Bez grosza przy duszy

  • 13.03.2020, 18:31
  • ANKO
Bez grosza przy duszy Pani Beata nie może pogodzić się z faktem, że choć miała pieniądze na koncie, to bank uniemożliwił jej ich wypłatę
Pani Beata nieco ponad dwa lata temu rozstała się z mężem, przez którego m.in. wpadła w ogromne długi, sięgające ponad 100 tys. zł, co zmusiło ją kilka miesięcy później do rozpoczęcia procedury ogłoszenia upadłości konsumenckiej. Od 1,5 roku ma na karku komornika, a jej zadłużenie rośnie, gdyż zgłaszają się kolejni wierzyciele. W końcu przyszedł dzień, w którym nie miała nawet za co kupić jedzenia dla siebie i swoich córek.

Pani Beata od rozstania z mężem (co nastąpiło w listopadzie 2017 roku) samotnie wychowuje dwie córki (9-letnią i 4-letnią). Każda pochodzi z innego małżeństwa.
Kobieta utrzymuje się z umowy o pracę na 1/4 etatu (ok. 500 zł), dwóch świadczeń 500+, alimentów na starsze dziecko w kwocie 550 zł oraz z MOPS-owskiego funduszu alimentacyjnego na młodszą córkę w wysokości 500 zł.

Nie przelewa mi się

- Pół roku temu MOPS odebrał mi świadczenie rodzinne, gdyż uznał, że dochód drugiego męża wlicza się do mojego. Mimo iż nie widuję tego człowieka od dwóch lat. To jeden z absurdów systemu - ubolewa pani Beata. Wynajmuje i opłaca mieszkanie w Koźlu, skąd ma blisko do pracy, a dzieci do szkoły i przedszkola.

- Nie mam tu rodziny, gdyż pochodzę z Łodzi. Przeniosłam się do Kędzierzyna-Koźla cztery lata temu, za mężem. Z racji obciążenia komorniczego na moim koncie w PKO BP w tym samym banku założyłam również rachunki dla moich dzieci, tzw. konto dziecka, wolne od zajęć komorniczych - wyjaśnia nasza rozmówczyni. Wpływają na nie co miesiąc świadczenia z MOPS-u i alimenty na dzieci. Z tych kont pani Beata wypłaca pieniądze bezpośrednio w kasie banku, by niepotrzebnie nie zwiększać comiesięcznej kwoty wolnej od zajęcia komorniczego (sięgającej 1950 zł) przypisanej do jej konta.

- Z kont dzieci przelewam pieniądze na mój rachunek bankowy tylko po to, by zrobić opłaty i czasem małe podręczne zakupy. Tak też było feralnego 18 lutego tego roku. Nie przelewa mi się. Ale radzę sobie już całkiem nieźle. Wystarczało mi od pierwszego do pierwszego - zapewnia pani Beata.

Ostatnio poniosła większe, nieplanowane wydatki. W związku z tym na koncie i w portfelu nie miała żadnych pieniędzy, a na wypłatę pensji i świadczeń musiała jeszcze poczekać. W tej sytuacji wsparła ją matka, która mieszka w okolicach Łodzi.

- Przelała mi 100 zł na konto córki w ramach wcześniejszego prezentu urodzinowego dla mnie. Przelew dostałam 17 lutego po południu. Ucieszyłam się oczywiście, że dam sobie jakoś radę do wypłaty świadczenia 500+ oraz pensji. Od razu wieczorem zrobiłam przelew na ponad połowę tej kwoty z konta dziecka na moje i przy okazji zrobiłam opłatę przez internet z mojego rachunku bankowego. Nic nie zwiastowało problemów - opowiada kobieta.

Nieudane zakupy

Do pracy 18 lutego poszła przeziębiona. Wyszła do domu dwie godziny wcześniej, przelawszy uprzednio resztę środków (47 zł) z konta dziecka na swoje, żeby kartą płatniczą móc zapłacić za zakupy w pobliskim markecie. W sklepie uważnie wybierała towar, by nie przekroczyć kwoty, która pozostała na koncie. Od wielu miesięcy, z przyczyn zdrowotnych, jest na diecie bezglutenowej, więc musi ostrożnie wyszukiwać produkty, które nie należą do najtańszych.

- Nabrałam więc trochę warzyw, orzechów i pestek w promocji z zamysłem, że zaraz po powrocie do domu zrobię sobie ciepły obiad. Byłam już przemarznięta i głodna. Za zakupy wyszło mi trochę ponad 31 zł. Przy kasie okazało się, iż żadna metoda płatności kartą nie działa. Choć środki na koncie miałam - wyjaśnia pani Beata.
Ponad połowę zakupów oddała kasjerce, a została z towarem za kwotę 16 zł, bo tyle miała w portfelu gotówki.

- Wstyd się przyznać, ale rano, profilaktycznie, pożyczyłam je od starszej córki ze skarbonki. I dobrze zrobiłam, bo wróciłabym do domu głodna i z niczym. Myśląc, że to faktycznie problem z kartą, udałam się do banku PKO BP - relacjonuje mieszkanka Koźla. - Pani przy kasie poinformowała mnie, że karta jest w porządku, ale nie może wypłacić mi pieniędzy, mimo że są na koncie. Dlaczego? Bo niby mam upadłość konsumencką i komornik zablokował mi środki. Tłumaczę, że komornika na koncie mam już od dawna i na pewno nie wykorzystałam jeszcze w tym miesiącu kwoty wolnej od zajęcia. Wykorzystałam raptem 215 zł. Mówię tej pani, że komornik nie ma prawa zająć mi środków, o ile nie przekroczę kwoty 1950 zł.

Z relacji naszej rozmówczyni wynika, iż w banku pojawiła się sugestia, że to syndyk musiał zgłosić blokadę, dlatego powinna się udać właśnie do niego.

- Odparłam tej pani, że nie miałam nawet okazji rozmawiać z syndykiem, nie otrzymałam od niego żadnego pisma i że sama czekam na kontakt z jego strony. Nie dostałam także żadnego powiadomienia z banku o blokadzie w postaci SMS, maila czy pisma. Skąd mogłam się spodziewać jakiejkolwiek blokady, skoro dzień wcześniej z tego samego konta robiłam przelew i nie było żadnych problemów? Nagle pani znalazła informację, że 18 lutego o godz. 11.35 syndyk nałożył mi blokadę i to on powinien teraz wystawić mi zaświadczenie, że ją zdejmuje. Następnie powinnam złożyć to zaświadczenie w banku i dopiero wtedy środki zostaną odblokowane - relacjonuje pani Beata.

Nie wiedziała, ile owa procedura może potrwać: dzień czy może kilka tygodni? Wiedziała tylko, że do tego czasu wszystkie środki, które trafią na jej konto, zostaną automatycznie zablokowane.

- Jak się potem okazało, nie tylko mnie spotkała taka sytuacja. Wiedząc, że nic już w banku nie wskóram, udałam się do komornika. Wyjaśniłam, że niedawno dostałam informację o upadłości konsumenckiej, ale wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Komornik uświadomił mnie, że żadnej blokady nie zakładał, a w momencie gdy dostarczę prawomocny wyrok, to nawet przestanie dochodzić ode mnie należności, bo sprawę przejmie syndyk. Dodam, że również w biurze komornika byli zaskoczeni całą sytuacją - przyznaje nasza rozmówczyni.

Syndyk też zaskoczony

Klientka PKO BP skontaktowała się telefonicznie z syndykiem, z którym umówiła się na 19 lutego. Syndyk obiecał, że natychmiast wystawi jej wymagane zaświadczenie, dzięki któremu bank odblokuje  środki. Jednocześnie zapewnił ją, że nie zlecał bankowi żadnej blokady. Pani Beata, zmęczona i głodna, ale z bojowym nastawieniem, udała się do banku, tym razem prosząc o rozmowę z kierowniczką, której opisała zdarzenie.

- Usłyszałam od niej to, co wcześniej od pani w kasie. Moje tłumaczenia, że kwoty wolnej od zajęcia w tym miesiącu jeszcze nie wykorzystałam i że to nie syndyk wydał dyspozycję co do blokady konta, bo rozmawiałam z nim o tym przez telefon, nie przyniosły żadnego efektu. Poza tym wyjaśniłam, że następnego dnia syndyk wyda mi stosowne zaświadczenie, które przedłożę bankowi. Natomiast pieniędzy potrzebowałam na już. Rozpłakałam się tam, zastanawiając, co ja, samotna matka, mam zrobić, co dam dzieciom do jedzenia - opowiada klientka banku. - Naprawdę ogarnęła mnie totalna bezsilność, połączona z poczuciem niesamowitej niesprawiedliwości i potwornego zmęczenia całą sytuacją. Po prostu nie miałam już siły. Siedziałam i płakałam. W pani kierownik obudził się człowiek. Z racji, iż sama jest matką, zaoferowała, że pożyczy mi te 50 zł, a następnego dnia, jak przyjdę do banku z zaświadczeniem od syndyka, to jej oddam. Autentycznie obca kobieta chciała pożyczyć mi pieniądze. Aż głupio mi się zrobiło. Podziękowałam pani za dobre chęci, ale odmówiłam.

Pani Beata zakłada, że na jej miejscu normalny człowiek już dawno by odpuścił. Ale nie ona.

- Pracownicy banku nie byli chyba przygotowani na to, że przyjdzie ktoś tak upierdliwy. Ja pierdołą życiową nie jestem i ostatecznie sobie poradziłam, mimo chwilowego rozklejenia. Ale co na moim miejscu zrobiłaby statystyczna Kowalska? Dałaby się zbyć tymi tłumaczeniami, a jej dzieci oraz ona sama byłyby głodne do następnego świadczenia socjalnego. Ktoś założył mi blokadę na konto, ale nikt tego ktosia nie potrafił wskazać - irytuje się nasza rozmówczyni. Zamiast ciepłego obiadu, po ciężkim dniu, musiała zadowolić się żółtym serem bez laktozy z majonezem. Na zimno, na szybko, za pieniądze pożyczone od sąsiadki.

Co na to bank?
 

Informacje na temat działań banku, podjętych w związku z ogłoszeniem przez sąd upadłości konsumenckiej pani Beaty, przekazał nam przedstawiciel PKO BP Roman Grzyb, reprezentujący Departament Komunikacji Korporacyjnej - Zespół Komunikacji w Social Media.

Z odpowiedzi tej wynika, że na rachunku klientki prowadzonym przez PKO BP są trzy zajęcia komornicze.

"Zgodnie z obowiązującymi przepisami Pani Beata korzysta w 2020 roku z miesięcznej kwoty wolnej od zajęcia egzekucyjnego w wysokości 1950 zł. Ponadto 10 lutego 2020 roku Sąd Rejonowy w Opolu, na wniosek zainteresowanej, ogłosił jej upadłość konsumencką. Data wydania tego postanowienia jest datą upadłości. W ciągu tygodnia od opublikowania informacji wierzyciele mogli wnieść zażalenie na decyzję sądu. Od momentu ogłoszenia upadłości Pani Beata straciła zdolność do rozporządzania swoim majątkiem, w tym także rachunkami bankowymi (prawo upadłościowe). Jedynym podmiotem upoważnionym do dysponowania tymi środkami jest syndyk masy upadłościowej. W ciągu tygodnia od ogłoszenia upadłości nie wpłynęło żadne zażalenie na decyzję sądu. 18 lutego 2020 roku zablokowaliśmy Pani Beacie dostęp do rachunku  bankowego, czekając na dalsze dyspozycje syndyka. 19 lutego 2020 roku otrzymaliśmy decyzję syndyka, który upoważnił Panią Beatę do korzystania z pieniędzy na rachunku - w ramach limitu środków wolnych od zajęcia komorniczego. Natychmiast umożliwiliśmy jej dostęp do tych pieniędzy. W tej sprawie bank działał zgodnie z przepisami dotyczącymi upadłości konsumenckiej" - wyjaśnia w przesłanym do nas mailu Roman Grzyb.

- Oby ta moja historia pomogła uniknąć takiego upokorzenia innej statystycznej Kowalskiej. Na pewno coś trzeba z tym zrobić, bo irytują mnie absurdy systemów, z jakimi miałam i mam do czynienia jako samotna matka. Na szczęście konto zostało odblokowane na drugi dzień po okazaniu zaświadczenia od syndyka, ale takie sytuacje na pewno nie powinny mieć miejsca - kończy pani Beata.

Artykuł opublikowany w "Lokalnej" wywołał różne reakcje ze strony czytelników. Właśnie te reakcje zmotywowały Panią Beatę do podzielenia się pewnymi refleksjami. Posiadaczy Facebooka zapraszamy do lektury materiału, który również jest chętnie komentowany: KLIKNIJ I PRZECZYTAJ

 

ANKO

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (4)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Mala
Mala 28.05.2020, 18:59
Man podobny problem i nie wiem co z nim zrobic
Zibi
Zibi 14.03.2020, 16:28
Najlepszym bankiem.jest własny sejf i portfel.Nie dawajcie kasy do banku bo to złodzieje
MArek
MArek 14.03.2020, 15:14
Też mi temat...
Franek
Franek 14.03.2020, 12:50
Ale co my mamy spłacić jej długi ?

Pozostałe