piątek, 14 sierpnia 2026 20:46
Reklama
Reklama
Reklama

Alicja Gajda pisze i pomaga szlifować diamenty literackie

Wszystko zaczęło się w 2007 roku, kiedy jako nastolatka założyła bloga, na którym zaczęła publikować swoje pierwsze opowiadania. Dziś Alicja Gajda to redaktorka i korektorka, rzadziej pisarka.
Alicja Gajda pisze i pomaga szlifować diamenty literackie

Gdy przed laty założyła bloga, motywowana sugestiami bardziej doświadczonych koleżanek z sieci, zaczęła przywiązywać ogromną wagę do dbałości o warstwę językową publikowanych treści. W późniejszych latach odrzuciła schemat – nie poszła na studia edytorskie ani filologiczne, ale postawiła na szereg kursów i samorozwój. Jak wspomina swoje pierwsze kroki na tej ścieżce?

- Kiedy moje pierwsze opowiadania spotkały się z ostrą krytyką starszych czytelników, marzyłam o tym, by dojść do momentu, w którym moja poprawność i styl będą nie do podważenia. Obiecałam sobie, że gdy osiągnę ten poziom, pomogę przejść tę drogę innym początkującym osobom, ale nie w ten sposób, nie poprzez pozostawianie im „bolesnych” komentarzy - wspomina Alicja Gajda. - Pisałam więc coraz więcej i coraz lepiej, coraz częściej sięgałam po słownik, w późniejszych latach zaczęłam samodzielnie studiować prace naukowe i źródła, na których bazowali studenci filologii. Regularnie stawiam też na szkolenia i kursy. Dziś już prawie nie piszę własnych prac, skupiam się na wspieraniu pisarzy, szczególnie debiutantów.

Alicja niedawno wzięła jednak udział w kilku wydawniczych konkursach literackich, w których nagrodą była publikacja prac w drukowanych antologiach zbiorczych. Jak twierdzi, zrobiła to, aby sprawdzić, czy porady i sugestie, którymi wymienia się z autorami, potrafi stosować we własnych tekstach.

- Udało mi się wygrać do tej pory dwukrotnie, a moje opowiadania trafiły na rynek w antologiach „Tabu 2” oraz „Obscura 2“. Nie wykluczam, że nadal będę pisać i próbować swoich sił jako autorka. Lubię czasem przypominać sobie, jak to jest po drugiej stronie barykady – opowiada autorka. - W stałym rozwoju na ścieżce redaktorskiej, ale i pisarskiej pomaga mi również… czytanie. Dlatego też czytam, czytam i jeszcze raz czytam. Sięgam po najróżniejsze gatunki: od fantastyki naukowej po weird fiction, a nawet… erotykę, by analizować strukturę cenionych na rynku tekstów już wydanych i wyciągać z nich wnioski, które potem mogę przekazywać dalej.

Jak zauważa – tego typu ścieżka artystyczna wymaga nie lada cierpliwości i dokładności.

- Tutaj nie ma miejsca na pośpiech, nie można niczego przeskoczyć ani na moment stracić czujności. Przyda się również cierpliwość, która cechuje pedagogów i psychologów. Szczególnie debiutanci muszą czuć, że mogą nam zaufać, powierzyć swoje dzieło, nad którym nierzadko pracowali całe lata. W końcu w obce ręce oddają coś tak bliskiego ich sercu, wręcz intymnego. Natomiast tym, czego zdecydowanie trzeba się wyrzec, jest przeświadczenie o swojej wyższości - zauważa Alicja Gajda.

- Redaktor to partner, przyjaciel, pierwsze wsparcie, nie wytykacz i krytyk, który wie lepiej. Wielu debiutujących samowydawców nadal nie chce korzystać z naszej pomocy, ponieważ boi się, że ich praca zostanie zbyt zmieniona, coś zostanie im narzucone, ktoś oceni ich za błędy. Redaktor nigdy nie ocenia ani nie zmienia niczego bez konsultacji i zgody autorskiej - podkreśla.

Jak wygląda praca nad edycją książki w praktyce? Wszystko zaczyna się od zapoznania z próbką tekstu. Autor podsyła kilka stron, a redaktor, cóż, robi swoje. Potem autor zapoznaje się ze zredagowaną próbką i zaczynają się pierwsze rozmowy o warunkach dalszej współpracy, w tym cenie i czasie na realizację redakcji. Te zawsze zależą od jakości materiału; rzadko zdarza się, by redaktor podał stawkę, nim zapozna się z próbką. I tak przechodzimy do najważniejszego punktu programu, jakim jest pierwsze czytanie. To poprawa każdej nieścisłości, która wpadnie redaktorowi w oko. Na tym etapie komentuje się poszczególne sceny, sylwetki psychologiczne postaci, podjęte przez bohaterów decyzje, czy też stylizację dialogów i partii narracyjnych. Poprawia się też błędy typowo językowe, chociażby błędy ortograficzne i składniowe, interpunkcję, literówki, redukuje się nadmiar powtórzeń, jednak nie to jest na pierwszym planie - tym, potem, i tak powinien zająć się korektor.

- Redaktor czuwa też nad tzw. researchem, czyli sprawdza, czy powieść jest realistyczna, np. czy autor w książce, której akcja osadzona jest w USA, dobrze oddał tamtejszą rzeczywistość. Nie pisze chociażby o posterunkowym, ale o oficerze - tłumaczy. - Tym, co może w pracy tej stanowić wyzwanie, jest kontakt z autorem. Wszystko w rzeczywistości zależy od jego podejścia. Redaktor to osoba, która reaguje na każdą wątpliwość zauważoną w tekście. Jeśli autor nie wyrazi zgody na wdrożenie zmian, nie zaufa mi, nie otworzy się na moje sugestie, jego tekst pozostanie wątpliwy, a moje nazwisko i tak znajdzie się w stopce redakcyjnej. To właśnie są te trudne sytuacje, ale - na szczęście - nie zdarzają się często.

Nasza rozmówczyni lubi nazywać redaktorów „konsultantami merytorycznymi” ze względu na ich rolę: dostrzegają potencjał autora. Do tej pory nie zdarzyło się jej odmówić współpracy nawet bardzo młodym, niedoświadczonym pisarzom.

- Ogrom satysfakcji daje mi obserwacja, jak dzięki naszej wspólnej pracy, mojej i autora, tekst kwitnie, a sam autor rozwija się i każda kolejna zapisana przez niego strona okazuje się lepsza od poprzedniej. Moje porady i wskazówki zostają z nim na zawsze, dają widoczne efekty, a to uskrzydla i motywuje do dalszej pracy. Ale też budzi dumę, jaką czuję wobec „moich” debiutantów szybko wchodzących na rynek wydawniczy. Po latach spędzonych na poszukiwaniu błędów dość łatwo zapomnieć, że poza warsztatem czy znajomością zasad interpunkcji w tej branży liczy się również coś więcej. To wyczucie i widoczna na stronach autorska pasja, które ktoś mógłby nazwać talentem. Diamentem, który czasem trzeba trochę oszlifować. Cieszę się, że tu, gdzie jestem, mogę go odkrywać w innych - kończy Alicja Gajda.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Jurek Treść komentarza: widzę, że drugi pizzowóz przyjechał i jedzonko gorące dojechało. Brawo. Data dodania komentarza: 14.08.2026, 17:47 Źródło komentarza: Auto dostawcy pizzy zderzyło się z audi. Kolizja na skrzyżowaniu w Kędzierzynie Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Na kozielskich kartingach starszy kolega dał mi, jako piętnastolatkowi, samodzielnie powozić motorem ETZ 250. Gdzie indziej byłoby to niewykonalne. Dziękuję do dzisiaj koledze (choć już nie żyje) oraz miastu za infrastrukturę do tego eksperymentu – wtedy, po tych kilkunastu kółkach na tym torze, uznałem że motocykl to nie jest pojazd dla rozsądnych ludzi, a na pewno nie dla mnie. Gdyby nie te kartingi i ten epizod, moje życie mogłoby się potoczyć inaczej. Albo i przedwcześnie skończyć. Oprócz tego kartingi to był fajny cel spacerowy z osiedlowymi dziewuchami i kolegami. Za mojego późnego dzieciństwa nic tam już nie jeździło, została tam jedynie ta waląca się pomarańczowa metalowa buda. Data dodania komentarza: 14.08.2026, 17:42 Źródło komentarza: Na torze kartingowym w Koźlu gościli zawodnicy ze światowej czołówki. ZDJĘCIA Autor komentarza: mieszkaniec willi Treść komentarza: Wiem, bo ja mam wspomnienia, a większość jest fantastyczna i nie muszę się z nimi kryć w lesie... A najlepsze jeszcze przede mną!!! Data dodania komentarza: 14.08.2026, 15:06 Źródło komentarza: Na torze kartingowym w Koźlu gościli zawodnicy ze światowej czołówki. ZDJĘCIA Autor komentarza: tw Treść komentarza: napisał debil Data dodania komentarza: 14.08.2026, 14:51 Źródło komentarza: Pierwsza pomoc może uratować życie pupila. W Koźlu będzie szkolenie dla właścicieli psów i kotów Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Kozielska Stocznia w skrócie: PRL – porządny zakład, jak każdy w gospodarce planowanej, bo musiał z definicji. Lata 90’ – początek upadku, dzielenie na jakieś spółeczki, dawne kierowniki zostają prezesami spółeczek, brak pomysłów na życie, biorą się za jakieś naczepy albo palenie dużych gabarytów na złom. Druga połowa lat 90’ – pojawia się tam ktoś łepski i robią poważne kontrakty dla Holendrów głównie, coś tam dla Nigeryjczyków wcześniej. 2006r. – Holender kupuje tą stocznię, bo po co ma płacić Polakom za zlecenia? Roboty po pachy, dla ludzi na produkcji po 12h w systemie dwuzmianowym – 6:00-18:00 oraz 18:00-6:00 w tym soboty i niektóre niedziele, co było słyszalne dla okolicznych wędkarzy. Mniej więcej w tym samym czasie w Stoczni pojawiają się pracownicy ze Wschodu (ale nie z krainy U), równocześnie znika kwalifikowana młoda kadra produkcyjna – nie interesuje ich 72 godziny przerobione w tygodniu za takie pieniądze i życie polegające tylko na pójściu do roboty, zjedzeniu i spaniu bez czasu dla dzieci i rodziny. Jadą na północ Polski oraz do północnoniemieckich stoczni, ostatecznie większość ląduje w norweskich stoczniach i zakładach mechanicznych jako wysoko cenieni i wysoko opłacani pracownicy, duża część osiedliła się tam na stałe. Znalazł się tam też dobrze zapowiadający się technolog- konstruktor, nauczyciel z TŻŚ, zaszedł wysoko. W odwiedzinach u nich byłem ostatnio dziewięć lat temu, jeden znajomy znajomego przy wódeczce na moje pytanie, co ty tutaj osiągnąłeś odpowiedział, że w pierwszy rok pobytu zarobił więcej niż przez dziesięć lat roboty w kozielskiej stoczni, obecnie zna jeden język obcy perfekcyjnie a drugi komunikatywnie (a ma tylko podstawówkę jak się pochwalił), mieszka we własnym domu, na wakacje jeździ z całą rodziną po świecie a nie na działkę, albo Dębową pod namiot. Chłopaki na norweskiej rezydenturze mieli pokupione domy i mieszkania (na kredyt oczywista), każdy opowiadał, że do Polski ewentualnie wróci, ale jako emeryt. Nie wiem, co u nich dzisiaj, pewnie te kredyty to już pieśń przeszłości - bo to nie kredytowy polski survival na +10% odsetek, zmienną stopę procentową i +25 lat zobowiązania - a i rezydentura chyba zmieniona już na obywatelstwo. Miałem w tej stoczni praktyki zawodowe w 1992r. oraz 1994r., znałem z twarzy prawie wszystkich fizycznych na produkcji. Co tam jest dzisiaj, to nie wiem, bo ani nikogo tam już nie znam, ani nie jeżdżę na ryby na Starą Odrę. Data dodania komentarza: 14.08.2026, 14:45 Źródło komentarza: Kozielska stocznia ma bardzo bogatą i ciekawą historię. ZDJĘCIA Autor komentarza: Janu Treść komentarza: Hasici byli to i piwko po akcji wpadło. Data dodania komentarza: 14.08.2026, 14:05 Źródło komentarza: Sceny jak z wielkiej katastrofy. W akcji liczne siły i środki służb ratowniczych. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna