Mariusz Buchta, ojciec Philipa urodził się i wychował w Kędzierzynie-Koźlu. Warto przypomnieć, że jeszcze jako młody chłopak bronił barw Odry Koźle i należał do grona czołowych zawodników tego klubu. Już jako dorosły pojechał w 2007 roku do Niemiec na rodzinną uroczystość.
- To były urodziny mojej cioci, która pracowała razem z - jak się później okazało - moją przyszłą żoną. Małżonka Agnieszka pochodzi z Lubomi za Raciborzem, a poznałem ją właśnie na wspomnianych wcześniej urodzinach w Niemczech. I tak to wszystko się zaczęło. W 2008 r. wywędrowałem już do niej na stałe i zamieszkaliśmy razem w liczącej 55 tysięcy mieszkańców miejscowości Wetzlar, położonej około 60 kilometrów od Frankfurtu. Owocem naszego związku jest dwóch synów. Jest też córka, ale jeszcze z pierwszego małżeństwa – tłumaczy szczęśliwy ojciec i mąż Mariusz Buchta.
Obaj jego synowie od najmłodszych lat grają w piłkę.
Philip urodził się 22 marca 2009 r. w Wetzlar. W wieku 5 lat zaczął stawiać swoje pierwsze kroki w piłce nożnej. Potem oczywiście się rozwijał, trenował w prywatnej szkółce piłkarskiej. Aż wreszcie został zauważony przez miejscowy klub. Philip najpierw grał w zespole RSV Büblingshausen, natomiast od 1 lipca 2020 r. pozyskał go TSG Wieseck. Gdy nadszedł czas podjęcia kolejnych ważnych decyzji, wybrał najlepiej jak mógł.
Po dobrej rundzie w jego wykonaniu, największy trud w celu ściągnięcia wielkiego talentu o polskich korzeniach do swoich składów, podjęły zwłaszcza dwie drużyny z Bundesligi. Były to FSV Mainz 05 i Eintracht Frankfurt. Dla Philipa, nie była to trudna decyzja, bo już w tamtym czasie był wielkim fanem Frankfurtu, a gra w takim zespole oznaczała rozwój i dawała świetne perspektywy na przyszłość.

Archiwum prywatne
Gwiazdy na wyciągnięcie ręki
Zresztą ciągnęło go do wielkiego świata i od dziecka marzył o zrobieniu wielkiej kariery.
- Pewnego razu, gdy byliśmy na stadionie RB Leipzig, obok przechodzili Angelino, Andre Silva, Yussuf Poulsen i Peter Gulacsi. Oczy były szeroko otwarte - nie kryje Philip.
Od 1 lipca 2022 r. przeszedł więc do młodzieżówki Eintrachtu Frankfurt, gdzie gra do dziś. Zawodnik począwszy od kategorii wiekowej U14 aż do U19 (jego obecny kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2028 roku) pnie się po szczeblach piłkarskiej kariery. Występując na pozycji ofensywnego pomocnika w koszulce uznanej piłkarskiej marki, jaką niewątpliwie jest Eintracht Frankfurt, Philip ma przed sobą wielką przyszłość.
Chłopak często z dumą przegląda swoją książeczkę kariery zawodniczej, którą otrzymał od rodziców na 13. urodziny. W jednym z wywiadów udzielonych niemieckiej prasie Philip zdradził, że mimo bardzo młodego wieku, szybko dojrzał dzięki futbolowi, a jego marzeniem jest zostać zawodowym piłkarzem.
Drużyna z Bundesligi nie tylko zapisywała nowe karty w jego karierze, ale w wyniku tej zmiany życie Philipa nagle się zmieniło, gdyż sport absorbował coraz więcej jego prywatnego czasu.
W dni treningowe, które zazwyczaj odbywały się cztery razy w tygodniu, doba nastolatka z Wetzlar zaczynała się o godzinie 6:30. Szkoła, dom i wyjazd do oddalonego o 60 kilometrów Frankfurtu. W drodze na stadion nastolatek nie marnuje czasu. Podczas godzinnej podróży można się przecież uczyć do szkoły. Kiedy dociera na miejsce, jest godzina 17:00 i rozpoczyna się trening. Philip wraca do Wetzlar po 21:00. Oczywiście w taki dzień nie ma zbyt wiele wolnego czasu, zwłaszcza że w weekendy odbywają się mecze.
Wolne dni poświęca przyjaciołom i rodzinie. Bardzo dojrzale podchodzi do życia jak na swój wiek. Wie, czego chce i co musi oddać w zamian.
- Mam starszych przyjaciół i widzę na co mogę sobie pozwolić, a na co nie. Przykładowo zawsze miałem takie nastawienie, że nie piję i nie palę - nie ukrywa Philip.
Ogromną rolę odgrywa w tym wszystkim jego ojciec, który od lat wspiera młody talent na każdym etapie piłkarskiej kariery, zawożąc syna na mecze, a także poprzez swoją obecność na trybunach oraz dobre rady.
- Z osobistego punktu widzenia tato jest moim wzorem do naśladowania - przyznaje Philip.
Tym samym po RSV Büblinghausen i TSG Wieseck, to Eintracht Frankfurt stał się na dobre kolejnym rozdziałem w życiu tego młodego piłkarza, który otrzymał od losu kolejną szansę.
Gra z orzełkiem na piersi
Gdy rodzice Philipa dowiedzieli się o realizowanym przez PZPN projekcie, zainteresowali się nim. Tarczyński Gramy dla Polski to oficjalny program skautingu zagranicznego Polskiego Związku Piłki Nożnej, który wyszukuje i wspiera młode talenty piłkarskie poza granicami kraju. Jego celem jest „wyławianie”, monitorowanie i wspieranie w rozwoju młodych piłkarzy oraz piłkarek polskiego pochodzenia, urodzonych lub wychowanych za granicą.
- Myśmy zgłosili syna do tego programu. Skauci z Polski przyjeżdżają na konkretny mecz, obserwują zawodnika w danym klubie i tak też było w przypadku Philipa. Przyjechał skaut, gra naszego syna mu się spodobała i zaprosili go na zgrupowanie do Polski. Syn miał wtedy ponad 14 lat i sam poleciał do Polski samolotem - wspomina Mariusz Buchta.
Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, nie obyło się bez logistycznych perypetii, bo kierowca, który miał na niego czekać w Warszawie na lotnisku Chopina, zapomniał kartki z jego nazwiskiem. Tak więc obaj szukali się tam nawzajem.

- Byłem w kontakcie telefonicznym z synem. Powiedziałem mu, żeby po wylądowaniu na lotnisku udał się za ludźmi, którzy wychodząc z samolotu idą po odbiór bagażu. No to Philip wybrał sobie akurat grupę Chińczyków (wszak wielokulturowość w Niemczech jest czymś powszechnym i naturalnym), którzy mieli w Warszawie przesiadkę na zupełnie inny lot. Jako ojciec byłem w strachu, ale wszystko dobrze się skończyło, dzięki wsparciu menadżera drużyny narodowej - relacjonuje Mariusz Buchta. - Za drugim razem też były przygody po przylocie do Warszawy. Mało tego, Philip z Polski leciał potem do Irlandii na dwa mecze kontrolne naszej reprezentacji przeciwko Irlandczykom i oczywiście musiał już później sam wrócić z Wysp Brytyjskich do Niemiec. Nie było łatwo, ale dotarł do domu cały i zdrowy, choć trochę nerwów wtedy straciłem - przyznaje ojciec Philipa.
Zmiana barw narodowych
Jak to w życiu bywa, splot pewnych okoliczności sprawił, że Philip pojawił się na pewien czas w kadrze Niemiec. W tym wieku nie trzeba zbyt wiele, by podjąć spontaniczną decyzję.
- W pewnym momencie odezwała się do nas reprezentacja Niemiec. Postanowiliśmy spróbować i Philip rozegrał pięć spotkań w barwach młodzieżówki RFN. Doszło tam jednak do wymiany selekcjonera, ale nie była to zmiana na lepsze. W pewnym momencie syn powiedział mi, że to nie dla niego i Philip postanowił wrócić do kadry Polski - wspomina Mariusz Buchta. - Nim to jednak nastąpiło w Konsulacie Generalnym RP w Kolonii doszło do spotkania przedstawicieli środowiska piłkarskiego znad Wisły z grupą utalentowanych młodych piłkarzy w Niemczech, którzy chcieliby reprezentować biało-czerwone barwy. Przyleciał też nowy trener, z którym mieliśmy okazję przeprowadzić naprawdę długą i szczerą rozmowę. W jej trakcie przekazaliśmy swoje uwagi co do wcześniejszej przygody Philipa w kadrze Polski. Zagraliśmy w otwarte karty, mówiąc o swoich wątpliwościach. Nowy trener przekonał nas do siebie, deklarując, że wszystko się zmieni. No i muszę przyznać, że faktycznie nastąpiły zmiany na lepsze. W zespole panowała przyjazna atmosfera zarówno między zawodnikami, jak i sztabem trenerskim.
W zeszłym roku Philip ponownie zagrał dla Polski w eliminacjach do mistrzostw Europy. Zabrakło trochę szczęścia, ale są powody do zadowolenia, ponieważ Philip strzelił już dwie bramki dla reprezentacji Polski, grając na pozycji defensywnego pomocnika.

Archiwum prywatne
Podsumowując, Philip Buchta w kadrze Polski U15 zadebiutował w 2023 roku mając 14 lat i 5 miesięcy. Rozegrał w jej składzie trzy spotkania. Następnie, ale już w kadrze Niemiec U16, Philip zadebiutował w 2024 roku mając 15 lat i 6 miesięcy. Rozegrał wtedy 5 spotkań i strzelił 1 bramkę. Ponownie w kadrze Polski U17 zagrał 4 września 2025 r. mając 16 lat i 5 miesięcy. Rozegrał z nią już 10 spotkań i strzelił 2 bramki.
- Dokładnie wszystko pamiętam. Syn zadebiutował w polskiej reprezentacji do lat 15 dokładnie 22 sierpnia 2023 roku w meczu przeciwko Irlandii Północnej, natomiast w niemieckiej kadrze debiutował 11 października 2024 w meczu przeciwko Polsce. Wrócił do reprezentacji Polski w 2025 roku na prośbę trenera Piotra Kobiereckiego, by zagrać w Pucharze Syrenki. Wszyscy teraz trzymamy za niego kciuki - mówi nam Mariusz Buchta.
Dumny ojciec zwraca uwagę na ciekawy fakt, że z Philipem w reprezentacji gra bardzo ambitny zawodnik z Kędzierzyna Koźla, który nazywa się Marcel Płocica. Od 1 lipca 2026 r. Marcel jest zawodnikiem Sandecji Nowy Sącz, gdzie do 30 czerwca 2027 r. został wypożyczony z Górnika Zabrze II.
- Obaj się przyjaźnią, często do siebie piszą. Z tym akurat nie ma większego problemu, bo nauczyliśmy Philipa pisać po polsku w stopniu pozwalającym na swobodne komunikowanie się z kolegami - dodaje Mariusz.
Podobna ścieżka rozwoju
Drugi syn Mariusza jest o dwa lata młodszy od Philipa i - podobnie jak brat - pokochał piłkę nożną. To David Buchta, który urodził się 2 lutego 2011 roku.
- Teraz ma 15 lat i również gra w drużynie z Bundesligi. Otóż zespół z którego Philip przeszedł do Eintrachtu, czyli TSG Wieseck, także w międzyczasie awansował do Bundesligi. David zaczął tam grę w swojej kategorii wiekowej w zeszłym roku. Gra na pozycji środkowego obrońcy. Jego również zgłosiliśmy do tego samego projektu co Philipa, a mianowicie Tarczyński Gramy dla Polski. Za parę tygodni pojawi się ktoś ze skautingu, by przyglądnąć się dokładniej jego grze. Kto wie, może będziemy mieli w rodzinie drugiego reprezentanta Polski – uśmiecha się Mariusz Buchta.
Nasz rozmówca najlepiej wie, że te sukcesy nie wzięły się znikąd, a on, jako rodzic, też ma w tym swój udział.
- Staram się być na każdym ich meczu. Gorzej, jak obaj rozgrywają spotkania w tym samym dniu. Trudno to pogodzić, bo się przecież nie rozdwoję. Ale oni to rozumieją, zatem raz jestem na meczu u jednego, a potem u drugiego. Na przykład ostatnio byłem w Dortmundzie. Jechałem tam zaraz po pracy, żeby zobaczyć tego młodszego. Tam przegrali aż 5:0, ale z jego gry jestem zadowolony – zapewnia szczęśliwy ojciec.
Role w domu są podzielone i każdy ma swój udział w tych sukcesach.
- Przykładowo moja żona, a ich mama, świetnie gotuje i dobrze nas odżywia. Bez tego ani rusz, bo wszyscy potrzebujemy energii do codziennych obowiązków, a w przypadku chłopaków także aktywności sportowej.
Natomiast ja od lat działam w Niemczech w branży metalurgicznej. Ale nie tylko pracą człowiek żyje – uśmiecha się Mariusz Buchta.
Na początek października zaplanował sobie bowiem 4-dniowy urlop i zamierza udać się do Hiszpanii. Ale nie po to, żeby wylegiwać się na plaży. Zrobił to z myślą o swoim synu.
- Philip ma tam bowiem grać w kadrze Polski przeciwko Szwecji i Urugwajowi. Mecze mają być rozegrane 3 oraz 6 października - dodaje Mariusz.
Nasz rozmówca nie zapomina o swoich korzeniach i dba o to, aby pamiętali o nich również jego synowie.
- Przynajmniej raz w roku odwiedzamy nasze rodzinne strony. Chłopaki, pomimo licznych obowiązków i napiętego grafiku treningowego, odwiedzają swoje babcie w Poborszowie i Lubomi podczas przerwy w przedsezonowych przygotowaniach. Przecież w tym wszystkim najważniejsza jest rodzina - kończy Mariusz, który jest z niej bardzo dumny.
Kto wie, może jeszcze usłyszymy o jego synach, gdy zaczną osiągać sukcesy w sporcie, ale już jako seniorzy i w pełni ukształtowani profesjonaliści, czego im serdecznie życzymy.


Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Archiwum prywatne





Napisz komentarz
Komentarze