– Nadszedł czas, kiedy żegnamy się z Wami po 34 latach. Był to czas, w którym poznaliśmy cudownych ludzi. Niektórzy z Was byli z nami od pierwszego dnia, aż do teraz. Przez te lata spotykaliśmy się na wielu cudownych imprezach. Niejednokrotnie lokal pękał w szwach. Było wiele rozmów, które toczyły się do białego rana. Dla wielu z Was, jak to sami mówiliście, był to Wasz drugi dom. Tu mogliście przyjść posiedzieć, pomilczeć, a jak była potrzeba, to się po prostu wygadać. Za to wszystko bardzo Wam dziękujemy. Życzymy Wam wszystkiego dobrego. Nowi najemcy pozostali przy nazwie i wystroju, z czego się bardzo cieszymy – poinformowała Ewa Linard-Fedyszyn, która od 11 listopada 1991 roku prowadziła pub wspólnie z mężem Romualdem.
Pod Lwami to miejsce, które zna praktycznie każdy pełnoletni mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla. W czasach świetności konkurował z kilkunastoma lokalami w Koźlu, od pijalni piwa do restauracje. Pub jako jedyny przetrwał tak długo w niezmienionej formie. Przez lata był niemym świadkiem pierwszych miłości, długich rozmów, koncertów, spotkań przy dobrej muzyce i imprez, które kończyły się dopiero nad ranem.
- Każda była wyjątkowa, chociaż każda była inna - wspomina Ewa Linard-Fedyszyn, wracając myślami do setek wieczorów spędzonych z gośćmi.
W piątek, 16 stycznia, lokal zacznie pracę pod opieką nowych właścicieli. Ma to być wieczór pełen wspomnień. Jak zapowiada pani Ewa, przyniesie archiwalne zdjęcia, które przypomną, jak zmieniało się to miejsce i ludzie, którzy je tworzyli.
Poszukiwania nowego najemcy trwały wiele miesięcy i nie były łatwe. Właścicielom zależało na tym, by pub trafił w ręce kogoś, kto zrozumie jego historię i będzie chciał ją kontynuować, a nie zaczynać wszystko od zera.
Nowi właściciele: doświadczenie i szacunek do historii
Nowymi gospodarzami pubu Pod Lwami zostali Karol Harazim i Artur Pakuła. Karol wraz z żoną Katarzyną obecnie prowadzi PTTK „Pod Kopą Biskupią” w Górach Opawskich. Jak podkreśla, nie zamierzają burzyć tego, co przez lata zostało zbudowane.
- Lokal będzie czynny od wtorku do niedzieli, od 17.00 do 2.00, chyba że będą ludzie tu dłużej. Jak zrobi się cieplej, to będziemy otwierali dużo wcześniej. Na wiosnę będą zmiany godzin pracy, pewnie gdzieś od 12.00 będzie czynne – zapowiada Karol Harazim.
Zarówno ogródek na zewnątrz, jak i wnętrze pubu pozostaną bez większych zmian. Zachowany zostanie wystrój, klimat i bilard oraz kultowa szafa grająca, która przez lata była jednym z symboli tego miejsca.
– Ale będą inne drinki. Mam swoją autorską kartę drinków. Wkrótce będziemy też mieli jedzenie - dodaje nowy właściciel.
Jedno jest pewne: pod "Lwy" nie wrócą dyskoteki.
- Na pewno będą specjalne imprezy na Dzień Kobiet czy Walentynki, ale nie będą to imprezy stricte taneczne. Nie będziemy robili dyskotek. Zastanawiamy się nad karaoke, ale to wszystko czas pokaże, bo musimy zobaczyć, jaki będzie odbiór – mówi Karol Harazim.
Za funkcjonowanie lokalu będzie odpowiadał wspólnie ze wspólnikiem Arturem, który zajmie się przede wszystkim kuchnią. Karol zapewnia, że poradzi sobie z prowadzeniem dwóch lokali.
– W schronisku Pod Biskupią Kopą wszystko dobrze funkcjonuje, mam stałych pracowników, którzy bardzo długo u nas pracują, moja żona jest tam cały czas, więc bez problemu sobie poradzimy – zapewnia.
Decyzja o przejęciu pubu Pod Lwami była przemyślana.
– Od 18 lat jestem barmanem. Schronisko dobrze prosperuje, a człowiek jak się nie rozwija, to się cofa. Trzeba było robić coś dalej. Znaleźliśmy tę ofertę, stwierdziliśmy z żoną, że to bardzo ładny lokal, fajne miejsce i piękna historia. Dogadaliśmy się z panem Romualdem i panią Ewą i będziemy tutaj działać. Będziemy kultywować to miejsce – tłumaczy Karol Harazim.
Muzyczne otwarcie nowego rozdziału
Już jutro w pubie Pod Lwami na żywo wystąpi zespół RockOld z Prudnika. Wstęp na koncert będzie bezpłatny. Publiczność usłyszy zarówno autorskie rockowe utwory, jak i znane covery. Zespół ma już za sobą kilka występów w schronisku „Pod Kopą Biskupią”.
Jak podkreśla Karol Harazim, choć pochodzi z Rybnika, od lat związany jest z regionem.
- Jestem z Rybnika, ale od 10 lat jestem na Opolszczyźnie. Najpierw Opole, potem schronisko, a teraz tutaj - mówi z uśmiechem.
Pod Lwami nie znika z mapy miasta. Zmieniają się ludzie za barem, ale historia, klimat i wspomnienia zostają. To nie pożegnanie miejsca, tylko początek nowego rozdziału, pisanego z szacunkiem do przeszłości.

Podobał Ci się ten tekst? Chcesz nas wesprzeć? Postaw nam wirtualną kawę :)






























































Napisz komentarz
Komentarze