niedziela, 6 września 2026 15:08
Reklama
Reklama
Reklama

Usłyszał wołanie o pomoc i ruszył na ratunek

Nigdy nie miałem problemów z sercem. Robię regularnie badanie okresowe. Dodatkowo podczas uprawiania sportu, np. jazdy na rowerze, zawsze badam tętno i staram się nie przekraczać wartości maksymalnych - mówi pan Sebastian z Bytomia. To on na swojej drodze spotkał Mariusza Tomanka - strażaka ochotnika z OSP Cisowa. I to naszemu druhowi zawdzięcza, że dziś może o tym mówić, a także apelować do wszystkich: szkolmy się z zasad udzielania pierwszej pomocy.
Usłyszał wołanie o pomoc i ruszył na ratunek
Nabyta przeze mnie wiedza to wiedza doświadczonych zawodowców, którzy świetnie przekazali ją nam, kursantom - podkreśla druh Mariusz Tomanek

Autor: archiwum prywatne

Zakończył kurs udzielania pierwszej pomocy, a zaledwie kilkanaście godzin później miał okazję wykorzystać zdobytą wiedzę, by uratować ludzkie życie. Druh Mariusz Tomanek z OSP Cisowa długo będzie wspominał końcówkę sierpnia.

Kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy zorganizowali strażacy z OSP KSRG Mechnica-Kamionka w gminie Reńska Wieś w ramach Europejskiego Budżetu Obywatelskiego.

"To była świetna przygoda. Trafiliśmy na grupę wspaniałych, zwariowanych, żądnych wiedzy i niezwykle uzdolnionych kursantów. Wielkie ukłony w waszą stronę. Gratulujemy zdobycia tytułu ratownika" - poinformowała po zakończeniu szkolenia firma JOW-MED Marcin Bulak, która przeprowadziła szkolenie.

W przypadku Mariusza Tomanka zdobyte doświadczenie miało zostać wykorzystane w prawdziwej sytuacji niedługo po odebraniu przez niego certyfikatu ukończenia kursu.

"Kilkanaście godzin po zakończonym kursie kwalifikowanej pierwszej pomocy i uzyskaniu tytułu ratownika nasz kursant Mariusz uratował życie mężczyzny, który doznał nagłego zatrzymania krążenia. Mariusz będąc świadkiem utraty przytomności u wspomnianego mężczyzny, szybko ocenił, iż nastąpiło NZK (nagłe zatrzymanie krążenia - red.). Niezwłocznie podjął działania w kierunku RKO (resuscytacji krążeniowo-oddechowej - red.). Po kilku minutach resuscytacji u mężczyzny powróciły funkcje życiowe. Mariusz ułożył poszkodowanego w pozycji bocznej bezpiecznej i kontrolował oddech do czasu przyjazdu ZRM. Mężczyzna został przewieziony do SOR. Wiadomo, iż jest już po wstępnej diagnostyce i zostaje na obserwacji. Jest przytomny!!!" - poinformowało w mediach społecznościowych JOW-MED.

Wołanie o pomoc

Mariusz Tomanek ma 39 lat. Jest szczęśliwym mężem i ojcem. Od urodzenia mieszka w Kędzierzynie-Koźlu na osiedlu Cisowa. Od wielu lat jest członkiem wspomagającym OSP. Praca za granicą nie pozwalała mu na czynne działanie i branie udziału w akcjach ratunkowych. Sytuacja nieco się zmieniła.

- W ubiegłym roku postanowiłem zrobić podstawowy kurs strażaków ratowników ochotniczych straży pożarnych, organizowany przez Komendę Powiatową Państwowej Straży Pożarnej w Kędzierzynie-Koźlu - mówi pan Mariusz.

Pomagając innym z myślą, że dobro powraca, postanowił rozszerzyć zakres swojej wiedzy. Przystąpił do kursu KPP, organizowanego przez jednostkę OSP z Mechnicy-Kamionki.

- Sam kurs przebiegał w bardzo miłej atmosferze, w zdyscyplinowanej grupie - podkreśla rozmówca.

Niespełna dobę po kursie i uzyskaniu tytułu ratownika, odwiedzając znajomego w pracy, usłyszał przeraźliwy głos wołający o pomoc.

- Wraz z kolegą nie zastanawialiśmy się ani sekundy i ruszyliśmy. Zauważyliśmy poszkodowanego leżącego na ziemi oraz przerażoną żonę poszkodowanego, którą starałem się od razu uspokoić, mówiąc, że jestem ratownikiem medycznym OSP - relacjonuje Mariusz Tomanek.

Po wstępnej ocenie stwierdził, że sytuacja jest bardzo poważna. Nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia. Od razu podjął działanie w kierunku resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

- Działo się to bardzo szybko. Każdy starał się pomóc, ufając mi i wykonując ze spokojem moje polecenia. Po kilku minutach resuscytacji u mężczyzny powróciły funkcje życiowe. Odetchnąłem z ulgą, ułożyłem poszkodowanego w pozycji bocznej bezpiecznej, kontrolując oddech do czasu przyjazdu zespołu ratownictwa medycznego - wraca do tamtych chwil druh z OSP Cisowa.

Zaznacza, że robił po prostu to, co do niego należy.

- Chcę bardzo podziękować prowadzącym kurs z JOW-MED-u, w szczególności panom Marcinowi Bulakowi i Krzysztofowi Libnerowi, a także pani Katarzynie. Nabyta przeze mnie wiedza to wiedza doświadczonych zawodowców, którzy świetnie przekazali ją nam, kursantom - podkreśla Mariusz Tomanek.

Stracił przytomność

- Nazywam się Sebastian, mieszkam w Bytomiu. Od kilkunastu lat pracuję na stanowiskach kierowniczych, od 2010 roku w Kędzierzynie-Koźlu - rozpoczyna rozmowę z nami uratowany mężczyzna. - Prowadzę aktywny tryb życia: jeżdżę na rowerze, chodzę na siłownię, biegam- zastrzega.

Do krytycznej sytuacji doszło w poniedziałek, 29 września. Wieczorem dzień wcześniej wrócił z wakacji z rodziną. Rankiem, około godz. 7.30, wyszedł z domu i pojechał do pracy do Kędzierzyna.

- Początek dnia nie wskazywał na to, że może stać się coś niepokojącego. Pracę zacząłem od wdrożenia się w plany produkcyjne i spotkania z kierownikiem zakładu. Około godziny 12.30 poczułem nagłe osłabienie i straciłem przytomność - wspomina tamten krytyczny moment pan Sebastian. - Ocknąłem się. Zobaczyłem nad sobą pana Mariusza, moją żonę i ratowników medycznych. Nie wiedziałem kompletnie, co się wydarzyło. Chciałem się podnieść z podłogi, lecz mi nie pozwolono. Zorientowałem się, że coś się stało, gdy zadali mi pytanie, jaki dzisiaj mamy dzień, a ja nie potrafiłem odpowiedzieć. Po kolejnych kilku minutach przetransportowano mnie do karetki i zacząłem odzyskiwać pamięć. Po przeprowadzeniu kolejnych badań w szpitalu zostałem wypuszczony wieczorem do domu - precyzuje.

Stan swojego zdrowia ocenia jako dobry. Nigdy nie miał problemów z sercem, regularnie robi badania okresowe. Dodatkowo podczas uprawiania sportu, np. jazdy na rowerze, zawsze bada tętno i stara się nie przekraczać wartości maksymalnych.

- Pana Mariusza wcześniej nie znałem. Był u nas w zakładzie produkcyjnym w związku pracami budowlanymi. Z opinii pracowników i mojej żony wynika, że zachował zimną krew, bardzo profesjonalnie przystąpił do akcji ratunkowej. Za to mu jeszcze raz bardzo dziękuję. Nie wiadomo, jak mogłoby się skończyć to zdarzenie, gdyby nie pomoc pana Mariusza - podkreśla rozmówca.

Zwraca się z apelem do wszystkich, którzy przeczytają ten tekst: - Uczęszczajmy na kursy pierwszej pomocy, interesujmy się tym tematem. Nigdy nie wiadomo, kiedy może zdarzyć się sytuacja, w której będziemy mogli pomóc drugiej osobie.

(...)

Cały artykuł w 34. nr. Nowej Gazety Lokalnej, który ukazał się 27 września. Dostępny również w formie elektronicznej - TUTAJ 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Margo Treść komentarza: W sumie łatwo znalesc kozla ofiarnego , chlopak od młodych lat mial zaburzenia ale niebyl szkodliwy, i łatwo bylo mu wmówić wszystko , poprostu ze strachu i nacisku przyznał sie do winy gdyż jegoo psychika niepracuje tak jak powinna . No i co to za badania przedmiotów i krwi ze niedaly rady stwierdzić 100% tylko prawdo dodobnie jak krew powinna byc wyjść odrazu czy to z przedmiotu czy to z plecaka dlamnie śledztwo to jakaś masakra tylko całkiem mozna zniszczyć choremu dziecku zycie Data dodania komentarza: 6.09.2026, 13:59 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany Autor komentarza: Portowiec Treść komentarza: Z moich obserwacji jakub jest specyficznym chłopakiem zagubionym bardzo, watpie zeby popełnił ta zbrodnie mial zamiłowanie do noży maczet survival itp latał po lesie lubił spędzać czas sam ze sobą noz mial zawsze przy sobie młotek znaleziony w plecaku to juz moze dodanie do całości, a przyznanie sie do winny to raczej wpływ bo trzeba bylo znalesc sprawcę i liczy sie sztuka , bardziej bym brał zeby przycisnąć dorianka i siostrę bo akurat duzo maja na sumienia ..... Data dodania komentarza: 6.09.2026, 11:46 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany Autor komentarza: Realista Treść komentarza: Tak , sądząc po tych tłumach gości to impreza była dla wybranych !!! 🤣😂🤣 Ja przynajmniej nie znalazłem żadnych informacji 😭😭 Data dodania komentarza: 6.09.2026, 08:16 Źródło komentarza: Radość, zabawa i wspólne chwile na festynie parafialnym w Sławięcicach. ZDJĘCIA Autor komentarza: Janusz Treść komentarza: Temat grodzenia linii brzegowej, wójt konsekwentnie unika odpowiedzi na zadane pytanie, czy są zgody na grodzenie linii brzegowej za co jest kara administracyjna do 7500 zł, PZW grodzi linie brzegową na zawodach a ukarać nie ma komu. Data dodania komentarza: 6.09.2026, 06:51 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Janusz Treść komentarza: Wszystkie zakazy, ograniczające swobody obywatelskie innym użytkownikom po za kąpieliskiem strzeżonym. Nie mające żadnego uzasadnienia w prawie wodnym. Data dodania komentarza: 6.09.2026, 06:46 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Ogier Treść komentarza: Jeszcze brakuje mi tu Brajana, który pierwszy raz w życiu zobaczył sosnę w lesie. Data dodania komentarza: 5.09.2026, 20:34 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama