Niedziela, 20.10.2019

Ze świecą szukać drugiego takiego pojazdu

  • 24.07.2019, 14:27
  • W
Ze świecą szukać drugiego takiego pojazdu Foto: archiwum prywatne
Numer operacyjny wozu: 001. To być może pierwszy tego typu pojazd dziecięcy w Polsce. Nie o bycie pionierem jednak chodzi, a o spełnianie marzeń. To zadanie udało się zrealizować mieszkańcowi Gościęcina.

Strażak ochotnik, ratownik kwalifikowanej pierwszej pomocy. W Austrii Adam Wielgan pracuje jako prowadzący brygady na budowach, w zależności od rozmiaru projektu, 4- lub 8-osobowych.

Swego czasu odkupił od kolegi zielonego quada. W garażu pojazd przez rok pokrywał się kurzem. Nic przy nim nie robiono.

Właściciel pojazdu nosił się z zamiarem przemalowania quada. Po rozmowie z synem Natanielem, który niebawem skończy siedem lat, podjęto wspólną decyzję: zieleń pokryje się czerwienią.

Po pierwszej przejażdżce po podwórku Nataniel krzyknął: „Tato, zrób mi strażackiego quada”! Pan Adam miał już w głowie gotową odpowiedź.

Odtąd, po każdym powrocie z Austrii do domu, myślał o quadzie. Dzwoniąc do żony, uzgadniał wspólnie ze starszym synem, co będą robić przy pojeździe po jego powrocie.

Pierwsze, co musieli zakupić, to: opony, dętki, lakiery, kierunkowskazy, oświetlenie, syrenę i śrubki.

- I tak krok po kroku, kabelek po kabelku, zaczął powstawać mały wóz strażacki w wersji quada - mówi z uśmiechem pan Adam.

Materiały do przeróbki Wielganowie zamawiali przez internet.

- Pomysł z głowy. Niczym się nie sugerowaliśmy - podkreśla Wielgan. W swojej pracy kierował się bezpieczeństwem użytkowników quada.

- Myślałem o tym, że Natek da najpierw tacie wypróbować, jak ten pojazd jeździ. Żebym mógł sprawdzić, czy wszystko działa: lampy, hamulce, no i oczywiście czy jest bezpieczny. I czy nie jest za ciężki, bo dość bogato go doposażyliśmy - mówi pan Adam.

Pojazd wzbogacił się o oświetlenie sygnalizacyjne, sygnały ostrzegawcze wozu strażackiego, armaturę wodną - węże W52, prądownicę, łączność, dwie gaśnice i apteczkę pierwszej pomocy.

W konstruowaniu quada pomagał Nataniel. Chłopiec wspierał tatę przy skręcaniu i malowaniu pojazdu, a żona przy zamawianiu i odbiorze części potrzebnych do prac.

Najtrudniejsze momenty? Elektryka. „Oby tylko wszystko działało” - martwił się Nataniel. Jego tata obawiał się, czy czegoś nie przeoczył. Sporo trudności nastręczyła też wymiana dętek i wkładanie ich do opon.

Zadanie pochłonęło ok. 500 zł. Czy podobne przedsięwzięcia mają szansę realizacji? Pan Adam zapewnia, że na quadzie się nie skończy.

- Ale to tylko moja cicha tajemnica - mówi enigmatycznie.

Warto realizować podobne pasje.

- Nie ma co czekać. Nikt nie spełni za nas marzeń. Jak nie my, to kto? -  nawiązuje do jednej z ostatnio modnych piosenek. - Spędzając czas z najbliższymi, realizując wspólne pasje, hobby i marzenia, czegóż można chcieć więcej. Dla takich chwil warto żyć - dodaje Adam Wielgan.

 

W

Zdjęcia (6)

Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe