piątek, 25 września 2026 18:09
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Reklama

Nie czekajcie do ostatniej chwili, bo potem może być już za późno

Schorzenia kręgosłupa, nerwobóle to prawdziwe plagi, na które cierpi coraz więcej ludzi. Można śmiało powiedzieć, że są to choroby cywilizacyjne, które powszechnie występują we wszystkich współczesnych społeczeństwach. Fizjoterapeuta z Kędzierzyna-Koźla Sebastian Wojcieszko, wie jak z nimi walczyć, jak je leczyć i jak pomóc cierpiącym na te schorzenia ludziom.
Nie czekajcie do ostatniej chwili, bo potem może być już za późno
Sebastian Wojcieszko, właściciel Gabinetu Fizjoterapii FIZJOARMS przy ulicy Złotniczej w Koźlu oraz Karolina Wandzel - studentka III roku fizjoterapii na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu

Skuteczna terapia bólu, urazów i stresu wymaga stosowania najróżniejszych dróg pozwalających osiągnąć założony cel. Aby je poznać i wdrożyć, potrzebne są wiedza i doświadczenie, a nasz rozmówca, nabywa je od wielu lat, gdyż jego przygoda z fizjoterapią trwa w najlepsze od czasu studiów.

- Bardzo dobrze pamiętam te początki. Zawsze byłem osobą aktywną i uprawiałem sport. Przytrafiła mi się jednak poważna kontuzja tuż przed egzaminem sprawnościowym na studia na kierunku Wychowanie Fizyczne, gdzie doszło do urazu kręgosłupa. Na nogi postawili mnie fizjoterapeuci z AWF Katowice. Niestety, ze względu na krótki czas, jaki pozostał do egzaminu, nie udało się w pełni przywrócić mnie do zdrowia. Wtedy myślałem tylko i wyłącznie o kierunku Wychowania Fizycznego. To doświadczenie nakreśliło w moim przypadku pewien kierunek i sposób myślenia, bo zauważyłem, że już na studiach można skutecznie pomóc drugiej osobie. Rok później, gdy już w pełni wykurowałem się, myśląc nadal o studiach, wybrałem właśnie kierunek Fizjoterapii na AWF w Katowicach. Wiedziałem, że będzie to dla mnie najlepsze rozwiązanie. W podjęciu decyzji pomogła moja żona, za co jestem jej bardzo wdzięczny – przekonuje Sebastian Wojcieszko.

 Początkowo nasz rozmówca nie przypuszczał, że fizjoterapia już dwadzieścia lat temu zyskała tak bardzo na znaczeniu. W tamtych czasach, a był to mniej więcej 2006 rok, bardzo mocno się też rozwinęła.

 - Dziś nie pracujemy tylko rękoma, ale korzystamy też z licznych narzędzi. Natomiast już w tamtych czasach była to dla mnie bardzo duża inspiracja i to pchnęło mnie do przodu, żeby już na poważnie myśleć o zmianie zawodu – wyjaśnia kozielski fizjoterapeuta.

 Pracę w tej branży Sebastian Wojcieszko rozpoczął około 2010 roku.

 - Pierwszych pacjentów miałem jeszcze na ostatnim roku studiów. Bez względu na porę roku i panującą aurę dojeżdżałem do nich do domu. Nie była to łatwa praca, bo sam dojazd do pacjenta nie był komfortowy. Jeździłem po różnych miastach Śląska, każde mieszkanie, czy dom był inny, każdy pacjent był inny, więc to była dość zróżnicowana i skomplikowana praca. Trafiali się pacjenci ortopedyczni, neurologiczni. Trzeba się było dostosować przede wszystkim do warunków, jakie panowały w ich domach, gdzie nie było też odpowiedniego łóżka do zabiegów. Woziłem więc sprzęt ze sobą, wszystko trzeba było jakoś przygotować, żeby tam na miejscu skutecznie pomóc każdemu pacjentowi – tłumaczy.

Masaż Kobido

 Ze względów logistycznych musiał być przez cały czas dyspozycyjny, mobilny i świetnie zorganizowany. Pierwsze kroki w tym zawodzie były więc dosyć trudne.

 Bogate CV

 Po ukończeniu studiów Sebastian Wojcieszko powrócił wraz z żoną do Kędzierzyna-Koźla. Początkowo oboje zatrudnili się w siłowni, ale po krótkim czasie związali z Centrum Medycznyo - Rehabilitacyjnym  Solutaris w Kędzierzynie Koźlu.

 - Tam pracowałem przez kilkanaście lat, aż do marca tego roku. W tym miejscu chciałbym bardzo serdecznie podziękować całemu zespołowi Solutaris, bo właśnie tam rozwinąłem swoje praktyczne umiejętności. Dziękuję za ten rodzinny klimat, bo czułem się tam jak w domu. Do dziś utrzymuję kontakt z pracownikami tej placówki i chciałbym, także tym, których już tam dawno nie ma, serdecznie podziękować, bo to przy nich przez cały czas się w jakiś sposób rozwijałem. Pełnymi garściami czerpałem z ich doświadczenia, bo byli bardzo pomocni. Każdy ma inny sposób myślenia, postrzegania jakiegoś problemu i to dało mi olbrzymi wachlarz możliwości w kwestii podejścia do naszych pacjentów. Czasami nawet spotykaliśmy się razem, aby omówić dany problem z pacjentem. Towarzyszyło mi takie poczucie, że nie byłem z tym wszystkim sam. Później okazało się, że moje metody pracy okazały się z kolei pomocne w przypadku moich koleżanek i kolegów, wielokrotnie to ja czerpałem z ich wiedzy, a wszystko z myślą o dobru pacjenta. To była taka symbioza i myśmy się nawzajem uzupełniali. Do dziś utrzymujemy bardzo koleżeński kontakt – nie ukrywa nasz rozmówca.

Niestety schorzenia kręgosłupa, nerwobóle to prawdziwe plagi, na które cierpi coraz więcej ludzi. Można śmiało powiedzieć, że to choroby cywilizacyjne. Sebastian Wojcieszko wie jak z nimi walczyć, jak je leczyć. Na pytanie, jakie techniki leczenia stosuje na co dzień, odpowiada: 

- Początkowo zaczynałem od masażu, chyba jak większość fizjoterapeutów. Terapia manualna była na początku, zaraz po studiach, czy nawet jeszcze w trakcie studiów. Już wtedy zacząłem stosować te techniki oraz klawiterapię - rodzaj akupresury. Ale ostatnimi czasy do tego zestawu włączyłem bardzo mocno akupunkturę i chiropraktykę – mówi Sebastian.

Nie przez przypadek jego pracę oraz rozwój umiejętności dostrzeżono i doceniono. Może się on pochwalić wieloma nagrodami i wyróżnieniami, a dyplomy które wiszą w jego Gabinecie Fizjoterapii FIZJOARMS przy ulicy Złotniczej w Koźlu to tylko niewielka część z tych, które otrzymał na przestrzeni lat.

- Może jedna trzecia, ale nie jestem w stanie dokładnie sprecyzować. Ja się tak do końca nie sugeruję tymi dyplomami i certyfikatami. Oczywiście jeździłem po największych miastach w Polsce i czerpałem z tych różnych szkoleń i kursów olbrzymią wiedzę. Do dzisiaj zresztą jeżdżę. Niebawem czeka mnie kolejne szkolenie. Za każdym razem wynoszę z nich coś nowego. Inna wiedza, inne doświadczenie, inne metody pracy z pacjentem – wyjaśnia Sebastian.  

Sebastian Wojcieszko, właściciel Gabinetu Fizjoterapii FIZJOARMS przy ulicy Złotniczej w Koźlu oraz Karolina Wandzel - studentka III roku fizjoterapii na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu 

Szlifuje warsztat w gabinecie

Jego zdaniem trzeba się ciągle dynamicznie rozwijać i patrzeć do przodu. Ów rozwój nie polega tylko na bezpośrednim kontakcie z pacjentami. Trzeba jeździć na szkolenia, nabywając kolejnej wiedzy u najlepszych fachowców z kraju i zagranicy. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że fizjoterapia w Polsce jest naprawdę na wysokim poziomie.

 - Przyjeżdżają do nas fachowcy z różnych stron świata, szkolą nas, my z tego czerpiemy wiele korzyści. Później oczywiście szlifujemy ten warsztat u nas w gabinetach – mówi Sebastian.  

 W swoich metodach bardzo chętnie sięga na przykład do akupunktury, czyli techniki leczenia wywodzącej się z Dalekiego Wschodu. Jest ona uznawana jako uzupełnienie medycyny konwencjonalnej. Stosujący akupunkturę twierdzą, że przywraca ona normalną równowagę fizjologiczną ciała, wzmacnia funkcje układu immunologicznego, pobudza układ krwionośny, łagodzi ból itp. W tym przypadku Sebastian jest praktykiem, a nie teoretykiem.

- Teraz bardzo często wykorzystuję akupunkturę jako pewną nowinkę. Wcześniej nie myślałem o tym, że można tak efektywnie połączyć akupunkturę z fizjoterapią oraz innymi technikami manualnymi. Także jestem pod ogromnym wrażeniem, że dalekowschodnie metody leczenia można tak świetnie połączyć z naszymi – wyjaśnia.

Sebastian widzi, jak ludzie reagują i zachowują się po akupunkturze, gdy pojawia się w ich przypadku to rozluźnienie i swoboda, których wcześniej nie doświadczali?

 - I właśnie dlatego jestem zadowolony, że udało mi się spotkać osoby, które nauczyły mnie akupunktury. Widzę, jak pacjenci przychodzą pierwszy raz na zabieg zblokowani, a wychodzą z gabinetu rozluźnieni. Mogę dokonać takiego porównania, a mianowicie człowiek jest jak kamień przychodząc do mnie, a wraca do domu jak plastelina. To całkiem dobre porównanie, bo tak faktycznie jest. Widzę jak te napięte wcześniej mięśnie przy karku zaczynają puszczać. Dodatkowo akupunktura jest świetnym podłożem albo przygotowaniem do terapii manualnej. Udaje mi się „rozkleić” tego pacjenta zmagającego się ze stresem i różnymi traumami. Często nawet zatrucie organizmu może spowodować ból, z czego wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy – ostrzega Sebastian Wojcieszko.

 Bardzo mocno hołduje on teorii mówiącej, że nasze samopoczucie fizyczne jest ściśle powiązane z kondycją zdrowia psychicznego.

- Często mam takie przypadki, gdzie ludzie są emocjonalnie wyczerpani, zestresowani. Ich ciało jest jak beton. Trzeba je rozbić. I tutaj dostrzegam wpływ wszechobecnego stresu na nasze życie w XXI wieku. To wszystko powoduje, że pacjent, który tutaj przychodzi jest bardzo spięty. To napięcie można doskonale zauważyć właśnie w okolicach np. karku – opisuje kozielski fizjoterapeuta. - Ponadto widzę, że ludzie nieświadomie zaciskają zęby oraz dłonie. Stres i niepanowanie nad emocjami ma przeogromny wpływ na ciało człowieka. Jestem osobą, która też w jakiś sposób nauczyła się panować nad tym stresem, bo i ja do takich osób wcześniej należałem. Takich zestresowanych i ciągle przejmujących się daną sytuacją, nawet z odległej przeszłości. Można sobie z tym poradzić między innymi za sprawą aktywności fizycznej, ćwiczeń oddechowych, akupunktury, różnych form rozluźniania, medytacji itp. Trzeba tylko odpowiednio dobrać sobie technikę i przede wszystkim nauczyć się panować nad niezdrowymi emocjami, choć nie jest to proste i wymaga bardzo dużej konsekwencji – zaznacza.  

Własny kąt

 Po latach Sebastian Wojcieszko dojrzał do decyzji, aby stworzyć własne miejsce, w którym może pomagać ludziom. To gabinet fizjoterapii przy ulicy Złotniczej 1. Decyzja o jego powstaniu zaświtała w jego głowie już dawno, ale potrzebował on więcej czasu, żeby do niej dojrzeć. W aranżacji wnętrz pomogła mu małżonka, która włożyła wiele wysiłku i serca oraz rodzina, aby gabinet stał się miejscem miłym dla oka i przyjaznym zarówno dla pacjentów, jak i pracowników.  

- Od samego początku był to mój pomysł, aby otworzyć taki gabinet. On się pojawił dużo wcześniej, ale gdy nasze dzieci były jeszcze małe, jak najwięcej uwagi chciałem skupić na ich wychowaniu. Później czekałem na odpowiedni moment. Uznałem, że akurat w tym roku dzieci są już na tyle samodzielne, iż mogę sobie pozwolić na otwarcie tego gabinetu. Wcześniej moi koledzy, z którymi pracowałem w Solutarisie, też mnie namawiali, bo mieli już swoje gabinety. Ciągle mi powtarzali, że warto, że nie ma na co czekać, a dzieci to tylko wymówka. Faktycznie później stwierdziłem, że to prawda. I choć zdawałem sobie sprawę z tego, że będę miał dużo więcej pracy i obowiązków, to z czystym sumieniem mogę dziś powiedzieć, że było warto, bo stworzyliśmy z żoną miejsce, w którym ludzie mogą liczyć na realną pomoc. Zwłaszcza , że niemal od razu mogę przyjmować pacjentów z nagłymi, bolesnymi dolegliwościami - przyznaje.   

Nie narzeka na nudę

Nie jest to jedyne zajęcie naszego rozmówcy. Na co dzień jest on strażakiem, przez lata grał w piłkę nożną, ma rodzinę, która również mocno absorbuje jego życie. Generalnie nasz bohater nie narzeka na nudę.

 - Lubię, gdy coś się dzieje w moim życiu. Świadomie podjąłem te wszystkie wyzwania, nie było tu przypadku. Przy odrobinie chęci, da się to wszystko pogodzić. Są oczywiście sytuacje, gdzie jest ciężko, gdzie powtarzam sobie, po co ci to wszystko było, ale są to tylko chwilowe refleksje. Później jednak mówię, dzisiaj jest ciężko, jutro znowu zaświeci słońce i wszystko będzie dobrze – przekonuje.

 Zapytaliśmy Sebastiana z jakim przesłaniem chciałby się zwrócić do swoich obecnych i potencjalnych klientów. Można przypuszczać, że jednym z nich jest zapewne to, aby nie zwlekali oni ze swoimi dolegliwościami w nieskończoność, bo potem na skuteczną pomoc może być już za późno.

 - Nie można doprowadzić do takiego stanu, który jest już nieodwracalny. To jest jedna z takich głównych przesłanek, które chciałbym przekazać pacjentom, żeby nie zwlekali w nieskończoność. Nie mówię, że od razu trzeba przyjść z każdym bólem. Natomiast jeśli problem trwa dłużej niż tydzień lub dwa tygodnie, uprzykrza nam życie, a wręcz nasila się, to nie ma na co czekać, bo to się może przekształcić w trwały ból. Konsekwencje mogą być jeszcze poważniejsze. Jestem bacznym obserwatorem i przyglądam się ludziom od tej strony funkcjonalnej. Dużo osób już utyka. Później przyznają w rozmowie ze mną, że na początku nic z tym nie zrobiły, a potem trwale zamienia się to w jakąś dysfunkcję, która dla ich życia i normalnego funkcjonowania stanowi poważne utrudnienie. Dlatego zalecam pacjentom, żeby zbyt długo nie czekali z problemem i na tyle ile to możliwe dbali o codzienną aktywność – apeluje.  

Duże zainteresowanie

Dziennie nasz rozmówca przyjmuje od 6 do 10 pacjentów. Wszystko zależy od dnia. Zdarzają się sytuacje, że jest to nawet 12 osób.

 - Wiele zależy od mojej kondycji fizycznej, od rodzaju dolegliwości moich pacjentów, bądź też czy mam tutaj kogoś w danym dniu jeszcze do pomocy – wyjaśnia Sebastian.

 Niemal każdy po takich zabiegach ma prawo czuć później zmęczenie. Faktycznie pochłaniają one mnóstwo energii.

 - Zarówno koncentracji, jak i energii. Właśnie ten element jest tak naprawdę dla mnie najważniejszy - nie ukrywa Sebastian. - Często powtarzam to w trakcie zabiegów, żeby dbać o ten poziom energetyczny, żeby nie dać się wypalić. Łatwo wpaść w ten wir pracy, natomiast później człowiekowi nie sprawia to przyjemności. Miałem kiedyś taki moment w życiu, wiele się wtedy nauczyłem i wyciągnąłem stosowne wnioski. Teraz dbam o to, żeby zachować tę równowagę. Gdy widzę, że zmęczenie narasta, od razu redukuję liczbę pacjentów albo z góry ustalam sobie taki plan, żeby to wszystko miało ręce i nogi. No i żeby pacjenci trafiali do kogoś, kto chętnie ich przyjmie, a nie robi czegoś na siłę – przekonuje.

Warto też przy tej okazji zapytać o przekrój wiekowy pacjentów. Można przypuszczać, że gros z nich stanowią seniorzy i osoby w kwiecie wieku. Jednak żyjemy w czasach, kiedy coraz więcej młodych osób korzysta z takiej pomocy.

 - Nie prowadziłem konkretnych statystyk w tym temacie, ale mogę potwierdzić, że zdecydowaną większość z nich stanowią osoby począwszy od czterdziestego, aż do sześćdziesiątego i siedemdziesiątego roku życia. Ale są też młodzi. Dużo jest chłopaków, którzy kiedyś, tak jak ja, grali w piłkę nożną. Pojawiały się urazy. Choćby przez to musiałem zakończyć klubową grę w piłkę nożną, bo doznałem poważnej kontuzji. Dzisiaj to ja przyjmuję takich pacjentów, dlatego też łatwiej im wytłumaczyć, że nie jest to jeszcze koniec świata. Życie nie kończy się na sporcie i nie wszyscy muszą zostać sportowcami. Można to zamiłowanie przekuć na coś pochodnego i funkcjonalnego, tak jak w moim przypadku - wyjaśnia Sebastian.

 Owszem, sport to zdrowie, ale wiążą się z nim różnego rodzaju kontuzje, dolegliwości, które później wymagają rehabilitacji. Wszystko trzeba robić z głową, nie należy przeciążać organizmu. Oczywiście na ogół kontuzje nie są przez nas zawinione i pojawiają się w zupełnie nieoczekiwanym momencie. Ale nie zawsze tak jest.

 - Jest taka grupa pacjentów, którzy próbują się na siłę odchudzić, czy też zbudować formę. Widzą jakieś fałdki tłuszczu i nagle z dnia na dzień postanawiają w krótkim czasie zrzucić te parę kilogramów. Miałem i mam sporo pacjentów, którzy w ten właśnie sposób doprowadzają swoje ciało do kontuzji i różnych dysfunkcji. Najpierw trzeba swoje ciało przygotować, zacząć np. od spacerów, truchtu, gimnastyki czy basenu i stopniować te obciążenia organizmu. Ludzie, którzy mają siedzący tryb życia, próbują nagle te 10 bądź 20 lat zaległości nadrobić w jeden rok, a nawet krócej. To jest bardzo destrukcyjne dla ich organizmów i to też trzeba mocno podkreślić. Jest dziś wielu trenerów przygotowania fizycznego, z którymi warto skonsultować swoje treningi i wszelką aktywność, by nie doprowadzić do jakiegoś nieszczęścia – zaleca Sebastian Wojcieszko.

Głos pacjentki

 Podczas naszej wizyty w gabinecie Fizjoarms zastaliśmy panią Annę.

 - Korzystam z usług tego gabinetu i jestem bardzo zadowolona. Dowiedziałam się o nim od znajomych. Wcześniej nie wiedziałam, że ten gabinet tu funkcjonuje. Jestem już drugi raz na terapii. Już po pierwszej bardzo dobrze się czułam i miałam dwa miesiące przerwy. Teraz to powtórzyłam, bo w tym przypadku trzeba zachować pewną regularność. Cierpię na bóle kręgosłupa i kolan. Jestem już po akupunkturze, akupresurze i masażach. Wcześniejsze dolegliwości ustąpiły. Oczywiście zrobię sobie krótką przerwę, ale nadal będę korzystać z tych zabiegów i będę je polecała innym moim znajomym. Poza tym pan Sebastian jest bardzo miłym fizjoterapeutą, który wkłada mnóstwo serca w to co robi – przekonuje pani Anna.

Owocna współpraca

Sebastiana Wojcieszko wspierają w gabinecie młodzi współpracownicy. Wśród nich jest Karolina Wandzel, studentka III roku fizjoterapii na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu.  

 - Współpracuję z Sebastianem w jego gabinecie już około pół roku. Dotychczas bliższa mi była branża beauty, bowiem zajmuję się przede wszystkim masażem Kobido, pinezkowaniem twarzy i masażem, ale w trakcie praktyk studenckich, jakie odbywam w Fizjoarms, Sebastian uczy mnie naprawdę wielu technik, żeby pomóc pacjentom w walce z bólem - wyjaśnia Karolina.

 Karolinie chodzi o to, aby ten wachlarz swoich umiejętności maksymalnie poszerzyć, ponieważ nabyta podczas praktyk wiedza, niewątpliwie przyda jej się w niedalekiej przyszłości.

Karolina Wandzel - studentka III roku fizjoterapii na Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu 

 - Myślę, że beauty będzie tylko dodatkiem, a większy nacisk położę na pracę z pacjentami. Fizjoterapia, pomaganie ludziom w leczeniu bólu, bardziej mi się podoba niż sama praca nad wyglądem. Chcę pomagać ludziom jak tylko potrafię. To, że wybrałam taki kierunek studiów, jest wielką zasługą Sebastiana, bo początkowo miałam iść na weterynarię. Gdy poznałam Sebastiana na moich pierwszych praktykach studenckich, zainteresowało mnie bardzo to, co on robi. Tak naprawdę dopiero po pierwszych praktykach poczułam, że to jest naprawdę coś dla mnie. Dlatego też postanowiłam zostać na fizjoterapii i kontynuować naukę na tym kierunku – wyjaśnia studentka.

 Karolina liczy na to, że w przyszłości będzie mogła kontynuować współpracę z Fizjoarms. Tym bardziej, że Sebastian Wojcieszko nie ukrywa, że jest na to duża szansa, gdyż bardzo chwali sobie zaangażowanie i umiejętności Karoliny.

 - Jeśli szef pozwoli, to naprawdę chciałabym tu zostać. Widzę ogromny potencjał w tym, co Sebastian potrafi i czego może mnie nauczyć. Gdy obserwuję cały wachlarz technik, jakie stosuje on w fizjoterapii, to jestem zafascynowana jego umiejętnościami i podejściem do pacjenta. Ta wiedza daje ogromne możliwości. Na każdym kursie zadziwia mnie to, jak na różne sposoby można podejść do pacjenta, by skutecznie mu pomóc. Na pewno fizjoterapia to jest to. Niebawem, bo w październiku zacznę zajęcia na trzecim roku, a teraz mam jeszcze wakacje, które wykorzystuję na praktyki. Oczywiście w trakcie roku akademickiego chciałabym tutaj pracować w każdy weekend, ponieważ będę wracać do domu. Jestem bowiem mieszkanką Kędzierzyna-Koźla i bardzo się cieszę, że Fizjoarms działa właśnie w moim rodzinnym mieście – kończy Karolina. 

Sebastian Wojcieszko oraz Filip Ściański - również student fizjoterapii

Drugim współpracownikiem jest Filip Ściański, również student fizjoterapii.

- Moje pierwsze doświadczenia z fizjoterapią wynikały z zamiłowania do aktywności fizycznej i gry w piłkę nożną. To właśnie wtedy po raz pierwszy dostrzegłem, jak wielkie znaczenie ma zrozumienie mechaniki ludzkiego ciała, profilaktyka oraz świadomy powrót do pełnej sprawności. Z czasem zrozumiałem, że te same zasady dbania o aparat ruchu dotyczą każdego z nas – niezależnie od wieku czy trybu życia. Chęć pomagania ludziom w pokonywaniu ograniczeń ruchowych i poprawie komfortu codziennego funkcjonowania stała się dla mnie główną motywacją - wyjaśnia Filip Ściański. 

Jak przekonuje, wybór studiów był dla niego świadomą decyzją, gdyż chciał wykonywać zawód, który niesie realną pomoc i poprawia jakość codziennego życia. 

- Każdy krok w stronę większej sprawności, poprawy komfortu czy możliwość powrotu do ulubionych zajęć bez ograniczeń to dla mnie największa satysfakcja. Obecnie rozwijam swoje umiejętności w praktyce – współpracuję z Sebastianem w gabinecie, pomagając mu w codziennej pracy oraz zdobywając doświadczenie w kontakcie z osobami korzystającymi z usług gabinetu. Praca w gabinecie pokazała mi fizjoterapię z zupełnie nowej, jeszcze szerszej perspektywy. Jestem bardzo ambitny, staram się ciągle rozwijać oraz zdobywać nową wiedzę, aby w przyszłości podnosić jakość swoich usług i działać jak najbardziej skutecznie oraz bezpiecznie – dodaje Filip. 

W swojej codziennej pracy najchętniej sięga on po techniki manualne. Praca własnymi dłońmi pozwala mu bowiem lepiej poznać reakcje tkanek, pracować nad ich napięciem i przygotować ciało do dalszego postępowania. 

- Jest to dla mnie doskonały punkt wyjścia do dalszego rozwoju i zdobywania doświadczenia. Jednocześnie jestem ogromnym zwolennikiem terapii ruchem, bo to właśnie odpowiednio dobrana aktywność może przynosić trwałe i bardzo dobre rezultaty. Połączenie pracy manualnej z indywidualnie dobranym ruchem pozwala nie tylko poprawiać bieżące funkcjonowanie, ale przede wszystkim wzmacniać ciało i kształtować prawidłowe nawyki ruchowe, co w przyszłości może przełożyć się na większy komfort i jakość codziennego życia – kończy Filip Ściański.

Jak się skontaktować?

Oczywiście z Sebastianem Wojcieszko można się skontaktować telefonicznie, czy też za pośrednictwem poczty elektronicznej. Swoją działalność prezentuje też w mediach społecznościowych.

 - Jestem aktywny przede wszystkim na Facebooku i na Instagramie, ale już wkrótce Fizjoarms będzie też można znaleźć na Booksy. Otóż Booksy to darmowa aplikacja do rezerwacji, dzięki której z łatwością znajdziecie wolny termin i wygodnie umówicie się na wizytę – dodaje Sebastian Wojcieszko.

 Podajemy kontakt telefoniczny: 608 834 433 oraz adres mailowy: f[email protected]


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: bhw Treść komentarza: Ok Mastrichit niech żyje a Kędzierzyn-Koźle niech upada Data dodania komentarza: 25.09.2026, 17:04 Źródło komentarza: "Andre Rieu. Niech żyje Maastricht!" w Helios na Scenie Autor komentarza: J.. Treść komentarza: Platforma Obywatelska straci władzę po następnych wyborach. Gdzie likwidacja abonamentu? Data dodania komentarza: 25.09.2026, 16:46 Źródło komentarza: Ceny paliw w Kędzierzynie-Koźlu przekroczyły psychologiczną barierę. Taniej raczej nie będzie Autor komentarza: Tomek iAla Treść komentarza: Donald Tusk nie pracuje tylko w mediach bryluje, nie lubi programów ochronnych dla Polaków Data dodania komentarza: 25.09.2026, 16:43 Źródło komentarza: Ceny paliw w Kędzierzynie-Koźlu przekroczyły psychologiczną barierę. Taniej raczej nie będzie Autor komentarza: suweren Treść komentarza: Jeżeli chodzi o mapę - jest też błąd w nazwie Niewiesze. Sami zobaczcie jaki... Data dodania komentarza: 25.09.2026, 14:30 Źródło komentarza: Czy jeden człowiek może zmienić świat? Oni śpiewają i wierzą, że tak. VIDEO Autor komentarza: Maniek synek Mariana Treść komentarza: Ty lepiej porównaj ile oni wtedy płacili a ile my teraz musimy płacić. Tu masz dopiero niewolnictwo, ale mało kto sobie z tego zdaje sprawę. Lepiej o swoim losie nie gadać 😊 Data dodania komentarza: 25.09.2026, 13:27 Źródło komentarza: Tak nazywali się niektórzy mieszkańcy Reńskiej Wsi 500 lat temu Autor komentarza: mati Treść komentarza: Dużo było tych importowanych "powstańców śląskich",którzy Sląsk zobaczyli po raz pierwszy w 1921r. Data dodania komentarza: 25.09.2026, 12:38 Źródło komentarza: 23 kilometry śladem powstańców. Patriotyczny Kędzierzyn-Koźle dotarł na Górę św. Anny. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna