Segregują bogaci i nam się opłaci. Rozmowa z prezesem spółki Czysty Region

  • 29.09.2021, 16:50
  • Andrzej Kopacki
Segregują bogaci i nam się opłaci. Rozmowa z prezesem spółki Czysty Region
O trudnościach towarzyszących gospodarce odpadami, realizowanych i planowanych inwestycjach rozmawiamy z Grzegorzem Mankiewiczem, prezesem zarządu spółki Czysty Region w Kędzierzynie-Koźlu.

- Branża, w której pan działa, zawsze wzbudza wiele emocji. Jakie problemy są obecnie najbardziej dotkliwe z pańskiego punktu widzenia.

- Należałoby je podzielić na kilka segmentów. To, co teraz jest dla nas najtrudniejsze, to brak ludzi, którzy chcieliby pracować w zakresie odbioru i segregacji odpadów. Obecnie zatrudniamy 116 osób, lecz spokojnie moglibyśmy jeszcze przyjąć do pracy 20-30 osób. Te wakaty są głównie na stanowiskach kierowców, ładowaczy, ale także osób, które segregują odpady na naszej instalacji. Odczuwamy chroniczny brak rąk do pracy i trwa to, niestety, od kilku lat, podobnie jak w wielu innych branżach.

Drugim bardzo istotnym elementem jest sprzęt związany z transportem odpadów, który posiada nasza spółka. Są to pojazdy wysłużone, które często się psują, a koszty ich napraw i remontów są znaczne. Jeśli ich awaryjność byłaby niższa, to na chwilę obecną przez cały czas mielibyśmy do dyspozycji 22-23 samochody, podczas gdy pod koniec 2017 roku mieliśmy ich tylko cztery.

Natomiast plan zarządu zakłada sukcesywną wymianę tych pojazdów, tak aby śmieciarki nie były starsze niż osiem lat. Po tym okresie eksploatacji zostaną sprzedane. Przyjęliśmy harmonogram, aby kupować średnio dwie-trzy śmieciarki rocznie. W sumie mamy już pięć aut nie starszych niż trzy lata, z czego dwa właśnie dziś wjechały na nasz plac. Natomiast wychodząc naprzeciw ustawie o elektromobilności, jeszcze we wrześniu br. zamierzamy ogłosić przetarg na śmieciarkę zasilaną gazem CNG, czyli ziemnym, z którego korzystają gospodarstwa domowe. W naszej bazie przy ul. Grunwaldzkiej postawimy też niewielką stację do ładowania gazem CNG.

- Ile kosztują takie śmieciarki?

- Te nowe, które teraz przyjechały, każda za około 700 tys. zł netto. Z kolei ta zasilana gazem CNG będzie nas kosztować w granicach 800-850 tys. zł. Zakup samochodów finansujemy leasingiem. Mówimy tu o dużych autach, w przypadku których pojemność skrzyni załadowczej wynosi minimum 20 m sześć.

- Wróćmy zatem do tego pierwotnego wątku naszej rozmowy.

- Tak, tym trzecim ważnym elementem, który jest dla nas bardzo odczuwalny, są koszty związane z jakością odpadów, które docierają na naszą instalację przy ul. Naftowej. Mam tu na myśli głównie odpady zmieszane. Bez wątpienia poprawiła się jakość segregacji w przypadku papieru, tworzyw sztucznych, szkła oraz odpadów bio. Choć w przypadku tych dwóch ostatnich pozycji jest pewien problem, bo wiele osób wciąż wrzuca do kontenerów szklane opakowania razem z plastikowymi workami, w których zostały przyniesione. Podobnie jest z odpadami bio. Zatem w takich sytuacjach mówimy o odpadzie zanieczyszczonym. Dlatego zwracam się z prośbą, aby wrzucając butelki czy słoiki do pojemnika na szkło, wyciągnąć je z siatek, a reklamówkę wyrzucić do żółtego pojemnika na plastik. Podobnie powinniśmy postąpić w przypadku odpadów bio, nie wrzucając ich razem z reklamówką do kontenera. Zanieczyszczona siatka powinna trafić w tym przypadku do pojemnika na odpady zmieszane. To wszystko pozwoliłoby znacząco ograniczyć koszty przetwarzania odpadów, bo każdy taki odpad wymaga żmudnej pracy i szeregu działań, żeby móc go oczyścić. Poza tym pozostałości po takim odpadzie są bardzo kosztowne, bo nasza spółka nie może ich zagospodarować we własnym zakresie, ponieważ są to odpady wysokokaloryczne. Więc musimy się ich pozbyć na zewnątrz, płacąc za każdą tonę niemałe pieniądze.

Natomiast największą bolączką są odpady zmieszane, trafiające do czarnych pojemników. Chciałbym zaapelować, abyśmy w miarę możliwości starali się nie wrzucać do czarnego kubła wszystkiego, co popadnie. Przynajmniej 10-15 procent tego, co jest w czarnych workach, powinno się znaleźć w workach do selektywnej zbiórki, czyli w żółtych, zielonych i niebieskich, a zwłaszcza bio.

- Podczas rozmowy wspomniał pan, że nawet poprawa w zakresie segregacji o te 10-15 procent oznacza oszczędności sięgające od 700 tys. do miliona złotych w skali roku. To pokaźna kwota.

- My jesteśmy spółką należącą do Związku Międzygminnego. Nie jesteśmy nastawieni na generowanie zysków. Naszym celem jest lekki plus, czyli osiąganie takich wyników, które pozwolą nam przede wszystkim na modernizowanie majątku, który posiadamy. Zatem każda oszczędność sprawi, że opłaty za odbiór odpadów od mieszkańców nie będą drastycznie rosły. Dodam tylko, że Związek Międzygminny „Czysty Region” ma stosunkowo niską cenę w porównaniu z innymi regionami.

- To znaczy? Proszę o konkrety.

- Nie jest tajemnicą, że w całej Polsce opłaty za odpady komunalne wzrastają w zastraszającym tempie i pojawia się maksymalna kwota 36 zł. Nam, na szczęście, takie stawki nie grożą. U nas jest to kwota 25 zł. Natomiast średnia cena wynosi 28-32 zł. Przykładowo mieszkańcy Opala, Krapkowic płacą już 28 zł, gmina Głogówek 29 zł. Te stawki są uzależnione od wielu czynników. Od gęstości zaludnienia, logistyki, ale i samego procesu przetwarzania. Naszym atutem jest to, że Związek Międzygminny „Czysty Region” ma własną spółkę, która zajmuje się transportem i zagospodarowaniem odpadów. W Polsce takich firm jest bardzo mało. Samorządy mają pod pełną kontrolą to, co dzieje się w takiej spółce jak nasza. Związek zna wszystkie nasze koszty. Tutaj nie da się niczego ukryć. Nawet gdybyśmy chcieli, aby te ceny były dużo wyższe, to związek nam na to nie pozwoli. Stąd „Czysty Region” się rozrasta, bo ma pełną kontrolę nad kosztami związanymi z transportem i zagospodarowaniem odpadów. Tymczasem na polskim rynku działają potężne prywatne spółki z kapitałem zagranicznym, jak Remondis, Toensmeier, Alba czy PreZero, i tam liczy się głównie efekt ekonomiczny, czyli najprościej mówiąc: zysk. Nie ma zatem sentymentów.

- Sporo dyskusji i emocji wzbudza temat kar za niewłaściwie prowadzoną segregację. Przypomnę, że normalna stawka za posegregowane odpady wynosi 25 zł od mieszkańca, natomiast kary za złą segregację sięgają aż 75 zł od osoby.

- Nam na pieniądzach z kar nie zależy. Praktycznie w każdej altanie śmietnikowej znajdziemy w kontenerach takie odpady, których nie powinno tam być. Nawet w zabudowie jednorodzinnej nie wszyscy idealnie segregują. Przypomnę tylko, że to ustawa wymusza na nas kontrolowanie tego, jak przebiega segregacja. Musimy to sprawdzać, robić całą dokumentację, a jeśli są nieprawidłowości, to obciążać tymi kosztami mieszkańców. I wtedy zamiast 25 zł trzeba zapłacić 75. Obliguje nas do tego ustawodawca. My nie chcemy tych pieniędzy. My chcemy mieć czysty odpad, bo wtedy nasze koszty przetworzenia są dużo niższe niż te dodatkowe 50 zł, które mieszkańcy mieliby zapłacić. Nie jest w naszym interesie nakładanie kar na mieszkańców. W naszym interesie jest ich uświadamianie, aby lepiej segregowali. Bo po pierwsze nie będzie kar, a po drugie będą mniejsze koszty, które my wszyscy później ponosimy.

Na samym początku nasi pracownicy sprawdzali w altanach śmietnikowych odpady biodegradowalne i było tam mnóstwo zanieczyszczeń. Po pół roku sytuacja uległa znaczącej poprawie. Powtórzę raz jeszcze, nie będzie podwyższonych opłat, jeśli poprawimy jakość segregacji. Myślę, że jest to kwestia czasu, ale wierzę, że kiedyś do tego dojdziemy.

- Zakładam, że zdecydowana większość mieszkańców, załóżmy te 95 procent, dobrze segreguje odpady. Problem polega na tym, że jeśli w danej wspólnocie nie robią tego wszyscy, to kary płaci potem każdy. Najbardziej boli ta odpowiedzialność zbiorowa, bo mieszkaniec, który właściwie segreguje śmieci, ponosi karę za czyjeś zaniedbanie.

- Owszem. Ale jeśli faktycznie będzie to tylko 5 procent osób, które źle segregują, to my sobie z tym poradzimy, bo będzie to naprawdę mały odsetek. Dziś zła segregacja dotyczy nawet 50 procent mieszkańców, zwłaszcza w odniesieniu do odpadów zmieszanych. W przypadku odpadów suchych jakoś sobie radzimy, bo nawet jeśli moi pracownicy zobaczą, że coś w danym kontenerze nie powinno się znaleźć, to sami to wyciągną i wrzucą do właściwego kubła. Zatem to nie jest tak, że od razu robią zdjęcia i są szczęśliwi, że wychwycili jakąś nieprawidłowość. Dopiero gdy odpad jest skrajnie zanieczyszczony, to jesteśmy zmuszeni działać w sposób zdecydowany. Czyli dokumentację zdjęciową robimy wówczas, gdy te odpady są bardzo źle posegregowane.

Dodam tylko, że roczne koszty związane z pozbyciem się źle posegregowanych odpadów, które nazywamy potocznie „balastem”, sięgają od 5 do 7 mln zł. Wystarczy poprawić segregację o 10 procent, to mamy już oszczędności rzędu 500-700 tys. zł rocznie, a w przypadku 15 procent zaoszczędzimy milion złotych.

Rozmawiał Andrzej KOPACKI

Całość wywiadu w najnowszym wydaniu Nowej Gazety Lokalnej z 28 września.

 

Andrzej Kopacki

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (3)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Mieszkaniec
Mieszkaniec 30.09.2021, 15:17
Mnie zastanawia tylko jedno: gdzie w mieszkaniu o powierzchni 40 - 50 m2, z cztero osobową rodziną, znaleźć miejsce na 5 czy 7 rodzajów segregowanych odpadów?!! Może mam kuchnię, albo balkon zastawić kubłami na śmieci?! Papier, plastik i "zmieszane" zajmują w nim wystarczająco za dużo miejsca! Paranoja kompletna! A już mycie słoików i butelek szklanych i najlepiej żeby były jeszcze "suche" - to co najmniej lekka przesada!
Ogarnijcie się szanowni państwo, gdyby wam się ten biznes nie opłacał, nie "kręcili" byście go. Żądania i terror wobec mieszkańców, w wymaganiach rosną, a wasz wkład najlepiej gdyby był zerowy!!
buncek
buncek 29.09.2021, 21:56
śmieszy mnie ten koleś. za jeden kubeł z wrzuconymi nie takimi śmieciami, nałożyli karę i dostali 10 tysięcy, bo tyle osób ma jedną wiatę. Ale będzie opowiadał, że mu na pieniądzach z kar nie zależy. Hipokryzja level master.
Gość.
Gość. 29.09.2021, 17:39
Nam na pieniądzach z kar nie zależy. Brak ludzi, którzy chcieliby pracować w zakresie odbioru i segregacji odpadów. I wtedy zamiast 25 zł trzeba zapłacić 75. Hipokryzja pełną gębą. Płacą ludziom grosze bo oszczędzają ale na pieniądzach im nie zależy. Może ten pan pójdzie do obsługi wywózki . Widzę dziennie jak kierowcy męczą się na wąskich i pozastawianych uliczkach . O smrodzie nie wspominając.

Pozostałe