Historia wigilijnego opłatka

  • 24.12.2019, 11:51
  • Tomasz Żabski
Historia wigilijnego opłatka
Na honorowym miejscu wigilijnego stołu, na haftowanej serwecie, ozdobnym talerzu, na pasemku słomy lub siana, na ziarnach zbóż rozsypanych na obrusie albo zawiązanych w serwetkę czy bochenku chleba. Tak o nim pisał w XIX w. Kajetan Kraszewski: „Ojców to naszych obyczaj prastary/ Rodzinnej niwy maluje dostatek/ Symbol braterstwa, miłości i wiary – Święty opłatek”.

W polskich domach gości tylko raz w roku – przy okazji pięknych, niezwykle ciepłych i rodzinnych świąt Bożego Narodzenia. Tym niezwykłym chlebem, chlebem-symbolem, wypowiadając słowa pełne miłości, dzielimy się z bliskimi.

Opłatek to rodzaj przaśnego ciasta ze skrobi pszennej i wody. Nazwa tego białego, delikatnego i cienkiego chleba pochodzi od łacińskiego słowa oblatum – czyli dar ofiarny; niegdyś używano też nazwy nebula – mgiełka.

Opłatki wypiekano w urządzeniach przypominających obcęgi zakończone żeliwnymi, ściśle do siebie przylegającymi tabliczkami. Ich wnętrze ozdobione było wklęsłym rytem. W Polsce nazywano je „żelazkami”. Do formy wlewano wodę rozrobioną z mąką pszenną, wkładano do ognia i po dwóch-trzech minutach opłatek był gotowy. Sposób ich wyrabiania do dziś nie uległ praktycznie zmianom.

 

Do XV wieku wypiekano je w klasztorach z zachowaniem uroczystego rytuału, mającego podkreślać sakralny charakter pieczywa. Brano najlepsze ziarna i mielono je w specjalnych, tylko do tego celu używanych młynkach. Mąki w nich zmielonej nie wolno było używać do wypieku innego.

Dopiero w wieku XVI ważne zadanie wypieku opłatków i komunikantów powierzono osobom świeckim, wprawdzie związanym z Kościołem i gospodarstwem plebańskim, ale niekoniecznie stanu duchownego. Zajmowali się tym organiści, kantorzy, kościelni i ich przypadkowi pomocnicy.

 

Przed Bożym Narodzeniem księża lub organiści roznosili opłatki do domów parafian, składając im życzenia świąteczne.

Opłatek do dziś znany jest, poza Polską, na Białorusi, Litwie, Słowacji, Ukrainie i w Czechach. Obyczaj dzielenia się nim w naszym kraju  początkowo przyjął się na dworach szlacheckich, około XVIII wieku. Szybko jednak rozpowszechnił się także wśród innych stanów, mieszczan i chłopów.

Zygmunt Gloger, opisując wigilijny wieczór po ukazaniu się pierwszej gwiazdki, tak przedstawiał najważniejszy moment spożywanej wieczerzy: „Gospodarz i gospodyni łamią się ze wszystkimi opłatkiem, który rozesłany od proboszcza i rozwieziony przez organistę wszystkim parafianom wyobraża pamiątkę owych chlebów przaśnych pozostałych od ofiar i przez kapłana rozdzielanych wiernym.

Każdy z obecnych musi u drugiego ułamać kawałek opłatka i zarazem podać mu swój do ułamania” („Rok Polski w życiu, tradycji i pieśni”). A potem  wybaczyć wszelkie urazy, winy i zdrady i życzyć wszelkiego dobra... I tak to się dzieje od pokoleń, rokrocznie.

Szczególnego znaczenia dzielenie się opłatkiem nabierało w trudnych dla narodu chwilach: w czasie rozbiorów, okupacji hitlerowskiej, w stanie wojennym. Stawało się wtedy symbolem jedności i więzi narodowej. Opłatki starano się przekazywać zesłańcom i więźniom politycznym, a także bliskim przebywającym poza krajem, na emigracji.

 

Obyczaj łamania się opłatkiem wykazuje podobieństwa z dawnymi chrześcijańskimi rytuałami, jak pisze Barbara Ogrodowska w „Polskich obrzędach i zwyczajach dorocznych”.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w misteriach religijnych używano okrągłych, spłaszczonych chlebów przaśnych, niesolonych i niekwaszonych, upieczonych na gorących kamieniach.

Te, które nie zostały wykorzystane, niekonsekrowane, zwane eulogiami, rozdawano wiernym, aby łamali je i spożywali na znak braterstwa i przynależności do wspólnoty chrześcijańskiej.

Chleb przaśny stosowany był w ofiarnych obrzędach chrześcijańskich jeszcze w czasach panowania Karola Wielkiego, cesarza rzymskiego i króla Franków. Dopiero około X-XI wieku do misteriów religijnych wprowadzono inny rodzaj pieczywa, podobny do znanych nam dzisiejszych opłatków. Przyjął się on przede wszystkim w Kościele obrządku rzymskiego, łacińskiego (po rozłamie w Kościele, w 1054 roku) i dotychczas ma zastosowanie w rzymskokatolickich obrzędach Eucharystii.

 

Z czasem opłatek przestał pełnić tylko funkcje obrzędowe. Stał się ulubioną przekąską do wina, a posmarowany miodem stanowił przysmak dziecięcy.

W „Compendium Ferculorum albo zebranie potraw”, książce, która wyszła w 1682 roku spod pióra Stanisława Czarnieckiego, kuchmistrza wojewody Aleksandra Michała Lubomirskiego, znajdziemy przepisy na sporządzenie z nich rurek z kremem, a nawet migdałowych makaronów i obwarzanków, które podawano jako wety; w dawnej Polsce wetami nazywane były słodkie specjały.

Opłatki znajdowały też zastosowanie w innych dziedzinach życia. Z opłatkowego ciasta aptekarze wypiekali kapsułki, do których sypali niewielkie dawki sproszkowanych gorzkich lekarstw. Używano ich też w kancelariach zarówno królewskich, jak i w dworach szlacheckich. Musiały być zawsze pod ręką, w zestawie przyborów do pisania, obok kałamarza z inkaustem, zaostrzonych piór gęsich i różnych pieczęci. Robiono z nich podkładki pod papierowe wycinanki, którymi ozdabiano pieczęcie na listach prywatnych i różnych urzędowych dokumentach.

 

Obok białych wyrabiano także kolorowe opłatki, z użyciem barwników roślinnych. Wykonywano z nich świąteczne ozdoby, np. wycinano krzyżyki, słońca i półksiężyce, wyklejano z nich kołyski (dla Dzieciątka Jezus) oraz różne, małe i duże, ażurowe gwiazdy.

Wśród nich wyróżniały się formy przestrzenne, przypominające kulę lub będące kombinacją kunsztownie posklejanych i połączonych ze sobą kul i półkul. Formy te zwano „światami” lub „wilijkami”.

Zawieszano je na belkach stropowych, zwykle w pobliżu ołtarzyka domowego, obrazów z wizerunkami świętych, i zawsze nad stołem, na którym spożywano wieczerzę wigilijną. Ozdabiano nimi także podłaźniczki, a w późniejszym czasie drzewka bożonarodzeniowe.

We wnętrzach mieszkalnych umieszczano je nie tylko dla dekoracji, ale przede wszystkim po to, aby opłatek, chleb boży i święty, zsyłał na dom pokój, chronił jego mieszkańców i ich dobytek od wszelkiego zła. Miały one również zapewnić szczęście i dobrobyt w nadchodzącym roku. Starano się, aby ozdoby wisiały w izbie jak najdłużej, przynajmniej do Matki Boskiej Gromnicznej.

 

Opłatkiem i resztkami wigilijnych potraw częstowało się również zwierzęta gospodarskie. Znaczenie miał ich kolor. Czerwone opłatki dostawały konie, żeby nie dosięgło ich żadne zło. Krowom podawano opłatek z dodatkiem ruty, żeby czarownice nie psuły ich mleka, a psom – opłatek z rozgniecionym ziarnkiem pieprzu, żeby były groźne i skuteczniej strzegły obejścia przed złodziejami.

Wedle tradycji wszyscy powinni obchodzić święta, dlatego opłatkiem obdzielano nawet dusze zmarłych. Wierzono powszechnie, że w wieczór i noc wigilijną, z łaski bożej, mogą odwiedzać swoje rodzinne domy. Wszyscy domownicy kładli cząstkę swego opłatka na dodatkowym nakryciu stawianym na stole.

 

Wincenty Pol w 1866 roku w „Pieśni o domu naszym” tak opisał tę tradycję:

„A trzy krzesła polskim strojem

Koło stołu stoją próżne

I z opłatkiem każdy swojem

Idzie do nich składać dłużne,

I pokłada na talerzu

Anielskiego chleba kruchy,

Bo w tych krzesłach siedzą duchy”.

Ów obyczaj pozostawiania wolnego miejsca przy stole – dla podróżnego lub niespodziewanego gościa – w wielu polskich domach zachował się do dziś.

Tomasz Żabski

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe