Janusz Trzepizur urodził się 21 maja 1959 roku w Namysłowie. Jako lekkoatleta i skoczek wzwyż, był zawodnikiem Startu Namysłów, Odry Opole i Chemika Kędzierzyn-Koźle. Brał udział w Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie (1980) (12. lokata w finale). W 1982 roku podczas halowych (Mediolan – 2,32 m) i letnich (Ateny – 2,27 m) mistrzostw Europy zdobył srebrne medale. W rankingu "Track & Field News" był 9. (w 1981 roku) i 2. (w 1982 roku).
W 1982 roku zdobył też „Złote Kolce” – nagrodę dla najlepszego polskiego lekkoatlety sezonu. Był też reprezentantem kraju w pucharze Europy. Dwukrotnie był mistrzem Polski na stadionie (1981 r. oraz 1983 r.), raz mistrzem Polski w hali (1982 r.).
Na podwórku krajowym jego głównym rywalem w skoku wzwyż był inny wybitny zawodnik Jacek Wszoła. Obaj walczyli ze sobą o prymat w Polsce i reprezentowali kraj na arenie międzynarodowej. Między innymi podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie w 1980 roku. Wszoła zdobył tam srebrny medal, Trzepizur zajął 12. miejsce, ale należy nadmienić, że ten drugi startował w Moskwie z kontuzją o której nawet nie wiedział. Dopiero po igrzyskach okazało się, że miał uszczerbek w kręgosłupie.
Zdaniem jednego z francuskich dziennikarzy, Trzepizur miał dużą szansę, by na mistrzostwach świata w 1983 r. zostać pierwszym zawodnikiem, który przeskoczy 240 centymetrów.
Dramatyczny mityng w Monachium
Jego karierę sportową przerwała w 1983 roku bardzo poważna kontuzja. To właśnie 24 lipca roku 1983 okazał się dla Janusza Trzepizura przeklętą datą. Wszystko przez nieszczęsny skok na mityngu w Monachium, w ostatnim oficjalnym starcie przed docelową imprezą w Finlandii.
Lekkoatletyczne mistrzostwa świata, rozpoczynały się w Helsinkach dokładnie 14 dni później (7 sierpnia 1983 roku). Zaledwie dwa tygodnie dzieliły Janusza Trzepizura od konkursu życia, który zamierzał wygrać. I nie były to marzenia i oczekiwania na wyrost, ponieważ były one poparte uzyskanymi już wcześniej wynikami. Podczas halowych zawodów atakował już rekord świata. Zawieszona na wysokości 2,36 m lekko muśnięta poprzeczka dwukrotnie jakimś cudem spadła. Wielki sukces, na miarę rekordu świata, był już tylko o krok.
W wywiadzie udzielonym Rafałowi Kazimierczakowi z tvn24.pl Janusz Trzepizur przyznał, że wybrał się do Monachium, by tam po raz ostatni przed mistrzostwami sprawdzić formę. Pokonał 2,29 m, przyszła pora na 2,33 m, co nawet dziś robi wrażenie.
- W Monachium pokonałem 2,29 m, następną wysokością było 2,33 m, ciąłem się już z Moegenburgiem. Trenera tam ze mną nie było, nie poleciał. Nie miał kto na mnie krzyknąć, żebym się opanował. Zagrała ambicja. Na 2,33 m i but, i noga nie wytrzymały. Ja zawsze łapałem jakieś drobne urazy. A tu nagle ten, potężny. Zabrakło szczęścia. Trzy sekundy i po karierze, po rekordzie świata, po medalu olimpijskim. Nie trzy sekundy, a jedna. I po Mazurku Dąbrowskiego. Skakałem w butach marki adidas, takie biało-czerwone, dość miękkie. Pękła mi w nich piętka, w pełnym biegu, po łuku. Cała siła poszła w wewnętrzną stronę kostki. Urwało mi więzadła, cały staw skokowy wyrzuciło na zewnątrz. Kość kostki rozprysnęła się na 34 odłamki - wspominał Janusz Trzepizur w rozmowie z Rafałem Kazimierczakiem.
Tym razem „przeszarżował”
W Monachium miał wtedy nie ryzykować, zatrzymać się w granicach 2,30 m i zakończyć konkurs. Tak zresztą zalecił mu trener Stanisław Olczyk, bo zaraz ruszały mistrzostwa w Helsinkach. Nie posłuchał trenera i zapłacił za to bardzo wysoką cenę. Jak sam przyznał w jednym z wywiadów: „Przeszarżował”.
Do Finlandii na mistrzostwa świata nie dotarł. Pozostało mu śledzenie mistrzostw w szpitalnej sali, gdzie spędził dwa tygodnie.
- To był dla mnie koszmar. Ja trenowałem przez 13 lat, w roku miałem tylko dwa dni wolnego - 26 grudnia i 1 stycznia. A tu nagle leżę w gipsie do bioder, nie mogę się poruszyć, a i tak mnie straszą, że jeżeli to zrobię, to ta kostka, przypominająca przecież galaretę, znowu się rozleci. No koszmar, ten brak ruchu powodował nieznośny ból mięśni – wspominał podczas wspomnianego wywiadu Janusz Trzepizur.
Zamiast dalej zdobywać medale na największych imprezach sportowych, spędzał niezliczone godziny w gabinetach rehabilitacyjnych. De facto od nowa uczył się chodzić, a wszystko to w momencie, kiedy niewiele dzieliło go od ustanowienia rekordu świata. Choć otrzymywał regularną pomoc od związku i klubu - którym w tamtym czasie był Chemik Kędzierzyn-Koźle - o dalszych startach nie było już mowy. Po wykonaniu pechowego skoku mógł zapomnieć o dalszej karierze sportowej. Musiał wybrać inną drogę życiową.
W Opolu ukończył studia z zakresu ekonomii obrotu towarowego. Prowadził własną działalność gospodarczą. W 2006 został kierownikiem zespołu obiektów sportowych w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji w Opolu. W latach 2002-2006 był radnym miejskim Opola.
Poniższe zdjęcia, które uwieczniają Janusza Trzepizura pochodzą z prywatnego archiwum Bronisława Apfelda.









Napisz komentarz
Komentarze