Upamiętnienie istotnych zdarzeń historycznych nie jest takie proste

  • 27.10.2020, 18:55 (aktualizacja 27.10.2020, 19:38)
  • ANKO
Upamiętnienie istotnych zdarzeń historycznych nie jest takie proste
Wprawdzie Rada Miasta Kędzierzyn-Koźle pozytywnie rozpatrzyła petycję Ryszarda Masalskiego z 14 listopada 2019 r. w sprawie ustawienia w Sławięcicach dwóch tablic upamiętniających istotne dla naszego regionu wydarzenia historyczne, jednak sfinalizowanie tego tematu napotyka na pewne problemy.

O sprawie tej pisaliśmy jeszcze na początku tego roku. Przypomnijmy, petycja dotyczyła trwałego upamiętnienia miejsca, chwili i osób związanych z III powstaniem śląskim oraz z dzisiejszym Kędzierzynem-Koźlem, o który w 1921 roku toczyła się zacięta bitwa.

W związku z tym inicjator przedsięwzięcia zaproponował ustawienie obok bocznego wejścia do nieistniejącego już pałacu w Sławięcicach (działka ta stanowi własność powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego w użytkowaniu ZS nr 3 im. Mikołaja Reja) dwóch tablic.

Jak tłumaczył były już radny miejski Ryszard Masalski, Polacy żyjący w granicach administracyjnych gminy Kędzierzyn-Koźle mają powody do lokalnej dumy z części historii Polski, z czasów gdy kształtowała się granica II Rzeczypospolitej w latach 20. XX wieku, bo przetoczyła się chwalebnie przez obecny Kędzierzyn-Koźle. To podczas III powstania śląskiego w dniach 9-10 maja 1921 roku toczyła się bitwa o Kędzierzyn, z jej początkiem w dniu 7 maja, gdy powstańcy nadciągający od strony Zabrza zajęli Sławięcice, a w pałacu rozlokował się ich sztab. W walkach przeciwko Niemcom brali też udział miejscowi Polacy w liczbie około 800 osób, którym dowodził Leonard Krukowski.

Zdjęcie załączone przez Ryszarda Masalskiego do petycji, ukazuje oficerów, a za nimi fragment sławęcickiego pałacu, z jego bocznym wejściem, czyli dokładnie tą częścią, która jako jedyna z tej ogromnej budowli przetrwała do dziś. Pierwszy z lewej to Jan Kowalewski, który w Bitwie Warszawskiej w 1920 roku rozkodowywał tajne rozkazy Armii Czerwonej, a w maju 1921 roku wspierał powstańców śląskich analizując zamierzenia przeciwnika, na podstawie tajnych rozkodowanych szyfrogramów, co ułatwiało prowadzenie ataków wyprzedzających.

Argumenty wnioskodawcy

Ryszard Masalski przekonuje, że pamięć o wydarzeniach jest ulotna i gdy nie będzie materialnych dowodów, że miały one miejsce, to znikną ze zbiorowej pamięci, pomimo, że pisano o nich w publikacjach naukowych. Do przeciętnego człowieka dociera prosty i krótki przekaz, do tego widzialny.

- Nasze miasto jest dumne z tego i chwali się sławnym na cały świat niemieckim lekarzem Robertem Kochem, który pracował w sławięcickim szpitalu, który w 1905 roku za badania nad gruźlicą otrzymał Nagrodę Nobla. Można, a nawet trzeba być dumnym z tego, że wzmiankowany Jan Kowalewski, którego zdolności matematyczne istotnie przyczyniły się do wygrania Bitwy Warszawskiej przez Polaków, przebywał w granicach administracyjnych dzisiejszego Kędzierzyna-Koźla - argumentuje Masalski. - Po ogromnym pałacu pozostało tylko boczne wejście, to samo, które jest za plecami sztabowców. I w tym miejscu, mniej więcej tak jak wykonano dołączone zdjęcie, powinna znajdować się kamienna tablica pamiątkowa z reprodukcją wzmiankowanej fotografii lub nawet powiększonym dokładnym rysunkiem informujących, iż w pierwszych dniach maja 1921 roku uczestnicy III powstania śląskiego: Leon Bulowski, Robert Oszek, Jan Chodźko i Jan Kowalewski zostali sfotografowani tu w przeddzień ofensywy powstańców, w kierunku na Kędzierzyn i Górę św. Anny. Ponadto z drugiej strony tablicy powinien być umieszczony rys historyczny wzmiankowanej bitwy oraz biografie osób widniejących na fotografii - przekonuje pomysłodawca całego przedsięwzięcia.
 

Grupa polskich oficerów podczas III powstania śląskiego przed sławęcickim pałacem. Na pierwszym planie od prawej stoją: kpt. Leon Bulowski, kpt. Robert Oszek, kpt. Jan Chodźko oraz por. Jan Kowalewski (foto: Narodowe Archiwum Cyfrowe).

Druga tablica

Dodatkowo na sąsiedniej tablicy miałby pojawić się wizerunek sławęcickiego pałacu z lat 20. i 30. XX wieku w całej okazałości. W opisie historycznym zgodnie z intencją Ryszarda Masalskiego powinna się również znaleźć wzmianka, iż właśnie w tym pałacu w sierpniu 1939 roku mieścił się sztab niemieckiej operacji prowokacyjnej, kierujący atakiem na niemiecką radiostację w Gliwicach, dokonanym przez Niemców przebranych za powstańców śląskich.

Mało kto bowiem pamięta o lokalnych wątkach odnoszących się do tragicznych wspomnień sprzed ponad ośmiu dekad. Jednym z kluczowych miejsc na arenie zdarzeń poprzedzających wybuch II wojny światowej były właśnie Sławięcice.

W sierpniu 1939 r. w uchodzącym za architektoniczną perłę Śląska - sławęcickim pałacu, kwaterowali Niemcy, którzy brali udział m.in. w słynnej prowokacji gliwickiej. Pałac stał się wtedy ośrodkiem koncentracji sił policyjnych i esesmańskich przygotowujących się do całego szeregu prowokacji na granicy polsko-niemieckiej.

Najpierw 21 sierpnia 1939 roku grupę 80 esesmanów przetransportowano do Bytomia, a 24 sierpnia pojawili się oni w Sławięcicach. Szeregowych uczestników umieszczono w miejscowej gospodzie, natomiast oficerów w pałacu księcia Maksa Hohenlohe-Öhringen - dobrego znajomego Heinricha Himmlera. Wszyscy przebrani byli w drelichy. Osobnym samochodem przywieziono mundury i polską broń. Podczas transportu obowiązywał absolutny zakaz wychylania się poza plandeki ciężarówek.

Tuż przed rozpoczęciem tragicznych wydarzeń, oddział liczący 7 osób przeniósł się ze Sławięcic do hotelu „Haus Oberschlesien” w Gliwicach. „Großmutter gestorben” (co w przetłumaczeniu na język polski znaczyło: „Babcia umarła”) - tak brzmiała zaszyfrowana telefoniczna wiadomość, która była sygnałem do rozpoczęcia akcji, mającej uzasadnić napaść Niemiec na Polskę.

Do prowokacji doszło w czwartek 31 sierpnia 1939 roku o godzinie 20. Do gmachu gliwickiej radiostacji znajdującej się 10 km od granicy z Polską, zostali wpuszczeni napastnicy udający powstańców śląskich. Wcześniej na osobisty telefoniczny rozkaz Himmlera usunięto ochronę radiostacji i skierowano tam dwóch policjantów, z których jeden wpuścił napastników na teren placówki, a drugi został „aresztowany” wraz z nieświadomą, że to mistyfikacja załogą radiostacji, pilnując, aby nie podejmowała ona na własną rękę żadnych nierozważnych kroków.

Dziewięć słów

Gdy napastnicy nie mogli znaleźć mikrofonów, zmuszona do tego załoga wydała im tzw. mikrofon burzowy, służący do ostrzegania słuchaczy przed nadchodzącą burzą. Jeden z napastników zaczął czytać w języku polskim kilkuminutowy komunikat. Jednakże do słuchaczy dotarło tylko dziewięć słów: „Uwaga, tu Gliwice. Radiostacja znajduje się w polskich rękach”.

Berlińskie radio poinformowało również o kilku innych rzekomych atakach na terytorium Niemiec, przeprowadzonych przez powstańców wspieranych przez oddziały Wojska Polskiego. Napad na radiostację gliwicką stanowił bowiem fragment szerzej zakrojonej akcji. Dwie godziny po zajściach w radiostacji, berlińskie radio nadało wcześniej przygotowaną audycję w języku niemieckim o „polskich prowokacjach” na granicy. Informowano o kolejnych atakach na placówki niemieckie, m.in. na leśniczówkę w Pitschen (obecnie Byczyna) oraz punkt celny w Hochlinden (obecnie Rybnik-Stodoły). Tym samym niemiecka propaganda obwiniła Polskę o rozpoczęcie wojny, a III Rzeszę przedstawiła jako ofiarę polskiej agresji.

Zgodnie z procedurami

Radni miejscy na sesji w dn. 29 stycznia poparli petycję Ryszarda Masalskiego. Z uwagi na fakt, iż w budżecie miasta na 2020 rok gmina Kędzierzyn-Koźle nie posiadała ani zabezpieczonych środków finansowych na realizację tego zadania, ani tytułu prawnego do nieruchomości na której miałyby się pojawić  wspomniane tablice, w związku z tym rada miasta w przyjętej uchwale zawnioskowała do prezydenta Kędzierzyna-Koźla o podjęcie działań prawnych, uzgodnień lub pozyskania opinii niezbędnych do realizacji przedmiotu petycji.

Sam zainteresowany jeszcze na początku tego roku nie krył satysfakcji z takiego obrotu sprawy: - Rada Miasta Kędzierzyn-Koźle wyraziła wolę, aby prezydent miasta zrealizował postulaty zawarte w mojej petycji. Czemu taka petycja? Polski w Polsce jest coraz mniej, nie widać polityki historycznej, pamięć zbiorowa zanika. Doszło już do tego, że trzeba promować Polskę w Polsce i oby nie było za późno - argumentował Ryszard Masalski.

Pierwsze schody

Jak czytamy w piśmie prezydent Kędzierzyna-Koźla adresowanym do przewodniczącego rady miasta z 12.10.2020 roku, władze wystąpiły do: „1. Instytutu Pamięci Narodowej - o zaopiniowanie pod względem historycznym postulatu objęcia trwałym upamiętnieniem wydarzeń wskazanych w petycji; 2. Zarządu Powiatu Kędzierzyńsko-Kozielskiego - o wyrażenie zgody na postulowane w petycji wzniesienie dwóch tablic pamiątkowych na terenie stanowiącym własność Powiatu Kędzierzyńsko-Kozielskiego; 3. Opolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków - o wydanie wstępnej opinii w zakresie zaproponowanej formy upamiętnienia oraz jej lokalizacji, poprzedzającej ewentualny wniosek o pozwolenie na wykonywanie robót związanych z wniesieniem tablic pamiątkowych na terenie parku zabytkowego; 4. Rady Osiedla Sławięcice - o zaopiniowanie postulowanego trwałego upamiętnienia wydarzeń historycznych na obszarze osiedla Sławięcice”.     

Z pisma tego wynika, że Rada Osiedla Sławięcice negatywnie zaopiniowała trwałe upamiętnienie wydarzeń wskazanych w petycji, motywując swoje stanowisko brakiem udokumentowania faktycznego ich wystąpienia. Zdaniem RO Sławięcice podejmowanie działań w kierunku postulowanego w petycji trwałego upamiętnienia niepotwierdzonych historycznie wydarzeń, których proponowany opis stawia w niezasłużonym, niekorzystnym świetle przedwojennych właścicieli pałacu położonego w parku zabytkowym, może negatywnie wpłynąć na aktualnie bardzo dobre stosunki społeczności lokalnej miasta Kędzierzyn-Koźle z potomkami tych właścicieli, z których jeden otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta.

Z kolei Opolski Wojewódzki Konserwator Zabytków w dniu 17 sierpnia 2020 r. poinformował, że nie ma przeciwwskazań do ustawienia pamiątkowych tablic w zabytkowym parku, z zastrzeżeniem że: ostateczne stanowisko zostanie wydane po przedstawieniu projektu tablic, zawierającego ich parametry techniczne, materiał, sposób mocowania oraz zdjęć, które będą na nich umieszczone. Ponadto niezbędne pozwolenie na prace prowadzone na terenie wpisanym do rejestru zabytków może zostać wydane za zgodą właściciela tego terenu (powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego).

Co na to IPN?

Natomiast „Zarząd Powiatu Kędzierzyńsko-Kozielskiego 21 sierpnia 2020 r. powiadomił Prezydenta Miasta Kędzierzyn-Koźle, że wyrażenie zgody na postulowane wzniesienie dwóch tablic pamiątkowych na terenie zabytkowego parku w osiedlu Sławięcice uwarunkowane zostanie przedłożeniem pozytywnej opinii Opolskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w zakresie zaproponowanej formy i lokalizacji upamiętnienia oraz pozytywnego zaopiniowania pod względem historycznym przez Instytut Pamięci Narodowej trwałego upamiętnienia wskazanych wydarzeń historycznych o ustalonych parametrach technicznych oraz określonej symbolice” - czytamy w piśmie z 12.10.2020 r.

Dla władz miasta kluczowa w tym przypadku jest też opinia IPN.

Z pisma prezydent miasta wynika, że; „W świetle informacji przekazanych pracownikowi Urzędu Miasta Kędzierzyn-Koźle przez pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, dokonującego oględzin parku zabytkowego w osiedlu Sławięcice w dniu 28 września 2020 r., zaopiniowanie pod względem historycznym postulatu objęcia trwałym upamiętnieniem wydarzeń wskazanych w petycji jest utrudnione, wobec braku materiałów źródłowych, które potwierdzałyby te wydarzenia”.

Pismo kończy deklaracja, że Rada Miasta Kędzierzyn-Koźle zostanie zawiadomiona o wynikach działań zaraz po otrzymaniu wymaganych prawem opinii IPN oraz wiążącego stanowiska właściciela terenu którym jest powiat.

ANKO

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe