Piątek, 20.09.2019

Trzy dekady na obcej ziemi

  • 10.09.2019, 16:56
  • Andrzej Kopacki
Trzy dekady na obcej ziemi foto: Andrzej Kopacki Ksiądz Zdzisław Kościelny przybył do RPA 6 stycznia 1990 roku i pełni tam posługę kapłańską do dziś
Pochodzący z Pawłowiczek ksiądz Zdzisław Kościelny od niemal 30 lat sprawuje posługę kapłańską na Czarnym Lądzie. Życie w oddalonej od Polski o ok. 14 tys. km Republice Południowej Afryki nie jest łatwe, ale można się do niego przyzwyczaić.

Zdzisław Kościelny przyszedł na świat w kozielskim szpitalu. Jego rodzinną miejscowością były Pawłowiczki, gdzie wychowywał się i szczęśliwie dorastał. Po ukończeniu edukacji odbył dwuletnią służbę w kozielskiej jednostce wojskowej. Pełen młodzieńczego zapału Zdzisław zdecydował się na wstąpienie do Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego.

- Jest to zgromadzenie misyjne. Już po święceniach kapłańskich przez dwanaście miesięcy pracowałem jako wikary w Sosnowcu w jednej z tamtejszych parafii, na Środuli. Po tym okresie złożyłem podanie o wyjazd na misję, na co moi przełożeni wyrazili zgodę. Wybrałem Republikę Południowej Afryki, choć wśród innych opcji pojawiły się Filipiny oraz Zair - wspomina ksiądz Zdzisław Kościelny; uznał wówczas, że w obu tych krajach mógłby nie podołać z uwagi na klimat. Szczególnie na Filipinach.

W RPA warunki klimatyczne są jednak bardziej przyjazne dla Europejczyków. Zresztą chęć poznania właśnie tego zakątka świata zawładnęła nim już nieco wcześniej. Dzięki coraz lepszej znajomości języka angielskiego zaczął czytać różne periodyki poświęcone między innymi RPA i problematyce apartheidu. Dla przypomnienia - był to system polityczny panujący w tym kraju do połowy lat 90., oparty na segregacji rasowej.

Prosto z USA

Najpierw jednak w 1988 roku wyjechał do USA na naukę języka angielskiego. Następnie 6 stycznia 1990 roku prosto ze Stanów Zjednoczonych przyjechał do RPA.

- Początki były trudne. Jeszcze przez cztery lata na własne oczy obserwowałem zjawisko apartheidu - wspomina misjonarz. - Przykładowo, korzystając z placówek służby zdrowia, osobne wejście do lekarza mieli biali oraz czarni i kolorowi. Gdy dotarłem na pierwszą misję, to byłem tam sam jak palec. Najbliższa droga asfaltowa była oddalona o 30 km. Taką samą drogę musiałem pokonać, żeby zobaczyć innego białego człowieka. Reszta to byli czarni. Na szczęście dostępne w sklepach wyżywienie nie odbiegało zasadniczo od tego w Europie. Szedłem do sklepu i kupowałem to, co chciałem - opowiada ksiądz Zdzisław.

Przez pierwsze osiem lat miał pod opieką aż osiem kościołów rozsianych w promieniu 30 km. Zamieszkiwał w miejscowości Mhlanga w diecezji Aliwal North, kierując misją pw. św. Augustyna.

- To było moje pierwsze zderzenie z Afryką i zarazem najpiękniejszy czas na misjach, choć musiałem czerpać wodę z dwóch studni, z których jedna miała 60, a druga 100 metrów głębokości. Później musiałem czekać po 3-4 dni, aby ich dno ponownie napełniło się wodą. Natomiast czasami wystarczył lekki deszcz i byłem całkowicie odcięty od świata - przyznaje nasz rozmówca i dodaje, że miał dostęp do energii elektrycznej, natomiast po paliwo jeździł do miejscowości oddalonej aż o 120 km.

Poruszał się wtedy samochodem marki Toyota. Od razu zamawiał 2 tys. litrów. Tamtejszą walutą jest rand, który dzieli się na 100 centów. Jeden rand to w przeliczeniu na naszą walutę ok. 28 gr. Gdy w 1990 roku ksiądz Zdzisław Kościelny przybył do RPA, to litr paliwa kosztował 65 centów. Teraz za litr ropy trzeba zapłacić ponad 17 randów.

- Pewnego dnia, gdy brat ze swoją córą przyjechali do mnie, zauważyli, jak miejscowa kobieta nabiera wody z otworu wydrążonego w ziemi. Czasami odległość, jaką Afrykanki muszą pokonać, by nabrać do wiadra mętnej wody, wynosi 3-4 km w jedną stronę. Brat mnie zapytał, co ta kobieta zamierza robić z tą wodą. Odparłem, że wykorzystuje ją praktycznie do wszystkiego: do prania, mycia oraz do celów spożywczych. I co ciekawe, nikt tam nie choruje ani nie cierpi na dolegliwości żołądkowe - zapewnia nasz rozmówca, przyznając, że na afrykańskich wsiach czas nie odgrywa żadnej roli. Nikt się nie śpieszy, a sprawy materialne schodzą na dalszy plan.

Przeprowadzka

Po ośmiu latach posługi ksiądz Zdzisław Kościelny został przeniesiony do diecezji De Aar, gdzie dostał pod opiekę aż trzy parafie. Dwa kilometry od miejsca zamieszkania znajdowała się parafia pw. Męczenników z Ugandy, druga w oddalonym o 60 km Hanoverze, a trzecia w oddalonym o 120 km Richmond. Parę lat wcześniej, w 1994, czarna ludność, głównie za sprawą Nelsona Mandeli, przejęła władzę w kraju. Mandela był prezydentem RPA w latach 1994-1999 i zarazem jednym z przywódców ruchu przeciw apartheidowi, działaczem na rzecz praw człowieka oraz laureatem Pokojowej Nagrody Nobla.

- To właśnie Mandela nawoływał białych w połowie lat 90., aby nie opuszczali RPA, przekonując, że ten kraj jest dla wszystkich - wspomina duchowny i dodaje, że chociaż znał angielski, to i tak musiał nauczyć się języków lokalnych, by móc odprawiać msze święte.

Tymczasem lokalnych dialektów jest tam aż jedenaście. Wiadomości w tamtejszej telewizji nadawane są w 11 językach. Podobnie jest z prasą, literaturą itp. Należało więc wykazać się niemałą determinacją, by przynajmniej dwa podstawowe z nich solidnie opanować i się nimi posługiwać. Poza angielskim były to języki xhosa i afrikaans.

Co ciekawe, afrikaans to język ojczysty południowoafrykańskich Koloredów oraz białych Afrykanerów. Powstał na styku kultur w Kolonii Przylądkowej z XVII-wiecznych dialektów niderlandzkich pod wpływem języka malajskiego i portugalskiego oraz miejscowych języków. Niderlandzkim - językiem urzędowym holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej - mówili funkcjonariusze, żołnierze Kompanii oraz europejscy osadnicy przybywający na tereny dzisiejszej RPA od połowy XVII wieku, a pochodzący głównie z Holandii i Niemiec.

Koloniści ci dali początek Burom, czyli przodkom dzisiejszych Afrykanerów. Językiem malajskim i portugalskim posługiwała się na Przylądku większość sprowadzanych niewolników. W ten sposób afrikaans ukształtował się na styku języków, kultur, ras i religii jako język codziennej komunikacji i aż do końca XIX wieku traktowany był pogardliwie jako mowa Koloredów oraz niewykształconych farmerów z prowincji.

Podstawowy zasób słownictwa w afrikaans pochodzi w około 90 proc. z języka niderlandzkiego, lecz wykazuje on także wpływy leksykalne malajskiego, portugalskiego, a od XIX wieku także elementy przejęte z języka angielskiego oraz miejscowych języków bantu.

Liczyć na siebie

- Nie miałem tam nauczycieli języka i to był największy problem. W USA angielski wpajała mi nauczycielka. W RPA mogłem liczyć tylko na siebie. Musiałem być samoukiem - podkreśla misjonarz. Obecnie mieszka w Colesberg w diecezji De Aar. W mieście założonym w 1830 roku żyje ok. 30 tys. ludzi. Jest ono oddalone o setki kilometrów od głównych ośrodków administracyjnych RPA, jak choćby Kapsztad czy Johannesburg.

Misjonarz z Polski ma pod swoimi skrzydłami trzy parafie. Pierwsza z nich, pw. św. Józefa, mieści się w samym Colesbergu i skupia około 30 parafian wywodzących się głównie z ludności kolorowej (są to potomkowie niewolników, którzy dotarli tu z Azji i zmieszali się z autochtonami) oraz białej (którą stanowią potomkowie portugalskich osadników). Druga, pw. św. Franciszka Ksawerego, w tej samej miejscowości, liczy około 100 czarnych parafian posługujących się językiem xhosa. Natomiast trzecia parafia, pw. św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Noupoort, oddalona jest o ok. 60 km od Colesbergu. Tu liczba parafian sięga około 40 osób posługujących się językami xhosa i afrikaans.

- W tej trzeciej parafii odprawiam mszę świętą co niedzielę. W jednym tygodniu w języku xhosa, a w drugim w afrikaans - mówi misjonarz. Nie ma nikogo do pomocy. Ze wszystkimi problemami musi sobie radzić sam. Na szczęście parafianie są życzliwi i nie ma z nimi żadnych problemów – w sumie ma ich ok. 170. Jednak trudno powiększyć to grono wiernych. W poszukiwaniu pracy młodzi ludzie wyjeżdżają masowo z Colesbergu do większych miast. Poza tym - biorąc pod uwagę, że w RPA jest około sześciu tysięcy odłamów religijnych mających chrześcijańskie korzenie - trudno już teraz znaleźć kogoś, kto nie jest przypisany do jakiegoś Kościoła. Z kolei Durban - jedno z większych miast RPA - opanowany jest przede wszystkim przez hinduistów, potomków niewolników, którzy dotarli tu z Indii.

Warto tu przyjechać

- Kraj jest piękny. Turyści przybywają tu na ogół za pośrednictwem biur podróży. Ale gdy ktoś przyjeżdża na własną rękę, jak chociażby mój brat, to jest w stanie zobaczyć miejsca, w które żadna zorganizowana wycieczka nie dotrze - przekonuje ksiądz Zdzisław. - Są takie miejsca jak u mnie, gdzie jest tylko sawanna, porośnięta nielicznymi drzewami. Natomiast w innej części kraju, gdzie częściej padają deszcze i żyją Zulusi, jest bardziej zielono. Mam tu na myśli rejony położone tuż nad oceanem - dodaje misjonarz.

Obecnie w RPA panuje zima. W nocy temperatury spadają poniżej zera. W dzień oscylują wokół 20 st. C. Natomiast w okresie letnim temperatury sięgają nocą kilkunastu stopni, a w ciągu dnia pomiędzy 30 a 40 st. C. Jednak odpowiednia wilgotność powietrza sprawia, że temperatury te nie są tak bardzo uciążliwe.

Po dwóch latach przerwy ksiądz Zdzisław Kościelny przyjechał do Polski na wakacje. Odwiedził m.in. starszego brata, który mieszka na os. Koźle Rogi. Trzeci, najmłodszy z braci, mieszka obecnie w Kędzierzynie i pracuje w Grupie Azoty ZAK SA.

- Wcześniej odwiedzałem też świętej pamięci rodziców, ale niestety odeszli już z tego świata. Spoczywają na cmentarzu w Koźlu Rogach - mówi misjonarz. - Z tą tęsknotą za rodzinnymi stronami bywa różnie. Jak człowiek jest mocno zaangażowany w życie parafialne, to nie ma nawet kiedy myśleć o tym, a czas biegnie szybko. Dopiero gdy zbliża się termin odwiedzin w Polsce, jak trzeba pamiętać o zakupie biletów lotniczych, to wtedy częściej jestem myślami tutaj - nie ukrywa ksiądz Zdzisław.

Nieco trudniejszy jest okres świąteczny, który nasz rozmówca nie zawsze spędza samotnie.

- Tak się szczęśliwie składa, że naszym biskupem też jest Polak, Adam Musiałek i czasami spędzamy te święta w większym gronie. Dwa lata temu przyjechały na święta dwie siostry zakonne z Polski. I wtedy ta atmosfera jest inna. Siostry zawsze coś przygotują na stół świąteczny. Ale w mojej parafii to jest inna tradycja, kultura. Oni inaczej patrzą na Boże Narodzenie czy Wielkanoc niż chociażby Europejczycy. Mimo wszystko w RPA większy nacisk kładą na sferę materialną i całą tę otoczkę niż na wymiar czysto religijny - tłumaczy misjonarz.

Ksiądz Zdzisław Kościelny przyznaje, iż czasami nachodzą go myśli, by wrócić do Polski, lecz nie jest to prosta decyzja. Przez 30 lat posługi kapłańskiej na afrykańskiej ziemi trudniejsze momenty i chwile zwątpienia pojawiały się na samym początku, gdy nie znał jeszcze języka, którym posługiwali się miejscowi. Języka xhosa uczył się dwa lata, a afrikaans około roku.

- Jak to starzy misjonarze mówią, a jest to szczera prawda, bo znam to z autopsji, jak nie podejmiesz decyzji o powrocie do 10 lat, to potem jest już coraz trudniej. Gdy rozpoczynałem misję, to z przekonaniem, że zostanę tu już do końca życia. Jednak biorąc pod uwagę czynniki społeczno-polityczne i zmiany, jakie w ostatnich latach zaszły w tym kraju, to sam nie wiem, jak potoczą się moje losy. Kilka lat temu w RPA powstała partia, której przywódca mówi wprost, że jak dojdzie do władzy, to wszyscy biali będą musieli opuścić ten kraj. Moi parafianie przekonują mnie jednak, żebym się nie martwił, bo ten człowiek nie dojdzie nigdy do władzy. Wszystko w rękach Boga - kończy ksiądz Zdzisław.

 

Andrzej Kopacki
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.


Pozostałe