Jestem urodzoną optymistką. Rozmowa z prezydentem Kędzierzyna-Koźla

  • 26.12.2020, 13:21
  • Ł
 Jestem urodzoną optymistką. Rozmowa z prezydentem Kędzierzyna-Koźla Prezydent Kędzierzyna-Koźla Sabina Nowosielska
Pandemia koronawirusa zdominowała nasze życie w 2020 roku, ale to nie jedyny temat rozmowy z Sabiną Nowosielską. Prezydent miasta pytaliśmy też o politykę, przyszłoroczny budżet, budowę wału przeciwpowodziowego i inne planowane inwestycje w 2021 roku, jakość powietrza oraz walkę z benzenem i groźnymi pyłami. Nie mogło zabraknąć, oczywiście, motywu świątecznego.

 

- Mijający rok zdominował temat koronawirusa. Od miesięcy wszyscy musimy zmagać się z nowym wyzwaniem i problemami, które za sobą niesie. Jak pandemia wpłynęła na kondycję gminy Kędzierzyn-Koźle?

- Na początku roku jeszcze nikt nie zdawał sobie sprawy z tego, z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Koronawirus był daleko od nas, w Azji, ale szybko pojawił się w Europie i gdy do nas dotarł, to generalnie przeżyliśmy szok. Niektórzy myśleli, że to już koniec świata, przynajmniej takiego, jaki znaliśmy do tej pory. Wielu z nas nie wiedziało, co robić, co będzie za tydzień, a co dopiero za miesiąc. Wprowadzone obostrzenia potęgowały sytuację grozy. I my w urzędzie też zastanawialiśmy się, co robić i jak to dalej będzie. Mam duże doświadczenia z pracy w kryzysie. To nie zawsze jest tak, że trzeba podejmować decyzje o zatrzymaniu inwestycji, zaszyć się w kącie, żeby przeczekać trudny okres. Były głosy, żeby np. wstrzymać budżet obywatelski i obciąć niektóre inwestycje, bo nie wiadomo, czy będą na nie pieniądze z podatków. Podjęłam jednak decyzję, żeby realizować budżet tak, jak jest zapisany. Wydaliśmy blisko 30 mln zł na same inwestycje i z perspektywy czasu myślę, że to był dobry ruch, bo nie było aż tak źle, jak można się było spodziewać. Wpływy z podatków były podobne do tych z 2019 roku, mimo że wielu lokalnym przedsiębiorcom rozkładaliśmy płatności na raty, czy wręcz umarzaliśmy podatki. Jednak z drugiej strony bardzo mocno przycięliśmy wydatki bieżące. Narzuciłam silny system kontroli kosztów we wszystkich naszych jednostkach i w urzędzie oraz w spółkach. Nie było to aż tak rygorystycznie jak w mojej poprzedniej pracy, gdy w czasach kryzysu w 2001 czy 2008 roku kartkę kserowało się cztery razy, żeby oszczędzać. Ale przyniosło efekty.

- Koronawirus nie zniknie z dnia na dzień, tylko zostanie już z nami. Specjaliści alarmują, że czeka nas trudny okres pod wieloma względami. Jakie będą perspektywy dla gminy Kędzierzyn-Koźle na 2021 rok? Czy te obawy gospodarcze widać w przyszłorocznym budżecie miasta? Bo przecież nikt nie wie, co będzie za miesiąc czy za pół roku, a funkcjonować jakoś trzeba.

- Jestem urodzoną optymistką i to się bardzo przydaje. Nie zakładam, że będzie źle. My przecież musimy funkcjonować dla naszych mieszkańców. Musimy realizować nasze zadania, ale też inwestować lokalnie. Nie możemy zamknąć się na cztery spusty. Nasz urząd cały czas jest otwarty. To jedno z niewielu takich miejsc w Polsce, gdzie mieszkańcy mogą przyjść i bezpiecznie załatwić swoje sprawy. Sporo nauki wyciągnęliśmy z czerwcowej sytuacji, gdy zachorowało nam 18 urzędników i praktycznie na dwa dni zostałam sama w urzędzie. To trochę wynikało z rozluźnienia obostrzeń, gdy nie wszyscy stosowali maseczki i środki dezynfekujące. Po tym zdarzeniu jest idealnie. Wszyscy przestrzegają i stosują się do zaleceń. Zamontowaliśmy też kamery termowizyjne, które wyłapują osoby z podwyższoną temperaturą.

Założenia budżetu nie są huraoptymistyczne, ale nie jest to też budżet pesymistyczny. To optymalne założenia na trudny czas. Ale zauważmy, że od 2015 co roku mówimy o trudnym budżecie. Bez względu na to, czy mamy kryzys wywołany pandemią, czy wcześniej go nie było, to zawsze trudno zbilansować koszty z dochodami. Potrzeby mieszkańców są duże, środki ograniczone i trzeba się nagimnastykować, żeby to spiąć.

Wiele osób mówi o tym, żeby nie zadłużać gminy, ale wtedy tak naprawdę to nic nie zrobimy. A przecież każdy chce mieszkać przy ładnej ulicy, pojechać ścieżką rowerową, skorzystać z atrakcyjnego placu zabaw. Nie wszystko uda się zrealizować ze środków własnych. Trzeba szukać funduszy zewnętrznych. I tych na przykład bardzo dużo mamy z Unii Europejskiej. Tylko żeby te pieniądze skonsumować, to najpierw musimy je mieć. Nie mamy ich na koncie, więc musimy pożyczyć w bankach. Po zrealizowaniu danej inwestycji odzyskujemy je i realizujemy kolejne plany. W latach 2015-2020 zrealizowaliśmy inwestycje na 288 mln zł, a wzrost zadłużenia wyniósł 56 mln zł. To oznacza, że pięciokrotnie zaangażowaliśmy pieniądze, żeby wykonać inwestycje. I one są widoczne w naszym mieście.

 

Cały wywiad przeczytacie w aktualnym wydaniu "Nowej Gazety Lokalnej"

Ł

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (5)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

☂ ✯ ☃ ✯ ☃ ✯ ☂
☂ ✯ ☃ ✯ ☃ ✯ ☂ 26.12.2020, 15:27
Kończ waść, wstydu oszczędź.
🙂
🙂 27.12.2020, 09:43
Dużo masz do powiedzenia
☃ ✯ ☂✯ ☂ ✯ ☃
☃ ✯ ☂✯ ☂ ✯ ☃ 28.12.2020, 12:11
Raczej do napisania a nie do powiedzenia. Nie uczyli w szkole czym jest mowa a czym pismo? Więcej nie trzeba dodawać, patrząc jak zarządzanie jest to matołkowo.
:)
:) 27.12.2020, 22:05
Więcej niż ty.
☂ ✯ ☃ ✯ ☃ ✯ ☂
☂ ✯ ☃ ✯ ☃ ✯ ☂ 27.12.2020, 17:44
Chyba do napisania jak już mądrego próbujesz udawać. Nie uczyli cię w szkole jaka jest różnica między mową a pismem? Akurat w tej kwestii więcej nie trzeba dodawać.

Pozostałe