Reklama
czwartek, 8 października 2026 15:47
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Tu kiełbasy nie robi się na skróty a dobry salceson potrafi być lepszy od dobrej szynki

Wszystko zaczęło się od niewielkiej masarni urządzonej w starej stodole, w której pracowali małżonkowie Grzegorz i Klaudia Cibisowie. Dziś ich rodzinna firma z Naczęsławic zatrudnia łącznie około 65 osób, prowadzi dziewięć sklepów firmowych i ma dwa wędlinomaty.
Źródło: Promocja
Tu kiełbasy nie robi się na skróty a dobry salceson potrafi być lepszy od dobrej szynki
Od lewej: Marko Cibis z siostrą Eweliną Cieślik i tatą Grzegorzem Cibisem w sklepie w Naczęsławicach.

Choć przez 36 lat wiele się zmieniło, jedno pozostało niezmienne - przywiązanie do tradycyjnych receptur, świeżego mięsa i jakości wyrobów. W rodzinie Cibisów rzemiosło masarskie przechodzi z pokolenia na pokolenie, a stare przepisy wciąż są ważniejsze od technologicznych nowinek.

W niewielkich Naczęsławicach w gminie Pawłowiczki znajduje się zakład, którego wyroby od dziesięcioleci trafiają na stoły mieszkańców powiatu i okolicznych miejscowości. Śląska, kminkowa, szynkowa, frankfurterki, parówki, salcesony, krupniok czy tradycyjnie wędzone szynki - wiele z tych produktów powstaje według receptur, które praktycznie nie zmieniły się od początku działalności firmy.

Masarstwo-Wędliniarstwo Cibis nie ma nic wspólnego z wielką fabryką, w której mięso przesuwa się po taśmach produkcyjnych, a każdy pracownik wykonuje tylko jedną czynność. Są tu nowoczesne urządzenia, ale najważniejsze czynności związane z produkcją wędlin cały czas wykonują tu ludzie, którzy znają swoje rzemiosło. Niektórzy pracują w zakładzie od ponad 30 lat. Właściciel, Grzegorz Cibis, nadal osobiście dogląda produkcji i niechętnie zmienia sprawdzone przepisy.

- Tato ogólnie jest bardzo oporny na zmiany - śmieje się jego córka Ewelina Cieślik, która wraz z rodzeństwem prowadzi rodzinny biznes. I właśnie w tej niechęci do zmieniania czegoś, co od lat dobrze się sprawdza, tkwi jedna z tajemnic ale i sukcesów tej firmy.

Rzeźnictwo mieli we krwi

Historia rodzinnego zakładu sięga 1990 roku, ale masarskie tradycje Cibisów są znacznie starsze. Ojciec Grzegorza, Paweł Cibis, był rzeźnikiem. Zmarł jednak przedwcześnie, kiedy syn miał zaledwie 19 lat.

- U nas w rodzinie od strony Cibisów rzeźnictwo było we krwi. Dziadek był rzeźnikiem, w Niemczech mamy też rodzinę, która prowadzi niewielki zakład masarski. Dziadka znam tylko z opowieści, bo bardzo wcześnie zmarł - wspomina Ewelina.

Co ciekawe, Grzegorz Cibis początkowo wcale nie zamierzał kontynuować rodzinnej tradycji. Z zawodu był elektrykiem i pracował przy kolejowej sieci trakcyjnej.

- Tato do dzisiaj wspomina, że kiedy przyszłam na świat, wszyscy na kolei czekali na wiadomość, bo chcieli świętować narodziny jego pierwszego dziecka - opowiada Ewelina.

W pewnym momencie małżonkowie Grzegorz i Klaudia Cibisowie rozważali wyjazd do Niemiec, gdzie mieszkali ich krewni. Ostatecznie zostali w Polsce. Decyzja ta okazała się przełomowa nie tylko dla rodziny, ale również dla historii miejscowego rzemiosła.

W 1990 roku Grzegorz Cibis uruchomił własny zakład masarski. Była to niewielka firma, w której początkowo pracowały zaledwie trzy osoby.

- Tam, gdzie dzisiaj mamy produkcję, kiedyś była stara stodoła. Cały zakład mieścił się na około stu metrach kwadratowych. Z kolei tam, gdzie obecnie znajduje się nasz sklep przy ulicy Pięknej, stał nasz rodzinny dom. Mieliśmy podwórko z przodu, a z tyłu zakład - wspomina Ewelina.

Początki wymagały ogromnego zaangażowania. Małżonkowie sami zajmowali się niemal wszystkim, od zdobywania surowca po produkcję i sprzedaż.

- Mama zawsze opowiadała, że taty ciągle nie było w domu. Razem jeździli po półtusze, często do Bytkowa, do firmy Majnusz. Pracowali praktycznie bez przerwy - mówi córka właścicieli.

Z czasem zaczęło przybywać zamówień, pracowników i klientów. W 1996 roku rodzina zdecydowała się na poważną rozbudowę zakładu. Powstała większa część produkcyjna, która umożliwiła dalszy rozwój działalności. Równolegle zaczęła rosnąć sieć sklepów firmowych.

Dziś zakład ponownie przechodzi rozbudowę. Tam, gdzie znajdowały się jego najstarsze pomieszczenia, powstaje nowa przestrzeń przeznaczona do dalszego rozwoju produkcji.

Przyszli jako uczniowie, zostali na kilkadziesiąt lat

Jednym z najbardziej niezwykłych elementów historii firmy są jej pracownicy. W czasach, kiedy wielu przedsiębiorców zmaga się z dużą rotacją załogi, Cibisowie mogą pochwalić się ludźmi związanymi z zakładem niemal od początku jego działalności.

W 1990 roku Grzegorz Cibis przyjął na naukę zawodu, pochodzącego z Kózek, 16-letniego Piotra Zająca. Dziś pracownik ma 52 lata i nadal jest związany z firmą.

- Zaczął jako uczeń i został z nami do dzisiaj. Zresztą duża część osób, które przychodziły tutaj uczyć się zawodu, później zostawała na stałe - podkreśla Ewelina.

Arkadiusz Ossowski z Głogówka pracuje w zakładzie od 31 lat i obecnie pełni funkcję kierownika produkcji. Z kolei Piotr Wieczorek z Wróblina od 26 lat zajmuje się wędzeniem wyrobów. W samym zakładzie w Naczęsławicach zatrudnionych jest 18 osób. Cała rodzinna firma, razem ze sklepami, daje pracę około 65 osobom.

- U nas praca jest idealna - zachwala z uśmiechem Ewelina. Kryje się jednak za tym ważna cecha rodzinnego przedsiębiorstwa: stała, doświadczona załoga, która zna nie tylko technologię produkcji, ale również przyzwyczajenia i wymagania właścicieli. Cibisowie dbają o swoich pracowników.

Nie kupują mięsa na zapas

Grzegorz Cibis od początku działalności stawiał na świeżość surowca. Ta zasada obowiązuje również dzisiaj, mimo że rynek mięsa i wędlin zmienił się nie do poznania. - My w ogóle nie idziemy na cenę. Nie robimy tak, że przed świętami kupujemy duże ilości mięsa, bo akurat jest tańsze, mrozimy je, a później rozmrażamy do produkcji szynek czy schabów. Nie mamy mroźni. Pracujemy na świeżym mięsie - tłumaczy Ewelina. Deklaruje, że korzystają wyłącznie z mięsa pochodzącego z Polski. Zdecydowana większość surowca, około 80 procent, trafia do zakładu od wieloletniego dostawcy z Bytkowa, który współpracuje z lokalnymi rolnikami i prowadzi własny ubój. - Zależy nam, żeby to było mięso świeże, dobre i krajowe. Nie sprowadzamy mięsa duńskiego czy niemieckiego. Bazujemy na polskim surowcu - podkreśla Ewelina.

Również wielkość produkcji jest dostosowywana do bieżących potrzeb. - Nie produkujemy tonami. Najwięcej robimy w poniedziałek, a później obserwujemy, jak towar schodzi ze sklepów. Sprawdzamy magazyn i jeżeli czegoś brakuje, doprodukowujemy - wyjaśnia. Dzięki temu zakład nie musi gromadzić dużych zapasów gotowych produktów.

Smaki, które przetrwały 36 lat

Wśród wyrobów, od których zaczynała się historia firmy, były kiełbasa śląska, szynkowa, kminkowa, parówki wieprzowo-wołowe - rzadko spotykane, oraz frankfurterki. Do dzisiaj zajmują one ważne miejsce w ofercie Cibisów. - To są produkty, które produkujemy od początku i od początku tak samo - podkreśla Ewelina.

Na przestrzeni lat asortyment znacznie się poszerzył. Pojawiły się kolejne rodzaje kiełbas, wędzonek i wyrobów przygotowywanych na specjalne zamówienia. Jednak podstawowe receptury pozostały niemal niezmienione.

- Produkcja 36 lat temu i dzisiaj to są dwie różne rzeczy. Zmieniły się urządzenia, przepisy i wymagania sanitarne, ale skład oraz jakość naszych podstawowych wyrobów pozostają takie same - wyjaśnia córka właścicieli.

Podstawą są tradycyjne przyprawy: czarny i biały pieprz, kminek, gałka muszkatołowa, kolendra oraz majeranek. - Przyjeżdżają do nas technolodzy i proponują różne nowe mieszanki przypraw, ale korzystamy z nich naprawdę mało. Tato trzyma się tych dostawców i przypraw, których używa od lat. Nie lubi eksperymentować, w produkcji unika tego co nowe - dodaje Ewelina.

Jednym z najbardziej charakterystycznych wyrobów jest kiełbasa naczęsławicka, doskonale znana mieszkańcom okolicznych miejscowości. Sprawdza się na grillu i ognisku, dlatego szczególnie chętnie kupowana jest na festyny strażackie, dożynki oraz inne imprezy plenerowe.

Osobną kategorię stanowią tradycyjne wędzonki, w tym szynki, schaby i karczki, których przygotowanie wymaga znacznie więcej czasu niż w przypadku typowych produktów przemysłowych.

W produkcję coraz mocniej angażuje się 31-letni Marko Cibis, syn właścicieli. - Taka wędzonka powstaje minimum miesiąc. Najpierw mięso trafia z rozbioru do produkcji, gdzie jest odpowiednio przyprawiane i peklowane na sucho. Jednorazowo przygotowujemy w ten sposób około 150 kilogramów. Mięso musi leżakować przez co najmniej miesiąc. Dopiero później jest wieszane, suszone i podwędzane – opowiada Marko. Ostatnim etapem jest wędzenie na zimnym dymie. - Robimy to powoli, na drewnie, przez trzy dni - dodaje.

Są też produkty przygotowywane tylko wtedy, gdy uda się zdobyć odpowiedni surowiec. Tak dzieje się między innymi z wyjątkowymi szynkami długo dojrzewającymi.

- Tato czasem znajdzie taki kawałek mięsa, że od razu wie, co można z niego zrobić. Ale do takiej szynki potrzebna jest odpowiednia półtusza. Nie każda się nadaje - wyjaśnia Ewelina.

Marko dodaje, że wyselekcjonowane kawałki mięsa trafiają do osobnego przerobu. Powstają z nich specjalne kiełbasy, wędzonki i szynki klasy premium.

Salceson lepszy od dobrej szynki?

Jeżeli jest produkt, o którym Grzegorz Cibis potrafi opowiadać z wyjątkowym przekonaniem, to bez wątpienia jest nim salceson. Przed laty, gdy zaczęły powstawać kolejne supermarkety, właściciel zauważył spadek zainteresowania tym tradycyjnym wyrobem.

- Był taki moment, w latach 2004–2005, kiedy pojawiło się dużo marketów i sprzedaż salcesonu zaczęła spadać. Trochę mnie to martwiło, bo przecież to jest bardzo dobry, naturalny produkt - wspomina Grzegorz Cibis. W jego zakładzie salceson powstaje według starych receptur, bez dodawania żelatyny.

- Kiedy gotujemy mięso w kotle, w wywarze jest już naturalna żelatyna. Są też podroby, od ozorków po serca. Dobry salceson jest lepszy od dobrej szynki. To przecież gotowane mięso, naprawdę dobry produkt - przekonuje masarz.

W ofercie firmy znajdują się trzy odmiany: salceson gotowany, biały wędzony oraz krwisty.

- Robimy je według receptur, które pamiętam jeszcze z lat osiemdziesiątych, kiedy jako rzeźnik chodziłem z ojcem do ludzi. Niczego tutaj nie zmienialiśmy, nawet przyprawy są te same - podkreśla Grzegorz Cibis.

Co ciekawe, salceson przeżywa dzisiaj swój renesans. Jak zdradza Ewelina należy do najchętniej wybieranych produktów w firmowym wędlinomacie w Kędzierzynie i zajmując drugie miejsce pod względem sprzedaży. Nie mniej ważny jest krupniok śląski, którego produkcja na Górnym Śląsku ma wielopokoleniową tradycję.

Niedawno Ewelina wraz z ojcem uczestniczyła w szkoleniu poświęconym certyfikacji tradycyjnego krupnioka. Okazało się jednak, że uzyskanie certyfikatu wymagałoby wprowadzenia pewnych zmian w rodzinnej recepturze. - Tato gotuje podroby i później dodaje do kaszanki wywar z tego gotowania. A według przedstawionych nam zasad trzeba byłoby wywar wylać i zastąpić go wodą. Tato od razu stwierdził, że to już nie będzie po naszemu - relacjonuje Ewelina.

Dla Cybisów zgodność z rodzinną recepturą ma większe znaczenie niż możliwość umieszczenia dodatkowego oznaczenia na etykiecie.

Marko Cibis z tatą Grzegorzem. Stare maszyny masarskie przypominają o historii rodziny i tradycjach które przetrwały pokolenia.

W sklepie w Naczęsławicach zatrzymał się czas

Szczególnym miejscem w rodzinnej firmie jest sklep przyzakładowy przy ulicy Pięknej 36 w Naczęsławicach. Powstał tam, gdzie dawniej znajdował się rodzinny dom Cybisów. Można tu nie tylko kupić świeże mięso i tradycyjne wędliny, ale również zobaczyć pamiątki z historii masarstwa.

Przy ścianie stoi dawna mechaniczna waga Lubelskich Fabryk Wag, model SJ 15A, z tradycyjnymi odważnikami. Choć wygląda jak muzealny eksponat, nadal jest sprawna. - To nasza pierwsza waga. Kiedy zabraknie prądu, cały czas możemy z niej korzystać - opowiada Ewelina.

Obok znajdują się dawne maszyny masarskie, wśród nich masywne czerwone urządzenie żeliwne niemieckiej firmy Alexanderwerk, wyposażone w koła zębate i ręczny mechanizm napędowy, a także granatowa maszyna z dużym kołem, prawdopodobnie wykorzystywana niegdyś przy zamykaniu puszek konserwowych. Na ścianie wisi również ponadczterdziestoletni krępulec, służący do prac masarskich.

Wszystkie te urządzenia przypominają czasy, kiedy produkcja wędlin wymagała znacznie większego wysiłku fizycznego, a kolejne etapy obróbki mięsa wykonywano ręcznie.

Sam sklep także różni się nieco od pozostałych placówek. To właśnie tutaj najłatwiej kupić wyroby przygotowywane w niewielkich ilościach czy na indywidualne zamówienie. - Tutaj jest praktycznie wszystko, bo sklep znajduje się bezpośrednio przy zakładzie. Jeżeli tato zrobi coś wyjątkowego, jakąś specjalną szynkę czy mniej typowy wyrób, to właśnie tutaj najczęściej można to dostać - wyjaśnia Ewelina.

Rodzinna firma, w której każdy ma swoje zadanie

Dziś przedsiębiorstwo prowadzone jest przez dwa pokolenia Cibisów. Grzegorz i Klaudia pozostają właścicielami ważnych części rodzinnego biznesu, ale coraz większa odpowiedzialność spoczywa na ich dzieciach. Ewelina Cieślik zajmuje się sprawami administracyjnymi, kadrami, płacami, dokumentacją oraz organizacją pracy sklepów.

- Czasem ktoś dzwoni i prosi panią z kadr, za chwilę panią od płac, a ja mówię, że to wszystko jestem ja w jednej osobie - śmieje się.

To do niej trafiają również informacje ze sklepów dotyczące awarii, remontów, zamówień czy codziennych problemów organizacyjnych. Marko Cibis stopniowo przejmuje odpowiedzialność za produkcję.

- Brat zajmuje się tą częścią fizyczną, a ja dokumentami i finansami. On jest coraz bardziej wprowadzany w produkcję i chyba tak już zostanie. Chyba że mnie kiedyś wykurzy - żartuje Ewelina.

Trzecia z rodzeństwa Andrea Uliczka, prowadzi sklep w Głogówku. Znajduje się on w zabytkowej kamienicy, którą rodzice kupili kilkanaście lat temu i gruntownie wyremontowali. Na parterze funkcjonuje sklep firmowy, a na piętrze mieszka Andrea z mężem i dwójką dzieci. Rodzinny charakter przedsiębiorstwa widać także w podziale własności sklepów. Jedne należą do rodziców, inne do dzieci, ale wszystkie działają według wspólnych zasad. Podczas rozmowy nie brakuje również żartów o kolejnym pokoleniu. Rodzina jest duża, a do niedawna wśród najmłodszych było aż sześć dziewczynek. Teraz pojawili się również chłopcy.

- Mój tato zapytał kiedyś mojego syna Kacpra: „A ty co będziesz lubił? Olej jadalny czy silnikowy?” - opowiada rozbawiona Ewelina.

Pytanie nie było przypadkowe. Jej mąż prowadzi bowiem zakład mechaniczny, a więc najmłodsze pokolenie może w przyszłości wybierać między dwiema zupełnie różnymi rodzinnymi tradycjami.

Większość sklepów w mieście

Wyroby z Naczęsławic trafiają przede wszystkim do mieszkańców najbliższej okolicy. Rodzina prowadzi obecnie dziewięć sklepów firmowych, z czego osiem znajduje się na terenie powiatu kędzierzyńsko-kozielskiego. W samym Kędzierzynie-Koźlu działa sześć punktów: przy ulicach Chrobrego 1, Łokietka 3, Krzywoustego 22, Kłodnickiej 34, Paderewskiego 10 i Marii Konopnickiej 1. Kolejne sklepy znajdują się w Polskiej Cerekwi przy Rynku 6 oraz w Naczęsławicach przy ulicy Pięknej 36. Jedyny sklep firmowy poza powiatem mieści się w Głogówku przy Rynku 21.

Cibisowie nie stawiają jednak wyłącznie na własne placówki. Niewielka część produkcji trafia również do lokalnych sklepów spożywczych, między innymi wybranych Delikatesów Centrum, a także do restauracji, placówek oświatowych i innych odbiorców. Wśród współpracujących z firmą lokali są między innymi Karczma u Freda w Kłodnicy, Zamek w Większycach oraz Akropolis. Z wyrobów Cybisów korzystają również wiele przedszkoli i żłobków. - Mieliśmy kiedyś znacznie więcej odbiorców prowadzących małe sklepy mięsne. Niestety wiele takich punktów w ostatnich latach się pozamykało - przyznaje Ewelina.

Supermarkety zmieniły rynek

Przez 36 lat działalności rodzina obserwowała ogromne zmiany w handlu. Kiedyś małe sklepy mięsne były naturalnym miejscem codziennych zakupów. Dzisiaj coraz częściej przegrywają z dużymi sieciami handlowymi. - Kiedyś prowadziło się taki biznes łatwiej. Teraz jest trudniej, przede wszystkim przez to, co dzieje się na rynku. W każdej okolicy otwierają się kolejne markety. Na wsiach co chwilę powstają markety Dino - mówi Ewelina.

Jej zdaniem zmieniły się także przyzwyczajenia klientów. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu przed świętami sklepy mięsne przeżywały prawdziwe oblężenie. - Ludzi było bardzo dużo. Teraz też mamy klientów, nie możemy narzekać, ale to już nie są te same czasy. Wiele osób przyzwyczaiło się do robienia wszystkich zakupów w jednym markecie - zauważa.

Duże znaczenie ma cena. Część kupujących świadomie wybiera produkty lokalnych rzemieślników, inni kierują się przede wszystkim tym, ile zapłacą przy kasie.

- Są ludzie, którzy naprawdę doceniają małe, lokalne firmy i wiedzą, za co płacą. Ale są też tacy, którzy patrzą wyłącznie na cenę. Trudno wtedy porównywać produkt robiony w małym zakładzie z tym, który powstaje w przemysłowej skali - podkreśla. Mimo konkurencji ze strony supermarketów Cibisowie nie zamierzają zmieniać swojej filozofii produkcji.

Wędliny z automatu przez całą dobę

Jednym z najnowszych przedsięwzięć rodziny jest wprowadzenie sprzedaży wędlin i gotowych dań w automatach dostępnych przez całą dobę. Pierwszy wędlinomat uruchomiono 2 września 2026 roku przy ulicy Jurija Gagarina 4 w Kędzierzynie-Koźlu, obok działającego już wcześniej chlebomatu. Urządzenie, wyposażone w 67 skrytek, powstało w ramach przedsięwzięcia rozwijanego przez Fundację Fitmentor. Według twórców był to pierwszy tego rodzaju wędlinomat na świecie wyprodukowany w Polsce. Drugi automat z wyrobami Cibisów działa w Głogówku.

Okazało się, że klienci chętnie kupują w ten sposób nie tylko kiełbasy czy szynki, ale także gotowe posiłki. - Bardzo dużo sprzedaje się półgotowych i gotowych dań. Są kotlety mielone, sałatki z kurczaka, ryba po grecku, naleśniki, krokiety czy pierogi. Ludzie przychodzą o każdej porze dnia i nocy - opowiada Ewelina.

Dużą popularnością cieszą się również tradycyjne wyroby masarskie, w tym wspomniany wcześniej salceson.

Wędlinomaty mają być sposobem na dotarcie do osób, które nie zawsze zdążą zrobić zakupy w godzinach otwarcia tradycyjnego sklepu. Dla firmy, która przez ponad trzy dekady opierała sprzedaż na bezpośrednim kontakcie z klientem, jest to duża zmiana, ale nie oznacza odejścia od dotychczasowych zasad produkcji.

Kolejny krok: własna garmażerka

Rodzina nie zamierza poprzestać na rozbudowie sieci sprzedaży. Obecnie trwają prace związane z powiększaniem zakładu w Naczęsławicach. Jednym z planów jest rozwój własnej produkcji garmażeryjnej. Dzisiaj część gotowych potraw oferowanych w sklepach Cibisów pochodzi od zaprzyjaźnionych lokalnych restauratorów. Jednym z ważnych partnerów jest Karczma u Freda, która przygotowuje dania według własnych receptur, wykorzystując mięso dostarczane przez firmę.

W niektórych sklepach mięso jest również pieczone na miejscu w piecach konwekcyjnych. Przygotowywane są między innymi kotlety mielone i de volaille, elementy kurczaka. Firma produkuje też własne surówki. Docelowo Cibisowie chcieliby, aby znacznie większa część tych produktów powstawała bezpośrednio w Naczęsławicach.

- Zastanawiamy się nad stworzeniem własnej garmażerki. Mamy dziewięć sklepów, więc mamy też gdzie sprzedawać gotowe wyroby. Nie musielibyśmy szukać odbiorców - wyjaśnia Grzegorz Cibis.

Rozszerzenie działalności oznaczałoby nie tylko większą kontrolę nad produktem, lecz także możliwość stworzenia nowych miejsc pracy. Przedsiębiorstwo poszukuje również wykwalifikowanego rzeźnika, który dołączyłby do doświadczonego zespołu.

Firma Cibis stawia na swoich pracowników i rodzinną atmosferę. Wielu członków załogi jest związanych z przedsiębiorstwem od kilkunastu lat, a niektórzy pracują tu nieprzerwanie od 26–31 lat. Na zdjęciu Aneta, która jest zatrudniona w sklepie w Naczęsławicach.

Pomagają potrzebującym

Cibisowie od lat wspierają lokalne inicjatywy. Pomagają przy organizacji wydarzeń sportowych, imprez strażackich, dożynek i przedsięwzięć społecznych. W zależności od potrzeb przekazują produkty lub środki finansowe. Ostatnio rodzina rozpoczęła również współpracę z lokalnym Caritasem, który pomaga osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej.

- Zgłosił się do nas ksiądz i opowiedział, jak wygląda ich działalność. Przygotowują paczki żywnościowe dla rodzin potrzebujących pomocy. Ustaliliśmy, że będziemy przekazywać im pełnowartościowe produkty, które pozostaną nam po tygodniu sprzedaży w sklepach - wyjaśnia Ewelina.

W soboty pracownik firmy zbiera produkty z poszczególnych punktów i dostarcza je do organizacji. Następnie żywność trafia do potrzebujących.

- Zawsze staramy się pomagać. Oczywiście nie jesteśmy w stanie spełnić wszystkich próśb, bo zgłasza się do nas naprawdę dużo osób i organizacji. Ale jeżeli możemy coś przekazać, to pomagamy - dodaje.

Przyszłość budowana na tradycji

W Naczęsławicach obok starej mechanicznej wagi i zabytkowych urządzeń masarskich rozwija się dzisiaj nowoczesny zakład. Grzegorz Cibis nadal pilnuje tradycyjnych receptur, jego syn Marko coraz mocniej angażuje się w produkcję, a córki dbają o sklepy i organizację rodzinnego przedsiębiorstwa. Na przestrzeni 36 lat firma przeszła drogę od niewielkiej masarni działającej w starej stodole do rozpoznawalnej marki na lokalnym rynku. Zmieniły się budynki, wyposażenie, skala działalności i sposób sprzedaży. Pojawiły się automaty, z których kiełbasę czy salceson można kupić w środku nocy. Jednak najważniejsze produkty nadal powstają z polskiego, świeżego mięsa, przyprawiane są według sprawdzonych receptur, a część wędzonek potrzebuje całego miesiąca, zanim trafi do sprzedaży. Mimo ekspansji supermarketów i coraz trudniejszych warunków na rynku, rodzina nie zamierza rezygnować z tego, co wypracowały poprzednie pokolenia a po co wciąż sięgają ich klienci - zdrowa żywność. Bo w Naczęsławicach dobrej kiełbasy nie robi się na skróty.

 Rok 1993 rok. Grzegorz Cibis z trzyletnią wtedy córką Eweliną w zakładzie w Naczęsławicach. 
Rok 2005. Grzegorz Cibis z Piotrem Zającem, najdłużej zatrudnionym pracownikiem firmy, który rozpoczynał swoją zawodową drogę jako uczeń w 1990 roku.
Rok 1994. Grzegorz Cibis ma za sobą pierwsze lata prowadzenia zakładu. Wkrótce rozbuduje go, zwiększając produkcję i zatrudnienie w firmie.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: :) Treść komentarza: Wyłapcie te sumy wyniszczające ekosystem jeziora Dębowa. Data dodania komentarza: 8.10.2026, 12:32 Źródło komentarza: Najpierw feeder, później spinning. Wędkarze reńskowiejskiego koła PZW nie zwalniają tempa. ZDJĘCIA Autor komentarza: 997 Treść komentarza: Dziś muszę przejść kawałek ulicą Targową. Czy powinienem ten fakt skonsultować z Policją? Data dodania komentarza: 8.10.2026, 08:42 Źródło komentarza: Koszmar powrócił. Mieszkańcy ul. Chrobrego znów boją się o swoje życie Autor komentarza: Hahaha Treść komentarza: No i masz Polska Katolicka Chrześcijańska Narodowa miłość bliźniego, typowe prawiczkowe prawicowe. Data dodania komentarza: 8.10.2026, 08:38 Źródło komentarza: Jeździli autem po mieście i rzucali jajkami w ludzi. Ta "zabawa" kosztowała 6500 zł Autor komentarza: Mieszkaniec Treść komentarza: Ale bzdury Data dodania komentarza: 7.10.2026, 20:10 Źródło komentarza: Jeździli autem po mieście i rzucali jajkami w ludzi. Ta "zabawa" kosztowała 6500 zł Autor komentarza: Ewa z Koźla Treść komentarza: Jest z tobą gorzej padalcu. Pieprzysz jak zwykle ale co się dziwić też masz nierówno pod sufitem jak ten gość. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 18:08 Źródło komentarza: Koszmar powrócił. Mieszkańcy ul. Chrobrego znów boją się o swoje życie Autor komentarza: Koźlanin Treść komentarza: I znowu lans zamiast działań na rzecz upadającego miasteczka. Czas by pani Nowosielska złożyła rezygnację i nie pogrążała dalej KK. Data dodania komentarza: 7.10.2026, 18:06 Źródło komentarza: Rodzinny rekord długowieczności. Jadwiga Gdawiec skończyła 100 lat. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna