Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:36
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Zakrzowska Droga Krzyżowa to duchowa podróż

W tym roku 11 kwietnia, już po raz piąty, odbędzie się Zakrzowska Droga Krzyżowa. To czas refleksji nad męką i śmiercią Jezusa Chrystusa, a także okazja do zadumy nad własnym życiem, wiarą i relacją z Bogiem. Moment modlitwy, wyciszenia i duchowego przeżycia.
Zakrzowska Droga Krzyżowa to duchowa podróż

Źródło: Parafia Zakrzów

Współorganizator Zakrzowskiej Drogi Krzyżowej, pochodzący ze Steblowa kleryk Adam Nowak, podkreśla, że głównym celem jej zainicjowania było pokazanie, że Kościół nie zamyka się na tradycyjne nabożeństwa, ale jest również otwarty na nowe doświadczenia.

- Stąd zrodził się pomysł zrobienia czegoś nowego. Zakrzowska Droga Krzyżowa została pierwszy raz zorganizowana w 2019 roku. Celem, jaki przyświecał mi przy organizacji tej drogi, jest przede wszystkim głębsze przeżycie misterium Męki Pańskiej, nie w taki zwykły sposób, ale trochę bardziej ekstremalny, przy towarzyszącym wysiłku. Drugim celem było pokazanie żywej wspólnoty, wspólnoty wiary i zgromadzenia się wokół naszego Pana - wyjaśnia Adam Nowak.

Kleryk podkreśla, że pod względem duchowym po raz drugi uczestnicy będą mieli możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania o godzinie 17 w kościele, w trakcie parafialnej Drogi Krzyżowej. Natomiast o godzinie 18 zostanie odprawiona msza święta. Zachęca do wzbudzenia konkretnej intencji, która pomoże przeżywać ten czas modlitwy i refleksji.

Zwraca uwagę na odpowiedni ubiór - warto zabrać kamizelkę odblaskową lub inny element odblaskowy, coś do picia oraz wygodne buty, ponieważ trasa prowadzi zarówno po płaskim terenie, jak i pod górę. Przydatna będzie latarka czołowa oraz różaniec.

Duchowe owoce

Adam Nowak, ze względu na formację seminaryjną w Opolu, uczestniczył jedynie w pierwszej edycji ZDK. W tym roku ponownie ma okazję ją współorganizować. Podkreśla, że ważnym elementem wydarzenia jest otwartość na propozycje uczestników.

- W ubiegłym roku zakupiłem dziesięć pochodni, które mają rozświetlać mrok towarzyszący drodze, dając nadzieję oraz przypominając o Chrystusie, który jest światłością świata. Rok temu mój kolega wykonał drewniany krzyż o wysokości około 2,5 metra. Przy poszczególnych stacjach był on niesiony przez różne osoby - mówi kleryk.

Wydarzenie organizuje wspólnie z Kariną Grytz-Jurkowską oraz proboszczem Parafii św. Mikołaja w Zakrzowie, ks. Markiem Wieczorkiem, który od początku wspiera inicjatywę.

- Proboszcz daje nam zielone światło, wydarzenie na stałe wpisało się do kalendarza parafialnego. Zawsze odbywa się w piątek poprzedzający Niedzielę Palmową, czyli tydzień przed Wielkim Piątkiem. Każdego roku proboszcz błogosławi nas na wyjście i wita po powrocie - mówi kleryk.

W ubiegłym roku doszedł do wniosku, że skoro mógł uczestniczyć tylko w jednej Zakrzowskiej Drodze Krzyżowej, to warto zaangażować w przygotowania także inne osoby.

- Ponieważ pojawił się drewniany krzyż i pochodnie, powierzyłem odpowiednim osobom zarówno ich przygotowanie, jak i przechowanie. Cieszy mnie, że w Drodze Krzyżowej biorą udział nie tylko parafianie - z roku na rok zainteresowanie rośnie wśród wiernych z sąsiednich parafii i innych okolic - mówi Adam Nowak.

Podkreśla, że duchowych owoców tego wydarzenia jest wiele, ale jednym z jego głównych celów jest umocnienie wiary uczestników oraz nowy sposób ewangelizacji. Wskazuje, że dla młodszych jest to coś nowego i bardziej angażującego. Z rozmów z uczestnikami ZDK wie, że wysiłek fizyczny połączony z rozważaniem Męki Pańskiej sprawia, że stają się oni bardziej wrażliwi na cierpienia innych, a także zaczynają inaczej postrzegać własne życie i trudności. Szczególnie cieszy go fakt, że wydarzenie pozwala budować wspólnotę Kościoła również poza jego murami.

Budowanie więzi

Karina Grytz-Jurkowska zwraca uwagę, że wiele osób spoza parafii co roku chętnie uczestniczy w tym wydarzeniu.

- Myślę, że potrzeba nam takiego wspólnego wyruszenia w drogę - stąd coraz więcej osób bierze udział tak w ZDK, jak i w pieszej pielgrzymce na Górę Świętej Anny. Potrzeba nam czasu spędzonego wspólnie na modlitwie, rozmowach, w milczeniu, na poczuciu, że nie jesteśmy sami, czasu na nawiązanie więzi. Także na niesionym razem z Jezusem i sobą trudzie, na uświadomieniu sobie, że przeżywamy podobnie zmęczenie, ból, stratę czy cierpienie bliskich. To ważne, bo dzięki temu zbliżamy się do siebie, budujemy więzi, pokonujemy samotność i umacniamy wiarę - mówi. 

Zauważa, że w ciągu poprzednich lat udało się wypracować rozwiązania organizacyjne, które się sprawdzają. Największą niewiadomą pozostaje pogoda, ale organizatorzy są przygotowani na każdą ewentualność. Uczestnicy, jak podkreśla Karina Grytz-Jurkowska, ubierają się odpowiednio do warunków atmosferycznych, a w razie potrzeby zabierają parasole lub peleryny.

Przebieg tegorocznej edycji ZDK będzie podobny do ubiegłorocznej. - Zachęcamy do niesienia krzyża, pochodni, tuby nagłośnieniowej oraz aktywnego udziału dzieci w modlitwie. Zauważamy, że w każdej kolejnej edycji uczestniczą osoby, które wcześniej nie miały odwagi wziąć udziału, często ze względu na obawy o pokonanie dystansu czy obawy o własne siły. Jednak po zobaczeniu zdjęć z poprzednich edycji widzą, że ich znajomi w podobnym wieku brali udział i sami nabierają odwagi - podkreśla rozmówczyni. - Nie ma się czego bać - w grupie idzie się łatwiej, dbamy o siebie nawzajem, a w razie czego będzie samochód czy strażacy, którzy pomogą bądź podwiozą - zapewnia.

Odkrywać Dobrą Nowinę

Prefekt w Wyższym Międzydiecezjalnym Seminarium Duchownym w Opolu ks. Daniel Nowak w Zakrzowskiej Drodze Krzyżowej weźmie udział po raz drugi. Mówi, że jest przekonany, iż Droga Krzyżowa, szczególnie w takim wymiarze jak jest organizowana w Zakrzowie, ale też w innych miejscach diecezji, jest dobrą formą ewangelizacji, czyli głoszenia Dobrej Nowiny o tym, czego Jezus dokonał dla nas. Dodaje, że jest to konkretne wyzwanie, abyśmy nie bali się podjąć trudu, nie tylko nabożeństwa w drodze, ale także trudu codzienności.

- Ostatecznie te różne trudności, które przeżywamy, mają nam pomagać w odkrywaniu prawdziwego sensu, głębokiego sensu naszego życia, w którym są momenty radosne, są momenty cierpienia, ale podejmując pełne zaangażowanie w tę codzienność, odkrywamy Dobrą Nowinę, że Jezus Chrystus dał nam życie jako dar i zadanie, które warto podjąć z zaangażowaniem - mówi ks. Nowak.

Cały artykuł w 10. numerze "Nowej Gazety Lokalnej", który ukazał się 25 marca. Dostępny również w formie elektronicznej - http://gazeta.lokalna24.pl/  


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna