Otwórz okno, dłużej pożyjesz

  • 09.12.2019, 13:30 (aktualizacja 09.12.2019, 15:38)
  • Andrzej Kopacki
Otwórz okno, dłużej pożyjesz Mistrz kominiarski Krystian Motyka
W Polsce co roku straż pożarna odnotowuje kilka tysięcy zdarzeń związanych z tlenkiem węgla, podczas których poszkodowanych zostaje około dwóch osób, a około sto z nich umiera wskutek zatrucia. W naszym mieście straż pożarna i pogotowie co rusz wzywana jest na interwencje z tym związane. A wystarczy tak niewiele, by zmniejszyć ryzyko zaczadzenia. O zagrożeniach związanych z czadem, rozmawiamy z mistrzem kominiarskim Krystianem Motyką z Kędzierzyna-Koźla.

- Zima powoli daje o sobie znać. To także najtrudniejszy czas dla kominiarzy, którzy mają teraz pełne ręce roboty.
 

- Jak zawsze zima jest dla nas uciążliwa. Mamy dużo zgłoszeń. Dziennie od mniej więcej piętnastu do dwudziestu. Praca praktycznie od rana do wieczora.
 

- Często słyszymy o wypadkach związanych z zatruciem tlenkiem węgla. To jest istna plaga o tej porze roku. Które spośród błędów najczęściej popełnianych przez mieszkańców, a skutkujących podtruciami, wymieniłby pan na pierwszym miejscu.
 

- Niestety ludzie często lekceważą obowiązujące przepisy. Mam tu na myśli czyszczenie przewodów kominowych, uchylanie okien, regularne serwisowanie urządzeń i systemów grzewczych oraz instalacji kominowych. Tymczasem jest to konieczne, by zabezpieczyć się przed utratą zdrowia, a nawet życia.
 

- Chyba najgroźniejsze są tzw. „cofki”.
 

- Dokładnie. One nasilają się przy siarczystych mrozach, narastającej różnicy ciśnień. Ponadto ludzie nie dogrzewają i nie wietrzą mieszkań. Jest to bardzo istotne, ponieważ mamy instalacje grzewcze z grawitacyjnym systemem odprowadzania spalin. I te piecyki znajdujące się w naszych łazienkach i kuchniach, potrzebują doprowadzenia odpowiedniej ilości powietrza. Jest to uregulowane przepisami, które mówią, że w ciągu godziny do mieszkania musi napływać minimum 150 metrów sześciennych powietrza. Wiadomo ludzie oszczędzają na ogrzewaniu i rzadko w zimie otwierają okna, tym bardziej podczas kilkunastostopniowych mrozów. Jednak chciałbym podkreślić, że mimo uchylania okien podczas mroźnej aury, wbrew pozorom temperatura w mieszkaniu nie spada. Następuje wymiana powietrza, a to świeże, które napłynęło do środka, znacznie szybciej ulega nagrzaniu i w mieszkaniu robi się całkiem przyjemna temperatura. Natomiast piecyki dużo lepiej funkcjonują, ponieważ przywracamy odpowiedni ciąg w przewodach kominowych. Bo co pobudza ten ciąg? Właśnie powietrze. Tymczasem budynki zostały ocieplone styropianem, a okna w mieszkaniach zostały wymienione na plastikowe. Problem w tym, że nie wszystkie z nich posiadają odpowiednią mikrowentylację.
 

- Szczelnie jak w puszce. W tej sytuacji faktycznie pozostaje wietrzenie. Przynajmniej na te parę minut.
 

- Oczywiście. Ponadto w momencie kiedy korzystamy z piecyków gazowych, proszę nie zatykać kratek wentylacyjnych, bo to w połączeniu z pozamykanymi szczelnie oknami, może zakończyć się tragedią. Ktoś idzie sobie poleżeć do wanny, zrelaksować się, ale może już więcej z niej nie wyjść.
 

- Gdy idziemy się kąpać i jeśli poza nami ktoś z domowników jest jeszcze w mieszkaniu, to warto poprosić ich, aby od czasu do czasu zerknęli, czy nie dzieje się z nami coś niepokojącego, chociażby w postaci zasłabnięć, czy omdleń.
 

- Tak, muszą być czujni i zerknąć czasami do łazienki. Na co jeszcze powinniśmy zwrócić uwagę? Często z piecyka gazowego dmucha zimne powietrze, a rura odprowadzająca spaliny z junkersa jest wychłodzona. Przy okazji wyziębia się cała nagrzewnica tego piecyka, o czym ludzie mają prawo nie wiedzieć. Raptowne włączenie urządzenia, często powoduje rozerwanie takiego pieca. Tymczasem można tego wszystkiego uniknąć w prosty sposób…. otwierając okno i doprowadzając powietrze. Niejednokrotnie wmawia się kominiarzom, że wszystkiemu winne są niedrożne przewody kominowe. Prawda jest taka, że skoro z danego przewodu dmucha zimne powietrze, to on nie może być zatkany. Przecież to jest oczywiste. Jeśli faktycznie nie ma ruchu powietrza, to dopiero wtedy mamy podstawy do tego, aby sprawdzić drożność takiego przewodu kominowego.
 

- Gdy ktoś ma jakieś podejrzenia, że przewód kominowy jest zatkany, np. z powodu martwego ptaka, który wleciał do środka, to należy jak najszybciej powiadomić służby kominiarskie.
 

- W każdym przypadku można się do nas zgłaszać. Przyjdziemy, sprawdzimy i w razie potrzeby udrożnimy przewód kominowy. Jesteśmy dla ludzi.
 

- Ile takich podtruć, a także śmiertelnych zatruć odnotowujemy każdego roku na naszym terenie. Mam na myśli powiat kędzierzyńsko-kozielski.
 

- Tych podtruć jest bardzo dużo. Nawet kilkadziesiąt w skali roku. Zatruć śmiertelnych odnotowujemy ze 3-4 rocznie. Zatem wiele osób z tych kilkudziesięciu może mówić o ogromnym szczęściu, bo zdecydowana większość przypadków to podtrucia. Ja i moi koledzy po fachu widzieliśmy już różne straszne obrazki. Nawet ciała domowników, w tym również dzieci. To boli i płakać się wtedy chce. Tym bardziej, że na ogół znamy tych ludzi i to nie tylko z widzenia.
 

- Jak ludzie reagują na te uwagi i dobre rady kominiarzy? Dostosowują się do nich? Wyciągają jakieś wnioski na przyszłość? Czy też przeważnie to co mówicie, jednym uchem wpada, a drugim wylatuje?
 

- Różnie z tym bywa. Ludzie, których dotknęły już jakieś perypetie związane z czadem, typu podtrucia, biorą sobie do serca nasze sugestie i apele. Jednak większość z nich uważa, że nic nie robimy, tylko przychodzimy i gadamy o otwieraniu okien. No ale taka jest nasza rola. Czasami ludzie reagują wręcz złośliwie i agresywnie. Nie chcę tu przytaczać tych epitetów pod naszym adresem, bo nawet nie wypada ich cytować na łamach gazety. Ludzie powinni zrozumieć jedno. Nie przychodzimy do nich po to, żeby im zaszkodzić, ale żeby pomóc. Aby stosowali się do naszych rad. Bo każdy jeden mistrz kominiarski działający na danym terenie za to odpowiada. Dba o to, żeby tym mieszkańcom nic złego się nie stało. Trzeba tylko trochę życzliwości, rozwagi i zrozumienia dla nas. Jako kominiarz pracuję od 1980 roku. Zatem w tym zawodzie jestem na dobre i na złe od 39 lat. Warto mnie czasami posłuchać.
 

- Zapomnieliśmy o jeszcze jednej kwestii. Pamiętajmy o instalowaniu w łazienkach detektorów czadu, które również mogą uratować niejedno ludzkie życie. Czujki tlenku węgla, to raptem wydatek kilkudziesięciu złotych.
 

- One wprawdzie nie są obowiązkowe, ale na pewno warto je posiadać. Bo urządzenie takie ostrzega ludzi, że coś jest nie tak i we właściwy sposób mogą zareagować. Szybko dobiegają do okien, uchylają je i wietrzą całe mieszkanie. Coraz więcej ludzi kupuje te czujniki.
 

- W ostatnich miesiącach wiele się mówi o stanie naszego powietrza. Ekolodzy przekonują, że zwiększony poziom pyłów zawieszonych, to efekt tego, czym tak naprawdę pali się w naszych piecach. Problem, jak wiemy, dotyka całego kraju i nie jest to tylko lokalna przypadłość.
 

- Potwierdzam. Kominiarze na co dzień są w terenie i widzą, czym ludzie palą. To są śmieci, plastik. Większość mieszkańców jest zubożała. Zatem palą czym popadnie, bo szczególnie teraz przy tych mrozach, też chcą mieć ciepło w domu. Odnotowujemy przypadki, że niektórzy w kominkach palą nawet oponami, bo przekonują, że nie stać ich na zakup węgla. My możemy to wyciągnąć z pieca i wyrzucić, ale na ogół słyszymy tylko: „zostaw to”, „nie ruszaj tego”. Nawet jak wyciągniemy te śmieci z kominków, to po naszym wyjściu z domu i tak to wszystko idzie ponownie do spalenia. Do kogo później mieć pretensje, że nasze powietrze jest tak zanieczyszczone?

- Co zatem należy uczynić?

Zależy mi na tym, aby wszystkie stare budynki, gdzie w dalszym ciągu w piecach pali się głównie węglem, zostały wreszcie podłączone do miejskiej sieci ciepłowniczej. Być może mieszkańcy boją się wysokich rachunków za centralne ogrzewanie i wybierają własne rozwiązania, wymieniając stare kotły węglowe na gazowe, otrzymując przy tym dofinansowanie z urzędu miasta. Jestem przekonany, że samorząd skorzystałby na tym jeszcze bardziej, gdyby skutecznie zachęcił potencjalnych odbiorców, by przyłączyli się do miejskiej sieci ciepłowniczej. Zamiast przeznaczać pieniądze na modernizację lub wymianę starych pieców węglowych, lepiej byłoby spożytkować te środki na wybudowanie wewnętrznej instalacji c.o. w poszczególnych budynkach, które postanowiono podłączyć do miejskiej sieci ciepłowniczej. Przykładowo w Koźlu, szczególnie na odcinku od ul. Kraszewskiego na Starym Mieście w kierunku os. Zachód, około 40 proc. nieruchomości wciąż nie jest podłączonych do ogrzewania miejskiego. Później narzekamy na zanieczyszczone powietrze. Ponadto dochodzi do wspomnianych wcześniej przypadków zatrucia tlenkiem węgla. Nie tylko w sezonie grzewczym, ale nawet latem. Ten problem mamy więc okrągły rok, choć wiadomo, że nasila się on w okresie jesienno-zimowym. Korzystając z miejskiej sieci ciepłowniczej, poprawiamy jakość powietrza i ograniczamy ilość zaczadzeń. Mam świadomość, że nie nastąpi to od razu, ponieważ jest to długotrwały i kosztowny proces inwestycyjny. Ale warto go wdrożyć, choć znam przypadki, a chodzi konkretnie o dwie klatki schodowe w budynku wielorodzinnym, które zrezygnowały z miejskiego ciepła na rzecz ogrzewania elektrycznego. Domyślam się, że chodziło o koszty.

 

- Ilu mieszkańców przerzuciło się już na ekologiczne piece gazowe i olejowe, a ilu korzysta jeszcze z tych węglowych? Jest to już mniej więcej 50 na 50 procent?
 

- Jeszcze nie. Węgiel jest dużo tańszy, zatem w większości wybierają czarne złoto. Gaz, olej opałowy, prąd elektryczny są drogie. Co więcej, spora część osób, które miały już zainstalowane piecyki gazowe, z uwagi na wysokie koszty eksploatacji, powróciła swego czasu do węglowych. Jeśli ktoś musi ogrzać np. sporej powierzchni domek jednorodzinny, to przeważnie nie stać go na ogrzewanie gazowe.
 

- No ale są różne kotły węglowe. Mniej lub bardziej uciążliwe dla środowiska.
 

- Są kotły ekologiczne na pellet, czyli paliwo z biomasy, a konkretnie granulat drzewny, czy też na ekogroszek. No ale co się z tym wiąże? Kotły w przypadku ekogroszku muszą utrzymywać wysoką temperaturę, bo w przeciwnym razie nie ma pełnego spalania. Wówczas ten materiał opałowy zamienia się np. w smołę. Tylko wysoka temperatura w kotłach powoduje, że ten materiał ulega całkowitemu spaleniu. W przeciwnym razie urządzenia grzewcze i instalacje kominowe ulegają potwornemu zanieczyszczeniu. Później z tego powodu dochodzi m.in. do zapalenia sadzy w kominach. Jeśli ktoś chce utrzymać niższą temperaturę i zaoszczędzić na opale, to straci na kosztach związanych z czyszczeniem, a nawet modernizacją instalacji grzewczych i kominowych.
 

Andrzej Kopacki

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

sfsfsf
sfsfsf 10.12.2019, 16:25
Też mam podobne zdanie, jak SOSNA. Podłączenie jak największej liczby budynków w danym mieście do istniejącej sieci ciepłowniczej wyraźnie obniżyłoby zanieczyszczenie powietrza.
Sosna
Sosna 10.12.2019, 08:04
I tu sue zgodzę z P. Kominiarzem ''Zamiast przeznaczać pieniądze na modernizację lub wymianę starych pieców węglowych, lepiej byłoby spożytkować te środki na wybudowanie wewnętrznej instalacji c.o. w poszczególnych budynkach, które postanowiono podłączyć do miejskiej sieci ciepłowniczej.''

Pozostałe