Reklama
czwartek, 28 maja 2026 18:44
Reklama
Reklama
Reklama

„Najtrudniejsze było zostawić dom”. Diakon Adam Nowak o drodze do powołania

Droga do diakonatu to dla Adama Nowaka czas wzruszeń, trudnych decyzji i dojrzewania w wierze. W rozmowie z "Lokalną" opowiada o chwili święceń, o tęsknocie za domem i gospodarstwem, o kryzysach, które trzeba było pokonać, oraz o tym, jak zmienia się spojrzenie na Kościół, gdy patrzy się na niego od środka. Mówi też o planach na najbliższy rok posługi i o tym, co chciałby wnieść do wspólnoty, do której zostanie posłany.
„Najtrudniejsze było zostawić dom”. Diakon Adam Nowak o drodze do powołania
W Byczynicy – przysiółku wsi Steblów w gminie Cisek – rodzinnej miejscowość Adama Nowaka, diakon z najbliższymi

Źródło: archiwum prywatne

W kościele seminaryjno‑akademickim w Opolu 9 maja trzech kleryków V roku Wyższego Międzydiecezjalnego Seminarium Duchownego w Opolu przyjęło święcenia diakonatu z rąk bp. Rudolfa Pierskały. Wśród nich był Adam Nowak z Parafii św. Mikołaja w Zakrzowie.

- Jak przeżyłeś moment święceń diakonatu i które chwile tej uroczystości najbardziej zapadły ci w pamięć?

- Bardzo mocno przeżyłem moment święceń diakonatu i towarzyszyło mi ogromne wzruszenie. Już podczas procesji wejścia, kiedy zobaczyłem, ile osób jest razem z nami, uświadomiłem sobie, jak wielkie mam wsparcie ze strony bliskich i wspólnoty. Szczególnie głęboko zapadł mi w serce moment leżenia krzyżem, kiedy cały Kościół ziemski i niebiański modli się za kandydatów do święceń. Było to dla mnie doświadczenie wielkiej pokory i zawierzenia Bogu. Bardzo poruszające były także same święcenia: nałożenie rąk, przekazanie Ewangelii oraz znak pokoju. To chwile, które na długo pozostaną w mojej pamięci i sercu.

- Co było dla ciebie najtrudniejsze na drodze do diakonatu i czy pojawiały się momenty zwątpienia?

- Najtrudniejsze było pozostawienie bliskiej rodziny, parafii, znajomych i kolegów. Wiele osób wie też, że moją pasją był drób ozdobny i hodowla zwierząt, dlatego trudno było mi to wszystko zostawić i zrezygnować z tego, co wcześniej było częścią mojego życia. Ukończyłem szkołę rolniczą w Komornie i chciałem wskrzesić małe gospodarstwo po moim dziadku. W czasie wakacji pracowałem również w gospodarstwach u innych osób. Dlatego pierwsze lata formacji były dla mnie trudne, serce często wracało do tego świata, szczególnie wiosną, kiedy ciągnęło mnie do prac polowych i życia na gospodarstwie.

Dziś jednak pogodziłem się z tym, że może kiedyś jeszcze do tego wrócę. W czasie formacji seminaryjnej pojawiały się też chwile zwątpienia i pytania, czy jestem w dobrym miejscu. W takich momentach najważniejsze było dla mnie zaufanie Jezusowi, szczególnie wtedy, gdy pojawiały się trudności. Ważne jest również, aby otworzyć swoje serce, dobrze poznać samego siebie, zachować to, co dobre, a nad tym, co wymaga pracy, po prostu pracować, między innymi po to jest seminarium. Kiedy przychodził kryzys, największą pomocą była zawsze modlitwa oraz szczera rozmowa z drugim człowiekiem.

- Opowiadasz, że twoje spojrzenie na Kościół bardzo się zmieniło od momentu wstąpienia do seminarium. Jak dziś rozumiesz służbę Kościołowi i swoje miejsce w tej wspólnocie?

- Moje spojrzenie na służbę Kościołowi bardzo się zmieniło. W sposób szczególny w ostatnich miesiącach, kiedy uczestniczyłem w wykładach księdza biskupa Andrzeja Czai. Ksiądz biskup rozbudził we mnie jeszcze głębszą miłość do Kościoła i pomógł mi spojrzeć na niego w bardziej dojrzały sposób. Gdy wstępowałem do seminarium, miałem różne wyobrażenia o Kościele i posłudze kapłańskiej, zwłaszcza patrząc na osoby, które były blisko mnie. Każdy ma swoje autorytety i wzory służby. Dla mnie byli nimi: ks. Marek Wieczorek – proboszcz Parafii św. Mikołaja w Zakrzowie, ks. Arnold Drechsler – dyrektor Caritas Diecezji Opolskiej, śp. ks. Stefan Jenek – długoletni proboszcz parafii w Zakrzowie, a także mój katecheta w szkole w Długomiłowicach, ówczesny proboszcz Parafii Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Gierałtowicach – śp. ks. Arkadiusz Nogielski. Z boku przez lata przyglądałem się również jadwiżankom, którym bardzo wiele zawdzięczam i które do niedawna posługiwały w mojej rodzinnej parafii. Ich świadectwo życia i służby także miało duży wpływ na moje postrzeganie Kościoła. Dlatego początkowo chciałem wstąpić do franciszkanów. Dziś coraz bardziej rozumiem, że Kościół jest święty świętością Boga, ale jednocześnie grzeszny grzesznością ludzi. Mimo ludzkich słabości pozostaje miejscem działania Boga i wspólnotą, której warto służyć całym sercem. Kościół to nie tylko duchowni, ale wszyscy ochrzczeni, którzy tworzą wspólnotę wierzących. Coraz bardziej rozumiem, że każdy ma w Kościele swoje miejsce i odpowiedzialność za jego życie oraz świadectwo wiary.

- Na początku posługi diakońskiej pojawia się wiele nowych obowiązków. Które z nich okazują się dla ciebie najbardziej wymagające?

- Na ten moment najbardziej wymagające jest dla mnie przygotowywanie homilii. Staram się, aby w jak najprostszy sposób przekazywać kerygmat zawarty w Słowie Bożym i dotrzeć do serc słuchaczy. Wymaga to ode mnie dużego skupienia, modlitwy i ciągłego uczenia się, jak mówić o wierze w sposób zrozumiały i żywy. Trudne bywają również momenty bezradności, kiedy ktoś potrzebuje pomocy, a po ludzku nie jestem w stanie jej udzielić. Uczę się wtedy jeszcze bardziej zawierzać te sytuacje Bogu i pamiętać, że to On działa tam, gdzie kończą się ludzkie możliwości.

- Jak wyobrażasz sobie swoją obecność i to, co chciałbyś wnieść do wspólnoty, w której będziesz posługiwał?

- Jeszcze nie wiem, do której wspólnoty parafialnej trafię jako diakon, ponieważ w moim przypadku jest to etap przejściowy w formacji seminaryjnej i przygotowanie do święceń kapłańskich. Od dwóch lat seminarium realizuje zmieniony program formacji i ostatni rok przeżywamy już jako diakoni w parafiach, które zazwyczaj znajdują się w Opolu, tak aby w pierwszym semestrze móc również dojeżdżać na wykłady do seminarium.

To, co chciałbym wnieść do wspólnoty, to przede wszystkim radość oraz doświadczenie miłości i bliskości Jezusa, który jest naprawdę blisko nas, choć czasem trudno nam w to uwierzyć. Chciałbym także dzielić się doświadczeniem wspólnoty i pokazywać, jak ważne jest budowanie relacji między ludźmi w wierze i codziennym życiu.

- Jak twoja rodzina i najbliżsi przeżywali dzień święceń oraz całą twoją drogę powołania?

- Niektórzy mieli przypuszczenia, że mogę obrać taką drogę, ponieważ angażowałem się w życie parafialne i społeczne. Moja rodzina zaakceptowała moją decyzję. Rodzeństwo ma już swoje życie, a rodzice zostali sami w domu. Rodzice bardzo przeżywali ten czas, podobnie jak cała rodzina, dzień święceń był dla nich bardzo wzruszający i pełen emocji. Wszyscy bardzo mocno przeżywali go razem ze mną. Mam ogromne wsparcie mojej rodziny i przyjaciół, za które jestem bardzo wdzięczny.

- Opowiedz o swoich planach i pragnieniach na najbliższy rok posługi przed święceniami prezbiteratu.

- Nie mam wielkich, szczegółowych planów. Przede wszystkim chcę dobrze odnaleźć się tam, gdzie Bóg mnie pośle, i być otwartym na to, co będzie przede mną. Jak napisał do mnie mój przyjaciel w dniu święceń: „Sługa nie jest większy od Pana”, dlatego chcę starać się łączyć odwagę z pokorą w tym, gdzie będę, co będę robił i z kim będę pracował. Nie chcę podchodzić do tego z wyrzutem czy pytaniem, dlaczego właśnie tam, ale raczej z ciekawością, dlaczego Bóg mnie tam posyła i czego chce mnie tam nauczyć. Chcę też dobrze przeżyć czas wakacji, odpocząć i nabrać sił, aby z nową energią wejść w kolejny etap mojego życia i posługi.

- Co powiedziałbyś młodym ludziom, którzy próbują rozeznać swoje powołanie – zarówno tym pewnym, jak i zagubionym?

- Odwagi! Nie bójcie się. Ja też się bałem, ale do seminarium nie idzie się po to, żeby od razu zostać księdzem, lecz po to, aby rozeznać swoją drogę życia. Jeśli Pan wzywa cię do kapłaństwa, zaufaj Mu i rozeznaj to powołanie. Warto przyjść do seminarium nawet na kilka tygodni, żeby sprawdzić i rozeznać to, co Bóg w sercu porusza i do czego zaprasza. Ja sam również się bałem i przez rok brakowało mi odwagi – wolałem pracować. Ten czas jednak mnie umocnił i dziś nie żałuję tej drogi ani podjętych decyzji.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: zedez Treść komentarza: Widzę kilku przeciwników reżimu Tuska, którzy potrafią z niechęcią przyjąć możliwość udziału w takich imprezach. Data dodania komentarza: 28.05.2026, 14:28 Źródło komentarza: Chorwacka wyprawa kozielskich seniorów. ZDJĘCIA Autor komentarza: [email protected] Treść komentarza: Kto urodził takiego de,,la Data dodania komentarza: 28.05.2026, 08:28 Źródło komentarza: Plaga szczurów w blokach. Apel do mieszkańców o porządek w piwnicach Autor komentarza: Bulwa Treść komentarza: pure spa za 600 to tak jak rower elektryczny za 125 zł Data dodania komentarza: 27.05.2026, 23:17 Źródło komentarza: Jacuzzi za 600 zł okazało się oszustwem. Bank uruchomił procedurę odzyskania pieniędzy Autor komentarza: mieszkaniec willi Treść komentarza: kupić wypierdziane jacuzzi... sztos Data dodania komentarza: 27.05.2026, 23:13 Źródło komentarza: Jacuzzi za 600 zł okazało się oszustwem. Bank uruchomił procedurę odzyskania pieniędzy Autor komentarza: wiewiór Treść komentarza: Jak to tam wygląda cenowo? Data dodania komentarza: 27.05.2026, 22:58 Źródło komentarza: Swojskie wyroby prosto od producentów w Kędzierzynie-Koźlu Autor komentarza: KulturalnyRasista Treść komentarza: Zapraszam na Jacka Cygana. Byłbym gdybym mógł a nie będę, bo nie mogę. Swoją drogą to powinien pan Jacek czuć się jak w domu na Kozielskim rynku wśród cyganów. Data dodania komentarza: 27.05.2026, 22:53 Źródło komentarza: Targi książki nad Odrą. Literackie święto w Kędzierzynie-Koźlu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna