Poruszająca historia Anny Tomanek, która zmaga się z porażeniem mózgowym. WYWIAD

  • 10.08.2021, 12:32
  • Źródło: Urząd Miasta
Poruszająca historia Anny Tomanek, która zmaga się z porażeniem mózgowym.…
Zachęcamy do przeczytania wywiadu ze zmagającej się z porażeniem mózgowym Anną Tomanek, pracownikiem Kędzierzyńsko-Kozielskiego Parku Przemysłowego. Jej poruszająca historia udowadnia, że jeśli się o czymś marzy i dąży do celu, to nie ma rzeczy niemożliwych.

Wyniki Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności wskazują, że w 2019 roku w porównaniu z rokiem poprzednim współczynnik aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych w wieku produkcyjnym wzrósł o 0,5 pkt. proc. i uplasował się na poziomie 28,8%. Roczne statystyki zgromadzone między 2009 a 2019 rokiem pokazują pozytywny trend w obszarze aktywności ekonomicznej tej grupy społecznej podnosząc wartość współczynnika aktywności zawodowej o 4,2 punktu procentowego. Mimo pozytywnych zmian na przestrzeni lat, aktywność zawodowa osób niepełnosprawnych nadal znacząco odbiega od aktywności zawodowej osób sprawnych. Dla porównania: w 2019 r. współczynnik aktywności zawodowej osób sprawnych w wieku produkcyjnym wynosił 81,0%.  Ze wszystkich krajów europejskich Polska ma jeden z najniższych wskaźników zatrudnienia osób z niepełnosprawnością. Jak wykazuje badanie Instytutu Spraw Publicznych, pracodawcy z rynku otwartego na ogół niechętnie odnoszą się do zatrudniania osób z niepełnosprawnością. Jedną z barier przy zatrudnianiu osób z niepełnosprawnością jest sposób ich postrzegania. Niestety wciąż pokutuje opinia, że osoby niewidome, z niepełnosprawnością intelektualną, z chorobami psychicznymi, niesłyszące, poruszające się na wózkach właściwie nie kwalifikują się na pracowników. Dodatkowo często przedsiębiorcy uważają, że osoby z niepełnosprawnością nadają się głównie do wykonywania prac prostych i niewymagających odpowiedzialności lub samodzielności. Oddajmy więc głos zmagającej się z porażeniem mózgowym Annie Tomanek, zatrudnionej w Kędzierzyńsko-Kozielskim Parku Przemysłowym, spółce z większościowym udziałem Gminy Kędzierzyn-Koźle.

- Jest Pani osobą niezwykle wytrwałą. Ukończyła Pani studia, prace dyplomowe pisząc nosem. Jak wyglądała Pani edukacja i co wpłynęło na tak wielką determinację? 

- Studia i praca zawsze były moim marzeniem i celem. Niestety, zawsze też słyszałam, że nawet ludzie zdrowi i w pełni sprawni nie mogą znaleźć pracy, że sytuacja na rynku pracy jest ciężka, więc na co ja, osoba ze znaczną niepełnosprawnością, liczę. Dlatego chciałam udowodnić otoczeniu i samej sobie, że skończę studia i znajdę pracę. Chciałam pokazać, że można. Z mniejszą bądź większą pomocą, ale można. O ile szkoła podstawowa i liceum opierały się na nauczaniu indywidualnym, to już studia angażowały w bardzo dużym stopniu moją mamę. Zaczynając od tego, że musiała zrobić prawo jazdy, żeby mnie wozić na zajęcia, następnie towarzyszyć mi na zajęciach całymi weekendami i redagować notatki. Nie wspomnę o stresie, przeżywanym przed wszystkimi egzaminami, które, jako że nie piszę własnoręcznie, zdawałam albo w formie testów albo ustnie przed wykładowcą. A jeśli mowa o pisaniu nosem….. Pisanie nosem na klawiaturze to technika wypracowana od lat, jeszcze od szkoły podstawowej. Do dziś pracując na komputerze, wszystko piszę nosem; tak jest mi szybciej, sprawniej i wygodniej. Jednak na studiach, w czasie zajęć, notatki głównie robiła mama. Miałam  możliwość nagrywania większości  wykładów na dyktafon. I właśnie z tych nagrań, mama w domu robiła szczegółowe notatki z kluczowych przedmiotów. To dzięki niej miałam najbardziej szczegółowe notatki na roku.  

- Ukończyła Pani socjologię ze specjalizacją socjologia problemów społecznych. Skąd taki a nie inny wybór studiów? W jaki sposób niepełnosprawność wpłynęła na Pani wybór zawodowy? 

- Przez długie lata myślałam o informatyce, wiedząc, że komputer będzie dla mnie jedynym narzędziem pracy i, po części, oknem na świat. Z tym wiązałam swoją przyszłość. Jednak kiedy nadszedł ten właściwy już czas, czas wyboru kierunku studiów, dowiedziałam się, że wydział, na którym znajduje się informatyka, nie był wówczas przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. Zaczęłam więc szukać dalej i - ponieważ zawsze lubiłam wiedzę o społeczeństwie - mój wybór padł na socjologię, czego nie żałuję. Będąc już na studiach, zainteresowałam się psychologią. Mieliśmy kilka zajęć z tej dziedziny i poczułam, że tam też odnalazłabym się. Szczerze mówiąc, psychologia pozostała moim cichym marzeniem. Jednak wiem, że kolejne studia i kolejne lata to ogromny wysiłek i ogromna praca. Nie tylko dla mnie.  

- Jak wygląda Pani codzienność w pracy? Co stanowi największe wyzwanie? Jakie zadania są najbardziej satysfakcjonujące? 

- W styczniu tego roku minęło osiem lat, jak pracuję w KKPP. Przez ten czas zajmowałam się i zajmuję różnymi zadaniami.  Przede wszystkim prowadzę aktywności w social mediach, gdzie utrzymuję kontakty i monitoruję środowisko biznesowe w regionie. Na bieżąco śledzę również informacje gospodarcze z naszego miasta i regionu, przygotowując prasówkę. Pomagałam przy planowaniu i rejestracji wydarzeń Światowego Tygodnia Przedsiębiorczości, organizowanego kilka razy w Kędzierzynie-Koźlu. Największym chyba wyzwaniem było tworzenie i edycja baz danych w Excelu podmiotów z naszego powiatu, często po kilka tysięcy pozycji. Biorąc pod uwagę moją znacznie ograniczoną sprawność, trafienie w konkretny wiersz i konkretną komórkę przy takiej ilości pozycji oraz ich przewijanie to nie lada wyczyn. Każde zadanie jest inne i każde dostarcza innych doświadczeń.  

- Jakich rad udzieliłaby Pani osobom z podobną niepełnosprawnością. Na co powinni zwrócić szczególną uwagę przy wyborze pracodawcy, gdzie mogą szukać wsparcia i pomocy, jak prezentować swoje wartości podczas rozmowy rekrutacyjnej?

- Kiedy zaczynałam szukać pracy, zgłosiłam się do Ogólnopolskiej Bazy Pracodawców Osób Niepełnosprawnych. Jeśli otrzymywałam stamtąd propozycje, to tylko typu call center. Z moją wadą wymowy (nie zawsze mówię wyraźnie), było to jednak nie do przejścia. Teraz, gdybym szukała zajęcia, skorzystałabym z doradztwa zawodowego, szukała rozwiązań i wsparcia w fundacjach aktywnej rehabilitacji zawodowej. Na pewno szukałabym pracy zdalnej, bo Internet obecnie stwarza takie możliwości. Ważne – doszkalajmy się, uczmy, korzystajmy z możliwych kursów. A co do rozmowy kwalifikacyjnej, to moja zasada brzmi, że nigdy niczego nie ukrywam i nie dodaję sobie umiejętności. Przedstawiam siebie taką, jaką jestem. Przedstawiam prawdę, zarówno w sprawach swojego stanu zdrowia, jak również posiadanego wykształcenia czy umiejętności. Zawsze też chętnie się uczyłam (ciągle uczę) i chciałam zdobywać nową wiedzę. Te chęci mi się nie kończą. 

- Co Pani szczególnie ceni w pracy / zespole / zadaniach zawodowych? Jakie są Pani cele zawodowe? 

- Praca daje mi poczucie spełnienia i pewnego rodzaju niezależności. To jest coś tylko mojego, coś, co wykonuję samodzielnie i w 100% jest moim dziełem. Satysfakcja z samodzielnie wykonanego zadania jest bezcenna. Praca to również kontakt z ludźmi, nawet jeśli obecnie ograniczony do wymiany maili, czy komunikatorów internetowych. Każdego dnia uczę się czegoś nowego, poznaję świat biznesu i przedsiębiorczości, którego przed pracą w KKPP nie znałam. Mogę rozwijać i poszerzać tę wiedzę, zdobywać umiejętność oceny tych zjawisk i sytuacji z różnej perspektywy.

- Pracuje Pani w większości zdalnie. To sytuacja, w której wiele osób nie potrafi się odnaleźć. Jaka jest Pani recepta na dobrą samoorganizację pracę? 

- Rzeczywiście głównie pracuję zdalnie, co oczywiście jest z jednej strony dla mnie dużym ułatwieniem, a z drugiej strony brakuje mi odwiedzin w biurze i moich kochanych dziewczyn. Zwłaszcza teraz, w czasie pandemii, musieliśmy ograniczyć nasze kontakty, ale mam nadzieję, że w końcu wszystko wróci do normy. Nasze spotkania również. Praca to obowiązek, ale też powód, by rano wstać, przysłowiowo ogarnąć się i z kubkiem zaparzonej kawy zasiąść do biurka. Wiem, że bez tego czasami byłoby mi ciężko, a tak wiadomo: rozpoczyna się nowy dzień pracy, nie mogę się rozklejać, nie mam czasu na martwienie się, rozkładanie na czynniki pierwsze tego, czego i tak nie mogę zmienić. Praca jest elementem dyscyplinującym, a jednocześnie odskocznią. Zadania, które w niej wykonujemy, wymagają skoncentrowania na nich i zapomnienia – w moim przypadku – o niepełnosprawności i ograniczeniach.

- Gdyby miała Pani przekazać rówieśnikom wskazówki na to, jak odnaleźć się w pracy, co by to było? 

- Nieraz spotkałam się z takim myśleniem, że niepełnosprawność - wrodzona czy nabyta - to jest koniec. Zero szans, zero perspektyw. Ja nigdy nie chowałam się w domu. Z mamą wychodziłyśmy z domu, jeździłyśmy, gdzie tylko można i nie można było, bo na przykład na drodze stawały schody. Ale nawet to nas nie zatrzymywało. 
Wiem, że w dalszym ciągu jest wiele barier: od architektonicznych po stereotypy na temat osób z niepełnosprawnościami. Pisząc pracę licencjacką na temat zatrudniania osób niepełnosprawnych i prowadząc badania w tym kierunku, zdarzało mi się usłyszeć opinie, że po co sobie problem brać na głowę. To było kilka lat temu. Sytuacja się zmienia. Może powoli, ale wierzę, że zmieni się na lepsze i aktywność osób niepełnosprawnych będzie normą. Całym sercem jestem za wszelkimi programami, akcjami i działaniami w celach aktywności zawodowej osób niepełnosprawnych, uświadamiających możliwości i korzyści płynące z ich zatrudnienia oraz prowadzące do włączenia tychże osób w życie społeczne. 
Czas pandemii pokazał, że tryb pracy zdalnej dobrze się sprawdza. I to też jest szansa dla osób z niepełnosprawnością o ograniczonej mobilności. Jako osoba niesamodzielna ze znaczną niepełnosprawnością fizyczną mogę powiedzieć, że przy chęciach, odrobinie samozaparcia oraz z pomocą bliskich i dobrych ludzi spotykanych na swej drodze wiele jest możliwe. Warto dążyć do rozwoju i samorealizacji. Tego nam nikt ani nic nie odbierze. Warto mieć cele w życiu. I satysfakcję, że mimo wszystko, dajemy radę. 

- Skąd i od kiedy, pomimo przeciwności losu, taka w Pani waleczność, wiara w siebie i samozaparcie? 

Wydaje mi się, że waleczność jest we mnie od małego. Już od najmłodszych lat jeździłam na turnusy rehabilitacyjne, niektóre bardzo ciężkie jak np. „Kombinezony kosmiczne” w Mielnie. Ćwiczyłam tam całe dnie, aby móc z pozycji leżącej przejść do klęczenia na czworakach, a potem na kolanach. Chodzenie i stanie było trudne do osiągnięcia i utrzymania. Ale ja chciałam ćwiczyć. Mimo bólu, robiłam to chętnie i chciałam jeszcze bardziej. Mam wrażenie, że ta waleczność i upór towarzyszyły mi od zawsze i każdego dnia. To była chęć osiągnięcia czegoś lepszego i czegoś więcej. 
A z wiarą w siebie to – szczerze mówiąc – bywa różnie. Czasem myślę, że bardzo mi jej brakuje. Szybko staram się jednak uzmysłowić sobie, co mam i co udało mi się osiągnąć. Świadomość tego, co osiągnęłam i wsparcie bliskich osób, ich pomoc i motywowanie – jest najważniejsze. Bez tego nie byłoby to wszystko możliwe. 

- Jest Pani osobą kontaktową, ma wiele relacji prywatnych i zawodowych. Co w tych relacjach ceni Pani najbardziej, jak inni powinni traktować Pani niepełnosprawność?

Krótko mówiąc: szczerość, otwartość, empatia i zrozumienie. Po prostu akceptacja. To cenię  najbardziej. Zdaję sobie  sprawę, że moja niepełnosprawność jest bardzo widoczna, może być trudna w odbiorze. Ale to jest tylko część mnie, jedna ze składowych. Ona nie  określa mnie w całości. Jestem człowiekiem, jak inni. Bo chociaż mam wiele ograniczeń wynikających z mojej niepełnosprawności, to moje uczucia, marzenia i pragnienia zawsze są takie jak innych osób. Jesteśmy różni, ale wszyscy chcemy być traktowani równo i akceptowani.

FOTO: zdjęcie autorstwa uczennicy klasy technik fotografii i multimediów ZS3.

Źródło: Urząd Miasta

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

gość
gość 18.08.2021, 14:18
Bardzo dzielna dziewczyna, podziwiam. Życzę zdrowia i samych sukcesów.

Pozostałe