Czego ta nasza ziemia kozielska jeszcze nie kryje?

  • 27.09.2020, 12:47 (aktualizacja 27.09.2020, 13:43)
  • Andrzej Kopacki
Czego ta nasza ziemia kozielska jeszcze nie kryje? Jan Krząkała w latach 60. eksplorował stary podziemny korytarz, biegnący od zrujnowanej wówczas kozielskiej baszty w stronę jednostki straży pożarnej
Nasze artykuły o podziemnych tunelach biegnących pod miastem wzbudzają duże zainteresowanie czytelników. Niektórzy z nich postanowili podzielić się z nami kolejnymi sekretami na ten temat. Jest o czym opowiadać.

Przy ul. Synów Pułku 19, czyli na terenie dawnych koszar, jeden z budynków należących do Agencji Mienia Wojskowego odkupiły osoby prywatne. Piotr Bandurski po powodzi w 2010 roku odkrył w piwnicach tej nieruchomości tajemnicze podziemne przejście. Dobrze zapamiętał tamten dzień.

- Nasz dom ucierpiał podczas pamiętnej powodzi w 2010 roku, czyli rok po tym, jak się do niego wprowadziliśmy. Dawniej mieściła się w nim poczta wojskowa i żołnierska kantyna. Zalało nam piwnice, które musieliśmy w związku z tym wyremontować. Po skuciu tynków natrafiłem na wyraźny ślad po jakimś wejściu, które zostało zamurowane cegłami - wspomina Piotr Bandurski. Zakłada, że piwnice musiały być kiedyś głębsze. Wszystko wskazuje na to, że za czasów stacjonowania Wojska Polskiego zrobiono tam nowe wylewki.

- W pewnym momencie zorientowałem się, że jest jeszcze coś pod posadzką w naszej piwnicy- relacjonuje pan Piotr. Głuchy odgłos dobiegający po uderzeniu w podłogę kazał sądzić, że pod posadzką znajduje się pusta przestrzeń. - Postanowiłem to sprawdzić, bo i tak miałem skuć te miejsca: już wcześniej zaplanowałem kafelkowanie piwnicy. W trakcie prac odkryłem przejście, które de facto jest betonowym tunelem o bokach 1,5 na 1,5 metra. Tunel biegnie kilkanaście centymetrów pod powierzchnią ziemi, więc nawet na naszym przydomowym trawniku widać pas wysuszonej trawy, która rosła bezpośrednio nad tym podziemnym przejściem, łączącym nasz budynek z resztą jednostki wojskowej. Zresztą historia jej powstania jest dosyć ciekawa - przekonuje nasz rozmówca.

W tej piwnicy przy ul. Synów Pułku 19 znajdowało się tajemnicze (zamurowane już dziś) wejście do tunelu

Zbudowali ją na bagnach

W połowie lat 30. XX wieku ówczesne niemieckie władze podjęły decyzję o wybudowaniu w Koźlu nowych obiektów wojskowych. W 1935 r. państwo odkupiło od mieszkańca miasta, Fryderyka Heintze, 10-hektarowy teren położony między linią kolejową Koźle - Baborów a obecną ul. Chrobrego. Przy dzisiejszej ul. Synów Pułku w latach 1935-36 zbudowany został duży kompleks koszarowy, składający się z pięciu dwupiętrowych bloków koszarowych, dwóch stołówek, hali sportowej, domu dowódcy oraz licznych magazynów, garaży i obiektów pomocniczych. Inwestycja nie należała do łatwych, gdyż kompleks koszarowy budowano na terenach podmokłych. W sumie jednostkę wznosiły aż trzy firmy, z czego dwie pierwsze zbankrutowały, gdyż powstające na bagnach zadanie przerosło ich możliwości. Mokradła i kurzawka wymagały zastosowania innych technologii, które wprowadziła dopiero trzecia firma, po uprzednim osuszeniu terenu. Budynki posadowiono na tzw. podwójnej ławie fundamentowej (dwie grube betonowe wylewki wraz z izolacją).   

Ponadto na sąsiedniej łące (obok dzisiejszego salonu samochodowego Skody) wojsko niemieckie urządziło lotnisko polowe.

Po zakończeniu II wojny światowej w kozielskich koszarach przez kilkanaście miesięcy miał swoją siedzibę sztab 2. Dywizji Piechoty Ludowego Wojska Polskiego, a po przeniesieniu go do Nysy kozielskie koszary zajął 38. Pułk Artylerii Lekkiej oraz szkoła podoficerska. W latach 60. stacjonował tam nawet dywizjon artylerii rakietowej Armii Czerwonej, posiadający na swoim wyposażeniu słynne katiusze. Następnie jego miejsce zajął 2. Dywizjon Artylerii Rakietowej LWP.

Niepozorny, ale ważny

Powróćmy jednak do niewielkiego budynku przy dzisiejszej ul. Synów Pułku 19, w którym mieszka Piotr Bandurski. Przeznaczenie tego obiektu na przestrzeni lat nieustannie się zmieniało. Wbrew pozorom odgrywał on w koszarach bardzo istotną rolę. W latach 30. oraz podczas II wojny światowej mieścił się tam dom dowódcy. Po wojnie urządzono w nim sztab oraz hotel dla chorążych. Jeszcze później Wojsko Polskie ulokowało tam „okno na świat” (pocztę - telegraf - telefon) oraz coś dla ciała - sklep mięsny i kantynę żołnierską. Znalazło się tam również miejsce na biura dla księgowości.

- Odkryte pod tym budynkiem tunele biegną w dwóch kierunkach. Jeden w stronę dawnej hali sportowej (obecnie piekarni) oraz znajdujących się za nią obiektów, pod którymi mieszczą się podziemne magazyny lub schrony. Z kolei drugi tunel łączy dawny dom dowódcy z położonym tuż obok blokiem koszarowym - mówi Piotr Bandurski, który rozmawiał wcześniej z emerytowanym wojskowym, służącym niegdyś w kozielskiej jednostce. Z jego informacji wynika, że gdy Niemcy budowali koszary, to poszczególne budynki łączono ze sobą tunelami, w których biegło zasilanie energetyczne oraz linie telefoniczne. Zatem z jednej strony poprowadzono tamtędy infrastrukturę energetyczną i łącznościowa, a z drugiej strony żołnierze mogli się nimi przemieszczać czy to w celu usunięcia ewentualnej awarii, czy też odcięcia poszczególnych obiektów np. od dostaw prądu.

- W budynku, w którym obecnie mieszkam, znajdowała się bardzo duża rozdzielnia elektryczna. Jednocześnie tutejsza piwnica pełniła funkcję schronu. Reasumując, tunele te mogły mieć zarówno przeznaczenie techniczno-logistyczne, jak i ewakuacyjne. Być może w razie podtopień kanały te zbierały i odprowadzały też nadmiar wody z koszarowego kompleksu. Takie przynajmniej wrażenie odniosłem na podstawie pewnych obserwacji dokonanych podczas powodzi w 2010 roku. W trakcie wspomnianego wcześniej remontu moja żona weszła w głąb tego tunelu, gdzieś na kilka metrów. Znalazła tam jedynie stare łuski. Zrezygnowała ostatecznie z dalszej eksploracji. Zamurowałem to wejście, zostawiając odkrywanie tajemnic sprzed kilkudziesięciu lat przyszłym pokoleniom - kończy Piotr Bandurski.

Kędzierzyn też ma swoje tunele

Na ciekawe informacje natrafiliśmy także w książce, której  autorem jest Marek Lubicz-Woyciechowski, a zatytułowanej „Tajemnicza działalność Przedsiębiorstwa Poszukiwań Terenowych w świetle zasobów Archiwum Państwowego we Wrocławiu” (Wydawnictwo My Book z 2006 r.).

Po zakończeniu II wojny światowej zachodnie i północne ziemie Polski stały się terenami wzmożonej penetracji. Szczególną rolę w poszukiwaniu wszelakich dóbr odegrały specjalne oddziały Armii Czerwonej, które z racji tego, że znalazły się tu pierwsze, mogły swobodnie wywozić wszystko, co tylko uznały za wartościowe. Wiosną 1945 r. ówczesne władze Polski stanęły przed problemem zagospodarowania, w tym przejęcia i uruchomienia przemysłu na Ziemiach Odzyskanych. Z różnych źródeł pozyskiwano cenne informacje. Dotyczyły one także naszego miasta.

We wspomnianej wyżej książce można znaleźć taki oto cytat: „W Koźlu istnieje hotel (dawna nazwa „Zurkrone”), z którego piwnicy prowadzi jakoby przejście pod Odrę, z którego rozchodzą się liczne rozwidlenia”.  

Jak udało nam się ustalić, wspomniany tu hotel „Zurkrone” mieścił się w narożnym budynku przy ul. Piramowicza 18. Wspomnianą kamienicę na skrzyżowaniu ul. Piramowicza i Planetorza zdobi figura rycerza w koronie. Tajemnicze wejście do podziemnego korytarza znajduje się również pod tarasem pobliskiej kamienicy na Planetorza 2, gdzie obecnie funkcjonuje Urząd Stanu Cywilnego oraz Wydział Spraw Obywatelskich UM.   

Na tej samej stronie tejże książki można znaleźć jeszcze jedną intrygującą informację, choć z nieco innej beczki. A mianowicie, że podziemnymi tajemnicami pochwalić się może również Kędzierzyn. Z relacji inż. Jagoszewskiego wynika, że jakoby w pobliżu naziemnych fabryk benzyny syntetycznej Blachownia (Blechhammer) i Kędzierzyna (Heydebreck) znajdują się podziemne zbiorniki benzyny. Z kolei inż. Kulig dodaje, że „w rejonie Kędzierzyna znajdują się hale podziemne 8 km długości. Ludność opowiada, że na 3-4 dni przed wycofaniem się Niemcy przywieźli 18-cie pociągów żywności, której wywożenia nie zauważono. Rejon usiany kominami (wentylacja?)”.

Inne przeznaczenie i epoka

Najwięcej tajemniczych tuneli występuje na os. Stare Miasto. Wejścia do nich znajdują się w wielu obiektach. Jedno z nich w piwnicach kościoła pw. Najświętszej Marii Panny przy ul. Czerwińskiego. Jednak jest ono zamurowane.

W przypadku Koźla mówimy o kilometrach podziemnych chodników. Niegdyś niektóre z nich mieli okazję spenetrować nasi czytelnicy. Wśród nich Piotr Niemiec, który podejrzewa, że opisywany przez „Lokalną” tunel biegnący z Większyc do Koźla połączony jest z wejściem obok przedszkola w kozielskim parku.

- Jednak po około 300 metrach był on zawalony - ubolewa pan Piotr.

Z kolei z informacji przekazanych „Lokalnej” przez Norberta Bicka dowiadujemy się, że inny podziemny tunel biegł wzdłuż obecnej ul. Zamkowej. Konkretnie od zamku aż do schronu na zapleczu kozielskiej geodezji.

- Tam właśnie przy garażach znajduje się charakterystyczna górka, gdzie natrafić można na stary bunkier; z niego w stronę wzgórza zamkowego prowadził podziemny korytarz. Po sąsiedzku jest też tzw. górka „Winnetou”, gdzie również znajdowały się wejścia do podziemi - twierdzi Norbert Bick.

Tajemnice baszty

Równie ciekawe informacje przekazał nam inny koźlanin, Jan Krząkała, który jeszcze jako dziecko eksplorował wraz z kolegami tajemnicze tunele biegnące pod kozielską basztą przy ul. Kraszewskiego.

- To było w pierwszej połowie lat 60. Kozielska baszta była wtedy zrujnowana, a od strony ul. Kraszewskiego w jej ceglanej konstrukcji tuż przy ziemi znajdowała się potężna wyrwa. Wchodziliśmy do niej jakieś 5-6 metrów w dół. Jako dziecko miałem wtedy około 1,2 metra wzrostu, zatem wszędzie się przecisnąłem. Zresztą podziemny tunel był na tyle wysoki, że nie musieliśmy się nawet schylać. Mogliśmy się nim bez problemu przemieszczać wyprostowani. Pierwszy z tych tuneli pod basztą biegł ukosem w stronę ul. Konopnickiej. Weszliśmy z kilkanaście metrów w głąb tego podziemnego korytarza. W jego ściany w regularnych odstępach powbijane były haki z metalowymi obręczami, do których najprawdopodobniej  przywiązywano ręce więźniów. Znaleźliśmy tam tylko niewielką zwierzęcą kość. Nic więcej - relacjonuje Jan Krząkała.

Bardzo prawdopodobne, że odcinek ten znajduje się gdzieś pod starą wybrukowaną drogą łączącą ul. Konopnickiej z muzeum, położoną równolegle do Szkoły Karate Shotokan BUSHIDO. Jednak wspomniany tunel biegł również w przeciwnym kierunku, a mianowicie w stronę dzisiejszej jednostki straży pożarnej.

- Dowiedzieliśmy się później, że był to prawdopodobnie ten tunel, który łączy kozielski zamek z większyckim pałacem. Przeszliśmy tym tunelem z kilkanaście metrów, mniej więcej do połowy obecnego placu manewrowego straży pożarnej. Tunel ciągnął się dalej, ale baliśmy się tam wchodzić jeszcze głębiej, ponieważ jego stan techniczny nie był najlepszy. W każdej chwili mogło się coś zawalić i nie mielibyśmy jak wrócić. Przy sobie mieliśmy tylko latarki, które zresztą ledwo świeciły. Pamiętam, że te podziemne korytarze wykonane były z cegły i posiadały łukowe stropy. Przychodziliśmy tam regularnie, ale gdy basztę zaczęto  remontować, to niestety nasze zabawy się skończyły - wspomina pan Krząkała.

Szukali „skarbów”

- Natomiast skarbów za dziecka to szukaliśmy w podziemiach na kozielskim rynku, gdzie dawniej stał okazały ratusz. Zakładaliśmy, że ktoś mógł tam pochować jakieś cenne rzeczy. Pewien starszy pan znalazł w tych podziemiach pod dzisiejszą biblioteką skrzynkę dobrej wódki albo koniaku. Powiedział nam, żebyśmy tam poszli, bo na pewno coś jeszcze znajdziemy - opowiada Jan Krząkała. - W podwórzu tuż za budynkiem obecnej biblioteki miejskiej znajdował się zrujnowany budynek. W środku natrafiliśmy na kilka schodów prowadzących do piwnicy. Otóż w grubej na 0,5 metra posadzce tejże piwniczki ktoś wykuł dziurę. Jak to dzieci, weszliśmy tam z ciekawości w poszukiwaniu skarbów. Miałem wtedy z 10-12 lat. Okazało się, że tunel ten sięgał mniej więcej do połowy placu handlowego przy ul. Targowej, a w drugą stronę jakieś 10-15 metrów w głąb płyty rynku. Również wykonany był z cegły i posiadał łukowe stropy, ale był bardzo niski. Miał około metra wysokości, więc musieliśmy się nim przemieszczać pochyleni albo na kolanach. Dalej, po obu stronach, korytarz był zasypany i nie mogliśmy się nim przedrzeć głębiej w stronę ul. Targowej czy rynku - kończy nasz rozmówca.

Do tematu z pewnością wrócimy, gdyż zgłaszają się do nas kolejne osoby chcące podzielić się swoimi wspomnieniami.

Andrzej Kopacki

Zdjęcia (6)

Podpięte galerie zdjęć:

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe