niedziela, 27 września 2026 19:52
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Zaczarowany ogród powstał w Kędzierzynie-Koźlu. GARDEO rośnie razem z ludźmi, którzy tu zaglądają

Jeszcze kilka lat temu wielu mieszkańców Kędzierzyna-Koźla nie wiedziało, że w Miejscu Kłodnickim powstała szkółka bylin i traw ozdobnych. Dziś przyjeżdżają tu całe rodziny a klienci wracają kilka razy w roku. Na organizowane przez Patrycję i Pawła Kurzajów wydarzenia zaglądają goście nie tylko z miasta, ale również z okolicznych powiatów a nawet spoza województwa.
  • Źródło: Promocja
Zaczarowany ogród powstał w Kędzierzynie-Koźlu. GARDEO rośnie razem z ludźmi, którzy tu zaglądają
Patrycja i Paweł Kurzaj, właściciele GARDEO, przed bramą do „zaczarowanego ogrodu”, która była jedną z nowych atrakcji tegorocznej jesiennej edycji wydarzenia.

I choć rośliny wciąż są tutaj najważniejsze, wokół nich przez kilka lat powstało coś znacznie większego.

Historia GARDEO rozpoczęła się w 2019 roku. Patrycja i Paweł Kurzajowie zaczynali praktycznie od zera. Pierwsza szkółka powstała w Zakrzowie. Z czasem pojawiały się kolejne tunele, nowe odmiany i coraz większa produkcja. Wraz z rozwojem działalności gospodarstwo przeniosło się do Miejsca Kłodnickiego przy ulicy Szpaków.

Dziś szkółka zajmuje około 1,5 hektara. Jest tu dziesięć tuneli, kontenerownia i całe zaplecze potrzebne do profesjonalnej produkcji szkółkarskiej. W ofercie znajduje się około 300 odmian bylin i około 100 odmian traw ozdobnych. Rośliny trafiają zarówno do klientów indywidualnych, jak i odbiorców hurtowych, a coraz większe znaczenie ma również sprzedaż internetowa.

- Jesteśmy szkółką, która produkuje własne rośliny. Nie jest tak, że kupujemy je od kogoś i tylko sprzedajemy. Produkujemy je sami - podkreśla Patrycja Kurzaj. I właśnie produkcja pozostaje fundamentem GARDEO. Wszystko, co w ostatnich latach zaczęło powstawać wokół niej, ma ten fundament uzupełniać.

Jesień wśród traw, wrzosów i dyni

W sobotę, 26 września, podczas Festiwalu Traw i Kwiatów Jesieni można było nie tylko kupić rośliny. Były warsztaty, spacery po produkcyjnej części szkółki, lokalni wystawcy, atrakcje dla dzieci, ognisko, przy którym pieczono ziemniaki i jabłka, oraz strefa, w której – zgodnie z zamysłem gospodarzy – najważniejsze było jedno: na chwilę przestać się spieszyć.

Jesień pokazała w Miejscu Kłodnickim swoją najbardziej kolorową stronę. Jeszcze dzień wcześniej prognozy nie były najlepsze, ale ostatecznie nad Kędzierzynem-Koźlem pojawiło się słońce. Pomiędzy trawami, wrzosami, dyniami i jesiennymi dekoracjami od rana krążyli kolejni goście. Tego dnia na ulicę Szpaków przyjechały setki osób.

Wśród odwiedzających po raz pierwszy oficjalnie pojawił się także przedstawiciel Urzędu Miasta. Dla Patrycji i Pawła Kurzajów była to okazja, by pokazać z bliska miejsce, które od kilku lat konsekwentnie rozwijają - nie tylko jako szkółkę, ale również przestrzeń spotkań, edukacji i wypoczynku blisko natury. Właściciele GARDEO chcieliby przy kolejnych edycjach wydarzeń zaprosić do współpracy również miasto i powiat.

Jest więcej, coraz ładniej i coraz lepiej

Program Festiwalu Traw i Kwiatów Jesieni był rozbudowany. Można było wziąć udział w warsztatach tworzenia jesiennych wianków, wybrać się z Pawłem Kurzajem na spacer po matecznikach i uprawach traw, ćwiczyć jogę pod lasem, skorzystać z animacji dla dzieci i przejażdżek konnych albo odwiedzić stoiska lokalnych wystawców. Ale osoby, które zaglądają tutaj regularnie, zwracały uwagę przede wszystkim na to, jak bardzo miejsce zmienia się z wydarzenia na wydarzenie.

Magdalena z Koźla przyjechała razem z babcią Barbarą. Nie był to ich pierwszy raz w GARDEO.

- Jestem prawie na każdym wydarzeniu, od kiedy się zaczęły, wiosną i jesienią. Widzę, jak to wszystko się rozwija i rośnie. Jestem pozytywnie zaskoczona i zadowolona, bo zawsze jest więcej, coraz ładniej i coraz lepiej. Także super - mówiła Magdalena.

Podobnie mówiła Jola, która razem z mężem Krystianem regularnie przyjeżdża tu z Kędzierzyna-Koźla. Mają rodzinny ogródek działkowy w ROD „Zacisze” na osiedlu Blachownia i od kilku lat właśnie tutaj szukają kolejnych roślin. Głównie z myślą o wnukach, które do nich zaglądają.

- Co roku jest tu coś nowego, coś ciekawego. Z przyjemnością tu przyjeżdżam - przyznała Jola.

Na festiwalu połączyli przyjemne z pożytecznym. Do ich ogrodu trafiły kolejne rośliny, a oni sami mogli spędzić dzień wśród zieleni. - Szkółka się rozwija, właściciele starają się coraz bardziej i jest coraz więcej ludzi - podkreślali.

Lidia z Januszkowic tego dnia wybrała wrzosy, trawy i kwiaty. - Jest w czym wybierać i co roku jest coraz więcej roślin - mówiła. Po trawy przyjechały również Lucyna i Marzena. Jedna ma ogród, druga działkę rekreacyjną.

- Chętnie tu przyjeżdżamy. Jest duży wybór. Bardzo fajne rośliny, przyjmują się, nie ma z nimi problemu, także godne polecenia - mówiła Lucyna. - Dzisiaj nastawiłyśmy się na trawy. Obie podkreślały, że wydarzenia organizowane w GARDEO trzymają wysoki poziom. Takich opinii tego dnia było więcej. I chyba najlepiej pokazują one, że wydarzenia organizowane przez Patrycję i Pawła przestały być wyłącznie okazją do kupienia roślin. Dla części gości stały się miejscem, do którego zwyczajnie chce się wracać.

Pierwszy raz i od razu deklaracja powrotu

Oliwia Tchurzewska z Kędzierzyna-Koźla przyjechała z partnerem i dwiema córkami. GARDEO odwiedzili po raz pierwszy.

- Bardzo mi się podoba. Uważam, że jest bardzo dobrze zorganizowana przestrzeń, są fajne atrakcje dla dzieci. Wiadomo, rośliny są ciekawe i można tutaj znaleźć coś zarówno do zielonych kącików w domu, jak i na działkę czy do ogrodu. Pierwszy raz tutaj jestem i na pewno wrócę. Miejsce warte polecenia - przyznała.

Pierwszy raz przyjechała również Aleksandra Kordek ze swoją rodziną – córką Alicją i jej synem Nikodem.

- Nawet nie wiedziałam, że takie miejsce tutaj jest - przyznała Alicja, która o wydarzeniu dowiedziała się z internetu.

Po zakupach kierunek był już ustalony. - Podążamy do strefy relaksu, bo tam drugi wnuczek już się relaksuje. Kupiłyśmy wrzosy, bo są na czasie. Znalazłam też roślinę na skalniak - opowiadała pani Aleksandra.

Z kolei Małgorzata przyjechała z Leśnicy. Sama była w GARDEO po raz drugi, ale tym razem zabrała ze sobą koleżanki.

- Przyjechałam po roślinki. Mam do zagospodarowania rabatę, więc coś sobie wyszukałam. Bardzo fajne wydarzenie. Dużo się dzieje, dużo fajnych wystawców. Świetna organizacja. Polecam - mówiła.

Byli też najmłodsi ogrodnicy. Dziewięcioletni chłopiec, który przyjechał z babcią Ewą, chętnie opowiadał o tym, co sam już wysiewa. - Ostatnio posiałem rzeżuchę, koper, buraczki, marchewkę, pietruszkę, szczypiorek i fasolkę - wyliczał.

W GARDEO był po raz pierwszy. Rośliny roślinami, ale w jego przypadku równie ważna okazała się strefa relaksu, pieczony ziemniak i dmuchańce.

Przychodzą tutaj po poradę

Jest jednak jeszcze jeden powód, dla którego klienci wracają. To wiedza. Pani Agnieszka pamięta GARDEO od początku.

- Zawsze super. Od początku powstania GARDEO jestem tu stałą klientką - mówiła.

Jej ogród nie jest duży, ale - jak zaznacza - ma wymagające, mocno piaszczyste podłoże. Dlatego sam wygląd rośliny to dla niej za mało.

- Tutaj super doradzają i naprawdę jest bardzo fajna obsługa. A rośliny zawsze są w idealnej kondycji. Kupuję trawy kwitnące, lawendy, teraz wrzosy. Przychodzę tutaj właśnie po poradę, bo dobrze wiedzą, jakie mamy tutaj stanowiska i co warto sadzić - podkreślała.

To ważne również dla Pawła Kurzaja. Jeśli Patrycja widzi w szkółce coraz większą przestrzeń dla ludzi, jego światem pozostają przede wszystkim rośliny. To pasja, wiedza szkółkarska, wyszukiwanie nowych odmian i obserwowanie, jak radzą sobie w różnych warunkach. To także rozwój samej produkcji i szukanie takich roślin, które odpowiadają na realne problemy właścicieli ogrodów.

Podczas festiwalu Paweł oprowadzał gości po matecznikach i produkcyjnej części szkółki. Jak mówi, nie chodziło tylko o pokazanie rzadkich czy efektownych odmian. - Głównie chodziło mi o to, żeby rozwiązać problemy naszych klientów. Zależało mi na tym, żeby trafić w sedno tego, co ich nurtuje na co dzień - tłumaczył.

Rozmowy dotyczyły więc nie tylko tego, która roślina jest najładniejsza. Było o glebie, nasłonecznieniu, wilgotności, cięciu, przesadzaniu i podlewaniu. - Najczęstszy problem jest taki: „u was to rośnie, a u mnie nie rośnie”. I najczęściej okazuje się, że roślina jest źle dobrana do stanowiska. Ma za dużo cienia albo niewłaściwą glebę. To są największe problemy - mówił Paweł.

Do tego dochodzą błędy pielęgnacyjne. - Coś zostało za szybko przycięte, w nieodpowiednim okresie przesadzone albo źle podlewane. Teraz często stosuje się systemy nawadniania i cały ogród podlewany jest równo, a przecież nie wszystkie rośliny potrzebują takiej samej wilgotności - wyjaśniał. Inny częsty problem? Ogród efektowny w maju i czerwcu, który później traci kolory.

- Ludzie mówią, że ogród kwitnie im tylko do połowy roku, a później jest pusto. Teraz przychodzi jesień i już nic się nie dzieje. Chodzi więc o to, żeby odpowiednio dobrać rośliny kwitnące w różnych okresach - mówił właściciel szkółki.

Jesień należy do traw

A co właściwie króluje teraz w ogrodach? Paweł Kurzaj nie ma wątpliwości. - Jesień to generalnie czas traw. Najbardziej królują właśnie trawy ozdobne - zaznacza. Przez lata niepodzielnie dominowały miskanty. Nadal są bardzo popularne, jednak klienci coraz częściej szukają czegoś innego.

- Trend troszeczkę się zmienia. Głównie zawsze były miskanty, ale widać zmianę w stronę innych gatunków, trochę mniejszych, typu palczatki czy trzęślice. Miskantów jest już bardzo, bardzo dużo - zarówno odmian, jak i samych roślin w ogrodach. Dlatego ludzie zaczynają szukać czegoś innego - tłumaczy.

Wciąż dobrze trzymają się klasyki: astry, jeżówki czy lawendy. Jesienią uwagę przyciągają również rozchodniki.

- Rozchodnik jest teraz dość dużym hitem. Przede wszystkim jest mało wymagający, radzi sobie na suchych, słonecznych stanowiskach, a do tego jest bardzo atrakcyjny - opowiada Paweł.

Do tego dochodzą perowskie, barbule czy kolejne odmiany traw, które właśnie pod koniec sezonu pokazują swoje największe atuty. I jesień ma pod tym względem przewagę nad wiosną. Kupujący widzi roślinę niemal taką, jak będzie prezentowała się w ogrodzie.

- Wiosną ludzie po zimie są żądni kwiatów, bo wszystko budzi się do życia. Ale wtedy często kupujemy prawie pustą doniczkę - coś dopiero zaczyna rosnąć i nie każdy potrafi sobie wyobrazić, jak ta roślina będzie wyglądała finalnie. Jesienią już to widzimy - zauważa Paweł. Jesienne sadzenie ma również drugi wymiar. - Ludzie myślą już bardziej przyszłościowo: posadzę teraz, dobrze się przyjmie i w przyszłym roku będę miał ładnie - dodaje.

Kiedyś kwiaty uzupełniały krzewy. Dziś jest odwrotnie

Zmienia się nie tylko moda na konkretne gatunki. Przez ostatnie lata zmieniła się sama filozofia urządzania ogrodów.

- Kiedyś kwiaty były uzupełnieniem krzewów, a teraz tak naprawdę to krzewy uzupełniają te piękne rabaty bylinowo-trawiaste - zauważa Patrycja Kurzaj.

To bardzo duża zmiana. Jeszcze stosunkowo niedawno polskie ogrody opierały się przede wszystkim na krzewach i iglakach. Dziś coraz częściej mają być zmienne: inne w maju, inne w lipcu, inne we wrześniu i październiku. Trawy pracują na wietrze, byliny zmieniają kolory, jedne gatunki przekwitają, gdy inne dopiero zaczynają swój spektakl.

Skąd właściciele szkółki wiedzą, w którą stronę pójdzie rynek?

- Głównie są to międzynarodowe targi ogrodnicze, takie jak Zieleń to Życie czy Chelsea Flower Show - mówi Patrycja.

Ale zaraz dodaje drugi element, mniej książkowy.

- Muszę powiedzieć, że bardzo ważna jest też intuicja mojego męża, który po prostu pasjonuje się roślinami i wybiera także to, co jemu się podoba. Stąd też bierze się nasz asortyment.

Czasami trzeba wyprzedzić klientów. Właściciele zauważyli, że niektóre trendy trafiają do naszego kraju nieco później. Dlatego zdarza się, że zaczynają produkować daną roślinę, zanim pojawi się na nią większy popyt.

- Rośliny, które zaczęliśmy produkować rok, dwa czy trzy lata temu, bo uważaliśmy, że będą dobrym rozwiązaniem do ogrodów, teraz rzeczywiście zyskują na popularności. Ten trend przychodzi do nas czasem z lekkim opóźnieniem, ale przychodzi - mówią.

W tym roku jedną z takich „perełek” jest palczatka Chameleon, efektownie przebarwiająca się wraz z końcem sezonu. W ofercie pojawił się także miskant Lady in Red.

- To jedna z najbardziej czerwonych traw na rynku - opowiada Patrycja, wskazując, że właśnie takich nowości starają się szukać co roku.

Dwa spojrzenia na jedno GARDEO

Rośliny i produkcja to domena Pawła. Patrycja z czasem zaczęła jednak dostrzegać w rozwijającym się gospodarstwie jeszcze inną możliwość.

- W pewnym momencie pomyślałam, że skoro mamy tutaj tyle zieleni, las, rośliny i przestrzeń, szkoda byłoby wykorzystywać to wszystko wyłącznie do produkcji i sprzedaży. Zaczęłam zastanawiać się, jak otworzyć to miejsce bardziej na ludzi i pozwolić im naprawdę doświadczać natury - opowiada.

Tak zaczęły pojawiać się elementy, które stali goście GARDEO dobrze już znają: leśna strefa relaksu, ścieżka sensoryczna, miejsca odpoczynku i naturalne przestrzenie dla dzieci. Do tego doszła joga wśród zieleni, warsztaty florystyczne, ogrodnicze i edukacyjne.

To również Patrycja w dużej mierze odpowiada za sposób aranżowania terenu podczas kolejnych imprez i tworzenie programu, który sprawia, że wizyta w szkółce nie sprowadza się do wybrania doniczki, zapłacenia i odjazdu.

Nie chodzi jednak wyłącznie o kolejne atrakcje. Za tym pomysłem stoi przekonanie, że miejsce związane z roślinami może pomóc ludziom odzyskać kontakt z czymś, co jeszcze nie tak dawno było naturalną częścią codzienności.

Tutaj atrakcją ma być natura

Szczególne miejsce w tych planach zajmują dzieci. Patrycja i Paweł sami są młodymi rodzicami i chcą, aby najmłodsi mogli poznawać naturę nie przez ekran czy gotową zabawkę, lecz własnymi zmysłami.

- Bardzo zależy mi na naturalnej sensoryce. Na tym, żeby dziecko mogło dotknąć ziemi, przejść po szyszkach czy trawie, poczuć zapach mięty albo lawendy, pobawić się wodą, drewnem i piaskiem. Nie chcę tworzyć kolejnego miejsca pełnego gotowych, plastikowych atrakcji. Tutaj atrakcją ma być przede wszystkim natura - tłumaczy Patrycja.

Dlatego GARDEO rozwija także ofertę zajęć dla przedszkoli i szkół. Dzieci mogą zobaczyć prawdziwą szkółkę „od kuchni”: poznać budowę rośliny i jej cykl życia, zobaczyć profesjonalną produkcję oraz doniczkowanie, spacerować pomiędzy uprawami i poznawać rośliny poprzez dotyk, zapach i inne zmysły. Na zakończenie mogą wcielić się w rolę małych ogrodników i samodzielnie posadzić własną roślinę.

Chodzi o to, aby nie była to zwykła lekcja przyrody przeniesiona ze szkolnej ławki do szkółki, ale prawdziwe doświadczenie: zobaczyć, dotknąć, powąchać i zrobić coś własnymi rękami.

Nie tylko szkółka

Właśnie dlatego rośliny, choć pozostają sercem GARDEO, są tylko jedną częścią tego miejsca.

- Choć na pierwszy rzut oka jesteśmy szkółką roślin, GARDEO to coś więcej niż tylko produkcja bylin i traw ozdobnych. Od kilku lat rozwijamy tutaj przestrzeń, która ma zachęcać do zwolnienia tempa, odpoczynku i bliższego kontaktu z naturą - tłumaczą właściciele.

Założenie jest proste. W świecie telefonów, komputerów, powiadomień i niekończących się list rzeczy do zrobienia łatwo zapomnieć, że czasami wystarczy zwykły spacer, cień drzew, odgłosy ptaków czy zapach roślin.

Patrycja i Paweł mówią przy tym o uważności, kąpielach leśnych i hortiterapii. Uważność ma oznaczać świadome zatrzymanie się i skupienie na tym, co dzieje się tu i teraz. Kąpiel leśna nie ma nic wspólnego z wodą - chodzi o spokojne przebywanie wśród drzew i uruchomienie zmysłów. Hortiterapia z kolei wykorzystuje dobroczynny wpływ roślin i ogrodu na samopoczucie.

Wokół tych idei powstają leśna strefa relaksu, ścieżka sensoryczna oraz przestrzenie edukacyjne dla dzieci i dorosłych.

- Nie trzeba się spieszyć. Zachęcamy, żeby zatrzymać się na chwilę, usiąść w cieniu drzew, posłuchać śpiewu ptaków, poczuć zapach roślin i po prostu pobyć bliżej natury - zachęcają gospodarze.

I właśnie strefa relaksu podczas jesiennego wydarzenia zrobiła na gościach duże wrażenie.

Brama do zaczarowanego ogrodu

W tym roku pojawiły się w niej nowe dekoracje i specjalnie przygotowane miejsca do zdjęć. Najbardziej charakterystyczna była brama z drzwiami prowadząca symbolicznie do „zaczarowanego ogrodu”. Patrycja przyznaje, że stworzenie tych scenek pochłonęło sporo pracy.

- Specjalnie sprowadziliśmy drzwi i zrobiliśmy bramę do naszego zaczarowanego ogrodu. Stworzenie tych kompozycji było chyba najbardziej wymagające - opowiadała.

Skąd bierze inspiracje? - To się akurat rodzi w mojej głowie. Nie wiem, tak mi to jakoś przychodzi - śmieje się.

Ale za efektem, który później oglądają goście, stoją miesiące pracy. Pierwsze rozmowy zaczynają się już zimą. Wtedy ustalani są wystawcy, gastronomia i ogólny charakter wydarzenia. Około miesiąca wcześniej rozpoczynają się przygotowania praktyczne. - W tym dniu wszyscy klienci mogą wejść na całą naszą szkółkę. Musimy więc zadbać o każdy szczegół, wszystko wypielić, żeby po prostu cieszyło oko - tłumaczy Patrycja.

Ostatnie dwa tygodnie przed imprezą to już intensywna praca. - Często jeszcze dzień wcześniej pojawia się jakiś pomysł: „a może zróbmy jeszcze to?”. To jest trochę taki żywy organizm - mówi.

Paweł dodaje, że tym razem zadania dodatkowo komplikowała aura. - Przygotowania wyglądały ciężko, przede wszystkim ze względu na pogodę, bo zrobiło się już naprawdę jesiennie. Na szczęście dzięki zgranemu zespołowi daliśmy radę - mówił.

Za GARDEO stoi cały zespół

Bo choć kierunek rozwoju wyznaczają Patrycja i Paweł, dzisiejsza skala gospodarstwa oznacza, że GARDEO już dawno przestało być miejscem, które mogłyby prowadzić tylko dwie osoby.

Za codzienną produkcją, pielęgnacją roślin, przygotowywaniem zamówień, sprzedażą, utrzymaniem terenu i organizacją imprez stoi cały zespół. Wydarzenia takie jak jesienny festiwal szczególnie dobrze pokazują, jak wiele pracy pozostaje później niewidoczne dla odwiedzających.

- My możemy mieć pomysły, ale później ktoś musi pomóc nam je zrealizować. Mamy naprawdę fajny zespół i bez naszych pracowników nie bylibyśmy w stanie ani prowadzić produkcji na taką skalę, ani przygotować całego terenu do wydarzenia - mówi Patrycja.

Wianki z traw, wrzosów i hortensji

Jednym z ważniejszych punktów programu były warsztaty jesiennych wianków prowadzone przez Paulinę Szendzielorz z kwiaciarni Belweder ze Sławięcic.

- Tworzymy jesienne wianki na drzwi. Uczestnicy mają naprawdę duży wybór materiału florystycznego. Jest bardzo dużo traw przygotowanych przez GARDEO, ja przywiozłam też swoje dodatki, między innymi kolorowe gipsówki, więc te wianki wychodzą bardzo barwne - opowiadała.

Tego dnia odbyły się dwie tury warsztatów. Czy zrobienie własnego wianka jest trudne? - Jest sporo osób, które robią go pierwszy raz. Po warsztatach mówią, że są bardzo zadowolone, więc myślę, że nie jest to takie trudne - odpowiadała Paulina.

Jesień daje florystom ogromny wybór materiału. - Używamy dużo wrzosów i hortensji. To po prostu wianki zrobione z typowo sezonowych roślin - dodała właścicielka kwiaciarni.

Dzieci z kotkami na twarzach

Podczas gdy jedni wybierali rośliny albo tworzyli wianki, najmłodsi mieli własny program. Justyna Pasja, animatorka, była na wydarzeniu w GARDEO już po raz czwarty.

- Przygotowania są tutaj zawsze na najwyższym poziomie. Wszystko jest tak zorganizowane, że aż chce się przyjeżdżać kolejny raz. Dzisiaj głównie malujemy buźki, robimy tatuaże, są gry i zabawy, a później jeszcze popuszczamy bańki z dziećmi - opowiadała.

Tego dnia na dziecięcych twarzach szczególnie często pojawiały się kotki. - Jest coraz lepiej. Byłam tutaj ostatnio latem i teraz to jest jeszcze wyższy poziom - oceniła Justyna.

Byli też lokalni wystawcy. - Na tym wydarzeniu jesteśmy pierwszy raz. Zostaliśmy zaproszeni i bardzo się z tego cieszymy. Tu jest bardzo ładnie – mówiła pani Agnieszka z Koła Gospodyń Wiejskich ze Starego Ujazdu.

Do GARDEO przywiozła między innymi ciasta, zupę dyniową, dżem dyniowy i regionalne wyroby. Rano dodatkowo wzięła udział w warsztatach plecenia wianków.

Rolnictwo może wyglądać również tak

Historia gospodarstwa została w tym roku zauważona również w plebiscycie „Rolnik Roku 2026”, w którym nominowany został Paweł Kurzaj. Dla właścicieli sama nominacja ma znaczenie nie tylko jako wyróżnienie. Pokazuje też mniej oczywiste oblicze współczesnego gospodarstwa rolnego.

- Cieszymy się z tej nominacji nie tylko ze względu na Pawła. Fajne jest również to, że w takim plebiscycie znalazło się miejsce dla gospodarstwa takiego jak nasze. Rolnictwo nie zawsze musi oznaczać setki hektarów zbóż, hodowlę zwierząt czy wielkie maszyny. U nas na stosunkowo niewielkiej powierzchni i słabej jakości glebie prowadzimy intensywną, specjalistyczną produkcję setek odmian roślin. To również jest rolnictwo, tylko w innym wydaniu - podkreśla Patrycja.

Wkładają w to całe serce

Kiedy pytamy Patrycję Kurzaj, dlaczego z wydarzenia na wydarzenie przybywa gości, nie mówi o jednej marketingowej recepturze.

- Wkładamy w to całe swoje serce. Mamy bardzo fajną ekipę. Każdy ma jakieś swoje pomysły. Słuchamy też ludzi, bo często właśnie od nich pojawiają się kolejne pomysły - odpowiada. Cel? - Staramy się stworzyć takie miejsce, żeby każdy czuł się tutaj po prostu jak u siebie w domu – opowiada Patrycja i przyznaje, że praca i pasja bardzo mocno się tutaj przenikają.

- Lubimy wyzwania. Cieszymy się, że dzięki temu sami możemy się rozwijać. Jesteśmy takimi osobami, że później żyjemy trochę tą pracą, bo to jest nasza pasja. Czasami jeszcze o piątej rano rodzi się jakiś nowy pomysł. Lubimy to robić. Myślę, że to się czuje - mówi.

I rzeczywiście coś w tym jest, skoro obok osób odwiedzających szkółkę od początku pojawiają się ciągle nowi goście. Patrycja przyznaje, że choć w tej części Kędzierzyna-Koźla działają już od kilku lat, wciąż zdarzają się mieszkańcy miasta, którzy dopiero teraz odkrywają istnienie GARDEO.

Własne rośliny i otwarta produkcja

Podczas wydarzeń goście mogą wejść również do produkcyjnej części gospodarstwa, zobaczyć rośliny na różnych etapach wzrostu i poznać zaplecze, które na co dzień pozostaje mniej widoczne.

To ważny element całego pomysłu. Bo za dekoracjami, warsztatami i strefą relaksu cały czas działa prawdziwa szkółka. Są tunele, sadzonki, doniczkowanie, podlewanie, pielęgnacja, zamówienia i setki odmian, które trzeba wyprodukować w odpowiedniej ilości i jakości.

– Wydaje mi się, że jest to takie wyjątkowe miejsce na mapie Kędzierzyna-Koźla, gdzie można przyjść, zrelaksować się, całą rodziną pobawić. Dla każdego coś miłego – mówi Patrycja.

Najpierw dobrze poukładać to, co już powstało

Jesienny festiwal nie oznacza końca sezonu. Przed GARDEO jest jeszcze sprzedaż chryzantem, a później drzewek świątecznych. Jednym z ważniejszych kierunków pozostaje też dalszy rozwój sklepu internetowego, aby rośliny produkowane w Miejscu Kłodnickim mogły coraz łatwiej trafiać do klientów z innych części kraju. Równolegle rozpoczyna się już planowanie 2027 roku: produkcji, asortymentu, edukacji i kolejnych wydarzeń.

Po kilku latach bardzo szybkiego rozwoju tym razem jednak coraz częściej zamiast słowa „rozwój” pojawia się inne - „stabilizacja”. - Każde z tych wydarzeń daje nam bardzo dużo wniosków. Po każdym mamy inne odczucia i dostajemy inny feedback od klientów. Dzięki temu już myślimy przyszłościowo: co przygotować, w jaki sposób, może w jakim terminie – mówi Paweł. Ale zaznacza też, że przychodzi czas, kiedy trzeba dobrze poukładać to, co już zostało stworzone.

- Cały czas myślimy o rozwoju, ale przychodzi też taki moment, że trzeba pewne rzeczy ustabilizować i ugruntować to, co już jest, żeby później można było iść dalej. To, co widać z zewnątrz - rozwój, przygotowanie, nowe atrakcje - jest fajne, ale za tym stoi całe zaplecze techniczne i finansowe. Trzeba wszystko pogodzić tak, żeby nie zawieść oczekiwań klientów - podkreśla.

Być może właśnie w tym zdaniu najlepiej mieści się dzisiejsza historia GARDEO.

Z jednej strony jest to miejsce bardzo konkretne: 1,5 hektara gospodarstwa, dziesięć tuneli, setki odmian bylin i traw, ziemia, doniczki, podlewanie, zamówienia, sprzedaż i codzienna praca całego zespołu. Z drugiej - brama do „zaczarowanego ogrodu”, dzieci biegające pomiędzy drzewami, ścieżka sensoryczna, ludzie uczący się robić wianki, klienci pytający, dlaczego jedna roślina rośnie, a druga nie, i stali goście, którzy wracają co kilka miesięcy, żeby sprawdzić, co znowu się zmieniło.

Szkółkarstwo pozostaje sercem GARDEO. Ale wokół niego wyrosło miejsce łączące produkcję roślin, wiedzę, edukację i kontakt człowieka z naturą.

Kiedyś do szkółki przyjeżdżało się przede wszystkim po roślinę. Tutaj coraz częściej przyjeżdża się również po pomysł, poradę, spacer albo zwykłą chwilę spokoju. I może właśnie dlatego zdanie powtarzane tego dnia przez kolejnych odwiedzających brzmiało tak podobnie: co roku jest tu coś nowego, coraz ładniej i coraz lepiej.

Zobaczcie jak wyglądała letnia edycja wydarzenia:



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: :( Treść komentarza: Ich wina bo przegrali na własne życzenie. Teraz PiS to jest partia dla masochistów Data dodania komentarza: 27.09.2026, 17:33 Źródło komentarza: Ceny paliw w Kędzierzynie-Koźlu przekroczyły psychologiczną barierę. Taniej raczej nie będzie Autor komentarza: :/ Treść komentarza: Kolejny eko oszołom chce pozamykać las dla ludzi. Chwyć się za robotę lepiej. Zacofanie i eko średniowiecze Data dodania komentarza: 27.09.2026, 17:31 Źródło komentarza: List otwarty do Rady Miasta w sprawie Borów Kędzierzyńsko-Kozielskich Autor komentarza: Ll Treść komentarza: Chyba pomyliłeś imię żony w swoim podpisie. Twoja żona ma na imię Kasia🤣. Tomek i Kasia z Cisowej Data dodania komentarza: 27.09.2026, 15:40 Źródło komentarza: Ceny paliw w Kędzierzynie-Koźlu przekroczyły psychologiczną barierę. Taniej raczej nie będzie Autor komentarza: z kk Treść komentarza: Uczcie się chłopaki włoskiego. Trenera trzeba rozumieć Data dodania komentarza: 27.09.2026, 15:02 Źródło komentarza: ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała Ordu SK Baku. Bartosz Zych z tytułem MVP w Krośnie Autor komentarza: dud Treść komentarza: Na pewno to wina PiS-u Data dodania komentarza: 27.09.2026, 14:51 Źródło komentarza: Ceny paliw w Kędzierzynie-Koźlu przekroczyły psychologiczną barierę. Taniej raczej nie będzie Autor komentarza: barded Treść komentarza: A ja jestem Dziadem z Dziada Pradziada.. Data dodania komentarza: 27.09.2026, 14:49 Źródło komentarza: Tak nazywali się niektórzy mieszkańcy Reńskiej Wsi 500 lat temu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna