Przewieźli miliony pasażerów!

  • 06.06.2019, 09:42
  • Andrzej Kopacki
Przewieźli miliony pasażerów! foto: Bogusław Rogowski
Początki MZK sięgają 1967 r., kiedy to zrodziła się koncepcja utworzenia komunikacji miejskiej. Choć cztery gminy zostały scalone w jeden organizm dopiero w 1975 r., to już kilka lat wcześniej powołano Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji. Na tymczasową siedzibę wybrano budynki po starej gorzelni i przetwórni owoców, mieszczące się w sąsiedztwie kędzierzyńskiego dworca PKP. Lokalizacja ta aż do dziś nie uległa zmianie. Natomiast przewoźnik w ciągu pół wieku przeszedł całkowitą metamorfozę, zarówno pod względem technologicznym, jak i wizerunkowym.

Rozwijający się w błyskawicznym tempie tutejszy przemysł chemiczny i maszynowy, a także powstające nowe osiedla mieszkaniowe wymagały zorganizowania jeszcze pod koniec lat 60. XX wieku sprawnego transportu zbiorowego. Wprawdzie Kędzierzyn, Koźle, Kłodnica i Sławięcice stanowiły odrębne miejscowości, jednak były zależne od siebie. Mieszkańcy domagali się umożliwienia dojazdu do pracy, szkół oraz najważniejszych instytucji. Ówczesny PKS coraz gorzej radził sobie ze stale rosnącą liczbą pasażerów. Dlatego w sierpniu 1968 r. zapadła wiążąca decyzja o powołaniu komunikacji miejskiej. Dzięki temu jeszcze przed powstaniem jednego miasta jego poszczególne części zostały ze sobą skomunikowane.

Początki nie były łatwe. Choćby w przypadku zabezpieczenia odpowiedniego terenu pod przyszłą bazę zakładu. Ostatecznie wytypowano miejsce przy ul. Kozielskiej, ale z założeniem, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Warunki były prowizoryczne. Z uwagi na brak miejsca autobusy tłoczyły się wzdłuż ul. Tartacznej i na pl. Wolności. Zaplecze techniczne stanowiła zaledwie jedna hala z czterema krótkimi kanałami. Była nieogrzewana, pozbawiona wyciągu spalin, z bardzo skąpym wyposażeniem narzędziowym. Jednak te braki i niedogodności załoga z zaplecza technicznego nadrabiała poświęceniem, a czasami zadziwiającą wręcz kreatywnością.

Pierwsze kursy

Wreszcie 1 maja 1969 r. na ulice wyjechał pierwszy tabor, a mianowicie osiemnaście autobusów marki San H-100. Uruchomione zostały trzy linie o łącznej długości 40 km, obsługujące Kędzierzyn, Koźle, Koźle Rogi, Kłodnicę, Azoty, Kuźniczkę oraz Blachownię. Z biegiem czasu tabor się powiększał, podobnie jak liczba obsługiwanych linii. Ponadto w planach rozwoju miasta zakładano, że w ciągu dawnej ul. Świerczewskiego (obecnie al. Jana Pawła II) powstanie linia tramwajowa aż do Sławięcic. Jednak na ambitnych planach się skończyło. Po czasie zrezygnowano też z budowy nowej bazy MZK. Rozpoczęto rozbudowę i modernizację dotychczasowej. Praktycznie cała załoga brała udział w prowadzonych wówczas robotach budowlanych. W efekcie powiększono plac postojowy, dzięki czemu autobusy mogły wreszcie stacjonować w jednym miejscu.

Własnymi siłami przebudowano halę warsztatową, przystosowano kolejne obiekty pod stanowiska kanałowe, a także wybudowano i wyposażono myjnię z odstojnikiem oraz stację diagnostyczną. Kolejnym przedsięwzięciem była budowa dyspozytorni, w której do dziś mieszczą się: pomieszczenie dyspozytora, zaplecze działu eksploatacji oraz zaplecze socjalne kierowców. W 1992 r. modernizacji doczekała się, pochodząca z początku XX wieku, kotłownia parowa. Starą instalację zastąpiono nowoczesną, ekologiczną, zasilaną olejem opałowym. W kolejnych latach, w miarę możliwości, modernizowano siedzibę administracji oraz plac manewrowy. Początkowo tamtejsza stacja paliw składała się z jednego zbiornika o pojemności 15 tys. litrów i obsługiwanego ręcznie dystrybutora. Dziś wyposażona jest w bezobsługowy elektroniczny system tankowania.

Z biegiem lat zmieniała się forma organizacyjna i nazwa przedsiębiorstwa. Od 1 października 1979 r. do 30 września 1983 r. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji wchodziło w skład Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Opolu. Natomiast 1 października 1983 r. znów stało się samodzielną jednostką. W listopadzie 1991 r. ponownie powołany do życia został Miejski Zakład Komunikacyjny jako zakład budżetowy, podlegający bezpośrednio Radzie Miasta Kędzierzyna-Koźla. 1 października 2011 r. zakład budżetowy został przekształcony w spółkę prawa handlowego pod nazwą: Miejski Zakład Komunikacyjny w Kędzierzynie-Koźlu Sp. z o.o.

Demografia i samochody

Szczytowym pod względem liczby posiadanych autobusów i przewiezionych pasażerów był rok 1985. Miejski przewoźnik miał wówczas 80 autobusów, a z jego usług skorzystało aż 28 mln 300 tys. osób. Od tego czasu pasażerów ubywa. Jeszcze w 1995 r. przewieziono niespełna 14 mln 300 tys. ludzi. Obecnie MZK obsługuje 11 linii o łącznej długości 160 km. Jego flotę stanowi 45 autobusów, które przewożą rocznie ok. 5-6 mln osób. Mniejsza liczba pasażerów w stosunku do lat ubiegłych spowodowana jest głównie względami demograficznymi i faktem, że zdecydowana większość rodzin przesiadła się do własnych samochodów. Nie miało i nie ma to jednak wpływu na sukcesywną wymianę taboru.

Obecnie większość autobusów to niskopodłogowe pojazdy z ekologicznymi silnikami. W miarę możliwości finansowych oraz dzięki pozyskanym środkom unijnym MZK wymienia wysłużone, nieekonomiczne autobusy na nowe, spełniające wysokie normy ekologiczne EURO 5 i EEV. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań w nowoczesnych autobusach powoduje, że ich parametry techniczne są bardziej przyjazne dla środowiska. Istotny jest zwłaszcza jak najniższy poziom emisji spalin. Jednocześnie - z myślą o pasażerach - kupowane są wyłącznie autobusy niskopodłogowe.

Sany, jelcze, solarisy

W ciągu kilkudziesięciu lat istnienia miejskiego przewoźnika jego tabor stanowiły m.in. takie autobusy, jak San H-100, Autosan: H9-35, H6, Jelcz PR-110, czy też Jelcz: M-11 oraz MB-121.

- Na widok tych najstarszych autobusów łezka się w oku kręci. Szczególnie że na naszą jubileuszową imprezę udało się sprowadzić z Kalisza do Kędzierzyna-Koźla Sana H-100, czyli pierwszy autobus, jaki pojawił się w naszej flocie. Inne z tych zabytkowych pojazdów dotarły do nas m.in. z Warszawy i Nowego Sącza. Są jeszcze ludzie, którzy pamiętają odległe lata działalności naszego przedsiębiorstwa - przekonuje Joanna Koziarska-Kiziak, prezes MZK.

Należy do nich m.in. Jerzy Sadyk, który w firmie przepracował 34 lata. Nasz rozmówca przyznaje, że przez ten czas firma przeszła bardzo zauważalne zmiany.

- Przede wszystkim odnowiliśmy tabor. Kiedyś nie było na ten cel wystarczających środków i musieliśmy sobie jakoś radzić. Teraz jest łatwiej. Pamiętam jeszcze z lat młodzieńczych sany, autosany, ikarusy. Niektóre z nich dostały nowe życie, co widać po tych starych autobusach, które dotarły na nasze święto do Kędzierzyna-Koźla - przyznaje Jerzy Sadyk, wspominając swoich przełożonych. Tych, wbrew pozorom, nie było zbyt wielu, mimo upływu przeszło trzech dekad.

- Pierwszym moim dyrektorem był pan Kozłowski, a drugim Antoni Capała. Jeszcze w międzyczasie zastępcą dyrektora Capały był Antoni Żuchora. No i teraz, już po przekształceniu przedsiębiorstwa w spółkę, moją szefową jest prezes Joanna Koziarska-Kiziak - wylicza.

Jerzy Sadyk, zapytany o najtrudniejsze momenty w historii firmy, przyznaje, że było ich dużo.

- Wspomnę chociażby niedawny pożar jednego z naszych najstarszych solarisów na ul. Kozielskiej. Odkąd pracuję w MZK, mieliśmy kilka takich pożarów, ale w dwóch przypadkach pojazdy spłonęły doszczętnie, więc nadawały się tylko do kasacji. Mówię tu zarówno o zdarzeniu z 13 kwietnia br. oraz o sytuacji sprzed dobrych kilkunastu lat, kiedy pożar całkowicie strawił ikarusa o numerze bocznym 220. W pozostałych przypadkach zdołaliśmy autobusy przywrócić do użytku. Całe szczęście, iż żaden z pasażerów nie ucierpiał w tych zdarzeniach. Dodam tylko, że cały nasz tabor jest kompleksowo ubezpieczony - zapewnił Jerzy Sadyk.

Myślenie proekologiczne

Dziś mieszkańców Kędzierzyna-Koźla wożą autobusy: Ikarus 415.22 (pierwsze we flocie pojazdy z automatyczną skrzynią biegów), Ikarus 260.73A, przegubowy Ikarus 280.58, Solaris Urbino 12, SOR BN 8,5 (autobusy klasy midi), Mercedes Benz Citaro 530G, Solaris InterUrbino (przystosowany do przewozów międzymiastowych) czy Kapena Cacciamali Iveco 65C. Najnowszy nabytek zaprezentowano 1 maja, podczas uroczystości z okazji 50-lecia MZK. To autobus hybrydowy marki Volvo, zakupiony ze środków UE oraz z funduszy gminnych. Pojazd z dwoma niezależnymi napędami - elektrycznym i spalinowym, który dzięki nowoczesnemu rozwiązaniu jest w stanie zaoszczędzić około 40 proc. paliwa w porównaniu z konwencjonalnym autobusem. Gdy w akumulatorach zaczyna brakować energii, uruchamia się silnik diesla, który doładowuje baterie. Autobus hybrydowy o wartości około 1,7 mln zł, to pierwszy tego typu pojazd we flocie MZK. Jest oszczędny i emituje mniej szkodliwych substancji do atmosfery. Wyprodukowano go w polskiej fabryce we Wrocławiu. Jest niskopodłogowy, w pełni klimatyzowany, z możliwością przewozu wózków. Może pomieścić 94 pasażerów, z czego 30 przypada na miejsca siedzące.

Niebawem pojawią się trzy nowe solarisy z silnikami spalinowymi; trafią do naszej gminy z początkiem lipca br.

- Wszystko po to, żeby mieszkańcy naszego miasta podróżowali w komfortowych warunkach - przekonuje prezes Joanna Koziarska-Kiziak. - Teraz wszyscy razem możemy sobie życzyć dalszego rozwoju komunikacji publicznej, aby pasażerowie nam zaufali i dalej korzystali z naszych usług, bo warto - kończy sterniczka MZK.

Związany emocjonalnie

Do najstarszych stażem kierowców MZK, którzy pracują w przedsiębiorstwie do dziś, należy Ryszard Drużbański. Za kółkiem miejskich autobusów ulicami Kędzierzyna-Koźla przejechał ponad dwa miliony kilometrów.

- Kręgosłup już wysiada, ale na szczęście te nowe autobusy mają o wiele wygodniejsze fotele. Pracuję w tej firmie 34 lata. Moim pierwszym autobusem był Autosan H-10, który sprawował się całkiem dobrze. Generalnie autosany zdawały egzamin. Teraz w moje ręce oddano już piąty w kolejności autobus, a mianowicie najnowszy nasz nabytek, czyli Volvo.

- To taka rekompensata za te dwa ostatnie, którymi jeździłem. Mam na myśli ikarusy, które były „nieco” głośniejsze, aczkolwiek też dobre - uśmiecha się Ryszard Drużbański, nie kryjąc, że ze swoimi dotychczasowymi pojazdami był związany emocjonalnie.

- Trudno było się z nimi rozstać. Zresztą każdy facet przywiązuje się do swojego pojazdu. Ale później przyzwyczajamy się do tych nowych. To kwestia czasu - przyznaje nasz rozmówca. Karierze zawodowej pana Ryszarda towarzyszyły też trudniejsze chwile.

- Pamiętam, jak w autobusie pasażer zmarł mi na zawał serca. Nim się zorientowałem, że coś jest nie tak, to człowiek już nie żył. Spadł mi z siedzenia na jednym z zakrętów. Poszedłem szybko sprawdzić, co się stało, ale było za późno. Pozostało tylko wezwać policję i karetkę pogotowia. Przez pierwsze tygodnie po tym zdarzeniu, gdy szedłem na tył autobusu, towarzyszyło mi takie dziwne uczucie - przyznaje Ryszard Drużbański, niechętnie wracając do tamtych chwil. Teraz życzy sobie już tylko szerokiej drogi i aby jego nowy autobus nie psuł się za często.

 

Andrzej Kopacki

Zdjęcia (11)

Podpięte galerie zdjęć:

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe