Stawiam na postęp i jakość

  • 31.10.2019, 10:45
  • Andrzej Kopacki
Stawiam na postęp i jakość foto: Andrzej Kopacki Krzysztof Domiański z dumą wypowiada się o swojej firmie
W tym roku kędzierzyńsko-kozielska firma „Stolarz” obchodzi swoje 35-lecie. Za sprawą nazwy, łatwo się domyślić w jakiej branży działa to przedsiębiorstwo. „Stolarz” dostarcza płyty meblowe, blaty kuchenne, fronty meblowe oraz wszelkie akcesoria meblowe do wielu zakładów stolarskich z Opolszczyzny, choć ze swoimi produktami i usługami dociera także do licznych miejscowości z województw ościennych. O początkach firmy i ewolucji, jakiej doświadczyła na przestrzeni ponad trzech dekad, rozmawiamy z jej twórcą i właścicielem Krzysztofem Domiańskim.

- Pańska firma obchodzi kolejny jubileusz. Są powody do dumy.

- To już 35 lat, ponieważ działamy na rynku od 1984 roku, choć w międzyczasie zmieniała się nasza lokalizacja. Zaczynałem na ul. Przytulnej, następnie była to Dunikowskiego 24, czyli dawna „Wielobranżówka”. No i wreszcie przy ul. Dunikowskiego 28 wspólnie z kolegą wybudowałem ten pawilon, który służy nam do dziś. Uznaliśmy, że lepiej mieć coś swojego niż wynajmować. 

- Jakie były te początki? Chyba nie należały do najłatwiejszych.

- Początki jak wszędzie w tamtych czasach nie były łatwe. Nie było ani maszyn, ani sprzętu do transportu i załadunku. Podjeżdżał TIR i trzeba było ręcznie wyładować 20 ton płyt.

- Kręgosłup nie wysiadł?

- Na szczęście nie. Jakoś trzeba było sobie radzić.

- Jednak ktoś chyba panu pomagał?

- Pomagali mi dorywczo różni ludzie. Otrzymali zlecenie i po 6 godzinach ciężarówka była rozładowana.

- Z upływem czasu pana firma rozwinęła skrzydła. Z tego co pamiętam, uruchomiliście swój oddział m.in. w stolicy województwa.

- To prawda. W 1995 roku powstał nasz oddział w Opolu, którego powierzchnia w chwili obecnej liczy już sobie około 5000 mkw. Tam jest duży rynek, więc opolski oddział stopniowo się rozrastał i z powodzeniem funkcjonuje do dziś. Odnotowujemy tam największe obroty, bo do stolicy regionu zjeżdżają klienci praktycznie z całego województwa. Kolejny oddział o powierzchni około 1000 mkw. uruchomiliśmy pod koniec lat 90. w mieście stolarzy czyli  w Dobrodzieniu i mimo wielkiej konkurencji dobrze tam sobie radzimy. W drugiej połowie lat 90. utworzyliśmy też filię w Nysie liczącą, podobnie jak siedziba w Kędzierzynie-Koźlu, około 600 mkw.

- Ilu pracowników zatrudniacie we wszystkich oddziałach?

- Ponad 40 osób. Firma opiera się na ludziach i ich wydajności.

- Natomiast o dobrych fachowców nie jest łatwo. Szczególnie o stolarzy. Jak zdołał pan stworzyć i utrzymać ten zespół ludzi, mając na uwadze wzrost wynagrodzeń i generalnie rosnące koszty utrzymania firm.

- Jeżeli obroty się zwiększają, to i pensje mogą wzrosnąć. To są dobrzy fachowcy. Trzeba umieć docenić ludzi, którym to wszystko zawdzięczam. Dzięki temu mogę też inwestować w maszyny i budynki. Pamiętajmy jednak o postępie technologicznym, jaki dokonał się w ostatnich latach. Nasze maszyny są sterowane numerycznie. Potrzebuję więc przede wszystkim ludzi, którzy potrafią obsługiwać te urządzenia. Zatem tak naprawdę bardziej muszą się znać na programach komputerowych niż na stolarstwie.

- Pan doskonale pamięta te czasy, gdy bardziej istotne w tym zawodzie były zdolności manualne. Po tych 35 latach funkcjonowania firmy, można mówić o swego rodzaju przepaści technologicznej pomiędzy tym co było, a tym co jest.

- Zaczynałem od wiertarki i piły. Na początku przez dobre kilka lat produkowałem malutkie wieszaczki  dla Cepelii. To było pierwsze poważne zlecenie. Kolejne, które pamiętam, dotyczyło płyt wiórowych. Przyjechało dwóch młodych ludzi, którzy zapytali mnie o płyty. Okazało się jednak, że oni chcieli kupić cały TIR takich płyt. To był koniec lat 80., kiedy na rynku trudno było cokolwiek dostać. Jednak udało mi się wtedy stanąć na wysokości zadania i sfinalizowałem transakcję z tymi młodzieńcami, którzy mają już dziś jedną z największych firm w zagłębiu meblarskim jakim jest Kępno. Gdy się z nimi od czasu do czasu widzę, to z uśmiechem na ustach wspominamy tamto zdarzenie.

- Jak układają się relacje międzyludzkie w tym środowisku? To jest bezwzględna walka z konkurencją, czy też jakoś ze sobą współpracujecie, dzielicie doświadczeniami?

- Działający na rynku stolarze się znają, stanowią zgrany zespół, a jest to ponad 1500, na ogół małych, kilkuosobowych firm w samym tylko województwie opolskim.

 - To nie jest łatwa branża, ponieważ konkurencja, szczególnie tu na Opolszczyźnie jest ogromna. Jak sobie w tej sytuacji radzicie?

- Staramy się walczyć o klienta nie tyle ceną, co przede wszystkim dostępnością towarów. U nas praktycznie od ręki można kupić wszystko do produkcji mebli.

- Zapytam z ciekawości, dlaczego postawił pan akurat na tę branżę? To wynika z jakiś tradycji rodzinnych, czy może z innych względów?

- Jakoś tak wyszło. Zawsze lubiłem majsterkować, wykorzystując do tego celu drewno, choć z wykształcenia jestem mechanikiem silników okrętowych.

- Natomiast jeszcze w pierwszej połowie lat 80. był pan nauczycielem wychowania technicznego w PSP nr 12. Majsterkowanie ma pan we krwi.

- Zgadza się. Nauczałem też przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Żeglugi Śródlądowej w Kędzierzynie-Koźlu, a potem już poszedłem na swoje i rozkręciłem ten biznes. W pierwszych latach działalności nastawiłem się na montaż i wytwarzanie boazerii, która w tamtym czasie była bardzo modna. Dlatego nazwałem swoją firmę Składem Materiałów Drzewnych „Stolarz” i nazwa ta przetrwała do dziś. Z biegiem czasu wprowadziłem też do obrotu płyty meblowe, które wciąż królują na rynku.

- Asortyment w sklepach tej branży jest coraz bardziej urozmaicony. Takie są bowiem wymogi rynku oraz klientów. Trzeba iść z duchem czasu, aby przetrwać.

- Usługi stolarskie są bardzo poszukiwane. Na rynku nie ma za wielu stolarzy, dlatego wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom majsterkowiczów i prowadzimy usługi cięcia oraz oklejania płyt meblowych. Klient może sobie zamówić konkretne produkty przez Internet, korzystając ze specjalnego programu. Jest to system elektronicznego składania zleceń na usługi cięcia i oklejania, dostępny na stronie stolarz.biz. Klient odpowiada za wprowadzone zlecenie, tj.: wybrany materiał, taki jak płyta meblowa, blat kuchenny, HDF/MDF, wybraną okleinę, wszelkie parametry i wymiary zamówionych materiałów. Klienci mają też możliwość dokonywania nieograniczonej, bezpłatnej liczby optymalizacji takiego projektu. Internetowy e-rozrys można sobie wykonać we własnym zakresie, uzyskując nie tylko projekt techniczny, ale i wycenę wybranych przez siebie produktów. Wybór jest ogromny, bo mamy do dyspozycji około 130 kolorów w przypadku płyt i około 120 kolorów w odniesieniu do blatów.

- Kiedyś były trzy kolory na krzyż.

Owszem: antracyt, biały i czarny. Teraz jest ponad setka, a i tak dla niektórych to za mało. Niektóre kolory są wycofywane z produkcji, z kolei inne wchodzą na rynek. Zakłady, w których się zaopatrujemy, to SWISS KRONO. To, co szwajcarska firma produkuje w Polsce, jest dostępne praktycznie w całej Europie.

- Kto jest bardziej wybredny podczas zakupów i wyboru kolorystyki? Panie czy panowie? Zaryzykuję tezę, że jednak panie.

- Niekoniecznie. Czasami blaty oraz płyty kuchenne oglądają u nas całe rodziny. Zdania są podzielone. Często taka wizyta w sklepie kończy się kłótnią. Ale na drugi dzień, po wypracowaniu jakiegoś tam kompromisu, przychodzą i już na spokojnie robią zakupy.

- Zapewne w historii firmy nie brakowało trudnych momentów. Zakładam, że jednym z nich była wielka powódź z lipca 1997 roku.

- Niestety, wszystko wówczas zostało zalane. Na Dunikowskiego 24 posiadałem już wtedy maszyny, transport i wózki widłowe, a w magazynie zgromadziliśmy pokaźną ilość płyt. Straty były ogromne, sięgające kilkuset tysięcy złotych.

- To jak potem stanęliście na nogi?

- Dzięki oddziałowi, który już istniał w Opolu. Choć Opole też było zalane, ale tam akurat woda nie doszła i hurtownia przez cały czas prosperowała.

- Nie otrzymaliście odszkodowania z ubezpieczalni?

- Wszystko było ubezpieczone, poza budynkami i materiałami, bo chyba nikt nie spodziewał się, że przyjdzie tak wielka woda. Tymczasem wał został przerwany praktycznie naprzeciwko nas. Wewnątrz hurtowni pływały nawet żaby i ryby. Próbowaliśmy odzyskać podłogi. Czyściliśmy je całymi dniami z tego błota i szlamu, ale nasze wysiłki poszły na marne.

- Sprzęt też próbowaliście ratować?

- Co ciekawe, wózki widłowe i samochody, których nawet nie ruszaliśmy, bo w tamtym czasie trudno było znaleźć jakiegokolwiek mechanika, wyschły i po paru dniach same odpaliły. Trzeba je było tylko wyczyścić. O dziwo, nawet telewizor, którego woda również nie oszczędziła, zadziałał, gdy pół roku po powodzi podłączyliśmy go do gniazdka elektrycznego.

- Trudny moment to chyba również remont kozielskiego mostu na Odrze i problemy z dojazdem do waszej hurtowni.

- Ruch faktycznie był mniejszy, ale jak ktoś bardzo chciał, to zawsze dojechał. Tego typu inwestycje przeprowadzane są w całym kraju, więc i my jakoś to przetrwaliśmy, a już po remoncie wszyscy byli zadowoleni.

- No to teraz pytanie, który okres był dla pańskiego biznesu najbardziej owocny?

- Ostatnie lata. Co roku odnotowujemy wzrost na poziomie około 8-10 procent. Między innymi dzięki nowym maszynom oraz zrealizowanym inwestycjom. Stare maszyny wymieniamy po 3-4 latach na jeszcze bardziej nowoczesne i wydajne. To zdaje egzamin. Nie można zostawać w tyle. Trzeba stawiać na postęp i jakość. To jest moja życiowa dewiza.

- Macie jakieś plany ekspansyjne w najbliższym czasie?

- Chcemy wyjść poza województwo opolskie, ale to wyzwanie sceduję już chyba na moich następców. Ambitne plany są. Nawet ostatnio oglądałem nowe maszyny na Targach Poznańskich, które organizowane były 13 września. Wszystko z myślą o podnoszeniu jakości i wzroście produkcji. Mam następców w osobie syna, który prowadzi oddział w Opolu. Zięć prowadzi oddział w Dobrodzieniu.
Natomiast trzeci i czwarty syn oraz córka mają już swoją firmę, która działa w podobnej branży, zajmując się produkują mebli hotelowych i bankietowych.

- Zaraził pan bakcylem stolarstwa swoich bliskich.

- To prawda. Jest to już firma rodzinna, która bardzo dobrze radzi sobie na rynku.

- Życzę więc, aby ten czas prosperity trwał jak najdłużej.

- Dziękuję bardzo.

Andrzej Kopacki

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe