Wieczny tułacz z duszą artysty

  • 21.02.2021, 17:59
  • Andrzej Kopacki
Wieczny tułacz z duszą artysty Jedna z prac Jerzego Tomasikiewicza
Odszedł z tego świata w wieku 68 lat. Podobno nie miał nawet dowodu osobistego, ale posiadał coś, czego prawie każdy mógłby mu pozazdrościć. Wielki talent. Dorobek twórczy, bezdomnego przez długie lata, artysty malarza Jerzego Tomasikiewicza wzbudza szacunek.

Jerzy Tomasikiewicz zmarł na raka krtani w przytułku dla bezdomnych. Całkiem niedawno - w 2019 roku. Bezdomny kędzierzyńsko-kozielski artysta malował miasta, zamki, konie, portrety, pejzaże. Uwielbiał kontakt z przyrodą, a nade wszystko kochał góry. Jak sam kiedyś zdradził, namalował tysiące prac. Co ciekawe, sobie nie zostawił ani jednej. Niewielką część jego dorobku mieliśmy okazję podziwiać w lipcu 2018 roku na wystawie w Miejskiej Bibliotece Publicznej.

- Odkąd pamiętam, zawsze obok mnie był ołówek, kredki, później pędzle i farby, ponieważ w moim rodzinnym domu sztuka w różnych wymiarach od zawsze była obecna. Mój ojciec był pierwszą osobą, która przybliżyła mi rysunek i uformowała charakter późniejszego tworzenia. Od dzieciństwa starałem się mu dorównać. W życiu dorosłym, w różnych jego okresach, zawsze wracałem do rysunku, malarstwa i chyba nie było takiego czasu, kiedy bym nic nie tworzył - mówił Jerzy Tomasikiewicz w wywiadzie udzielonym Katarzynie Weklicz. - Zawsze inspirowała mnie w równej mierze przyroda, krajobrazy, cuda natury w postaci gór, jak i zwierzęta, ludzie, pejzaże miast. Szczególnie pociągały mnie nasze polskie góry. Chodziłem po nich przez 16 lat i ten czas oceniam jako najlepszy okres mego życia. Rytro, Piwniczna i okolice budzą moje najpiękniejsze wspomnienia. Lubiłem być wśród ludzi, a szczególnie górali, poznawać ich świat, dlatego nauczyłem się ich gwary. Co do zwierząt, najtrudniej jest namalować konia. Mój ojciec mawiał: „Jeśli narysujesz konia - narysujesz wszystko”. A ja byłem ambitny i uparty. Ojciec miał rację. Dziś konie rysuję i maluję w najróżniejszych pozach, w ruchu, z emocjami, i robię to z prawdziwą przyjemnością. Zawsze rysowałem i malowałem dużo, nie sprawiało mi to trudności, a dawało radość. Czasem było zwykłym zleceniem na prośbę kogoś znajomego. Myślę, że nie ma artysty, który powiedziałby: już wszystko namalowałem, wyrzeźbiłem. Mam marzenie, żeby coś po mnie pozostało, i choć wiem, że moje prace wiszą na ścianach domów w wielu miastach i krajach, pragnąłbym stworzyć coś bardziej trwałego, np. fresk tematyczny w jednym z naszych kościołów - dodał Jerzy Tomasikiewicz, który już podczas udzielania tego wywiadu był poważnie chory i coraz słabszy.

Publikacją jego prac zainteresowany jest Mieczysław Kuleszyński, który - jak informowaliśmy ostatnio - przygotowuje się do wydania trzeciej części informatora pt. „Koźle - historia i legendy”.

- W naszym przewodniku pamiętamy zawsze o którymś lokalnym artyście. W zeszłym roku poświęciliśmy sporo uwagi Ryszardowi Kowalowi. Zamieściliśmy ponad 100 jego prac. W trzecim wydaniu pragnę napisać o Jerzym Tomasikiewiczu, zamieszczając w tej publikacji jego niezwykłe prace. Pozbierać to wszystko nie było łatwo, ale udało się. Chciałbym, aby coś trwałego po nim pozostało, stąd ta inicjatywa. Tym bardziej że swego czasu wyraził taką wolę. Jest zatem okazja spełnić to życzenie - tłumaczy Mieczysław Kuleszyński. Udało mu się skatalogować 250 prac Jerzego Tomasikiewicza. Jednak to ambitne przedsięwzięcie wiąże się z niemałymi kosztami i nasz rozmówca poszukuje funduszy na wydanie informatora historycznego.  

- Nie znałem osobiście pana Jerzego, chociaż mogłem go mijać na ulicy czy widzieć śpiącego na ławce miejskiego parku. Nie miał miejsca stałego pobytu. Jego domem było miasto, blokowe piwnice, strychy. Czasem swoje małe dzieła oddawał za paczkę papierosów lub butelkę piwa. Czuję wielką satysfakcję, próbując spełnić jego ostatnie życzenie. Gdy do rąk czytelników trafi kolejne, trzecie już wydanie przewodnika historycznego wraz z pracami tego artysty, będę naprawdę szczęśliwy. Warto, a nawet trzeba pokazać, co ten człowiek stworzył w trakcie swego niełatwego życia - przekonuje pan Mieczysław. - Pan Jerzy nie miał nawet dowodu osobistego. Żeby ustalić jego datę urodzin i śmierci, musiałem udać się na cmentarz, gdzie został pochowany. Urodził się 5 lipca 1951 roku, a zmarł 21 października 2019 roku. Pod koniec życia trafił do sławięcickiego przytułku dla bezdomnych i tam też zmarł. Nie został należycie doceniony za życia. Mało kto o nim słyszał. Tymczasem ludzie są zachwyceni jego pracami.

Andrzej Kopacki

Zdjęcia (14)

Podpięte galerie zdjęć:

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

miroslaw_nowakowski
miroslaw_nowakowski 25.02.2021, 10:08
chciałem dodac fotki ale jak
Mirek N
Mirek N 23.02.2021, 17:14
mam jego plakat który namalował na GITARIADĘ 40 2016 r SUPER!
vfb
vfb 22.02.2021, 12:42
Jurek swego czasu był moim sąsiadem. Mieszkaliśmy w jednej klatce schodowej w bloku przy ul. J.Lompy w K-Kożlu.

Pozostałe