Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 17:51
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Waldemar Lankauf od 25 lat tworzy teatr w Miejskim Ośrodku Kultury

Waldemara Lankaufa chyba nikomu, kto choć trochę interesuje się życiem kulturalnym w Kędzierzynie-Koźlu, nie trzeba przedstawiać. Z wykształcenia polonista, który reżyserowaniu spektakli teatralnych poświęcił kawał życia.
Waldemar Lankauf od 25 lat tworzy teatr w Miejskim Ośrodku Kultury
Waldemar Lankauf z córką Anną podczas festiwalu teatralnego MOST w Gdańsku

W tym roku przypada 25 lat jego działalności w Miejskim Ośrodku Kultury. Do tego przez 17 lat prowadził zajęcia teatralne w II Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Kopernika. Zdobywca licznych nagród - w tym odznaczenia „Zasłużony dla Kultury Polskiej”, przyznanego przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2016 roku. O teatrze mówi, że to spełnienie marzeń o rozwoju, tworzeniu, poszukiwaniu miejsca w grupie, tożsamości, dotykaniu i odkrywaniu wrażliwości.

- Zamiłowanie do teatru odkryłem w czasie nauki w Zespole Szkół Budowlanych w rodzinnym Toruniu - opowiada Waldemar Lankauf. - To był chyba 1978 rok, poszedłem na spektakl „W małym dworku” Witkacego, a później na „Grupę Laokoona” Różewicza. Oba spektakle absolutnie mnie zachwyciły. Później już oglądałem prawie wszystkie premiery w toruńskim teatrze im. Wilama Horzycy.

Aby lepiej poznać teatr, Waldemar Lankauf zatrudnił się w nim tuż po wyjściu z wojska w 1983 roku. Pracował wówczas jako monter dekoracji. Wtedy nie mógł jeszcze przypuszczać, że jego życiowe decyzje zaprowadzą go na deski teatru.

- Zdałem egzaminy na studia dzienne filologii polskiej – wspomina. - To był czas, gdy statystowałem w teatrze, nie mając żadnych ambicji aktorskich. Chciałem podpatrywać zawodowych reżyserów, m.in. zmarłą w lutym tego roku wspaniałą Krystynę Meissner. Zarobione pieniądze wydawałem na książki.

W 1996 roku, gdy ukończył Podyplomowe Studia Reżyserii Teatru Dzieci i Młodzieży w PWST we Wrocławiu, wiedział już, w jakim kierunku chce podążać. Dziś ma na koncie warsztaty z mistrzami teatru, autorskie programy edukacji teatralnej, festiwale i rozmowy z profesjonalnym jury. Wszystko to pozwoliło mu ukształtować warsztat reżyserski.

- Zawsze jest to wymiana energii. Niedawno czytałem wypowiedź mojej przyjaciółki teatralnej, Kingi Dębskiej (o której pisaliśmy w jednym z numerów „Lokalnej” - red.), i doszedłem do wniosku, że my – pasjonaci teatru – jesteśmy po prostu szczęśliwi, że możemy zajmować się zawodowo tym, co kochamy. A młodzi? Oni widzą tę pasję. Nazywam to, za Czechowem, „swoistym uniesieniem dusz” - mówi reżyser i zwraca uwagę na wymagania, jakie niesie ze sobą teatr: dyscyplinę i odpowiedzialność.

- Teatr jest dla ludzi, którzy nie kalkulują, są otwarci na świat i nowe doświadczenia. Dla ludzi nieco naiwnych, zadziwionych, na pewno bardzo wrażliwych. Spotykając się z młodym człowiekiem, obiecuję mu przygodę teatralną, ale nie gwarantuję kursu do szkoły teatralnej. To nie na tym polega. Nasz proces artystyczny powinien być oparty na pasji i zaufaniu - uważa.

Niebawem podopieczni Waldemara Lankaufa wystawią trzy premiery w Kędzierzynie-Koźlu. Z okazji Międzynarodowego Dnia Teatru będzie to „Balladyna”, 27 marca. Z kolei pod koniec kwietnia - „O rybaku i złotej rybce” oraz „Johanna”.

- „Johanna” to rzecz o przeklętej wojnie, która niestety powróciła – mówi. - W czerwcu zapraszam na autorski spektakl moich wspaniałych dziewczyn „Wiedźmy na ratunek”, nad którym już pracują, a po maturze chcą wrócić do intensywnych prób. Mam to szczęście – nie tylko w Kędzierzynie, choć tu jest to mocno zauważalne – pracować od lat z ambitną, kreatywną, oddaną pasji młodzieżą.

A co uważa za swój największy sukces?

- Dla mnie największym sukcesem jest to, że nigdy – a różnie to bywa z chęciami młodych ludzi – nie miałem problemu z naborem do moich licznych grup teatralnych. Teraz prowadzę ich 12, a był taki czas, że aż 17. Widzę, jak pięknie ci młodzi ludzie się rozwijają. Nagroda ministerstwa była pewnym podsumowaniem mojej pracy teatralnej, ale największym sukcesem jest to, że młodzi ludzie współpracują ze sobą, rozmawiają o teatrze i wartościach - kończy Waldemar Lankauf, który od 2006 roku mieszka w Głubczycach, a z Kędzierzynem-Koźlem połączyła go praca artystyczna.

Gratulujemy 25-lecia pracy w Miejskim Ośrodku Kultury i trzymamy kciuki za kolejne przedsięwzięcia teatralne.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama