Czwartek, 18.07.2019

Rehabilitacja na Dachu Świata

  • 15.06.2019, 11:52
  • Andrzej Kopacki
Rehabilitacja na Dachu Świata
Amadeusz Gajecki, fizjoterapeuta i osteopata z Kędzierzyna-Koźla, uczestniczył w kwietniu tego roku w bardzo ciekawym, charytatywnym przedsięwzięciu pod nazwą „Kathmandu Therapy CAMP” w odległym o ponad sześć tysięcy kilometrów Nepalu. Tam, wraz z innymi wolontariuszami, pomagał osobom niepełnosprawnym i szkolił miejscowych rehabilitantów.

Wszystko zaczęło się w Poznaniu, a inicjatorem zorganizowanego po raz drugi przedsięwzięcia jest dr Marian Majchrzycki. Misje terapeutyczne, ale pod innym szyldem, miały już miejsce wcześniej. Chodzi o projekt pod nazwą „Rehabilitacja na Dachu Świata”, który również zainicjował dr Marian Majchrzycki. Podczas pobytu w Nepalu nawiązał on kontakt ze Szpitalem Uniwersyteckim w Katmandu i właśnie wtedy narodził się pomysł, by powrócić z grupą studentów. Wyprawa do tak odległego kraju, w którym dostęp do fizjoterapii jest bardzo ograniczony, wzbudziła w studentach entuzjazm i chęć szerzenia idei rehabilitacji. Tak właśnie powstał projekt „Rehabilitacja na Dachu Świata”, który przerodził się w „Kathmandu Therapy CAMP”.

Na swój koszt

Fizjoterapeuci, osteopaci oraz studenci medycyny tybetańskiej z Polski za własne pieniądze wyruszyli do Katmandu, aby pomagać niepełnosprawnym Nepalczykom, wspomagać terapeutycznie tamtejsze fundacje oraz uczyć fizjoterapeutów pochodzących z tego wciąż dla nas egzotycznego państwa.

- Było nas ponad dwudziestu. Pokazaliśmy im, jak pracujemy. Choć są to osoby, które również posiadają wykształcenie, to jednak nie mają tak szerokiego dostępu do metod i sposobów pracy jak my w Polsce. Dlatego z naszej strony mogliśmy im pokazać to, co najlepsze - mówi Amadeusz Gajecki, który w maju br. ukończył również podyplomowe studia z osteopatii. Czasami do polskiej grupy dołączali, na krótko, fizjoterapeuci z innych krajów. Nie można też zapomnieć o lekarzach czy osobach niezwiązanych bezpośrednio z terapią, bardziej nastawionych na udokumentowanie (w formie zdjęć i filmów) całej akcji, a następnie jej promocję.

- Gospodarze przyjęli nas z otwartymi rękami. Pracowaliśmy tam w wielu fundacjach, choć ja tylko w jednej. Natomiast pomocą w organizacji naszego pobytu w Katmandu zajmowała się, pochodząca z Europy, Andrea, która działa w jednej z fundacji na rzecz Nepalu – wyjaśnia Amadeusz Gajecki, nie ukrywając, że czynników, które zachęciły go do tego wyjazdu, było wiele.

- Jednym z nich była chęć niesienia pomocy. Człowiek czuje się znacznie lepiej, gdy pomaga innym. Kolejnym czynnikiem jest rozwój zawodowy. Można przy okazji poznać innych fizjoterapeutów, wymienić się doświadczeniami - przyznaje koźlanin. - Natknąłem się tam na ludzi z niewystępującymi w Europie dolegliwościami. Najczęściej były to zaniedbania wynikające z niewystarczającej świadomości pacjentów oraz niewłaściwej opieki medycznej, gdyż tamtejsza służba zdrowia nie jest zbyt dobrze rozwinięta.
 

Trudne przypadki
 

Na przykład efektem źle przeprowadzonych operacji były fatalnie leczone zakażenia, co w przypadku pewnej młodej dziewczyny skutkowało chociażby niedowładem nogi. Grupa z Polski nie miała wątpliwości, że w Europie służba zdrowia i świadomość postępowania są na nieporównywalnie wyższym poziomie.
 

- Mieliśmy pacjentów z powikłaniami po złamaniach kończyn, którzy mieli problem z chodzeniem. Nie brakowało osób poruszających się na wózkach inwalidzkich, jak również takich, które uskarżały się na bóle kręgosłupa. Staraliśmy się jak najskuteczniej pomóc im wszystkim - opowiada Amadeusz Gajecki. - Ci ludzie mieli dużo szczęścia, że trafili do tych ośrodków, bo otrzymali konkretną pomoc. Choć same ośrodki też nie rzucały na kolana. Najbardziej obskurny ośrodek, jaki widziałem w Polsce, jest o wiele lepszy niż te w stolicy Nepalu. Natomiast personel, jego otwartość, życzliwość, pogoda ducha i chęć niesienia pomocy innym to była taka rekompensata przy tych wszystkich brakach i niedogodnościach. Średnio przyjmowałem około ośmiu pacjentów dziennie, a byłem tam 13 dni, choć „Kathmandu Therapy CAMP” trwał dłużej. Pokazywałem też jednej z fizjoterapeutek, jak pracuję. Była chętna do nauki - przyznaje nasz rozmówca, który w Kędzierzynie-Koźlu ma własny gabinet fizjoterapii oraz osteopatii i na co dzień pomaga ludziom z różnymi dolegliwościami.
 

Inny świat
 

Katmandu jest stolicą, największym i najważniejszym miastem Nepalu. Wraz z miastami Patan i Bhaktapur tworzy aglomerację liczącą powyżej miliona mieszkańców. Należy do najpiękniejszych i najbardziej klimatycznych miast Azji, choć panujący w nim chaos komunikacyjny, hałas, tłok, intensywne zapachy i wszechobecny brud mogą być dla niektórych trudne do zniesienia. Miasto liczy prawie dwa tysiące lat i prawdopodobnie znaczna jego część wygląda dziś tak jak kilkaset lat temu. Wąskie uliczki, tysiące sklepików, małych restauracji, pałace, świątynie i kapliczki na każdym rogu, przepiękna, egzotyczna architektura, drażniący nozdrza zapach kadzidełek, codzienne religijne ceremonie, odgłosy instrumentów i dzwonki rikszarzy niewątpliwie wpływają na wyjątkowość tego miejsca.
 

Katmandu już od lat 60. XX wieku przyciągało tłumy turystów. Było mekką dla hipisów, miłośników gór i zwykłych turystów szukających mocnych wrażeń oraz pięknych widoków. Miasto położone jest na wysokości ponad 1300 m n.p.m. Leży w otoczonej wzgórzami dolinie o długości 25 km i szerokości 18 km, będącej kolebką nepalskiej kultury. Jeszcze 100 lat temu w Dolinie Katmandu było tyle samo stup i świątyń, ile domów mieszkalnych. Teraz te proporcje się zmieniły, ale wciąż ich liczba sprawia, że Dolina Katmandu uznawana jest za miejsce o największej na świecie koncentracji tego typu obiektów na kilometr kwadratowy.
 

Nie ma reguł
 

Z opowieści Amadeusza Gajeckiego wynika, że po przyjeździe Katmandu wydaje się bardzo kolorowym, aczkolwiek biednym miastem. Jest tam bardzo mało zieleni, nawet w samym centrum stolicy Nepalu, brak dróg asfaltowych.
 

- Jest bita gleba, piach i mnóstwo pyłu, który unosi się w powietrzu. Ulice pełne śmieci, które od czasu do czasu ktoś podpali. Panuje tam niesamowity gwar. Kierowcy jeżdżą bez zachowania jakichkolwiek reguł i przepisów, które obowiązują chociażby w Europie - zaznacza, dodając, że ludzie, na których trafił, byli bardzo pogodni, otwarci i szczodrzy. W Nepalu przenikają się głównie dwie religie: hinduizm i buddyzm. Panuje niesamowita tolerancja wobec innych wyznań. Na każdym kroku widać mnichów. Zabawny jest na przykład widok mnicha w klasztornych szatach, który dla wygody chodzi w adidasach, choć tradycjonaliści wciąż wybierają sandały.
 

- Na pierwszy rzut oka wiele problemów jest niezauważalnych. Szczególnie dla osób z zewnątrz. Nie dostrzegłem problemu kastowości, chociaż występuje. Nepalczycy niechętnie o tym mówili, choć jest to bolesne zjawisko, szczególnie na wsiach. Kolejnym zjawiskiem, którego nie widać, to ograniczone prawa kobiet. Owszem, można tam spotkać panie, które jeżdżą autami, a nawet na motocyklach. Ubierają kolorowe sari, czyli tradycyjną część garderoby, są uśmiechnięte. Jednak gdy bardziej zgłębimy ten temat, to problem naruszania praw kobiet jest bardzo poważny. Natomiast to, co bardzo rzuca się w oczy, to wszechobecna bieda i brud. Oczywiście nie brak kontrastów, bo nas ulokowano w dobrym hotelu, który jak najbardziej spełniał nasze oczekiwania - zapewnia kozielski fizjoterapeuta.
 

Chcę tam wrócić
 

Wbrew pozorom uczestnicy „Kathmandu Therapy CAMP” nie mieli czasu na podziwianie pięknych himalajskich krajobrazów.

- Prawie w ogóle ich nie widziałem. Byliśmy w jednym miejscu, skąd podobno jest piękny widok na Himalaje, ale niestety z uwagi na gęstą mgłę nie ukazały się naszym oczom. Natomiast jeśli będę miał okazję tam wrócić, to chętnie skorzystam z takiej możliwości. W przyszłym roku „Kathmandu Therapy CAMP” również ma dojść do skutku i chciałbym uczestniczyć w tym przedsięwzięciu - deklaruje Amadeusz Gajecki, zauważając, że z takich podróży można wiele wynieść: nowe doznania, zwyczaje i tradycje. Jego zdaniem taki wyjazd pozwala docenić to, co mamy, i spojrzeć na naszą rzeczywistość z innej perspektywy.

- Nie chodzi o to, że czułem się przygnębiony tym, co widziałem. To jest inny świat i kultura, inny sposób myślenia oraz postrzegania świata. Nepalczycy nie są tak zabiegani jak my. Spokojniej i bez pośpiechu podchodzą do życia. Nawet gdy stoi się tam w korku i panuje potworny ścisk, to nie odczuwa się tej presji ze strony kierowców. Owszem, trąbią nagminnie na wszystkich i na wszystko, ale w tych krajach jest to normalne. Skoro przepisy nie obowiązują, to nikt nie rości sobie na przykład prawa do pierwszeństwa przejazdu, więc ten poziom emocji na drogach jest znacznie mniejszy niż u nas. Jeżdżą intuicyjnie i, o dziwo, zdaje to egzamin. Mimo że to stolica, nie zauważyłem tego wyścigu szczurów, tak charakterystycznego dla wielkich europejskich aglomeracji - kończy Amadeusz Gajecki.

Andrzej Kopacki

Zdjęcia (12)

Podpięte galerie zdjęć:
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe