Dusza artysty gdzieś we mnie drzemie

  • 02.02.2021, 11:27 (aktualizacja 02.02.2021, 11:39)
  • Andrzej Kopacki
Dusza artysty gdzieś we mnie drzemie Zdzisław Gruca chętnie dzieli się swoją twórczością
Wiersze zaczął pisać ponad 50 lat temu, gdy jeszcze był uczniem. Później, już jako operator dźwigu, nie miał zbyt wiele czasu na tworzenie poezji. Jednak stara miłość nie rdzewieje. Gdy przeszedł na rentę, znów zaczął pisać. Mowa o Zdzisławie Grucy, w którym drzemie dusza artysty.

- Nigdy nie pracowałem po 8 godzin. Czasami spędzałem w pracy po 10-12 godzin albo i więcej. Nie było więc za wiele czasu na przyjemności - przyznaje pan Zdzisław z Kędzierzyna-Koźla.

Na domiar złego dopadły go problemy zdrowotne, które - wbrew pozorom - ułatwiły jego rozwój duchowy i artystyczny.

- Przeszedłem operację kręgosłupa i od prawie dwudziestu lat jestem na rencie. Dzięki temu miałem wreszcie czas dla siebie. Mogłem poświęcić się twórczości poetyckiej. Natchnienie przy tworzeniu wierszy stanowi dla mnie muzyka instrumentalna, kontakt z przyrodą, czy nawet wizyta na cmentarzu. Czerpię je także z pełnego zakrętów życia, z opowieści moich przyjaciół, którzy dzielą się swoimi historiami. Niektóre dotyczą tragicznych wydarzeń z przeszłości, do jakich doszło na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej - wylicza pan Zdzisław, który ma kresowe korzenie.

Stąd część jego wierszy nawiązuje do tej tematyki, m.in. ukochanego Lwowa. Jednak nasz rozmówca pisze głównie o życiu i niedocenianiu wartości człowieka

- Skromni ludzie dzielą się ze mną opowieściami o swoim życiu, o swojej biedzie, najrozmaitszych problemach, smutkach, ale też o szczęściu i radości. Uważam, że szacunek należy się przede wszystkim tym najuboższym, którzy nie mają siły przebicia. I to właśnie o nich staram się pisać, przelać to wszystko na papier. Sprawia mi to wielką satysfakcję - przyznaje autor.

Kędzierzynianin może się pochwalić własnym tomikiem poezji, wydanym m.in. dzięki wsparciu finansowemu urzędu miasta oraz fundacji Mariana Saski. Jest autorem 200 wierszy.

- Niektóre w swojej wymowie są dość ostre, nadzwyczaj szczere. Być może czasami lepiej pominąć jeden wyraz, aby kogoś nie urazić. Miałem przyjemność rozmawiać z ludźmi, którzy mi mówili: Zdzichu, nie pisz takich wierszy, bo to jest niebezpieczne. Z drugiej strony, mam się bać szczerej prawdy, którą opisuję? Ja się prawdy nie wstydzę i zawsze się do niej przyznam. Dużo moich wierszy nawiązuje do tematyki patriotycznej. Urodziłem się w 1954 roku, mam 66 lat. Sporo widziałem, sporo przeżyłem - mówi kędzierzyński poeta. Jego rodzina osiadła tutaj w 1945 roku. Z Kresów przyjechała jego mama i dziadek, który we Lwowie pracował na kolei.

- Dziadek dokonał rekonesansu i skoro w Kędzierzynie była kolej, to najwyraźniej uznał, że warto tu zamieszkać. Niestety, dość szybko, bo w 1948 roku, uległ wypadkowi na kolei i stracił nogę. Od tego czasu był na rencie, ale jakoś dawaliśmy sobie radę - wspomina nasz rozmówca. - Wiem, co to znaczy przetrwać o suchym chlebie, choć i jego czasami brakowało. Bieda uczyła nas życia, ale mimo to zawsze byliśmy oddani ojczyźnie, tradycji i naszej wierze. Ojca widziałem raz w życiu. Natomiast mama ciężko pracowała na PKP. Jak miała nockę na kolei, w czasach gdy jeszcze funkcjonowały PGR-y, to w ciągu dnia dorabiała w gospodarstwie rolnym. Mamie też poświęciłem szereg wierszy.

Pan Zdzisław chętnie dzieli się swoją twórczością. Na ozdobnym papierze spisuje swoje wiersze. Wrażenie robi jego staranny charakter pisma. Bezinteresownie rozdaje je później znajomym, a nawet przypadkowo napotkanym osobom. W ten sposób dociera z poezją wszędzie tam, gdzie to tylko możliwe.

- To dla mnie prawdziwa przyjemność, że mogę podzielić się tymi myślami z innymi ludźmi. Marzą mi się znów wieczory poetyckie w domu kultury przy nastrojowej muzyce. Jednak przez pandemię wszystko przygasło. To jest miłe, gdy mogę obcować z ludźmi, którzy z wielką uwagą słuchają zarówno wierszy, jak i muzyki, np. w wykonaniu pana Dariusza Czarnego - przyznaje poeta.

Tomik swoich wierszy z dedykacją pan Zdzisław przekazał m.in. na ręce prezydenta RP Andrzeja Dudy, piosenkarce Eleni oraz aktorkom: Beacie Tyszkiewicz i Magdalenie Zawadzkiej.

- Jakiś ślad po sobie zostawię. Cieszą mnie opinie, że to, co tworzę, jest wartościowe. Nie miałem w rodzinie artystów, którzy namawialiby mnie do pisania. Tym bardziej mogę być z siebie dumny. Poza tym swego czasu grałem na harmonijce. Czyli ta dusza artysty gdzieś we mnie drzemie - uśmiecha się Zdzisław Gruca.  

W ostatnich miesiącach odeszło wielu wspaniałych ludzi związanych m.in. z lokalną kulturą. Należy im się wieczna pamięć. Jeden z wierszy pan Zdzisław poświęcił właśnie im.

 „Cienie”

Bezgłos jak rozpięty na strunie krzyk!

Spotykam na mojej drodze życia zamyślonych ludzi.

Odchodzą cicho, niepostrzeżenie…

Za nimi jest tylko wieczność.

Następnego dnia przechodzą tylko cienie

To Nikt…  

Andrzej Kopacki

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe