Niedziela, 15.09.2019

Coraz lepszy klimat na wino

  • 02.09.2019, 18:07
  • Andrzej Kopacki
Coraz lepszy klimat na wino foto: Andrzej Kopacki
Na ósme już Święto Wina zaprasza do „Winnicy nad Dwoma Stawami” przy ul. Kozielskiej w Większycach 7 września organizator imprezy - Waldemar Wczasek, przedsiębiorca z gminy Reńska Wieś. Zachęca do udziału w tym nietuzinkowym wydarzeniu, gdyż będzie ono wyjątkowe z uwagi na ważną dla winnicy rocznicę.

- Zatem o jaki jubileusz chodzi?

- Obchodzimy właśnie 10-lecie „Winnicy nad Dwoma Stawami”. Jesienią 2009 roku zdecydowaliśmy się na pierwsze nasadzenia. Nawet nie wiem, kiedy minęła ta dekada.

- Trzeba przyznać, że winnica pięknie się rozrosła. Przypuszczam, że sadzonki pochodzą z różnych zakątków Europy.

- Bardzo bym chciał, ale są to tak zwane odmiany hybrydowe, które dają sobie radę w tym naszym nieco chłodniejszym klimacie. Aczkolwiek obserwując poprzednie i obecne lato, można stwierdzić, że diametralnie się to zmienia, bo jest coraz cieplej. Liczba godzin nasłonecznienia jest już porównywalna z niektórymi rejonami węgierskimi, niemieckimi, czy nawet hiszpańskimi. Mamy coraz lepszy klimat na wino.

- Zapytam o nazwy tych twoich odmian hybrydowych.

- Są to dwie odmiany austriackie oraz niemieckie, o nazwach „Solaris” i „Seyval Blanc”, z których produkuję białe wino. Jest jeszcze „Jutrzenka”, ale w mniejszej ilości, jeśli chodzi o nasadzenia. Do produkcji czerwonego wina wykorzystuję dwie odmiany: „Monarch” i „Cabernet Cortis”, które mają się tutaj bardzo dobrze.

- Branża winiarska się rozwija, ponieważ ludzie coraz częściej stronią od wysokoprocentowych alkoholi.

- Dzieje się tak na całe szczęście i myślę, że nieprzypadkowo. Ta nasza kultura spożycia alkoholi zaczyna ewoluować. Wino łączy się z pewną kulturą, bo jeśli na naszym terenie zacznie powstawać coraz więcej winiarni oraz winnic, to narodzi się enoturystyka, czyli turystyka winiarska. Wtedy ludzie spędzać będą wieczory w piwniczkach na biesiadach, rozmowach i degustowaniu różnych gatunków win, co tylko w całości może przynieść ten pożądany efekt dla branży winiarskiej.

- Czy można cię już określić mianem fachowca w kontekście produkcji wina? Z jednej strony osiem lat to szmat czasu. Jednak trzeba pamiętać, że na Zachodzie te rodzinne tradycje winiarskie kontynuowane są z pokolenia na pokolenie przez dziesiątki, a nawet setki lat. Z pewnością odwiedziłeś niejedną zachodnioeuropejską winnicę, podpatrywałeś pewne rozwiązania i przeniosłeś je na nasz lokalny grunt.

- Staram się jak mogę. Owszem, wiele rzeczy podpatrzyłem, ale ja lubię też swoją nutę smakową, czyli coś, co wypracuję sobie sam. Swój sposób, swój model. Jak już się robi wino, to proces produkcji, dobór drożdży itp. staje się osobistym doświadczeniem. Nie bez znaczenia jest tu też opinia i doświadczenie klientów. Bo jeśli stwierdzą, że wino jest smaczne, to wtedy można je tylko ulepszać, ale nie zmieniać diametralnie. No ale gdy klienci chwalą sobie trunek, to wtedy mamy tę pewność, że idziemy w dobrą stronę.

- Przypuszczam jednak, że na samym początku konsultowałeś z fachowcami i producentami win pewne praktyki. Zapewne też sporo czytałeś na ten temat. Z czegoś ta twoja wiedza się przecież wzięła.

- Z winiarzami to się najpierw konsumuje, a nie konsultuje. Dopiero potem przechodzimy do konsultacji, jak ma się na to jeszcze siłę. Tak na poważnie, to na drugi dzień człowiek wstaje, idzie na winnicę oraz do piwnicy i zadaje winiarzom szereg ważnych pytań. Oni odpowiadają tak, jak chcą i ile chcą. Książki poświęcone tej tematyce oraz informacje z internetu też się przydają, ale najwięcej daje winiarzowi próbowanie, czyli doświadczalne wytwarzanie różnego rodzaju gatunków win. Stosowanie różnych drożdży, różnych temperatur, odpowiednie przechowywanie i klarowanie wina. Człowiek w swojej piwnicy czy winiarni sam musi tego wszystkiego doświadczyć i spróbować. Wiedza teoretyczna jest ważna. Jednak bez przełożenia na praktykę i doświadczenie z wiedzy tej niewiele da się wycisnąć.

- Ty jesteś już praktykiem. Pytanie zasadnicze: czy z punktu widzenia przedsiębiorcy uważasz, że to dobry pomysł na życie?

- Dla mnie jest to strzał w dziesiątkę, ponieważ te przeszkody i formalności urzędowe, które gdzieś tam po drodze musiałem pokonać, wcale nie były takie straszne. Nigdzie w urzędach nie natknąłem się na rzucanie kłód pod nogi. Wręcz przeciwnie, spotkałem się z dużą dozą życzliwości i zrozumienia. Każdy z każdym, jeśli tylko chce, może się dogadać.

- No ale podatki trzeba płacić.

- Oczywiście, że należy płacić, ale to jest teraz proste, bo raz na kwartał wysyłam internetowo jeden plik i sprawa jest załatwiona. To wszystko jest do ogarnięcia i nie widzę w tym większego problemu.

- Najważniejsze jest chyba to, że robisz w życiu to, co lubisz.

- Jest to pasja, która narodziła się zupełnie przypadkowo dziesięć lat temu, gdy wraz z żoną spędzałem wakacje w mieście Eger na Węgrzech. Piękna okolica, śliczne miasto. Tam jest wino, które znają wszyscy Polacy, bo sprowadzali je jeszcze za komuny, czyli Egri bikavér, co w tłumaczeniu na język polski oznacza „Egerska bycza krew”. Tam zetknęliśmy się z tą całą kulturą, ponieważ w tym czasie w Eger trwał festiwal wina. Było mnóstwo radości, uśmiechu, rozmów i, co najważniejsze, wystawców wina. Odwiedziliśmy przeróżne piwniczki i winnice. Tam złapałem tego bakcyla.

We wrześniu wróciliśmy z Egeru, a ja już w listopadzie zacząłem przygotowywać miejsce pod pierwszą winorośl i w tym samym miesiącu ją nasadziłem. Sadzi się bowiem w listopadzie i na wiosnę. Nie czekałem więc długo, tylko od razu przystąpiłem do działania. Owszem, początkowo miałem chwile zwątpienia. Myślałem, że teren nie do końca się sprawdzi, bo jest zimno i wietrznie. Ale po czasie okazało się, że winorośl jest niesamowicie wdzięczną rośliną. Jeśli poświęci się jej czas i siłę, to potrafi odpłacić niesamowitym plonem.

- A co twoja druga połówka na tę całą pasję? Też cię wspiera?

- Teraz już tak. Na początku to nie było takie proste, ale każdy głos krytyczny, szczególnie żony jest ważny. To był ten głos rozsądku, który podpowiadał, że jak już mam w to wejść, to powoli i z głową. Teraz często razem pracujemy przy tym wszystkim. Są na przykład degustacje, które musimy wspólnie przygotować dla naszych klientów. My tu działamy rodzinnie, bo bez pomocy teściów sami nie dalibyśmy rady. Mój teść Henryk Zmarzły ogarnia tutaj mnóstwo rzeczy. Szczególnie od technicznej strony jest mi zawsze bardzo pomocny. Wystarczy jedno słowo i problem z głowy. Jego żona, a moja teściowa Barbara, to też złota kobieta.

- Teściowa nie obrośnie w piórka?

- Ależ to najprawdziwsza prawda i nie radzę wątpić nikomu w te słowa. Ona też ogarnia mnóstwo spraw, a do tego wszystkiego jak są degustacje i odwiedzają nas duże grupy, to zawsze mogę na nią liczyć od strony kulinarnej, organizacyjnej czy porządkowej. Zatem, tak jak wspomniałem wcześniej, ogarniamy to wszystko rodzinnie i dobrze nam to wychodzi.

- Z jednej strony winnica, a z drugiej stawy hodowlane.

- Ponieważ ten teren, który nabył mój teść, pierwotnie miał mieć nieco inne przeznaczenie. Pierwszym jego pomysłem było właśnie wykopanie stawów, które są tu do dziś. To wszystko przez lata rozwijaliśmy wspólnymi siłami. Teraz, jak ktoś ma ochotę połowić tutaj rybki, to ma taką możliwość. Osobiście nie poświęcam cennego czasu wędkarstwu, ale zapraszam innych, tym bardziej że są tu różne gatunki: sumy, leszcze, okonie, ukleje. Oczywiście jest też karp, którego co roku odławiamy przed świętami. Chętnych nie brakuje.

- Agroturystyka pełną gębą.

- Ktoś nawet kiedyś dzwonił i pytał, czy mamy noclegi, bo chcieli tutaj przenocować po imprezie, ale niestety nie zapewniamy miejsc noclegowych. Mamy tylko piwnicę, winnicę i dom. W związku z tym zainteresowani noclegiem stwierdzili, że położą się w naszej piwniczce i tak też uczynili. Spali aż miło.

- Powróćmy do Święta Wina, które co roku cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Przychodzi tu mnóstwo ludzi, którzy bawią się doskonale do późnych godzin. Z jednej strony promocja winiarstwa, a z drugiej świetny sposób na integrację społeczności lokalnej.

- To prawda. Lokalnej, jednak, co chciałbym podkreślić, mamy też wielu przyjezdnych z całej Polski, np. z Wrocławia czy Zielonej Góry. Natomiast przede wszystkim jest to święto dla naszej gminy i powiatu. Zaczyna się robić ciasno i myślimy już o tym, jak wygospodarować więcej miejsca. W zeszłym roku od godz. 15 do 23 mieliśmy tak wielu gości, że nie było gdzie szpilki włożyć. Natomiast fenomenem tego święta jest połączenie wina z kulturą.

Planujemy występy artystyczne, atrakcje dla dzieci. Będzie tradycyjne gniecenie winogron. W tym roku panie wydepczą jakieś 250 kg owoców, z których zrobimy pyszne wino. Będziemy, jak to się mówi w naszym slangu, cisnąć moszcz, czyli ten sok, który potem fermentuje. Ktoś powie, że wino to jest alkohol. Ale na tym święcie nigdy nie ma ani jednej smutnej osoby, nikt się z nikim nie bije, nie awanturuje. Imprezie towarzyszy wspaniała atmosfera, ludzie uśmiechają się do siebie, oddając konwersacji. I to mi się najbardziej w tym winie podoba. Nie wiem, jak ono to robi, ale wino potrafi tych ludzi odmienić.

- Nie śmiem zaprzeczyć. Dodam jeszcze, że wydarzenie to przyciąga również wystawców win, miodów pitnych, ekologicznej żywności, którzy przyjeżdżają tu z różnych zakątków kraju. Uczestnicy święta nie mogą więc narzekać na monotonię, jeśli chodzi o smaki i zapachy.

- Ponieważ chcemy, aby to wszystko było po domowemu, tak jak kiedyś. Odwiedzając wioskę, można było dostać wszystko, począwszy od wina po sery, mleko, dżemy, a na chlebie ze smalcem i kiszonym ogórkiem skończywszy. Tu ma być bardzo podobnie, dlatego zapraszamy producentów dobrego wina i zdrowej żywności. Chcemy wypromować to, co kiedyś było zupełnie normalne. Jeśli ktoś na naszym święcie nawiąże kontakt z jakimś producentem wina czy serów, to wiem, że potem niektórzy na stałe zaopatrują się u tych gospodarzy w liczne produkty. Zatem warto to pokazać, docenić i promować.

- Czy z okazji jubileuszu winnicy przewidujesz jakieś nowości, niespodzianki?

- Powoli wchodzimy w produkcję różnego rodzaju napojów fermentowanych na bazie owoców, miodów, kwiatów, roślin leczniczych, jak chociażby mniszek lekarski. Już w przyszłym roku będzie tego można spróbować. Pojawią się zupełnie inne napoje, które chcemy wprowadzić na rynek.

- Ale już wcześniej korzystałeś z dobrodziejstwa natury i wytwarzałeś trunki chociażby z aronii.

- Także miód-malina czy białe wino z kwiatu czarnego bzu. To nasze sztandarowe produkty. Ale myślę też o wiśni, czarnej porzeczce, gdyż w polskiej tradycji wina owocowe zawsze zajmowały ważne miejsce. I tego się trzymajmy.

- Zatem do zobaczenia w sobotę 7 września.

- Zapraszam serdecznie do winiarni „Synapsa”. Początek o godz. 13. „Winnica nad Dwoma Stawami” będzie tego dnia czynna do ostatniego gościa.

 

Andrzej Kopacki
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

J
J 03.09.2019, 08:24
A podobno alkohol szkodzi ;-)

Pozostałe