Wtorek, 17.09.2019

Rozmowy z Dawidem Kubackim, Jakubem Wolnym i Stefanem Hulą

  • 21.07.2019, 14:43
  • Andrzej Kopacki
Rozmowy z Dawidem Kubackim, Jakubem Wolnym i Stefanem Hulą Andrzej Kopacki
Jedną z atrakcji tegorocznych Dni Chemika w Kędzierzynie-Koźlu było spotkanie ze skoczkami narciarskimi. Mieliśmy okazję porozmawiać z nimi na różne tematy. Prezentujemy wywiady z mistrzem świata Dawidem Kubackim, a także Jakubem Wolnym i Stefanem Hulą.

Dawid Kubacki – urodzony w Nowym Targu w 1990 roku. Zawodnik Wisły Zakopane, członek kadry narodowej. Drużynowy brązowy medalista Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2018, indywidualny mistrz świata (2019) oraz złoty (2017) i brązowy (2013) medalista mistrzostw świata w drużynie, jak również brązowy medalista Mistrzostw Świata w Lotach Narciarskich 2018. Do tego zdobył kilkanaście medali mistrzostw Polski. W zawodach pucharu świata debiutował 16 stycznia 2009 roku w Zakopanem. Najdłuższy skok w karierze – 236,5 metra – oddał w Planicy 25 marca 2018 roku.

- Dawid, czy ty masz chociaż trochę wolnego czasu, jakiś urlop?

- Nasz rok wygląda tak, że pracujemy praktycznie przez cały czas. Po sezonie zimowym weszliśmy w kolejny etap przygotowań do następnego sezonu. Jedynie w okolicach świąt wielkanocnych mieliśmy trochę wolnego, a później wróciliśmy do pracy i tak jest do teraz. Każdy tydzień to treningi i obozy. Przygotowania idą pełną parą.

- Czyli de facto pracujecie non stop. Nie znudziły się wam już te narty?

- Niestety, przerw między treningami nie ma zbyt wiele. Dlatego zaraz po zakończeniu sezonu zimowego przygotowujemy się do kolejnych startów. Najpierw latem, a potem już na białym puchu w sezonie.

- Jak zatem przebiegają te przygotowania do nowego sezonu i decydujących startów w pucharze świata?

- Przebiegają dobrze, swoim naturalnym torem. Zresztą jak co roku. Okres wiosenny to dla nas wytężona praca przede wszystkim na siłowni. Przeznaczamy ten czas na zbudowanie bazy fizjologicznej przed kolejnym sezonem. W połowie maja weszliśmy już na skocznię, więc do tych treningów siłowych dołączamy technikę. Nie ma niespodzianek. Skupiamy się na tym, aby swoje umiejętności nieustannie podnosić.

- Dawid, z tego, co pamiętam, to jesteś młody żonkoś, bo 1 maja tego roku wziąłeś ślub. Serdecznie gratuluję! Ale jak cię tak słucham, to dochodzę do wniosku, że rzadko bywasz w domu. Jak to znosi twoja druga połówka? Teraz już żona.

- Ciężko. Prawda jest taka, że jako skoczkowie dużo jeździmy. Często nie ma nas w domu. Podejrzewam, że - choć nie znam tego od kuchni - w przypadku innych dyscyplin sportowych jest podobnie. Trzeba sobie jakoś radzić. To pewne ułatwienie dla mnie, bo przynajmniej nie mam się kiedy pokłócić. Więc kiedy jestem w domu i mamy trochę czasu dla siebie, to staramy się go wykorzystać jak najlepiej i mieć go tylko dla siebie. A kiedy trzeba już jechać do roboty, to poświęcam temu całą uwagę. Moja żona zna mnie przecież nie od dziś, wie, jak to wygląda i że nie jest to taka sielanka. Ale wie też, że robimy to po coś. Te rozłąki, szczególnie dla żony, nie są zapewne łatwe, ale cieszę się, że wytrzymuje i daje radę.

- Jak przedstawia się współpraca z nowym trenerem kadry narodowej Michalem Doležalem?

- To jest współpraca z nowym starym trenerem, bo Michal Doležal przyszedł do nas w tym samym czasie co Stefan Horngacher. Oni ze sobą współpracowali, więc teraz tak naprawdę to jest kontynuacja tej myśli szkoleniowej, którą rozpoczęliśmy parę lat temu. Wiadomo, że pojawiają się jakieś drobne zmiany, ale jest to konieczne po sezonie, abyśmy mogli stać się jeszcze lepszymi zawodnikami. Robiąc to samo, nie posuwalibyśmy się do przodu. Więc kosmetyczne zmiany w treningach są, ale z grubsza - jeśli chodzi o całą myśl szkoleniową - bazujemy na tym samym. To się sprawdziło, zatem nie ma jakiejś rewolucji.

- Wprawdzie do kolejnych Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Pekinie pozostało jeszcze sporo czasu, bo zaplanowano je na początek 2022 roku, ale zapewne gdzieś z tyłu głowy o nich myślicie?

- Owszem. Myślę, że nie tylko ja, ale i reszta chłopaków z naszej grupy ma to tak poukładane w głowie, że idziemy na trening, bo po pierwsze chcemy, a po drugie wiemy, dlaczego chcemy to robić. To nie jest tak, że robimy to tylko dlatego, bo trener kazał. Wiadomo, że nie tylko igrzyska olimpijskie, ale i inne wielkie imprezy, które w międzyczasie będą organizowane, są takimi motorami napędowymi do tego, aby na treningu dawać z siebie sto procent. Mamy przed sobą cały sezon pucharu świata, który też jest bardzo ważny. Zatem pracujemy ciężko, aby przez cały czas być w czołówce i w dobrej formie. Nie da się tak naprawdę wstrzelić z formą tylko w jedną dużą imprezę. Jeśli człowiek jest przygotowany do całego sezonu i przez cały czas startuje, to zwiększa swoje szanse na to, że i na głównej imprezie pokaże się z jak najlepszej strony.

- Dawid, co ci dał tytuł mistrza świata?

- Na pewno była to nagroda za te wszystkie lata pracy. To jest coś, co tak naprawdę podnosi mnie na duchu, bo długo musiałem na to czekać. Poza tym wiele się nie zmieniło w moim życiu, bo ja i koledzy pracujemy tak samo albo i jeszcze ciężej. Zatem wielkich zmian nie ma, ale na pewno zawsze gdzieś z tyłu głowy i w sercu zakodowane jest to, że taki sukces mam już na swoim koncie. Dodaje mi on pewności siebie oraz motywuje do dalszej pracy.

*************

 

Stefan Hula - zawodnik KS Eve-nement Zakopane. Drużynowy brązowy medalista zimowych igrzysk olimpijskich 2018, a także mistrzostw świata w lotach narciarskich 2018. Mistrz Polski 2018. Pierwszy sukces na arenie międzynarodowej odniósł w 1998, kiedy to wygrał nieoficjalne mistrzostwa świata dzieci.

 

- Stefan, patrząc na twój staż, można powiedzieć, że jesteś jedną z legend polskich skoków.
 

- Jedną z legend to może za dużo powiedziane.
 

- Ale jesteś reprezentantem naszego kraju od bardzo dawna. Były lepsze i gorsze momenty w twojej karierze, natomiast teraz znów jesteś na fali.
 

- Jak to w sporcie. Są momenty, że nam idzie, a potem jest nieco gorzej. Wtedy trzeba mieć dużo samozaparcia, aby przejść przez te trudniejsze chwile. Nigdy nic nie wiadomo. Zatem warto walczyć o swoje marzenia. Szczególnie wtedy, gdy robimy w życiu coś, co się kocha. Wtedy łatwiej nam przejść przez to wszystko.

- Który ze swoich sukcesów uważasz za najcenniejszy?

- Zdecydowanie medale mistrzostw świata w lotach i igrzysk olimpijskich. Tak samo wielkim sukcesem było dla mnie to piąte miejsce w Pjongczang. Niewiele zabrakło do medalu.

- No właśnie, przypomnijmy: 19 lutego 2018 wraz z Kamilem Stochem, Dawidem Kubackim i Maciejem Kotem zdobyliście drużynowo brązowy medal olimpijski w Pjongczang. Natomiast kilka dni wcześniej, 10 lutego, na tej samej imprezie na skoczni normalnej zająłeś indywidualnie doskonałe 5. miejsce. Po pierwszej serii byłeś nawet na prowadzeniu przed Kamilem Stochem. Zapachniało sensacją i olimpijskim złotem w Pjongczang. Jednak ani tobie, ani Kamilowi nie udało się w tym konkursie zdobyć medalu. Mistrzem olimpijskim został Andreas Wellinger. Kamil Stoch był wtedy czwarty, a ty spadłeś na 5. miejsce. Złoty medal miałeś na wyciągnięcie ręki.

 

- To prawda, ale powiedzmy sobie szczerze, pogoda tego dnia była taka, a nie inna. Mogło się to inaczej skończyć, ale uważam, że skakałem tam świetnie i z tego jestem bardzo zadowolony. Podobnie zresztą jak z konkursów w Zakopanem. Było zatem kilka miłych momentów. Natomiast te medale to dla mnie taka nagroda za wytężoną pracę.
 

- Wracając do Pjongczang. Czułeś wtedy pewien niedosyt?
 

- Oczywiście, że był. Prowadziliśmy z Kamilem po pierwszej serii i mogło się to skończyć jeszcze piękniej. Skakałem dobrze i wiedziałem, że stać mnie na wiele. Szczególnie na tej normalnej skoczni, bo świetnie się tam czułem. Ale równie dobrze, gdyby mi ktoś przed konkursem powiedział, że będę piąty, brałbym ten wynik w ciemno.

- Jaka atmosfera panuje teraz w zespole, po zmianie na stanowisku selekcjonera?

 

- Jeśli chodzi o atmosferę, to zawsze w naszej drużynie była ona świetna i dalej takowa jest. Mamy doskonały sztab ludzi, dla których ta praca jest pasją i wkładają w nią całe swoje serce. Więc tutaj o atmosferę nie ma się co martwić. Myślę, że o inne aspekty również, bo to są doświadczeni specjaliści, którzy uczyli się od najlepszych, w tym m.in. od trenera Stefana Horngachera. Powinno być dobrze. Na razie tak to wygląda i oby tak dalej. Tego nam trzeba życzyć, choć wiadomo, to jest sport. Nigdy nic nie wiadomo.
 

- Znajdujemy się w sali pamięci ZAKSY. Wy i siatkarze macie wspólnego sponsora w postaci Grupy Azoty. Łączy was coś więcej? Mieliście okazję się kiedyś spotkać, porozmawiać?
 

- Takiej okazji nie było, choć bywaliśmy na meczach siatkarskiej reprezentacji Polski. Na spotkaniach ligowych niestety nie. Bardzo lubię oglądać mecze siatkówki. Gdy tylko pozwoli czas, to zawsze staram się oglądać spotkania kadry narodowej i kibicować naszym chłopakom, bo to jest piękny sport.
 

- W Kędzierzynie-Koźlu jesteś po raz pierwszy?
 

- Tak, pierwszy raz.
 

- Jak patrzę na naszych skoczków, to muszę przyznać, że drobne z was chłopaki. Co wy w ogóle jecie?
 

- Możemy jeść wszystko, ale z głową. Trzeba znać umiar. Jak się ma ochotę na coś słodkiego, to nie wolno przesadzać. Należy przestrzegać pewnych zasad.
 

- Czego ci życzyć przed nowym sezonem?
 

- Zdrowia i siły.
 

- Zatem czynię to w imieniu kibiców.

************

 

Jakub Wolny - indywidualny i drużynowy mistrz świata juniorów z Val di Fiemme w 2014 roku. Reprezentant klubu LKS Klimczok Bystra. Rekord życiowy 237,5 m uzyskał na Letalnicy w Planicy (23 marca 2019). W zawodach pucharu świata zadebiutował 19 stycznia 2014 roku w Zakopanem, gdzie zajął 45. miejsce.

 

 

- Jakub, w minionym sezonie w poszczególnych konkursach pucharu świata osiągałeś doskonałe wyniki. Zająłeś m.in. czwarte i szóste miejsce indywidualnie. Otarłeś się więc o podium, a za cały sezon 2018/2019 zgromadziłeś aż 328 pkt. Dla porównania rok wcześniej uzbierałeś 73 pkt., a przeszło dwa lata temu… zero.
 

- Dziękuję za te słowa. Faktycznie, był to dla mnie bardzo udany sezon.
 

- Wszyscy podkreślają, że w twoim przypadku nastąpił wyraźny progres, wręcz eksplozja formy. Docenił to m.in. trener, bo w konkursie drużynowym reprezentowałeś nasz kraj, wchodząc do najlepszej czwórki. Nas, kibiców, to cieszy, bo kadra wzbogaciła się o kolejnego mocnego zawodnika.
 

- Jestem z tego bardzo zadowolony, ale wiem, że stać mnie na więcej i zamierzam pracować tak, aby było jeszcze lepiej.
 

- Michal Doležal był dotychczasowym asystentem Stefana Horngachera, który - jak wiemy - obejmie teraz reprezentację Niemiec. Czech nie jest wam obcy, ale zapewne osobowości obu tych panów nieco się różnią. Jak wyglądają wasze relacje międzyludzkie z nowym sternikiem reprezentacji Polski? Są jakieś obawy, znaki zapytania?
 

- Te relacje są bardzo dobre, choć nie do końca rozumiem, co pan ma na myśli. Na pewno każdy trener jest inny. Wszystko na razie gra i jest w jak najlepszym porządku. Moim zdaniem nie ma powodów do obaw. Będzie dobrze.
 

- Czy trener wdraża indywidualny program szkolenia dla poszczególnych zawodników, czy też jest on wspólny, jednolity dla wszystkich?
 

- Każdy ma indywidualny program, ale tak było zawsze. Teraz też mamy taki system. Owszem, są to podobne programy, ale każdy z nas ma jakieś swoje, indywidualne preferencje.
 

- Złotego medalu igrzysk olimpijskich czy mistrzostw świata nie ma jeszcze w twojej kolekcji, ale zakładam, że jest to jedno z twoich marzeń. Kiedy będzie to pierwsze złoto?
 

- Oby jak najszybciej. Mam swoje plany, ale na razie nie będę się nimi dzielił, ponieważ skoki są wyjątkowo nieprzewidywalną dyscypliną sportu. Czasami można sobie coś założyć, a potem niewiele z tego wychodzi.
 

- Po sezonie zimowym miałeś chociaż trochę spokoju?
 

- Cały czas ciężko pracuję. Mieliśmy tylko tydzień bez treningu. Zatem non stop jestem na pełnych obrotach.
 

- Wszyscy jesteście chudzi jak szczypiorki, ale niechętnie mówicie o swojej diecie. Może chociaż ty zdradzisz, czym posilasz się na co dzień?
 

- Trzeba się zdrowo odżywiać i zapoznać z tym, co możemy jeść i co jest nam potrzebne. No i musimy konsumować trochę mniej od innych

- Mając do wyboru skoki na śniegu oraz igielicie, co byś wybrał?

 

- Osobiście wolę skakać na śniegu.
 

- Czego ci zatem życzyć przed nowym sezonem na śniegu, który preferujesz?
 

- Wyłącznie dalekich skoków.
 

- I tego też ci życzę.

Andrzej Kopacki
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe