Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:26
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Coś łączy Polską Cerekiew z bohaterami prozy Andrzeja Sapkowskiego. Wiedźmin na zamku jak żywy. ZDJĘCIA

Przenieśli się w czasy odległej Temerii (1271 rok) i opanowali zamek w Polskiej Cerekwi. W jednej z perełek architektonicznych naszego powiatu miłośnicy fantasy oddawali się pewnej, podlegającej ustalonym regułom, grze terenowej. Czym jest tajemniczo brzmiący larp? Jakie trzeba mieć predyspozycje, by móc w nim uczestniczyć? Wreszcie - dlaczego miłośnicy larpów doceniają surowość wnętrz zamków, jak tego w Polskiej Cerekwi?
 Coś łączy Polską Cerekiew z bohaterami prozy Andrzeja Sapkowskiego. Wiedźmin na zamku jak żywy. ZDJĘCIA

Autor: Zdjęcia: Maryla Pielecka

Organizacją pierwszego larpa (ang. live action role-playing, forma gry terenowej) w XVII-wiecznym zamku w Polskiej Cerekwi było stowarzyszenie Grupa Inicjatyw Twórczych GIT, a partnerem projektu Agencja Artystyczno-Eventowa 5 Żywiołów.

Jak precyzuje na swojej stronie internetowej przywołana agencja, larp to interaktywna gra towarzyska, w której gracze wcielają się w przydzielone im role i razem tworzą pewną zamkniętą opowieść. To w wielkim skrócie.

O samym wydarzeniu rozmawialiśmy z Aleksandrem Nurkowskim ps. "Olo", prezesem Grupy Inicjatyw Twórczych GIT. To stowarzyszenie non profit, którego korzenie sięgają 2008 roku. Wówczas paczka przyjaciół - entuzjastów gier i fantastyki z okolic Wodzisławia Śląskiego - postanowiła budować nowe światy w o wiele szerszym gronie. Do GIT wstępowały kolejne osoby, również spoza Śląska.

Dlaczego na miejsce gry wybrano późnorenesansowy zamek zbudowany dla Fryderyka von Oppersdorffa w Polskiej Cerekwi? Z tego sołectwa pochodzi jeden z wieloletnich członków GIT. Poza tym gitowcy w gminie Polska Cerekiew już wcześniej przygotowywali różnego rodzaju przedsięwzięcia, uczestniczyli w festynach - w tym przeprowadzanych przez niewielki samorząd z naszego powiatu.

Masa szczęścia

- Promujemy literaturę fantastyczną. Na potrzeby imprez gminnych czy festynów organizujemy wioski fantasy. W tej formie też bywaliśmy już wcześniej w Polskiej Cerekwi. Jednak typowo larpowy event, jaki zrobiliśmy w zamku - czyli to, czym zajmujemy się na co dzień - robiliśmy u was po raz pierwszy - zaznacza Aleksander Nurkowski.

Działalność w tej sferze stała się dla niego poniekąd drugim życiem.

- Od najmłodszych lat zagrywałem się w gry fabularne. Później poznałem larpa, wszedłem w to i zacząłem brać czynny udział w organizowaniu takich imprez - mówi "Olo". - A jest to naprawdę bardzo czasochłonne zajęcie. To poniekąd druga praca, ale taka, do której podchodzi się z chęcią i radością. I to pomimo zmęczenia, często na granicy wyczerpania organizmu. Mimo to, kiedy już coś udaje się zrealizować, towarzyszy mi ogromna dawka euforii, masa szczęścia - dodaje.

Podczas eventu w Polskiej Cerekwi wcielał się w postać określaną w światku graczy jako NPC (ang. non-player character). Postać, która nie jest dedykowana graczom, prowadzi się w celu pokierowania graczy bądź całej gry. To ktoś, kogo się spotyka, ktoś narzucony przez grę.

- A jednocześnie postać, która także odgrywa rolę - pomaga graczom, często wyznacza im pewne zadania, często jest potrzebna do realizacji scenariusza i nadzoruje całą rozgrywkę od wewnątrz - wyjaśnia Nurkowski. - Ponieważ w całej rozgrywce realizuje się pewien wcześniej nakreślony scenariusz, poniekąd narzucany graczom. Trzeba jednak nadmienić, że pomimo nakreślonego przez organizatorów scenariusza uczestnicy często wybierają swoje ścieżki - nie do końca zgadzające się z ustalonymi założeniami. W takich wypadkach to organizatorzy są zmuszeni do improwizacji i częstokroć zmiany scenariusza. Niejednokrotnie więc jest potrzebna właśnie taka postać jak NPC, która w scenariuszu będzie popychać graczy w którąś stronę, ewentualnie sugerować albo podpowiadać, co, gdzie i w jaki sposób mają zrobić - precyzuje.

Podkreśla, jak ważna jest pełna immersja rozumiana jako więź emocjonalna z fikcyjnym środowiskiem. By nie dochodziło do sytuacji, w których gracze wypadają z odgrywanych przez siebie ról, nieoceniona jest wartość postaci - również w kostiumie - wchodzącej w grę, poniekąd ją uzupełniającej.

Biegli w fachu

Bardzo często uczestnicy larpów przenoszą się w światy autorskie. Główna impreza GIT, która miała 16. edycję, skupia się na świecie Warhammera (Warhammer Fantasy jest fikcyjnym światem stworzonym przez brytyjską firmę Games Workshop - red.). Przygoda gitowców z Wiedźminem tak naprawdę dopiero się rozpoczyna. Ma być drugą kluczową sferą ich działania.

Pobocznych sfer, w których również działali członkowie stowarzyszenia, jest więcej. Klimaty steampunkowe, postapokaliptyczne - wiele możliwości, z których czerpali i wynieśli doświadczenie.

Podobnie jak zmieniają się realia, ewoluuje środowisko larpowe. Widać to na przykładzie strojów wykorzystywanych przez graczy. Wartość kostiumu zależy od wybranej roli. Role nie są narzucane, można je stworzyć lub wybrać z listy proponowanych. Na larpie spotkamy bogatego szlachcica w kostiumie za kilka tysięcy złotych, ale i plebejusza w kostiumie za 300 zł.

- Kiedyś rzeczywiście była to kwestia wydania nawet stówki i ubrania się w wynalezione w ciucholandzie fatałaszki. Dzisiejsze realia są zgoła inne. Całe środowisko larpowe bardzo się rozwinęło. To ludzie, którzy często bardzo dużo inwestują w stroje. To pozytywne zjawisko, świadczące o rozwoju - przyznaje "Olo".

Nie jest tajemnicą, że w przypadku niektórych imprez stawiane są wymogi dotyczące kostiumów. A te potrafią kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Buty, zbroje czy pancerze wytwarzają larpowi krafterzy. Nie brak rzemieślników, którzy na potrzeby graczy tworzą bardzo drogą biżuterię, a także specjalistycznych sklepów wyposażających uczestników eventów. Jeden z takich sklepów prowadzi wcześniej wymieniona agencja 5 Żywiołów, która w ramach rozwoju firmy rozszerza ofertę o wypożyczanie kostiumów online.

- Bardzo często larpy korzystają z formy cosplayowej, gdyż nierzadko pojawiają się podczas nich postacie żywcem wzięte z literatury. Są imprezy, na których występują postacie ze świata gier i książek, jak czarodziejka Yennefer albo Geralt z Rivii. Skupia się to na wizerunku popkulturowym, w tym przypadku wytworzonym przez grę komputerową. Gracze bardzo często korzystają z wzorów typowo cosplayowych i starają się, by ich kostiumy bardzo mocno oddawały realia. Zazwyczaj to bardzo kosztowna i udana rzecz - podkreśla pasjonat z GIT.

(...)

Cały artykuł w 42. nr. Nowej Gazety Lokalnej, który ukazał się 30 listopada. Dostępny również w formie cyfrowej - E-WYDANIE 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama