Reklama
piątek, 10 kwietnia 2026 09:49
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb! - powiedziała nauczycielka i uderzyła ucznia

Choć zdarzenie miało miejsce w marcu ubiegłego roku, rodzice Markusa, który uczył się w Społecznej Szkole Podstawowej w Mechnicy, wciąż nie mogą pogodzić się z tym, co się stało. Według dokumentów, zeznań chłopca, materiałów i relacji matki uczeń został uderzony przez nauczycielkę języka niemieckiego. Rodzice ostatecznie przenieśli syna do innej szkoły, ponieważ dyrekcja placówki nie zgodziła się na zastosowanie własnych standardów ochrony małoletnich i nie przerwała kontaktu nauczycielki z pokrzywdzonym.
Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb! - powiedziała nauczycielka i uderzyła ucznia
Tak wyglądała klasa Markusa. "Szafek (po prawej stronie) nie dało się zamknąć bez trzasku" - mówił chłopiec. A to dlatego, że miały systemy samodomykające i trzaskały same. Na spotkaniu z rodzicami, po tym jak chłopiec został uderzony, dyrektorka zaproponowała, żeby zakupić gumowe naklejki, które niwelowałyby hałas

Rodzice Markusa mają poczucie niesprawiedliwości, bo to nie ich syn zawinił, a mimo to musiał opuścić szkołę i uczniów, z którymi był zżyty. Nauczycielka wciąż figuruje w wykazie kadry szkoły, a nawet jest nagradzana. W sprawie, jak twierdzą rodzice, doszło do wielu błędów i niedopuszczalnych zachowań kadry pedagogicznej. Dorota i Lothar Königowie z Większyc zdecydowali się opowiedzieć o tym, co spotkało ich syna oraz jak do zachowania nauczycielki podeszła dyrekcja szkoły, a także Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Wsi Mechnica, które jest właścicielem placówki i organem prowadzącym. Jak twierdzą, instytucje kontrolne: Rzecznik Praw Dziecka i Kuratorium Oświaty w Opolu, mimo upływu roku, nie przeprowadziły kontroli w szkole ani nie udzieliły wyjaśnień w zgłoszonych sprawach. Dyrekcja szkoły wielokrotnie podkreślała, że sprawa nie zostanie "zamieciona pod dywan", ale zapoznając się z jej szczegółami, trudno nie odnieść wrażenia, że tak właśnie się stało. W centrum tej historii jest 9-letni wówczas Markus König, uczeń III klasy Społecznej Szkoły Podstawowej im. ks. Jana Twardowskiego w Mechnicy, który został uderzony w tył głowy przez nauczycielkę języka niemieckiego. Dziecko osiągało sukcesy sportowe, którymi szkoła się chwaliła, i miało bardzo dobre oceny.

Do zdarzenia doszło 7 marca 2025 roku podczas lekcji języka niemieckiego. Zajęcia prowadziła 31-letnia wówczas nauczycielka, która rozpoczęła pracę w szkole zaledwie trzy tygodnie wcześniej - dopiero zaczynała karierę w zawodzie. Pod koniec lekcji uczniowie mieli schować rzeczy do szafek. Wtedy nauczycielka powiedziała: „Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb”. Trafiło na Markusa. Chłopiec miał w gipsie prawą rękę. Jak relacjonuje, szafką nie trzasnął, ale był w pobliżu. Jak później opowiadał, wracał już do swojej ławki i tylko spojrzał w stronę nauczycielki, gdy ktoś trzasnął drzwiczkami. Wtedy nauczycielka wyprowadziła rękę i chłopiec dostał otwartą dłonią w tył głowy.

- Jego głowa aż odskoczyła. Uderzyła go na oczach całej klasy. Zaczął płakać, a nauczycielka powiedziała do klasy: „Widzicie! Nie rzucam słów na wiatr!” - relacjonuje Dorota König, mama chłopca. Jak dodaje, nauczycielka nie zainteresowała się stanem dziecka. - Jedynymi osobami, które zareagowały, były dwie koleżanki, które podały płaczącemu chłopcu chusteczki, a później powiadomiły o sytuacji wychowawczynię.

Nie mów mamie

30 maja chłopiec został przesłuchany przez Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Opolskim. Zapoznaliśmy się z protokołem. Markus opowiada w nim, że szafek nie dało się zamknąć „bez trzasku”. Mówił, że po uderzeniu bolała go głowa jeszcze po powrocie do domu, wtedy także płakał, a samo uderzenie było „średnio mocne”. Zwracał też uwagę na to, że nauczycielka często krzyczała na dzieci, jak ktoś napisał w ćwiczeniach albo na kartach pracy niewłaściwie, z błędem. Zapytany o sam moment uderzenia, mówił: "Szliśmy do szafek i ktoś trzasnął szafką. Ja wracałem do ławki. Pani stała przy swoim stoliku, popatrzyłem się na nią, co zrobi po tym trzaśnięciu, wtedy pani uderzyła mnie w tył głowy. Potem mnie się spytała, jak siedziałem w ławce, czego płaczę. Koleżanki mnie pocieszały, a niektórzy chłopcy pytali, co się stało. Nie wiem, czy jedna z koleżanek nie poszła do pani powiedzieć, że płaczę". Chłopiec zaznaczył także, że nauczycielka nie przeprosiła go podczas lekcji za to, co zrobiła, i że było mu smutno. Później opowiadał o całym zajściu w szkolnym busie innym uczniom oraz kierowcy. Mówił, że płakał, a wszyscy go pocieszali.

Wcześniej sytuację miała próbować załagodzić sama nauczycielka. Według zeznań Markusa powiedziała: „Nie mów mamie o tej sytuacji, nie będziesz musiał pisać zaległej kartkówki”. Podczas przesłuchania chłopiec przyznał też, że po tym zdarzeniu nie chciał już chodzić do szkoły w Mechnicy. "Bałem się, że pani mnie znowu uderzy" - czytamy w protokole.

Dorota König mówi, że wraz z mężem wychowali się bez przemocy i nigdy nie stosowali jej wobec swoich czworga dzieci. Żadne z nich nigdy nie zostało uderzone. Markus po raz pierwszy w życiu doświadczył przemocy w szkole, i to ze strony nauczycielki. Gdy wrócił do domu, od razu opowiedział o tym, co się stało.

Czy słyszy pani, jak ja płaczę

- Nie dowierzałam. Byłam w szoku. Trzy razy go pytałam, czy aby na pewno to miało miejsce - opowiada Dorota König. Wkrótce zadzwoniła do niej wychowawczyni chłopca. - Potwierdziła, że uczeń został uderzony przez nauczycielkę. Starała się jednak załagodzić sytuację i usprawiedliwić zachowanie nauczycielki jej młodym wiekiem i brakiem doświadczenia. W pewnym momencie przekazała telefon samej nauczycielce, która przeprosiła, podkreślając, że sama ponosi już negatywne konsekwencje, bo płacze. Mówiła do mnie: „Czy słyszy pani, jak ja płaczę?” - opowiada Dorota König.

Później do mamy Markusa zadzwoniła dyrektor szkoły Elżbieta Dziuda-Kampa. - Również potwierdziła, że nauczycielka uderzyła moje dziecko. Przeprosiła i wyraziła skruchę. Jednocześnie starała się załagodzić sytuację i usprawiedliwić nauczycielkę jej młodym wiekiem i początkami kariery. Wymusiła także niejako deklarację, że mając na celu dobro szkoły i troskę o przyszłość nauczycielki, nie zgłoszę sprawy na policję ani do kuratorium oświaty - relacjonuje Dorota König.

Markus bardzo przeżywał całe zdarzenie. - W nocy budził się z płaczem, mówił, że nauczycielka mu się śniła, że go biła. Spał z nami. W niedzielę wieczorem zapytał, czy może nie chodzić na zajęcia z języka niemieckiego, ponieważ boi się nauczycielki - opowiada matka. Telefonicznie skonsultowała to z psychologiem działającym przy Rzeczniku Praw Dziecka, a następnie wysłała e-mail do dyrektora szkoły z prośbą o zmianę nauczyciela języka niemieckiego. Psycholog zalecił także, by szkoła zorganizowała zebranie rodziców uczniów, z którymi zajęcia prowadziła nauczycielka, oraz poinformowała rodziców pozostałych uczniów klasy trzeciej o zaistniałym zdarzeniu.

Szokujące zachowanie

10 marca 2025 roku zorganizowano spotkanie rodziców z przedstawicielami szkoły oraz prezesem Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Mechnica. Wcześniej, podczas lekcji, do klasy przyszły pedagog i psycholog szkolna. Dorota König opowiada, że wypytywały uczniów o zdarzenie, a sytuacja z uderzeniem była odtwarzana na forum klasy. W tym czasie Markus miał płakać.

- Pomimo to zarówno pedagog, jak i psycholog nadal wymuszały na chłopcu, by na forum klasy zaprezentował na nich sposób oraz siłę, z jaką został uderzony. Syn, skrępowany i zawstydzony całą sytuacją, mając przez cały czas założony gips na ręce, nie wiedział, w jaki sposób ma się zachować i co robić. Nie potrafił w jakikolwiek sposób uderzyć nauczycielek ani się przemóc, bo tego rodzaju zachowanie było dla niego po prostu niedopuszczalne - relacjonuje matka. - Dotknął tylko miejsca na głowie, w które został uderzony. Następnie pedagog i psycholog prezentowały na sobie nawzajem uderzenia w głowę z różnym natężeniem, nakazując uczniom przyglądać się temu i próbując z pomocą innych uczniów określić siłę tego uderzenia. Zaczęły wprowadzać pojęcie uderzenia i klepnięcia, a o tym ostatnim mówić jako o zachowaniu dopuszczalnym - opisuje Dorota König.

Poleciała z buta

Kilka godzin później rodzice znaleźli się na spotkaniu z dyrekcją, przedstawicielem organu prowadzącego i nauczycielką. Dyrektor szkoły powiedziała, że jest jej przykro i wstyd, że doszło do takiej sytuacji. Jednocześnie podkreślała, że nauczycielka prowadzi ciekawe zajęcia, dzieci ją lubią, a nic wcześniej nie wskazywało, że nie radzi sobie z emocjami.

"Dzieci drzwiczkami trzaskają, rąbią, walą. Każdy ma jakiś sposób na organizację pracy, na dyscyplinowanie. Nauczyciel zwrócił uwagę: nie trzaskajcie. No i było to wielokrotnie. No i powiedziała: jeszcze raz ktoś trzaśnie tą szafką, to ja trzasnę go w łeb. No i poleciała dziewczyna w kolokwializmy" - mówiła Elżbieta Dziuda-Kampa. Po chwili dodała: "Chciała jakoś zagrozić, ale że nie ma jeszcze opanowanych metod, to po prostu poleciała z buta".

Następnie odczytano pisemne wyjaśnienie nauczycielki. Napisała w nim m.in.: "Niepotrzebnie podniosłam rękę na ucznia, za co bardzo przepraszam i serdecznie żałuję". Dalej tłumaczyła: "W formie żartu, widząc, że uczniowie rozmawiają między sobą w gwarze śląskiej, chcąc się z nimi utożsamić, wypowiedziałam jedno niefortunne zdanie: Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb, co też niestety uczyniłam, lekko klepiąc ucznia w tył głowy. Zdanie, które wypowiedziałam, było przez dzieci radośnie przyjęte. Ucieszyły się, że pod koniec lekcji mogą swobodnie, bez żadnych uprzedzeń rozmawiać tak jak w domu. Odniosłam wrażenie, że czują się w szkole jak w domu". Jak podkreśliła, nie miała zamiaru skrzywdzić dziecka, a po zdarzeniu od razu przeprosiła zarówno ucznia, jak i całą klasę. "Pożegnaliśmy się w języku niemieckim, a dzieci z uśmiechem pomachały mi na pożegnanie. Życzyły mi dobrego weekendu". W swoim oświadczeniu nauczycielka zaznaczyła również, że lekcja zakończyła się spokojnie, a ona sama poinformowała o wszystkim dyrekcję szkoły.

Podczas spotkania odczytano również pismo rodziców Markusa. Domagali się, by nauczycielka przeprosiła dziecko przed całą klasą i nie prowadziła już zajęć z niemieckiego w jego klasie, by poinformowano wszystkich rodziców o sytuacji oraz zapewniono opiekę psychologiczną Markusowi i jego klasie. "Po zaistniałej sytuacji dzieci nie powinny mieć kontaktu z tą panią" - apelowali do dyrekcji szkoły. Pismo zostało umieszczone przez Dorotę König na grupie WhatsApp rodziców.

Dyrektor Dziuda-Kampa nie ukrywała, że jej się to nie podoba. "Jeśli się to rozniesie, to może naruszyć dobre imię nauczyciela" - mówiła. W trakcie spotkania matka ucznia nie kryła emocji. "Ja nigdy nie byłam bita przez rodziców. Mamy czwórkę dzieci, nigdy żadne z nich nie zostało uderzone. Jest mi przykro, jeżeli syn idzie do szkoły i jest uderzony przez nauczyciela" - mówiła. Zapłakana matka chłopca na kilka minut wyszła ze spotkania, by się uspokoić. Po powrocie dodała: "Ja bym nie chciała, żeby mój syn miał lekcje z tą panią. To jest dla niego naprawdę upokarzające. Mówi, że boi się iść na taką lekcję".

Dyrekcja zaproponowała inne rozwiązanie: obecność pedagoga na lekcjach. Pojawiają się informacje o braku nauczycieli, dużej liczbie godzin, finansach i rzekomym braku możliwości zastąpienia pani kimś innym. Argument rodziców, by zgodnie ze standardami szkoła odsunęła nauczycielkę od zajęć, nie jest brany pod uwagę. Dyrektorka mówi o naganie z ostrzeżeniem, upomnieniu z ostrzeżeniem i wpisie do akt.

"Chcecie dbać o dobrą opinię, to powinniście się pozbyć takiego nauczyciela. Dzieci w tym wieku już samobójstwa popełniają. A gdyby byli na osobności, on by w sobie to dusił? Ja sobie nie wyobrażam, żeby ta pani uczyła niemieckiego, i chciałabym, żeby do rzecznika została zgłoszona sprawa" - mówiła mama Markusa.

Biją się po głowach

Podczas spotkania dyrektorka poprosiła swoją zastępczynię, by pokazała na jej głowie to, co kilka godzin wcześniej Markus zademonstrował w klasie przed innymi uczniami.

"Pokaż, Iwona, teraz na mojej głowie, jak to Markus pokazał" - poleca swojej zastępczyni. Następuje demonstracja. "To nawet nie było uderzenie. A miał dokładnie pokazać, jak to było" - zaznacza dyrektorka. "No, chyba specjalnie by kogoś nie uderzył" - tłumaczy mama Markusa. "Ale prosiła pani psycholog, żeby to zademonstrował tak, jak to było" - odpowiada dyrektor placówki. "Markus powiedział: Mamo, ta pani jest silna, ona mnie mocno uderzyła. Mówił, że bolała go głowa. Płakał jeszcze w autobusie. Płakał dzisiaj podczas rozmowy" - argumentowała matka.

W rozmowie zabrał głos także Adam Osiecki, prezes Stowarzyszenia na rzecz Rozwoju Wsi Mechnica. "Ta pani jest ofiarą swojego braku doświadczenia. Posunęła się w swojej groźbie do dzieci, żeby je uspokoić, do argumentu, którego nie powinna rzucić. I wpadła w pułapkę, bo nie chcąc stracić autorytetu wśród dzieci, zagroziła. A teraz co? Trzasnęli tą szafką. I co ja mam teraz z tym zrobić? Podeszła i zrobiła niestety to, co zrobiła. Nie chcąc stracić posłuchu albo udowodnić im, że nie rzuca słów na wiatr" - mówił i sugerował, by dać nauczycielce szansę.

Dyrektorka przekonywała, że chce sprawiedliwości, ale nie może "przegiąć" i musi poruszać się w granicach przepisów. "Za chwilę mnie ktoś oskarży o mobbing, znęcanie się czy nękanie pracownika. Muszę postępować bardzo delikatnie w tej materii" - tłumaczyła rodzicom. "Jeśli idzie sprawa do rzecznika dyscyplinarnego, do kuratorium, to pracownik nie jest zawieszony w działaniach, tylko dalej pracuje i czeka na karę" - dodaje Elżbieta Dziuda-Kampa. Jej zdaniem do odsunięcia pracownika dochodzi dopiero w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia.

Prezes stowarzyszenia dodał: "To, co się wydarzyło, było złe, ale co zrobimy, gdy – nie daj Boże – kiedyś powstanie sytuacja, która dużo mocniej zagrozi uczniowi? Gdyby coś więcej się stało? Jaka kara wtedy ma nastąpić? Co mamy wtedy zrobić z takim nauczycielem?", i poprosił rodziców o współpracę.

Niech wspólnie pokażą jak było

W pewnym momencie wszystkie rozmowy zeszły na temat zachowania dziecka. Dyrektorka powiedziała, że dzieci pozwalają sobie na więcej, niż powinny, i nie przestrzegają granic. Opowiadała, że Markus nie pierwszy raz sprawdzał nauczycielkę niemieckiego i badał jej granice. Omawiano stopień siły, z jaką dziecko zostało uderzone. Dyrektorka zaproponowała, by poprosić nauczycielkę i Markusa, aby razem odtworzyli scenę uderzenia. "Niech oni wspólnie pokażą, jak to było" - mówiła. Ojciec chłopca odpowiedział, by dziecku tego nie robić. Dyrektorka opowiedziała rodzicom, że niedawno Markus miał dusić koleżankę w autobusie pasem bezpieczeństwa, ale zaznaczyła, że szkoła dała mu szansę: "Trzeba mieć to na uwadze". Dorota König zaprzecza tym informacjom: "Kierowca busa tego nie potwierdził, nie ma co takimi oskarżeniami rzucać".

W końcu na spotkaniu pojawia się nauczycielka. Przeprasza, mówi, że bardzo żałuje, że sytuacja była dla niej trudna emocjonalnie i że nie była to metoda wychowawcza. Na pytanie matki, skąd taki odruch i czy była bita w domu, odpowiada, że był to odruch, który nie powinien się zdarzyć. Mówi, że pochodzi z rolniczej rodziny, w której jest dużo miłości. Dodaje, że ma sześciu bratanków, z którymi się bawi, i czasami taki odruch bywa formą pochwały. Dyrektorka przerywa rozmowę i każe nauczycielce pokazać na sobie gest, który wykonała wobec chłopca. "Tutaj, z tyłu głowy. Przy karku" - mówi nauczycielka. Dyrektorka komentuje: "Trzeba też dojść do tego, jak to rzeczywiście wyglądało. To jest najważniejsze. Bo można z całej siły machnąć i naprawdę to będzie mocne uderzenie. Można też klepnąć" - mówi, po czym proponuje, by na spotkanie wezwać chłopca, żeby ocenił, w jaki sposób został uderzony.

Ojciec ponownie jest przeciwny. Ale dyrektorka i wicedyrektorka nalegają, że to dobry pomysł na przesłuchanie Markusa w obecności rodziców, bo będzie miał wsparcie i poczuje się pewnie. Dorota König zastanawia się, czy syn da radę spotkać się z nauczycielką, i mówi, że najpierw z nim porozmawia. "Jeżeli już idziemy w takich krokach, że chcemy tu rzecznika dyscyplinarnego, to mamy jedyną okazję, żeby jeden w obecności drugiego to przedstawił, bo jak chcemy dowieść prawdy, no to trzeba stawić prawdzie czoła. Niech są oboje przy tym. Jak się decydujemy iść na całość, no to jedziemy" - mówi Elżbieta Dziuda-Kampa.

Dorota König wychodzi do syna, który czeka w stołówce: "Mówią, że kazali ci panią psycholog uderzyć, a ty to lekko zrobiłeś". Informuje go, że nauczyciele chcą, by pokazał, jak został uderzony. "A co, miałem jej z całej pety przywalić?" - odpowiada Markus z zakłopotaniem. Matka proponuje, by dziecko pokazało uderzenie na jakimś przedmiocie, a nie na człowieku: "Nie uczymy go przemocy, może niech na jakiejś rzeczy pokaże. Macie poduszkę? Bo ciężko tak kazać dziecku bić" - mówi.

Dyrektorka pyta chłopca, czy wierzył, że nauczycielka rzeczywiście go uderzy. Markus odpowiada, że nie. "No i pani chyba też myślała, że tak nie zrobicie. Bo taką groźbę dała, że to już nie powinno się zdarzyć, nie? A jednak gdzieś tam tymi drzwiczkami trzasnąłeś mocniej" - mówi. "Ja nie trzasnąłem. Jak już byłem tak z pięć kroków dalej. I ktoś trzasnął, i pani mnie walnęła" - broni się Markus. "A pokaż to na tej torbie, jak cię pani uderzyła" - mówi dyrektorka do chłopca. Ten dwukrotnie demonstruje, jak wyglądał cios. Następnie dyrektorka zwraca się do nauczycielki: "Teraz pani pokaże na mnie, jak pani to zrobiła. I teraz popatrz, Markus. Tak to było?". Kiedy chłopiec odpowiada, że „tak, tylko mocniej”, dyrektorka mówi: "Tak jak powiedziałam, będzie próbował mocniej, mocniej, nie? A niech wali, nie? Markus ma okazję się odegrać za to, że dostał po głowie" - dodaje ze śmiechem. Wicedyrektorka włącza się do demonstracji. Instrukcje padają na głos, nauczycielka i zastępczyni dyrektorki pokazują różne wersje uderzeń na głowie swojej przełożonej. "Dobra. Lejcie, lejcie. Ja wytrzymam" - śmieje się dyrektorka. Po chwili wicedyrektorka mówi do dziecka: "Zobacz, przyjrzyj się, popatrz", i dopytuje, czy było to bardziej uderzenie czy pchnięcie głowy w przód. Markus odpowiada, że uderzenie.

Trzeba dać szansę

Spotkanie z dzieckiem szybko przestaje służyć wyłącznie wyjaśnieniu zdarzenia, a zaczyna prowadzić do jego emocjonalnego zamknięcia na warunkach dorosłych. Chłopiec, siedząc obok dyrektorki, jej zastępczyni, prezesa, rodziców i nauczycielki, która wcześniej go uderzyła, jest stopniowo prowadzony do odpowiedzi wygodnych dla szkoły: że lekcje niemieckiego są potrzebne, że nauczycielka może dalej uczyć, że warto dać jej drugą szansę i że można jej wybaczyć. Gdy Markus mówił, że nauczycielka krzyczy na dzieci i że po uderzeniu się bał, słyszał od razu wyjaśnienia łagodzące zachowanie dorosłej.

Dyrektorka zaczyna budować narrację o drugiej szansie. "A jak myślisz, to, co pani raz zrobiła, że po tej całej sytuacji też jest jej bardzo przykro i też jest z tego powodu nieszczęśliwa. Być może bardziej nawet niż ty. To jak myślisz, że będzie dalej fajnie uczyła? Już takich rzeczy nie będzie robiła?" - mówiła. "Chyba tak" - odpowiada Markus. "Ja myślę, że warto dać drugą szansę czy nie? Jak myślisz?" - pyta dyrektorka. "No" - odpowiada uczeń. "My się czasami też niewłaściwie zachowujemy. Każdy z nas popełnia jakiś błąd. Bardzo tego żałujemy potem. I jak popełnimy błąd, to chcemy, żeby inni nam wybaczyli, nie? Jesteś w stanie wybaczyć to pani?" - pyta Elżbieta Dziuda-Kampa. Chłopiec, siedząc naprzeciwko dorosłych, kiwa głową na znak, że wybacza. Nauczycielka dziękuje. Dopiero gdy chłopiec zostaje zapytany przez ojca, przyznaje, że po uderzeniu boi się nauczycielki i bał się przyjść do szkoły. Gdy zawahał się przy odpowiedzi na pytanie, czy boi się jej nadal, dyrektorka przerywa rozmowę, mówiąc, że "nie należy już rozdrapywać tematu, sytuację trzeba ustabilizować".

Rozmowa pokazuje, że ciężar rozwiązania konfliktu w dużej mierze przeniesiono na dziecko. To ono miało wybaczyć, zaakceptować sytuację i pomóc dorosłym zakończyć sprawę.

Nieoszlifowany diament

Gdy Markus wychodzi ze spotkania, wydaje się, że ustalenia zmierzają do zakończenia sprawy. Dyrektorka pyta rodziców, czy nadal chcą zorganizowania zebrania ze wszystkimi rodzicami klasy. Dorota König odpowiada, że tak i jej zdaniem inni rodzice powinni wiedzieć, co się wydarzyło, aby mogli porozmawiać o tym z własnymi dziećmi i żeby w przyszłości nikt nie mówił, że to zdarzyło się pierwszy raz. Wtedy rozmowa przybiera nieoczekiwany kierunek. Nauczycielka języka niemieckiego zaczyna mówić, że wcześniej obserwowała Markusa i że miała z nim problemy wychowawcze. Dyrekcja zachęca ją, by opowiedziała o tym rodzicom. Nauczycielka przyznaje, że chłopiec testował ją i jej granice, dogadywał jej na każdej lekcji, a nawet patrzył na nią prowokacyjnie w momencie trzaskania szafkami. Sytuacja zostaje przedstawiona tak, że gdyby nie uderzyła chłopca, straciłaby autorytet w klasie i stałaby się gołosłowna.

W tym kontekście uderzenie ucznia zostaje pokazane jako efekt "wpadnięcia we własną pułapkę" po wypowiedzeniu niefortunnej groźby. "Jak nie trzasnę ja go, to będę gołosłowna. To stracę autorytet. No to co? Powiedziałam. Trzasnął? No to ja trzasnęłam. I tu się po prostu pani wpakowała we własną pułapkę. We własne sidła pani wpadła" - mówi dyrektorka.

Ciężar rozmowy wyraźnie przesuwa się z pytania, dlaczego nauczycielka uderzyła dziecko, na analizowanie zachowania samego chłopca i tłumaczenie sytuacji trudnościami młodego nauczyciela w utrzymaniu dyscypliny w klasie. "Markus jest inteligentnym chłopcem. Dzieci, jak mają nowego nauczyciela, próbują, do jakich granic mogą sobie pozwolić" - argumentuje dyrektorka.

Rodzice są jednocześnie zapewniani, że nauczycielka bardzo żałuje swojego zachowania, a szkoła będzie ją nadzorowała i sytuacja nie powtórzy się w przyszłości. Wicedyrektorka wyraża nadzieję, że nauczycielka dostanie szansę, by się zrehabilitować jako nauczyciel. "Po prostu jest mi szkoda, żeby zmarnować taki diament. Trzeba go jeszcze oszlifować. Jeszcze do brylantu daleko, ale powiem, gdybyśmy dobrych ludzi od razu dyskwalifikowali, to pytanie: na kim chcemy polegać? Jest szansa na dobrego pracownika" - ocenia Elżbieta Dziuda-Kampa.

Drugie spotkanie

13 marca 2025 roku odbywa się kolejne spotkanie z rodzicami. Szkolna psycholog odczytała notatkę podsumowującą poniedziałkowe rozmowy. Rodzice mają do niej poważne zastrzeżenia, bo - ich zdaniem - bardziej broni nauczycielki niż ich uderzonego syna i kompletnie nie odzwierciedla przebiegu spotkania. W dokumencie pojawiają się sformułowania "uderzenie", ale i "klepnięcie", co w ocenie rodziców jest próbą rozmycia wagi zdarzenia. Duża część notatki dotyczy zachowania chłopca na lekcjach, jego konfliktów z koleżanką czy rzekomych problemów wychowawczych. Problem polega na tym, że informacje te nie mają związku z samym uderzeniem przez nauczycielkę. Bardziej skupiono się na analizowaniu zachowania dziecka niż osoby dorosłej. Zdarzenie zostaje sprowadzone do 'błędu", "odruchu", "sytuacji, której nauczycielka żałuje". Pojawia się nawet stwierdzenie, że "każdemu zdarza się popełnić błąd". Akcent zostaje przesunięty z przemocy wobec ucznia na sytuację nauczycielki, a sprawa potraktowana bardziej jak problem kadrowy niż kwestia bezpieczeństwa dziecka.

Po uwagach rodziców dyrektorka robi się coraz bardziej nerwowa. "Być może dlatego trudno się lekcje prowadzi, bo jeżeli ktoś się zachowuje na lekcji tak, jak pani podczas tego spotkania, to trudno dojść do ładu, trudno osiągnąć jakikolwiek pozytywny cel" - zwraca się do Doroty König. Dyrektorka tłumaczy, że nie ukarała nauczycielki od razu, ponieważ planowała zgłoszenie sprawy do Rzecznika Dyscyplinarnego i twierdzi, że pracownik nie może być karany podwójnie. Podkreśla, że szkoła prowadzi postępowanie wyjaśniające, współpracuje z kuratorium i podjęła działania wobec nauczycielki oraz klasy po zdarzeniu. "Nawet jak w kuratorium rozmawiałam, to powiedziałam jedną rzecz: Proszę ostrożnie podejmować kroki. To nie jest czyn taki, od którego należy od razu nauczyciela odsunąć. Należy tego nauczyciela również otoczyć opieką, wesprzeć, bo każdemu może się zdarzyć coś złego" - mówi Elżbieta Dziuda-Kampa.

Kiedy ojciec wspomina, że był w gminie poinformować o sytuacji, dyrektorka odpowiada: "Takie działania rodziców, polegające na nagłośnieniu sprawy, a nie wyciszeniu, są nie w porządku". I dodaje: "Jaki może przyświecać rodzicom cel? Chociaż mogę się tylko domyślać. Aby sprawę eskalować i jak najdalej rozpowszechniać. To jest taka chęć teraz zemszczenia się, chęć dokazania. No co gmina zrobi? Ma przyjść, wziąć na kolano panią nauczycielkę?". W obronie szkoły i obranej przez nią strategii wypowiada się także psycholog. Mówi rodzicom, że rozpowszechnianie informacji o zdarzeniu "nikomu do niczego nie jest potrzebne", a sprawę należy załatwić tak, "jak powinna być załatwiona".

Ostatecznie Dorota i Lothar Königowie nie zgadzają się, by ich syn dalej chodził na zajęcia do nauczycielki, która go uderzyła. Ponieważ dyrekcja nie decyduje się na zmianę nauczyciela, rodzice przenoszą dziecko do innej szkoły. 

Cała klasa płakała podczas pożegnania

14 marca Dorota König zaprowadza syna po raz ostatni do szkoły w Mechnicy, aby pożegnał się z klasą. W klasie panuje bardzo emocjonalna atmosfera. Płaczą dzieci, płacze matka chłopca i płacze wychowawczyni. Dorota König, ze łzami w oczach, dziękuje klasie za wspólne lata i mówi wprost, dlaczego podjęli decyzję o odejściu: "Przykro mi jako rodzicowi, że takie rzeczy się w szkole dzieją, ale niestety nie mamy wyjścia. Markus się boi chodzić na te zajęcia".

Nauczycielka w rozmowie z dziećmi mówi z kolei, że zdarzyła się sytuacja, która była dla Markusa zbyt dużym przeżyciem i dlatego chłopiec nie da rady dalej chodzić do tej szkoły. "Markus musi rozpocząć od nowa. Jestem pewna, że da radę. Jest dzielnym chłopcem i da radę. Z nowym zespołem, z nowymi koleżankami i kolegami, którzy będą się szanować nawzajem. I pamiętajcie o jednym. Zespół jest jeden i zawsze powinniście pamiętać o jednej zasadzie: jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Murem powinniście stać za sobą w różnych sytuacjach" - mówi do uczniów. Po chwili Markus żegna się z kolegami i koleżankami, podchodzi do każdego, podaje rękę, przytula. W ten sposób kończy trzy lata nauki w tej klasie.

Co się dzieje dalej?

Nauczycielka języka niemieckiego w szkole w Mechnicy nie tylko nie została odsunięta od nauczania, ale w szkole otrzymała dodatkowe lekcje i obowiązki, a kilka miesięcy później, z okazji Dnia Nauczyciela, odebrała nagrodę dyrektora szkoły. O sprawie w kwietniu ubiegłego roku zostali powiadomieni Rzecznik Praw Dziecka oraz Kuratorium Oświaty w Opolu. Obszerne zawiadomienia w imieniu pokrzywdzonego dziecka złożyła kancelaria adwokacka z Wrocławia. Mimo upływu blisko roku kancelaria nie otrzymała żadnej odpowiedzi, poza informacją od Rzecznika Praw Dziecka, że sprawa została zarejestrowana.

Wysłaliśmy serię pytań dotyczących zdarzenia z Markusem do dyrekcji szkoły w Mechnicy, Rzecznika Praw Dziecka oraz Kuratorium Oświaty w Opolu.

"Szkoła nie udziela informacji ani nie komentuje indywidualnych spraw dotyczących uczniów, rodziców i nauczycieli na forum. We wszystkich sprawach szkoła podejmuje działania zgodnie z obowiązującymi w placówce Standardami Ochrony Małoletnich oraz przyjętymi procedurami wewnętrznymi, a w razie konieczności we współpracy z Kuratorium Oświaty w Opolu" - odpisała nam Iwona Wicher, wicedyrektor Społecznej Szkoły Podstawowej im. ks. Jana Twardowskiego w Mechnicy.

Rzecznik Praw Dziecka przekazał, że podjęte zostały działania zgodne z ustawowymi kompetencjami, a sprawa jest prowadzona dwutorowo.

- Rzeczniczka Praw Dziecka wystąpiła do organu nadzoru pedagogicznego nad działalnością szkoły i monitoruje sprawę. Monitoruje również sprawę, która toczy się w sądzie z prywatnego aktu oskarżenia. Szanując dobro dzieci i chroniąc ich prywatność, Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka nie udziela szczegółowych informacji na temat indywidualnych spraw prowadzonych przez urząd. Zapewniamy jednocześnie, że w każdym podejmowanym działaniu Rzeczniczka Praw Dziecka kieruje się wyłącznie najlepszym interesem dziecka oraz literą prawa, wykorzystując dostępne narzędzia ustawowe w celu ochrony praw najmłodszych - czytamy w przesłanej korespondencji.

Kuratorium Oświaty przekazało natomiast, że przedmiotowa sprawa nie wpłynęła do Kuratorium Oświaty w Opolu w trybie skargowym, choć, jak przekazała nam kancelaria adwokacka, wniosek o interwencję został wysłany już w kwietniu ubiegłego roku.

- Niemniej sprawa została przekazana do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli, działającego przy Wojewodzie Opolskim. W związku z powyższym wyjaśnienia odnoszą się do zakresu prowadzonego postępowania dyscyplinarnego - przekazała nam Agnieszka Szczepanik, główny specjalista na samodzielnym stanowisku ds. współpracy z jednostkami samorządu terytorialnego w Kuratorium Oświaty w Opolu.

W konsekwencji Wydział Nadzoru Pedagogicznego nie wszczął kontroli w tej sprawie. Oznacza to, że badano odpowiedzialność nauczycielki, ale nie przeprowadzono formalnej kontroli szkoły jako instytucji, jej procedur, działań dyrektora ani sposobu prowadzenia rozmów i dokumentacji po zdarzeniu. Oceniono czyn pojedynczej osoby, ale nie zweryfikowano instytucjonalnie sposobu reagowania placówki na przemoc wobec ucznia.

Jak wynika z informacji przekazanych w związku z postępowaniem, nauczycielce postawiono zarzut uchybienia godności zawodu oraz naruszenia obowiązków nauczyciela w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa uczniom, w związku z możliwością popełnienia czynu naruszającego prawo i dobro dziecka poprzez jednokrotne uderzenie ucznia w tył głowy. Komisja Dyscyplinarna dla Nauczycieli przy Wojewodzie Opolskim 20 sierpnia 2025 r. orzekła wobec nauczycielki karę nagany. Jednocześnie zaznaczono, że orzeczenie nie było prawomocne, ponieważ obrońca nauczycielki wniósł odwołanie do komisji odwoławczej przy Ministerstwie Edukacji Narodowej.

Prywatny akt oskarżenia

Równolegle rodzina skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia z art. 217 § 1 Kodeksu karnego, zarzucając nauczycielce umyślne naruszenie nietykalności cielesnej dziecka poprzez uderzenie go ręką w tył głowy. Zawarto w nim również szerszą ocenę działań szkoły po incydencie, wskazując m.in. na możliwość wtórnego traumatyzowania dziecka oraz usprawiedliwiania zachowania nauczycielki przez władze placówki.

- W postępowaniu prowadzonym zarówno przed Rzecznikiem Dyscyplinarnym dla Nauczycieli, jak i przed Kuratorium Oświaty uczeń nie jest stroną postępowania. To błąd systemowy, który powoduje, że osoba najbardziej dotknięta zdarzeniem, czyli uczeń, nie ma prawa do informacji ani narzędzi, by dowiedzieć się, czy i jakie konsekwencje poniósł nauczyciel. W związku z taką konstrukcją przepisów kontakt kancelarii z tymi instytucjami był bardzo ograniczony. Na początku postępowania Markus miał kontakt z zastępcą Rzecznika Dyscyplinarnego Jackiem Szostakiem, który go przesłuchiwał 30 maja 2025 r. Muszę podkreślić, że jego podejście, zaangażowanie i profesjonalizm zasługują na uznanie - była to w zasadzie jedyna osoba, która poważnie potraktowała zarówno zdarzenie, jak i samego Markusa. Po przekazaniu sprawy do dalszego postępowania nie otrzymaliśmy już żadnych informacji o jej przebiegu ani zakończeniu. Kuratorium nie miało obowiązku informować rodziców o wyniku postępowania, jednak szkoła zobowiązała się do tego pisemnie w marcu 2025 roku i tego obowiązku nie dopełniła, co budzi poważne wątpliwości. Jeszcze trudniejsza do zrozumienia jest postawa Rzecznika Praw Dziecka. Pomimo pisemnego wniosku, licznych telefonów i maili z zapytaniem o stan sprawy, do dziś nie otrzymaliśmy żadnej merytorycznej odpowiedzi, mimo wcześniejszej deklaracji, że zostaniemy poinformowani o podjętych działaniach. Jedyną reakcją był telefon w styczniu z pytaniem, czy sprawa została zgłoszona na policję, mimo że postępowanie prywatnoskargowe w tej sprawie toczy się w Sądzie Rejonowym w Kędzierzynie-Koźlu od kwietnia 2025 roku. Trudno to ocenić inaczej niż jako bierność i lekceważenie sprawy - komentuje adwokat Karolina Ilczyszyn-Jankowska, która reprezentuje dziecko i rodziców.

I właśnie tu wraca zasadnicze pytanie: czy w tej sytuacji można mówić o poczuciu sprawiedliwości, skoro nauczycielka, która uderzyła dziecko, została w szkole, a szkołę musiało opuścić dziecko?


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

mądry i oczytany 10.04.2026 08:18
Kolejna maDka i kolejna drama medialna. Dalej chowajcie sobie takie płatki śniegu co wymiękają po pewnie słusznym plaskaczu w łeb. Radzę każdemu kwadrans tygodniowo posiedzieć w szkole z bombelkami maDek. To jest bardzo potrzebne doświadczenie szczególnie dla mężczyzn, po daje okazję poznać co baby zrobiły z edukacji... Dobre czasy tworzą słabych ludzi.

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mądry i oczytanyTreść komentarza: I dobrze, czlowiek jest Ziemi zupełnie niepotrzebny, a drewno to najrzadszy surowiec we Wrzechświecie.Data dodania komentarza: 10.04.2026, 08:24Źródło komentarza: Posadź swoje drzewo w Kędzierzynie-Koźlu. Leśnicy zapraszają do wspólnej akcjiAutor komentarza: tjaaaTreść komentarza: Oszołom o oszołomach...Data dodania komentarza: 10.04.2026, 08:21Źródło komentarza: Mieszkanka naszego powiatu na obowiązującej "90-tce" pędziła z prędkością ponad 150 km/hAutor komentarza: mądry i oczytanyTreść komentarza: Kolejna maDka i kolejna drama medialna. Dalej chowajcie sobie takie płatki śniegu co wymiękają po pewnie słusznym plaskaczu w łeb. Radzę każdemu kwadrans tygodniowo posiedzieć w szkole z bombelkami maDek. To jest bardzo potrzebne doświadczenie szczególnie dla mężczyzn, po daje okazję poznać co baby zrobiły z edukacji... Dobre czasy tworzą słabych ludzi.Data dodania komentarza: 10.04.2026, 08:18Źródło komentarza: Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb! - powiedziała nauczycielka i uderzyła uczniaAutor komentarza: LucekTreść komentarza: Szkodniki, stwarzają korki rano ludziom śpieszącym się do uczciwej pracy a złapali jednego gościa na kacu. WIELKI SUKCES JAK ZAWSZEData dodania komentarza: 10.04.2026, 08:00Źródło komentarza: 37-letni kierowca ciężarowego mana wydmuchał ponad pół promila alkoholuAutor komentarza: MajkielTreść komentarza: No to się obudziłeś synu w końcu. A ja bym od Czarnka nie chciał niczego. Nawet browara jakby mnie suszyło.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 21:54Źródło komentarza: Nauczyciel Zbigniew Romik otrzymał tytuł honorowy "Profesora Oświaty"Autor komentarza: JacekTreść komentarza: Jak tak dalej przemyśl bedzie sie zwijać to tylko drzewa nam zostaną.Data dodania komentarza: 9.04.2026, 13:13Źródło komentarza: Posadź swoje drzewo w Kędzierzynie-Koźlu. Leśnicy zapraszają do wspólnej akcji
Reklama
zachmurzenie umiarkowane

Temperatura: 3°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1020 hPa
Wiatr: 9 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna