Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:20
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

To jej debiut literacki. Agata Gwóźdź z Dziergowic wydała "Modliszkę"

Na co dzień pracuje jako instruktor jazdy konnej w Stajni KaSiDa w Dziergowicach. Obok miłości do koni od dziecka towarzyszy jej gorące uczucie do książek. Z czasem przerodziło się ono w pasję pisania. "Modliszka" to jej debiut literacki. Z Agatą Gwóźdź rozmawiamy o procesie twórczym, sposobach walki z chwilowym brakiem weny i literackich planach.
To jej debiut literacki. Agata Gwóźdź z Dziergowic wydała "Modliszkę"
Z Agatą spotkaliśmy się w kędzierzyńskim Empiku

Autor: W

- Gdybyś miała przedstawić się w kilku zdaniach czytelnikom, którzy o tobie jeszcze nie słyszeli, jak byś to zrobiła?

- Nazywam się Agata Gwóźdź. Mam 26 lat. Jestem autorką powieści "Modliszka", która jest moim debiutem literackim.

Urodziłam się w Raciborzu, ale większość życia mieszkałam w Dziergowicach, niedaleko Kędzierzyna-Koźla. Tu mieszka też moja najbliższa rodzina, w tym moja jedyna siostra i rodzice.

Po maturze rozpoczęłam studia medyczne na Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach, na wydziale lekarskim, ale po czterech latach zrezygnowałam i zaczęłam pisać, a także rozwijać swoją własną stajnię.

Jeździectwo i wszystko, co z końmi związane, zawsze mnie fascynowało. Od małego, niezmiennie, jest to moja największa pasja. Ale kocham wszystkie zwierzęta, więc oprócz koni w moim życiu jest jeszcze mnóstwo innych pupili.

Uczę jazdy konnej w swojej prywatnej stajni, którą prowadzę razem z siostrą. Praca z końmi jest dla mnie czymś tak oczywistym i naturalnym jak jedzenie, kiedy jestem głodna.

Moja przygoda z tym sportem zaczęła się jeszcze w szkole podstawowej i od tamtej pory, mimo licznych innych zainteresowań, jazda konna pozostaje numerem jeden.

Zawsze też dużo czytałam, więc tworzenie własnych historii poniekąd stało się naturalną kontynuacją.

- A jak zaczęła się twoja przygoda z pisaniem? Jak długo to robisz? Czy był konkretny moment lub wydarzenie, które pchnęło cię w stronę pisania, coś, co cię zainspirowało do tworzenia na papierze?

- Początek mojej przygody z pisaniem na poważnie zbiegł się w czasie z decyzją o rezygnacji ze studiów medycznych.

Studia same w sobie były ciekawe i na swój sposób przyjemne, mimo ogromnej ilości nauki. Lecz kiedy zaczęłam mieć bliższy kontakt z pacjentami na zajęciach klinicznych, zaczął mnie powoli przygniatać ciężar odpowiedzialności za ludzkie życie, który spadłby na mnie ze zdwojoną siłą po skończeniu studiów.

Postanowiłam nie zmuszać się do kontynuowania edukacji na kierunku, po którego skończeniu i tak nie podjęłabym pracy w zawodzie, i nie podjęłam już nauki na uniwersytecie w kolejnym roku akademickim.

Był to też dla mnie trudny czas ze względów prywatnych, a że często już wcześniej pisałam różne historie dla odprężenia i oczyszczenia głowy, zaczęłam tworzyć kolejne. Po jakimś czasie miałam tego wystarczająco dużo, żeby stworzyć książkę. I tak pojawiła się idea, żeby ją skleić z tych urywków i potem wydać.

- Co zainspirowało cię do napisania "Modliszki"?

- Do jej napisania bardzo zainspirował mnie mój przyjaciel, któremu też ją zadedykowałam.

- Czy możesz opowiedzieć nam trochę o fabule książki i głównych jej postaciach?

- Głównymi bohaterami są Paulina, która po mistrzowsku uwodzi mężczyzn, żeby wyrównać z nimi tylko sobie znane rachunki, i nieustępliwy Wiktor, który chce wykorzystać Paulinę do własnych celów.

Paulina, zmęczona wojną o władzę z typowymi podrywaczami, postanawia spróbować stworzyć zwyczajny związek z nowo poznanym mężczyzną - Aleksandrem.

W jej życiu nagle pojawia się przyjaciel ze szkolnych lat, Wiktor, i robi wszystko, żeby zbliżyć się do Pauliny, a potem podstępem zawieźć do Berlina. Tajemniczy biznesmen deklaruje, że zaradzi kłopotom finansowym Wiktora, jeśli ten przywiezie ze sobą na spotkanie Paulinę.

Na skutek usilnych starań Wiktora, żeby przekonać do siebie Paulinę, pomiędzy tą dwójką zaczyna się rodzić napięcie, a główna bohaterka staje przed trudnym wyborem pomiędzy dwoma zupełnie różnymi mężczyznami.

(...)

Cały wywiad w 28. numerze "Nowej Gazety Lokalnej", który ukaże się 8 sierpnia.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna