Dyskusja dotyczyła sobotniego zdarzenia, podczas którego mieszkańcy zaczęli zgłaszać niepokojący zapach i smak wody. Za dostarczanie wody mieszkańcom osiedla Blachownia odpowiada PCC Energetyka. To właśnie z ujęcia zarządzanego przez tę spółkę korzystają mieszkańcy tej części Kędzierzyna-Koźla. Mimo to po pojawieniu się problemów z jakością wody wiele pytań i komentarzy kierowanych było również do władz miasta.
Z radnymi połączył się online Andrzej Brzoza, prezes PCC Energetyka. Tłumaczył, że spółka jest w trakcie ustalania okoliczności zdarzenia.
Jak relacjonowała podczas sesji radna Małgorzata Lipczyńska, pierwsze sygnały pojawiły się w sobotę około godziny 16.00.
- Zanieczyszczenie wody z ujęcia zarządzanego przez PCC Energetyka Blachownia zdarzyło się w sobotę, 25 kwietnia, około godziny 16.00. Mieszkańcy zaczęli sygnalizować, że woda w kranach ma silny zapach ropopochodny i zmieniony smak – mówiła radna.
Jak dodała, pierwsze próby uzyskania informacji nie przyniosły efektu. - Przedstawiciel zarządzający nieruchomościami ARKA wykonał telefon do wodociągu PCC, gdzie otrzymał informację, że nie ma żadnej wiedzy na temat jakiejkolwiek awarii. Wszystkie próby zdobycia dodatkowych informacji spełzły na niczym – relacjonowała.
W niedzielę rano zaniepokojeni mieszkańcy dzwonili do przewodniczącej Rady Osiedla Blachownia oraz do zarządcy budynków.
- Próby uzyskania informacji od PCC dalej kończyły się niepowodzeniem. Uważam, że w sytuacji poważnej awarii osoby odpowiedzialne powinny być dostępne, aby udzielić takich informacji - podkreślała Lipczyńska.
Mieszkańcy obserwowali również działania w terenie. - Byli świadkami nerwowego otwierania studzienek, rozkładania węży i wypłukiwania instalacji. Nadal jednak brakowało wiedzy o tym, co się stało i co się dzieje - mówiła.
Kluczowym zarzutem był brak informacji. - Przez osiemnaście godzin mieszkańcy nie mieli informacji o jakimkolwiek zagrożeniu – zaznaczyła radna Lipczyńska.
Dopiero w niedzielę około godziny 10.00 pojawił się komunikat magistratu w mediach społecznościowych i aplikacji Blisko.
– Tu procedury ostrzegania zadziałały prawidłowo. Tylko nasuwa się pytanie, dlaczego urząd miasta dostał tę informację dopiero po osiemnastu godzinach – mówiła.
Podkreśliła też rolę mieszkańców.
- Chcę bardzo wyraźnie podziękować wszystkim mieszkańcom za obywatelską postawę. To oni poinformowali tych, którzy nie mają dostępu do internetu. Znamy naszych sąsiadów, wiemy kto i gdzie jest – dodała.
Radna wskazywała również na poważne wątpliwości dotyczące procedur.
- Dlaczego w momencie wystąpienia awarii studnia nie mogła być zamknięta? Przez osiemnaście godzin działała pompując zanieczyszczoną wodę do odbiorców. Dlaczego nie zadziałały procedury zapobiegawcze ze strony PCC? Dlaczego instalacje prywatnego dostawcy wody do około 1500 odbiorców nie są włączone do zarządzania kryzysowego? - pytała radna.
Zwróciła też uwagę na problem poboru próbek zanieczyszczonej wody.
– Próbki zostały pobrane dopiero w poniedziałek, kiedy instalacja była już wypłukana. Czy my w ogóle dowiemy się, czym została zanieczyszczona woda? – pytała w imieniu radnych.
Radna podkreśliła również kwestie odpowiedzialności.
– Kto poniesie odpowiedzialność za ewentualny uszczerbek na zdrowiu mieszkańców? Kluczowa w takich sytuacjach jest rzetelna informacja, a tej zabrakło – zaznaczyła. Na zakończenie zaapelowała o wyciągnięcie wniosków, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości.
Do zarzutów odniósł się prezes PCC Energetyka Andrzej Brzoza.
- Od samego początku zdarzenia sprawdziliśmy nasze zapisy. Pierwsza informacja dotarła do nas o godzinie 18.41 i od tego momentu podjęliśmy niezwłoczne działania – mówił.
Jak wyjaśniał, spółka współpracowała z sanepidem, jednak nie było możliwości pobrania próbek w weekend.
– Sanepid nie był w stanie pobrać próbek w weekend. Zostały one pobrane dopiero wtedy, gdy było to możliwe. Należy też pamiętać, że badania sanepidu dotyczą głównie zanieczyszczeń mikrobiologicznych. Jeżeli doszło do zanieczyszczenia chemicznego, badania sanepidu tego nie wykażą – tłumaczył.
Prezes poinformował, że sprawą zajmie się także specjalistyczne laboratorium.
– Skontaktowaliśmy się z akredytowanym laboratorium SGS, które pobierze próbki, aby dokładnie ustalić, z czym mamy do czynienia – dodał.
Prawdopodobnie nastąpi to jednak dopiero po zbliżającym się majowym weekendzie.
Spółka wyłączyła z użytkowania jedną ze studni.
– Wyeliminowaliśmy jedną ze studni głębinowych, która mogła być przyczyną zanieczyszczenia. Została ona wyłączona z ruchu i czeka na ekspertyzę – mówił Brzoza.
Podkreślił również, że nie ma dowodów na sabotaż.
– Wszystko wskazuje na to, że nie doszło do ingerencji zewnętrznej. Studnie są zabezpieczone i objęte systemem alarmowym. Nie było żadnego sygnału z tego systemu – zaznaczył.
Prezes odniósł się także do zarzutów dotyczących komunikacji.
– Pojedyncze sygnały od mieszkańców często okazują się fałszywymi alarmami i nie można na ich podstawie od razu uruchamiać komunikatów o zagrożeniu – tłumaczył.
Dodał jednak, że spółka analizuje sytuację.
– Musimy przesłuchać pracowników. Na ten moment nie potrafię odpowiedzieć, czy coś zawiodło i co konkretnie zawiodło – przyznał.
Radny Adam Oczoś ocenił, że sytuacja była poważna i mogła stanowić zagrożenie dla mieszkańców, szczególnie jeśli w wodzie znajdowały się związki chemiczne. Jego zdaniem mieszkańcy przez wiele godzin mogli mieć dostęp do skażonej wody, a po stronie PCC zabrakło właściwej komunikacji i szybkiej reakcji.
Radny Fabian Pszon zwrócił uwagę, że sprawa ma dwa główne wątki: przyczyny awarii oraz politykę informacyjną spółki. Jego zdaniem 18 godzin bez informacji to zdecydowanie za długo. Pytał również, jak wygląda oficjalna polityka informacyjna spółki, jakie błędy zostaną wskazane po analizie zdarzenia oraz jakie procedury naprawcze zostaną wdrożone, aby podobna sytuacja nie powtórzyła się w przyszłości.
Prezes Brzoza odpowiadał, że spółka nadal ustala fakty.
- Musimy przesłuchać pracowników, którzy pracują na zmiany. Nie potrafię na ten moment odpowiedzieć, czy coś zawiodło i co konkretnie zawiodło – tłumaczył prezes.
Głos zabrała również prezydent Sabina Nowosielska, która podkreśliła, że miasto nie otrzymało informacji bezpośrednio od spółki, lecz od Straży Miejskiej.
– Po trzech minutach mój rzecznik prasowy już pisał komunikat, z informacji od osób, które dzwoniły do Straży Miejskiej – mówiła prezydent.
- Osoby, które odpowiadają za politykę wodną w państwa firmie nie chciały za bardzo przekazywać informacji naszemu kierownikowi zarządzania kryzysowego - argumentowała.
Sabina Nowosielska zapowiedziała również, że PCC zostanie włączone do krajowego systemu obrony cywilnej.
– Mam taką możliwość i włączę państwa do systemu obrony cywilnej. Taką decyzję już podjęłam. Będziecie musieli z nami współpracować – zapowiedziała.
W trakcie dyskusji radni zwracali uwagę, że woda jest podstawowym dobrem, a mieszkańcy powinni natychmiast otrzymywać informacje o potencjalnym zagrożeniu. Pojawiły się także głosy, że należy rozważyć podłączenie Blachowni do miejskiej sieci wodociągowej.
Na zakończenie dyskusji prezydent Sabina Nowosielska poinformowała, że woda może być używana po przegotowaniu. Jednocześnie radni oczekują od PCC szczegółowych wyjaśnień dotyczących przyczyn zanieczyszczenia, działań podjętych po zgłoszeniach mieszkańców oraz zmian w procedurach informacyjnych.
Poniżej filmik z wypowiedziami radnych miejskich Małgorzaty Lipczyńskiej i Adama Oczosia w sprawie zanieczyszczenia wody pitnej w Blachowni oraz wniosek podpisany przez wszystkich rajców, w którym domagają się odpowiedzi na szereg kluczowych pytań w tym temacie.



















Napisz komentarz
Komentarze