Nie każda matka decyduje się być z dzieckiem. Bardzo tęsknią ale nie chcą ryzykować zakażeniem

  • 13.12.2020, 19:12
  • ART
Nie każda matka decyduje się być z dzieckiem. Bardzo tęsknią ale nie chcą ryzykować zakażeniem
​​​​​​​- Bezpieczeństwo dziecka jest ekstremalnie ważne dla matek. Kobiety, które podejmują decyzję o izolacji dziecka od siebie, z reguły źle to znoszą. Czasami na wizytach widzę, że nastrój takiej matki jest obniżony. Ale nie chcą zmieniać decyzji. Mówią, że niech to dziecko będzie w izolacji, że jeszcze te dwa-trzy dni wytrzymają. Jest to emocjonalnie bardzo trudne. Każdy z nas musi zrozumieć, że są to indywidualne decyzje - mówi Przemysław Karoń kierownik oddziału położniczo-ginekologicznego SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu.

- Wcześniejsze procedury mówiły o tym, że dzieci matek zainfekowanych COVID-19 muszą być izolowane. W tej chwili to się zmieniło i dajemy matkom wybór, czy chcą opiekować się dziećmi bezpośrednio po porodzie, czy też życzą sobie, by dziecko izolować – wyjaśnia dr Jacek Mazur, zastępca dyrektora ds. medycznych SP ZOZ w Kędzierzynie-Koźlu.

Nie wszystkie kobiety z potwierdzonym zakażeniem COVID-19 mają jednak odwagę, by zająć się swoim maleństwem. Tak było w przypadku Pauliny Daniłów z Opola, która 18 listopada urodziła w kozielskim szpitalu córeczkę Luizę. Dziewczynka przyszła na świat przez cesarskie cięcie. Otrzymała 10 punktów w skali Apgar.

"Okazało się, że wynik testu miałam dodatni i musiałam jechać do Kędzierzyna-Koźla. Po trzech dniach zrobili mi cesarskie cięcie i od razu zabrali mi dziecko. Nie miałam kontaktu z córką przez tydzień. Oczywiście mogłam na swoją odpowiedzialność poprosić, aby przywieźli mi dziecko. Jednak ryzykowałam tym, że mogło się ono zarazić. Więc jak każda rozsądna matka odpuściłam, mimo że bardzo tęskniłam. To jest okropne przeżycie. Ale powiem jedno: gdybym jeszcze kiedykolwiek rodziła i byłyby to normalne warunki, to na pewno przyjechałabym do Kędzierzyna-Koźla. Za taką opiekę ci ludzie powinni otrzymać medal. Mimo że chodzą w tych kombinezonach, oddają pacjentkom serce na dłoni. Czułam się bezpiecznie przy nich" - tak kobieta skomentowała swój pobyt w szpitalu na profilu FB Klinicznego Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii w Opolu, gdzie urodziła swoją pierwszą córkę.

Paulina Daniłów w rozmowie z nami podkreśliła, że jest wdzięczna za opiekę, jaką otrzymała w naszej lecznicy.

- Jestem pod wrażeniem tego, jak pracuje personel szpitala w Koźlu. Za każdym razem, kiedy dzwoniłam do pielęgniarki lub lekarza, odbierali telefon. Zawsze opowiedzieli mi, co się dzieje u mojej córeczki. Zarówno ja, jak i mój mąż byliśmy o nią spokojni - podkreśla matka z Opola.

 

Dziecko może pozostać z matką

Sytuacja na porodówkach jest niestabilna. To dodatkowy stres dla przyszłych matek, które z powodu zakażenia COVID-19 muszą rodzić wyłącznie we wskazanych szpitalach. Najgorsze jest dla nich widmo izolacji od noworodka.   

W maju nastąpiły zmiany przepisów, które nakazywały rozdzielanie kobiet od ich dzieci do czasu uzyskania negatywnego wyniku testu na obecność SARS-CoV-2 u matki. Rzecznik praw pacjenta uznał, że narusza to zbiorowe prawa pacjentów do świadczeń zdrowotnych. Również Fundacja Rodzić po Ludzku apelowała do ministra zdrowia o zmianę przepisów.

- Takie procedury wywołują nieodwracalne skutki dla kobiet i ich dzieci. Pierwszego kontaktu skóra do skóry, czy też pierwszego przystawienia dziecka do piersi nie da się powtórzyć, nie wspominając o fakcie ogromnego cierpienia psychicznego zarówno kobiety, jak i noworodka - argumentowała Joanna Pietrusiewicz, prezes Fundacji Rodzić po Ludzku.

Dziś szpitale wykazują coraz większą elastyczność i pozwalają na kontakt z dzieckiem nawet mamom zakażonym. Przebywanie we wspólnej izolacji matki i jej noworodka możliwe jest, gdy pacjentka czuje się dobrze i jest w stanie zapewnić stałą opiekę swojemu dziecku. Chodzi między innymi o samodzielne karmienie i przewijanie, które jest szczególnie trudne po cesarskim cięciu.

Jak zapewnia dyrekcja szpitala w Kędzierzynie-Koźlu, kontakt matki z dzieckiem jest niezwykle ważny. Dlatego w lecznicy podjęto decyzję o reorganizacji pracy i zdecydowano, że kobiety mimo zakażenia SARS-CoV-2 mogą przebywać ze swoimi pociechami. Jak przyznaje Przemysław Karoń, kierownik oddziału położniczo-ginekologicznego, dyrekcja SP ZOZ dostrzegła problem już na początku pandemii, ale nie mogła nic zrobić, bo nie pozwalały na to przepisy. Teraz przyszłe matki, które trafią do kozielskiego szpitala, mogą na określonych warunkach być we wspólnej izolacji ze swoim dzieckiem. W ubiegłym tygodniu dwie kobiety z potwierdzonym koronawirusem skorzystały z przysługującego im prawa i opiekowały się pociechami po porodzie.

- Informujemy nasze pacjentki o tym, jak to wygląda organizacyjnie, na jakie wyzwania będą musiały się zdecydować oraz jak dziecko będzie mogło być zaopiekowane medycznie - wyjaśnia dr n. med. Przemysław Karoń.

- W związku z tym, że w szpitalu nie prowadzimy teraz żadnej dokumentacji papierowej i nie ma możliwości podpisania zgody czy oświadczenia przez pacjentkę, informacja o tym, czy matka życzy sobie być z dzieckiem czy chce, by było ono izolowane, jest odbierana słownie w obecności świadka i wpisywana do dokumentacji medycznej. Pacjentka dostaje w formie papierowej informację o zaletach i wadach każdego ze sposobów postępowania – tłumaczy Jacek Mazur.

W dokumencie, który matka otrzymuje przed podjęciem decyzji o sposobie izolacji, szpital informuje, że do zakażenia noworodka w trakcie ciąży i porodu przez zakażoną SARS-CoV-2 ciężarną dochodzi sporadycznie. Aby zminimalizować to ryzyko, noworodek po urodzeniu zostaje wykąpany i poddany badaniu w celu wykluczenia zakażenia wrodzonego. W tym czasie dziecko jest izolowane w inkubatorze.

- Po badaniu noworodka nasi neonatolodzy jeszcze raz informują pacjentkę o tym, jak sytuacja wygląda od strony medycznej, i dopiero wtedy matka podejmuje ostateczną decyzję - precyzuje Przemysław Karoń.

Na wspólną izolację z dzieckiem mogą zdecydować się matki bezobjawowe lub skąpoobjawowe.

- Musimy mieć udział w wyborze matki, jeśli przebieg choroby będzie nawet tylko średni, bo jeśli bezobjawowy i lekki, to matka może się dzieckiem opiekować. Natomiast jeśli jest to średni przebieg, to może nie dać rady, a nie ma takiej możliwości, że zabierzemy dziecko tylko na noc, żeby matka mogła wypocząć. Szczególnie po cięciu cesarskim, kiedy kobieta musi leżeć z powodu znieczulenia i nabrać sił po operacji. Jeśli wyraziła chęć zaopiekowania się dzieckiem, to mimo że było ono pod opieką oddziału neonatologicznego bezpośrednio po cięciu cesarskim, może dziecko dostać i się nim opiekować. Natomiast niemowlę nie może krążyć między nią a oddziałem noworodkowym. W momencie kiedy trafi na oddział neonatologii, to już nie wróci do matki i odwrotnie - wyjaśnia Jacek Mazur.

 

Opieka w reżimie

Kobieta, która pozostaje w izolacji ze swoim dzieckiem, powinna mieć maskę przez cały czas wzajemnego kontaktu, dezynfekować ręce przed każdym podejściem do niemowlęcia, a także stosować higienę piersi. Konieczne jest też zachowanie dystansu 1,5-2 m w każdej sytuacji, kiedy jest to możliwe. Matka zostaje też uświadomiona, że dla powstawania wzajemnych relacji miedzy nią a noworodkiem, ważnych dla jego dalszego rozwoju, potrzebny jest bliski i stały kontakt. Ważne jest karmienie pokarmem naturalnym - bezpośrednio z piersi lub odciągniętym. Odciąganie, przechowywanie i dostarczanie pokarmu noworodkowi następuje z zachowaniem odpowiedniego reżimu sanitarnego.

Stałe przebywanie z dzieckiem matki, u której potwierdzono lub podejrzewa się zakażenie, niesie za sobą możliwość zakażenia noworodka, nawet jeśli matka stosuje środki prewencyjne. Przebieg choroby COVID-19 u noworodka jest trudny do przewidzenia. Najczęściej przebiega ona łagodnie, występuje kilkudniowa gorączka, brak apetytu, osłabienie, niewielkie zaburzenia oddychania. Może jednak wystąpić choroba o ciężkim przebiegu, zapalenie płuc z niewydolnością oddechową i zaburzeniami krążenia. Możliwe są też inne powikłania. Badań i informacji dotyczących przebiegu choroby u noworodków jest znacznie mniej niż u dorosłych. Nieznane są też odległe powikłania u noworodka i niemowlęcia.

Jeszcze do niedawna zgodnie ze stanowiskiem Światowej Organizacji Zdrowia oraz Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników ciężarna z dodatnim testem na koronawirusa powinna urodzić poprzez cesarskie cięcie.

- Postępowaliśmy w ten sposób w pierwszej fazie epidemii. Później zaczęły klarować się inne możliwości. Wcześniej nie mogliśmy nawet zaproponować pacjentce porodu siłami natury. Teraz porody na naszym oddziale odbywają się zarówno w sposób naturalny, jak i zabiegowy. Kwalifikacja odbywa się w oparciu o najnowszą wiedzę, którą uzyskujemy w trosce przede wszystkim o bezpieczeństwo dziecka i matki. Organizacyjnie działa to dobrze. Część pacjentek rodzi siłami natury z bardzo dobrym efektem. Jesteśmy z tego bardzo dumni, bo do dziś nie wszystkie szpitale leczące pacjentów COVID+ dają kobietom taką możliwość. Jednakże sytuacja epidemiologiczna, stan pacjentki, a czasem stan dziecka zmuszają nas do tego, by w porozumieniu z matką wybrać poród cięciem cesarskim. Procedura jest przeprowadzana z zachowaniem wszelkiego bezpieczeństwa medycznego i z poszanowaniem decyzji matki w stosunku do niej i jej dziecka - tłumaczy Przemysław Karoń. - Staramy się w jak największym stopniu kontaktować z pacjentką, by ten trudny dla niej moment przebiegł jak najbardziej komfortowo. Aby miała poczucie zaufania do personelu oraz świadomość tego, że pracujemy dla jej dobra.

- Chcemy, by wszystkie dzieci przychodzące na świat były w jak najlepszym stanie, by w stosunku do nich przeprowadzono wszystkie procedury, które zastosowane były również przed COVID-19, i mamy nadzieję, że nam się to udaje. Jeżeli są u pacjentki wskazania do cięcia cesarskiego, to procedura poza tym, że personel jest dodatkowo wyposażony w środki ochrony indywidualnej, nie różni się niczym od tego, jak wyglądało to w czasach przedpandemicznych. Przed porodem pacjentki są izolowane na jednoosobowych salach porodowych, gdzie przebywają w obecności jednej położnej, która zmienia się, ale te zmiany nie są zbyt częste. Staramy się, by było to co cztery godziny w przypadku porodu siłami natury. Nie sposób wytrzymać dłużej w środkach ochrony indywidualnej - wyjaśnia Jacek Mazur.

- Kiedy po porodzie przychodzimy na wizytę, to okazuje się, że mimo iż spędziliśmy z pacjentką sześć czy osiem godzin, ona przez to, że byliśmy w kombinezonach, nie poznaje nas – śmieje się kierownik oddziału położniczo-ginekologicznego.

 

Czas po porodzie

- Wprowadziliśmy procedury, które umożliwiają nam bezpieczne zajmowanie się matką po porodzie. W szpitalu mamy dla naszych pacjentek przygotowane dwa oddziały, w których mogą one w sposób bezpieczny i komfortowy przebywać – przyznaje Przemysław Karoń.

Pacjentka, która decyduje się na izolację od dziecka, jest hospitalizowana na oddziale położniczym, a jej noworodek przebywa w tym czasie na oddziale neonatologicznym.

- Z reguły trwa to od 11 do 14 dni. W tym czasie dzieckiem opiekują się pielęgniarki oddziału noworodkowego. Matce przesyłane są zdjęcia dziecka i przekazywane informuje o jego stanie zdrowia i wynikach jego badań – mówi lek. med. Małgorzata Dylewska-Strzelecka, kierownik oddziału neonatologii z pododdziałem patologii noworodka.

- Według obecnego stanu prawnego izolacja matki trwa 10 dni, pod warunkiem że choruje ona bezobjawowo, a izolacja została nałożona przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Przy czym nie jesteśmy zobowiązani do przestrzegania przepisów o hospitalizacji, bo ta kobieta nie jest hospitalizowana z powodu choroby covidowej, tylko jest w szpitalu celem przeprowadzenia porodu. W związku z tym istnieje możliwość, że jeżeli stan zdrowia niemowlęcia na to pozwala, to po dwóch dobach dziecko i matka mogą być wypisani. Oczywiście jest to odnotowywane w elektronicznej dokumentacji medycznej i wtedy ta izolacja pacjentki trwa dalej, do 10. dnia, ale już w warunkach domowych. Natomiast jeśli pacjentka, która trafiła do naszego szpitala, jest tzw. objawowa, wtedy musi przebywać w naszym szpitalu w izolacji do 14. dnia pod warunkiem, że przez trzy ostatnie dni nie ma już objawów choroby - tłumaczy Jacek Mazur.

Co istotne, noworodek odseparowany po porodzie od zarażonej matki może być wypisany do domu wcześniej, po wykluczeniu u niego zarażenia SARS-CoV-2.

- Noworodek może być wypisany pod opiekę opiekuna, który nie jest chory i nie jest podejrzany o zakażenie, może to być np. babcia - dodaje Małgorzata Dylewska-Strzelecka.

ART

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

J.D
J.D 14.12.2020, 14:08
Rodziłam w tym szpitalu w pazdzierniku(czyli w okresie drugiej fali) i pamiętam tą opieke trochę inaczej. Leżałam na oddziale neurologi, wówczas był to jeden z chyba trzech oddziałów "covidowych" i ciężko było się dodzwonić do pielęgniarek czy do lekarza. Mi na tym oddziale nie udało się to ani razu choć próbowałam kilkukrotnie. To samo tyczy się wyboru sposobu rodzenia. Ja usłyszałam "Ja przy pani nie będę w kombinezonie siedział 20 godzin. Robimy cesarkę albo szuka sobie pani innego szpitala". To był mój pierwszy poród i nikt mi tego nie ułatwił. Po przyjęciu przewieziono mnie na ortopedię (po godzinie siedzenia na wózku inwalidzkim przy przyjęciu) kazano się przebrać do cięcia i czekać. To była godzina ok 23:00 (wody odeszły mi ok 19) i do godziny ok 1:00 siedziałam na łóżku BEZ MONITOROWANIA DZIECKA. Żadnego słuchania tętna płodu ani USG ponieważ pielęgniarka powiedziała mi (po kilkunastu telefonach odebrano w końcu połączenie) że ona nie potrafi tego zrobić. Przepłakałam 2 godziny w sali szpitalnej nie wiedząc czy z synem jest wszystko w porządku! Zrobiono mi jak dobrze pamiętam EKG i zawieziono na salę operacyjną. Opieka po porodzie była wspaniała (minus tylko za nieodbieranie telefonów) panie pielęgniarki i salowe były cudowne i bardzo sympatyczne. Ja w szpitalu bez dziecka spędziłam 18 dni (bo zaszło zamieszanie z testami i po kilku dniach okazało się że mam zrobiony tylko "płytkowy" test a szpital może mnie wypuścić po 14 dniach od testu "wymazowego") więc moim zdaniem albo szpital się nagle tak poprawił, albo tekst jest troszkę podkolorowany.

Pozostałe