Młoda dusza Karola Strasburgera

  • 26.11.2019, 12:33
  • Andrzej Kopacki
Młoda dusza Karola Strasburgera Foto: Andrzej Kopacki Karol Strasburger chętnie przyjeżdża do Zakrzowa
Obecny podczas zorganizowanych na przełomie sierpnia i września XXII Jeździeckich Mistrzostw Gwiazd - Art Cup Karol Strasburger postrzegany jest jako legenda tej imprezy. Wydarzenie było okazją do rozmowy z artystą nie tylko o wielkim świecie, ale również o zupełnie przyziemnych sprawach.

- Jak to jest być legendą zakrzowskiej imprezy? Takie określenie padło chociażby z ust organizatorów tego wydarzenia.

- To bardzo ładnie ze strony tych, którzy mnie tak określają, o ile legenda jest w tym kontekście pewnym wyróżnieniem. Jeśli tak, to niezmiernie się z tego cieszę. Natomiast w mojej świadomości funkcjonuje trochę inne przesłanie. Otóż bycie legendą jest miłe, ale jeszcze milej jest być tym, który działa tu i teraz i ma coś przed, a nie za sobą. Więc ja mam przed sobą ciągłe wyzwania, a jednym z nich jest wygrywanie. Czyli jak startuję w zawodach, to chcę je zawsze wygrać, a nie mówić, że kiedyś wygrywałem, i budować coś jedynie na tym, co było. Pragnę budować ten wizerunek na tym, co jest dziś i co będzie jutro. Druga moja refleksja dotyczy naszych spotkań, które mają charakter wyjątkowy, dlatego tu jestem i zawsze chętnie przyjeżdżam do Zakrzowa w gminie Polska Cerekiew. Mimo że Andrzej Sałacki nie jest jedyną osobą, która odpowiada za organizację całego przedsięwzięcia, to czujemy się gośćmi Andrzeja, których szanuje i dba o nas w sposób bardzo osobisty. Ja się właśnie tak czuję i jeśli Andrzej do mnie dzwoni i pyta, czy przyjadę, to jak mogę odmówić?

 

- Podczas wywiadu przeprowadzonego wiele lat temu zadałem panu pytanie dotyczące wyjątkowej atmosfery, jaka panuje w tym miejscu. Zgodził się pan wówczas, że klimat zakrzowskiej imprezy jest niepowtarzalny. Czy z perspektywy czasu Karol Strasburger podtrzymuje swoje zdanie?
 

- Jak najbardziej. Podtrzymuję to, co mówiłem przed laty. Nie zmieniam zdania i poglądów, co - jak wiemy - jest dość powszechnym zjawiskiem w tych czasach. W jakimś sensie się zatem wyróżniam. Tu na szczęście nic się nie zmienia, choć przecież tak wiele zmieniło się wokół nas na przestrzeni tych lat. Zmieniają się ludzie i zasady, co niestety jest najgorsze, jak również ta szlachetność, na której budujemy więzi międzyludzkie. Hipika to w pewnym sensie sport arystokratyczny, choć może określenie to nie jest przez wszystkich do końca lubiane i akceptowane. Niemniej relacje międzyludzkie, zachowanie kibiców, z jakim mamy tu do czynienia, bardzo mnie cieszą. Tu nie ma kiboli, nie ma mordobicia. Widzę tu ludzi, którzy są grzeczni i mili dla siebie. Być może konie wyzwalają te pokłady życzliwości wśród widzów. I myślę, że na ile tylko będzie to możliwe, ta doskonała atmosfera tu przetrwa, co jest także zasługą władz lokalnych i regionalnych, których rolę bardzo doceniam. Bywam w tym województwie przynajmniej raz w roku. Razem z Robertem Janowskim prowadzimy Wojewódzki Festiwal Twórczości Artystycznej „Opolskie Szmaragdy” na zamku w Mosznej i wiem, jak władze regionu i lokalne samorządy dbają o to, aby na Opolszczyźnie było dobrze. Sądzę, że zakrzowskie zawody wpisują się w te tendencje i w to myślenie. Cieszę się z tego i chciałbym, aby to jak najdłużej funkcjonowało i by nikt temu nie przeszkodził.

- Kiedyś widzowie kochali pana za świetne role w takich produkcjach, jak chociażby: „Kolumbowie”, „Polskie drogi”, „Karino”, „Noce i dnie” i wiele innych. Z kolei teraz chyba trudno wyobrazić sobie „Familiadę” bez 72-letniego Karola Strasburgera. Zatem prawie całe życie na szklanym ekranie. Latka lecą, a popularność nie przemija.

 

- To bardzo cieszy, bo są inne pokolenia, konkurencja rośnie. Swoją drogą cieszy mnie także to, że kolejne pokolenia pamiętają jeszcze chociażby serial „Polskie drogi”, o którym pan wspomniał. Obecnie nie ograniczam się wyłącznie do „Familiady”. Gram w dwóch serialach telewizyjnych, z pewnymi przerwami biorę również udział w różnych projektach, także teatralnych. Tak więc jestem nieustannie obecny w tej artystycznej przestrzeni. Utkwiły w mej pamięci słowa wypowiedziane przez mojego guru i zarazem profesora szkoły teatralnej, niestety nieżyjącego już Zbigniewa Zapasiewicza, że aktorem z prawdziwego zdarzenia zostaje się po 20-30 latach pracy. Owszem, początki są miłe, ale żeby to wszystko było świadome, ukształtowane i ugruntowane, to musi upłynąć trochę czasu. Nie jest sztuką być gwiazdą jednego czy dwóch sezonów, być najlepszym i noszonym na rękach, a potem świat zapomina o tobie. Zbigniew Zapasiewicz mówił, nie musicie być najlepsi. Bądźcie średni, bądźcie dobrzy, ale przez całe swoje życie. I ja tę zasadę przyjąłem. Próbuję więc nie błyszczeć, tylko robić to, co robię dobrze, i jak najdłużej.
 

- W pana prywatnym życiu zaszły ważne zmiany. To świeży temat, bo niedawno wziął pan ślub z młodszą o 37 lat Małgorzatą Weremczuk. Są powody do radości.
 

- Oczywiście, bo to jest takie przedłużenie naszej aktywności. Nie wszyscy ludzie w tym samym wieku są tacy sami. W relacjach międzyludzkich nie wiek jest zatem najważniejszy, a świadoma praca nad sobą i bieżąca działalność. Moim zdaniem to nie odwoływanie się do przeszłości i legend, a życie teraźniejszością i doskonalenie naszych postaw w oparciu o nabyte niegdyś doświadczenia dają szansę na to, że stajemy się ludźmi, którzy potrafią odnaleźć się w tych współczesnych realiach. Ludźmi mającymi rozeznanie w świecie nie tylko sztuki, ale i techniki. Staram się być na bieżąco z nowinkami technicznymi, informatycznymi. Lubię to, grzebię w tym i powiem nieskromnie: znam się na tym. Nie mówię, że coś jest tylko dla młodych albo dla starszych. Dla mnie takie pojęcia nie istnieją. Tu jest podział na tych, którzy coś na ten temat wiedzą lub nie. Młodzi ludzie też wielu rzeczy nie znają i ten kult młodości, który panuje niepodzielnie, jest jak dla mnie trochę przesadzony. Bo jeśli człowiek dojrzały ma doświadczenie, a przy tym duszę młodego, no to ci młodzi nie mają szans.
 

- No właśnie widzę, że ta młoda dusza w panu drzemie.
 

- Grając w tenisa, można się trochę sprawdzić. Jak na korcie pojawi się dwudziestoparolatek, który nie ma doświadczenia, a tylko dobre chęci i młodość, to jest to trochę za mało, by wygrać z seniorem, który gra na bieżąco.

- Do Zakrzowa bardziej przyciąga osoba Andrzeja Sałackiego czy też piękne rolnicze krajobrazy gminy Polska Cerekiew? Jak sądzę, taka wizyta to dla artystów szansa na odpoczynek od wielkomiejskiego zgiełku, z którym zmagacie się na co dzień.

 

- Szczerze mówiąc, przyciągają nas konie. Bo gdyby tych koni tu nie było, to i nas by tu nie było. Te piękne zwierzęta, z którymi łączą się wspaniałe tradycje, działają jak magnes. Ale obok koni są ludzie, miejsce i wspomniana wcześniej wyjątkowa atmosfera. Natomiast czy mamy tu czas na odpoczynek? Tak średnio, bo jest dużo atrakcji, są emocje. Sam w pewnym momencie zastanawiałem się, czy tego typu zawody są bardziej odpoczynkiem, jakąś formą relaksu, czy też kontynuacją działalności zawodowej. Wszak ciągle stykamy się z mediami, rozmawiamy o naszym dorobku artystycznym, jesteśmy obiektem zainteresowania fotoreporterów, więc w jakimś sensie cały czas jesteśmy w pracy. Musimy uważać na to, jak wyglądamy, co mówimy. Natomiast ktoś kiedyś mądrze powiedział, że jak będziesz robił to, co lubisz, to nigdy nie będziesz musiał pracować. Zatem skoro w Zakrzowie robimy to, co lubimy, to nie jest to praca, a bardziej przyjemność. Jest to pochłaniające nas hobby oraz realizacja pewnych sportowych ambicji. Natomiast przykładowo dla takiego Andrzeja Sałackiego czy zawodowych jeźdźców jest to praca. Zakrzowskie zawody pozwalają nam choć na chwilę odciąć się od rzeczywistości, gdyż skupiamy się właśnie na rywalizacji sportowej i zapominamy o innych sprawach. Sport i inne pasje odciągają nas od problemów, które zostawiamy w domu. Więc w tym kontekście należy to traktować jako relaks. W Zakrzowie mamy zatem trzy dni relaksu.

- Czyli do zobaczenia za rok.

 

- No mam taką nadzieję, bo jak pan wie, otaczająca nas rzeczywistość zmienia się bardzo dynamicznie. Naprawdę trudno jest przewidzieć, co będzie za rok. Już nie mówię o tym, jaka będzie sytuacja polityczna w kraju czy na świecie, bo tego nie wiemy, ale mam tu na myśli również zmiany klimatyczne, które są coraz bardziej zauważalne. Lodowce topnieją, lasy płoną, temperatura rośnie, huragany i powodzie zbierają straszne żniwo. Skoro tego lata temperatury osiągały 40 st. C, to strach pomyśleć, co będzie za rok. Być może nie przyjedziemy, bo uniemożliwią nam to ekstremalne temperatury. Wszystko może się zdarzyć, ale zakładając optymistycznie, że letnia aura nie przybierze jakiegoś katastroficznego oblicza, to zapewne spotkamy się tu za rok.

Andrzej Kopacki

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe