Rada Osiedla Azoty stoi murem za PSP nr 3 w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszkańcy apelują o opracowanie swoistego planu naprawy tamtejszej placówki oświatowej

  • 15.04.2021, 15:13 (aktualizacja 15.04.2021, 16:09)
  • ANKO
Rada Osiedla Azoty stoi murem za PSP nr 3 w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszkańcy… foto: PSP nr 3
Jeszcze w styczniu tego roku pojawiły się pierwsze doniesienia o niepewnej przyszłości Publicznej Szkoły Podstawowej nr 3 w Kędzierzynie-Koźlu. Od tego czasu sporo się wydarzyło, gdyż wiadomość ta poruszyła część środowiska na os. Azoty, gdzie szkoła funkcjonuje. Do tego że szkołę można jeszcze uratować, przekonuje m.in. Rada Osiedla Azoty.

W imieniu samorządu mieszkańców, przewodniczący Zarządu Osiedla Azoty Marcin Urbanowski wystosował ostatnio do prezydent miasta Sabiny Nowosielskiej pismo w którym odniósł się do podjętych przez magistrat planów likwidacji PSP nr 3 na osiedlu Azoty.

Oto jego treść:

 „W nawiązaniu do doniesień medialnych oraz informacji uzyskanych z materiałów skierowanych do Komisji Edukacji, Kultury i Sportu Rady Miasta Kędzierzyna-Koźla ze stycznia 2021 r. pt.: „Analiza kosztów funkcjonowania szkół” Rada Osiedla Azoty wyraża swoje zaniepokojenie oraz brak zgody wobec planów Urzędu Miasta dotyczących likwidacji szkoły podstawowej nr 3.

Niniejszym pismem kierujemy do Pani Prezydent swój kategoryczny sprzeciw wobec propozycji likwidacji placówki, do której uczęszczają dzieci z naszego osiedla i okolic. Nie zgadzamy się z tak prowadzoną polityką edukacyjną, która sprowadzona została do matematycznych wzorów, w której górę nad dbającą o prawidłowy i harmonijny rozwój dziecka szkołą, przejął interes biznesowy. Decyzja o likwidacji szkoły nie może opierać się wyłącznie o czynnik ekonomiczny. Dzieci nie są i nie powinny nigdy stać się wskaźnikami ekonomicznymi. Dziwimy się, że radni, którzy teoretycznie winni zajmować się sprawami oświaty, w tym nauczyciele, rozpatrują tego typu działania i planują głosowanie za likwidacją szkół. Uważamy, że należy zawsze pamiętać o tym, iż szkoła to miejsce nauki uczniów, a nie miejsce pracy nauczycieli, choć likwidacja szkoły może nieść ze sobą m.in. taką konieczność.

Poniżej pragniemy przytoczyć kilka oczywistych powodów, które nie powinny stanowić przyczyn likwidacji placówki:

- Likwidacja małych szkół daje często pozorne oszczędności - są to słowa samej minister edukacji. Budynki po zlikwidowanych szkołach pozostają nadal na utrzymaniu gmin, bo trudno znaleźć na nie nabywców. Likwidacja szkoły dzisiaj może oznaczać konieczność jej odtworzenia w przyszłości, a z tym związane są dodatkowe koszty: remont budynku szkoły, zakup pomocy dydaktycznych, zatrudnienie nauczycieli.

- Samorząd zaoszczędzi w ten sposób kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zdaniem mieszkańców naszego osiedla, takie oszczędności są złudne, a faktyczne koszty edukacji poniosą dzieci i rodzice. Mieszkańcy twierdzą, że oszczędzaniem na oświacie, czyli kosztem ich dzieci, samorząd usiłuje w tej chwili szukać oszczędności, a główny koszt, czyli płace nauczycieli pozostanie w budżecie miasta, bowiem planowane jest ich zatrudnienie w innych placówkach,

- Likwidacja małej szkoły często oznacza także konieczność zwiększonego zatrudnienia w świetlicach szkolnych innych placówek, bowiem dzieci ze zlikwidowanej szkoły przejdą do innej większej szkoły, trzeba je będzie dowozić. Dochodzą koszty związane z dojazdem i zatrudnieniem opiekuna. Dzieci przed i po lekcjach będą przebywać w świetlicy czekając na autobus, który zawiezie je do domu, co może wydłużyć czas pracy świetlicy, co wiąże się z potrzebą zatrudnienia dodatkowego nauczyciela do pracy w świetlicy i wzrostem kosztów (płace i koszty użytkowania budynku),

- Nie widzimy nic złego w mniej licznych klasach, bo dają one szansę na poświęcenie czasu na indywidualną pracę z uczniem i zauważenie dziecka z problemami”.

Propozycje rady osiedla

W treści pisma zawarto też sugestie i pomysły, które miałyby sprawić, że charakterystyczny od lat dla PSP nr 3 spadek liczby uczniów zostanie zahamowany.    

„Proponujemy opracowanie swoistego planu naprawy, który zawierałby propozycje działań zmierzających do podniesienia poziomu szkoły, bowiem przyczyną małej liczby uczniów w szkole oraz niekorzystnych wskaźników wykazanych w „Analizie...” jest funkcjonująca w społeczności rodziców opinia o niskim poziomie nauczania oraz brak zajęć pozalekcyjnych itp. Uważamy, że skoro Gmina, będąca organem prowadzącym szkoły podstawowe, dopuściła do takiej sytuacji, to muszą być podjęte działania naprawcze, a nie tylko propozycja likwidacji placówki kosztem dzieci.

W planie naprawy proponujemy uwzględnić również poniższe sugestie i propozycje:

Dzieci mające prawo do korzystania z wychowania przedszkolnego, szczególnie z grupy 6-latków mogłyby uczestniczyć w zajęciach wychowania przedszkolnego w budynku szkolnym.

Analiza zatrudnienia nauczycieli i personelu mogłaby być celem wypracowania optymalnego wariantu w tym zakresie.

Szkoła mogłaby stanowić swoisty ośrodek kultury/miejsce spotkań społeczności lokalnej, w którym można byłoby prowadzić zajęcia pozaszkolne dla dzieci i młodzieży oraz dorosłych np. zajęcia uniwersytetu III wieku.

Nasza szkoła od lat jest siedzibą komisji wyborczej; jest jedynym obiektem na obszarze obu osiedli (Azoty i Zacisze), w którym mogą być i od lat są organizowane wybory, czy referenda i duże spotkania.

Zamiast likwidacji szkoły samorząd mógłby skorzystać z innych, zgodnych z prawem rozwiązań, np. przekazanie jej prowadzenia innym podmiotom niż jednostki samorządu lub utworzenie filii.

Na likwidacji szkół zawsze najbardziej tracą dzieci. Muszą one nie tylko zmienić szkołę, nauczycieli, środowisko, w którym się wychowywali. Z mało licznych klas trafiają z reguły do klas, które będą liczyć około 30 osób. Ma to negatywny wpływ na ich rozwój emocjonalny. Dzieci w naszej szkole czują się bezpiecznie. Panuje niemal rodzinna atmosfera: mała liczebność klas pozwalająca na indywidualizację nauczania i wsparcie każdego ucznia. Nauczyciele znają dzieci i ich rodziców, mogą niemal natychmiast zareagować na daną sytuację czy problem. W dużej szkole działania takie są niemożliwe.

Zamknięcie szkoły na osiedlu Azoty - po 67 latach dobrego funkcjonowania - nie tylko utrudni edukację dzieci w wieku szkolnym, ale i ograniczy całkowicie dostęp do edukacji. Szkoła jest naturalnym miejscem tworzenia edukacji, ale po jej zamknięciu zniknie jedyne miejsce, gdzie ona może być prowadzona. W szkole obecnie uczy się 60 uczniów. W kolejnych latach liczba ta na pewno się zmieni, może nawet wzrosnąć, bowiem w przywołanej na wstępie „Analizie...” nie odniesiono się np. do deklaracji około 15 rodziców dzieci 6-letnich uczęszczających do przedszkola o kontynuacji nauki w PSP nr 3 oraz do faktu, że niestety utworzenie w szkole oddziału przysposabiającego do pracy znacząco wpłynęło na decyzje rodziców mieszkających na naszych osiedlach o nauce ich dzieci poza rejonem.

Apelujemy, aby przed przesądzeniem o losie szkoły, raz jeszcze rozważyć wszystkie argumenty i poddać analizie porównawczej na tle wszystkich małych szkół naszego miasta”.

Historia szkoły

Jak można przeczytać na stronie PSP nr 3 lata 50. to czas, gdy do odbudowanych po wojnie Zakładów Przemysłu Chemicznego (taką nazwę nosiły wówczas Zakłady Azotowe) przyjeżdżali ludzie z całego kraju. Dawna kolejarska osada, jaką był Kędzierzyn szybko się powiększała. Rosła też liczba mieszkańców przyzakładowego osiedla Azoty, w tym dzieci. Dlatego, decyzją ówczesnego Wydziału Oświaty przy Prezydium Polskiej Rady Narodowej w Koźlu, utworzono na osiedlu filię Szkoły Podstawowej nr 4. Od 1 września 1954 roku w dwóch klasach, pierwszej i drugiej, w budynku osiedlowego przedszkola, rozpoczęło naukę 12 dzieci.

Liczba uczniów nadal rosła i pod koniec tegoż roku szkolnego było ich już 44. Nauczycielką tej gromadki była pani Bronisława Marszałkowska. Uczniowie klas starszych nadal dojeżdżali do Kędzierzyna, co było bardzo uciążliwe ze względu na brak komunikacji miejskiej. W następnym roku w wyniku interwencji rodziców władze oświatowe utworzyły w miejsce punktu filialnego samodzielną, czteroklasową placówkę, która otrzymała numer 3. Zatrudniono w niej drugą nauczycielkę panią Janinę Biłyk. Liczba dzieci uczęszczających do szkoły wzrosła wówczas do 73.

Wkrótce podjęto starania o wzniesienie budynku szkolnego z prawdziwego zdarzenia. Przedsięwzięcie to zostało ujęte w planie inwestycyjnym Zakładów Azotowych. 2 maja 1956 roku rozpoczęły się prace, a już 2 września 1957 roku w szkole zabrzmiał pierwszy dzwonek.

Z biegiem lat uczniów wciąż przybywało, dlatego w 1966 roku ówczesny dyrektor pan Kazimierz Man podjął się rozbudowy placówki. Przy poparciu finansowym Zakładów Azotowych i Komitetu Rodzicielskiego dobudowano część pawilonową z salą gimnastyczną, pracowniami, świetlicą oraz pomieszczeniami biurowymi.

W latach 1879/81 przeprowadzono kapitalny remont budynku szkolnego i urządzono boisko. Po wielu staraniach 14 października 1974 roku szkoła otrzymuje własne imię; jej patronem staje się Komisja Edukacji Narodowej. 14 lat później jako zasłużona placówka oświatowa dostaje własny sztandar, który jest symbolem wieloletniego istnienia szkoły i jej zasług w działalności dydaktycznej i wychowawczej. W 1997 roku szkoła uroczyście obchodziła 40-lecie swojego istnienia.

Na ostateczne decyzje co do przyszłości PSP nr 3 przyjdzie nam jeszcze poczekać.

O sprawie tej pisaliśmy już na łamach "Lokalnej" 21 stycznia br. w tekście pt. Przyszłość PSP nr 3 na os. Azoty pod znakiem zapytania

ANKO

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Pielaszczyk Antoni
Pielaszczyk Antoni 16.04.2021, 15:58
Mam propozycję dla protestujących: niech każdy z nich popisze zobowiązanie, że w ciągu najbliższych pięciu lat każde z nich urodzi po trójce dzieci.
Niech p. Nowosielska i jej córki oraz radny z Azotów - Oczoś i Marcin Urbanowski zobowiążą się, że do 2027 roku każdy z nich poprawi przyrost naturalny na osiedlu Azoty o sześcioro dzieci, wówczas można by zawiesić pomysł o likwidacji szkoły.
Utrzymywanie takiego gmachu dla 60 uczniów jest niepo rozumiem, nie mówcą o rachunku ekonomicznym. Widać, że zgodnie z tendencją, o fuchę jako dyrektor szkoły i nauczyciele tej placówki walczą miejscowi pedagodzy, bo dlaczego mieli by dojeżdżać do pracy w mieście skoro mogą do szkoły przychodzić np. w kapciach. Warto sobie przypomnieć jak rejwach był gdy przystępowano do rozpoczęto likwidacji szkoły przy ul. Kozielskiej.
Takie pier…lenie, że w budynku szkoły, co cztery lata odbywają się głosowania (wybory) to czysty pic na wodę. Przez dziesiątki lat głosowania oraz zebrania i spotkania mieszkańców osiedla odbywały się tradycyjnie w hotelu „Centralny”. Ale pampersy tego już nie pamiętają.
A w ogóle dlaczego władze miasta nie podchodzą poważnie do prognozy demograficznej i wykorzystaniu miejsc w KĘDZIERZYŃSKICH szkołach, którą przed wielu, wielu laty opracował kierownik wydziału oświaty UM.
Tam wszystko jest jasne jak słońce !!!

Budynek szkoły znajduje się na uboczu w pobliżu lasu, dlaczego nie można by go sprzedać lub zaadopotować na dom spokojnej starości. Na miejsca w tego typu placówkach jest ogromne zapotrzebowanie.
Belfer
Belfer 16.04.2021, 00:25
Trzeba tylko aby rodzice nie posyłali dzieci do szkół w Kędzierzynie, tylko do swojej szkoły na osiedlu Azoty. Jeżeli ta tendencja utrzymywać będzie się, żadne programy nie pomogą.

Pozostałe