator prosi do telefonu swojego abonenta z imienia i nazwiska).

Co nas powinno zaniepokoić podczas rozmowy osobistej? Pośpiech kuriera/przedstawiciela, brak wylegitymowania się takiej osoby, większa liczba dokumentów do podpisu, brak części danych w treści umowy, niewypełnione na etapie podpisywania umowy rubryki, deklaracja kuriera/przedstawiciela o konieczności zabrania wszystkich egzemplarzy umów.

Ilość ocen (0)

0 na 5 gwiazdek

Skomentuj jako zarejestrowany użytkownik

Skomentuj jako gość

0
Komentarz zostanie opublikowany po zatwierdzeniu przez administratora.
REGULAMIN SERWISU Lokalna24.pl.
  • Brak komentarzy