Koń śląski wywodzi się od ogierów oldenbursko-fryzyjskich oraz miejscowych, śląskich klaczy. Potomstwo tak dobranych par poddawano następnie dalszemu krzyżowaniu ze starymi rasami pruskimi, a później również angielskimi. Początki planowych prac hodowlanych datuje się na około 1890 rok. Na przełomie XIX i XX wieku konie śląskie krzyżowano m.in. z przedstawicielami ras trakeńskiej, wschodniopruskiej, berberyjskiej, hanowerskiej i pełnej krwi angielskiej. Celem było uzyskanie zwierząt dużych, masywnych, wytrzymałych i przydatnych do ciężkiej pracy – w rolnictwie, przemyśle, górnictwie oraz wojsku.
Skala hodowli była imponująca. W latach 20. XX wieku na Śląsku czynnych było 360 ogierów oldenburskich. Aż 146 znajdowało się w Koźlu, 126 w stadzie Lubiąż, a pozostałe pozostawały w rękach prywatnych hodowców.
Lata doświadczeń
Szczególnie ciekawe świadectwo dotyczące rozwoju hodowli koni oldenburskich na Górnym Śląsku pozostawił Ronkendorf, ówczesny dyrektor Stada Ogierów w Koźlu. W 1921 roku opublikował artykuł „Koń oldenburski w hodowli terenowej”, w którym opisał swoje doświadczenia z pracy w Koźlu.
„Kiedy w roku 1894 obejmowałem Stado w Koźlu, było w nim 135 ogierów. Można było w nim znaleźć przedstawicieli wszystkich ras hodowanych w Niemczech” - pisał Ronkendorf. Wymieniał m.in. ogiery wschodnio- i zachodniopruskie, pomorskie, szlezwicko-holsztyńskie, oldenburskie, wschodniofryzyjskie, hanowerskie, a także przedstawicieli ras zimnokrwistych, takich jak perszerony, shire’y czy konie belgijskie.
Ronkendorf szybko doszedł jednak do wniosku, że przypadkowe krzyżowanie nie przynosi oczekiwanych efektów. „Byłem przerażony efektem tych krzyżówek. Chciałem to koniecznie zmienić” - przyznawał. Jak wspominał, śląskiemu rolnikowi potrzebny był koń „mocny, szeroki i głęboki”, dobrze wykorzystujący paszę, zdolny do uciągu dużych ciężarów, ale jednocześnie potrafiący sprawnie kłusować na dłuższych odcinkach.
Wzorem stał się dla niego książę Pless, który do swoich górnośląskich majątków sam wybierał ogiery w Koźlu. Były to, jak pisał Ronkendorf, niezbyt duże, ale głębokie i dobrze kłusujące ogiery oldenburskie. Ich potomstwo było wyrównane i powszechnie podziwiane.
„Idąc za tym przykładem, sam jeździłem do Oldenburga i kupowałem ogiery. Tak konsekwentnie postępowałem przez następne 15 lat, nie zważając na porażki, które musiały wystąpić ze względu na mało wyrównany poziom klaczy w terenie. Cały czas miałem jednak przed oczami cel główny, którym było przekształcenie hodowli koni na Śląsku w hodowlę koni czysto oldenburskich” - podkreślał dyrektor kozielskiego stada. Po 28 latach pracy w Koźlu uznał, że cel ten udało się osiągnąć.
Wojenna ewakuacja
Dramatyczna dla losów kozielskiej stadniny okazała się końcówka II wojny światowej. Wiosną 1945 roku, gdy wojska I Frontu Ukraińskiego dowodzone przez marszałka Iwana Koniewa stanęły na prawym brzegu Odry i przygotowywały się do natarcia, Niemcy ewakuowali kozielską stadninę do Książa koło Wałbrzycha.
Według zachowanych przekazów chodziło o około 300 koni. Nie wszystkie dotarły jednak na miejsce. Część zwierząt oddawano po drodze rolnikom w zamian za żywność. Gdy front ponownie się zbliżył, konie przemieszczono jeszcze dalej na zachód, do stadniny w okolicach Halle. Ostatecznie zostały załadowane do wagonów i wywiezione do Związku Radzieckiego.
Po wojnie rasę udało się jednak utrzymać, m.in. dzięki dolewowi krwi koni oldenburskich, zaangażowaniu hodowców oraz temu, że konie śląskie nadal znajdowały praktyczne zastosowanie w rolnictwie. Rasa przetrwała na Śląsku, a z czasem zyskała popularność również w Polsce południowo-wschodniej. Ważnymi ośrodkami hodowlanymi stały się Stado Ogierów w Koźlu, Stado Ogierów w Książu oraz Stadnina Koni w Strzegomiu.
Ogromny wkład w powojenną historię hodowli koni i jeździectwa w Polsce miał Mieczysław Głębocki. Urodził się 2 lutego 1901 roku na Wołyniu, w rodzinie od pokoleń związanej z końmi. Jako osiemnastoletni ochotnik brał udział w wojnie 1920 roku przeciw bolszewikom. Służył jako podoficer 12. Pułku Ułanów Podolskich i uczestniczył w bitwie pod Komarowem, uznawanej za jedną z największych bitew kawaleryjskich XX wieku. Został w niej ciężko ranny.
Po przeniesieniu do rezerwy studiował w Wyższej Szkole Rolniczej w Warszawie i Cieszynie. W okresie międzywojennym prowadził hodowlę koni remontowych na potrzeby wojska. Po II wojnie światowej brał udział w ratowaniu ocalałych koni czystej krwi arabskiej i półkrwi z dawnych stadnin Czartoryskich, Sieniawy i Pełkiń. Zgromadził je w Górce Narodowej pod Krakowem, a następnie pieszo dotarł z nimi do Raby Wyżnej, gdzie zorganizowano jedną z pierwszych powojennych stadnin koni w Polsce.
Później pracował m.in. w Kętrzynie, Giżycku i Kadynach. W 1958 roku trafił do Zjednoczenia Hodowli Koni w Krakowie jako główny inspektor do spraw hodowli koni. Włączył się w organizowanie stad i stadnin na południu kraju, w tym Państwowego Stada Ogierów rasy śląskiej w Koźlu, stadniny koni pełnej krwi w Mosznej, półkrwi w Prudniku oraz stadniny rasy śląskiej w Strzelcach Opolskich.
Zasłużony dla stadniny
Z Koźlem związał się na stałe. Starał się o służbowe mieszkanie na terenie Państwowego Stada Ogierów, m.in. dlatego, że chciał mieć bezpośredni wpływ na hodowlę koni rasy śląskiej, która była jego wielką życiową pasją. Zapewnił stadu znakomitą obsadę dyrektorską, m.in. w osobie Marka Roszczynialskiego, cenionego jeźdźca i uczestnika igrzysk olimpijskich.
Marek Roszczynialski urodził się 5 grudnia 1917 roku w Jabłonowie. Był absolwentem Korpusu Kadetów w Rawiczu oraz Szkoły Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu. Jako podporucznik uczestniczył w kampanii wrześniowej 1939 roku. Po wojnie związał życie z hodowlą koni, sportem i szkoleniem jeździeckim. Dwukrotnie zdobył mistrzostwo Polski: w ujeżdżeniu w 1955 roku oraz we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego w 1957 roku. Przez wiele lat należał do reprezentacji Polski. W 1959 roku podczas mistrzostw Europy w WKKW w Harewood, mimo kontuzji odniesionej na trasie crossu, jako jedyny z 70 zawodników bezbłędnie pokonał parkur. Rok później wystąpił na igrzyskach olimpijskich w Rzymie. Po tym, jak jego koń Gafme zakulał tuż po przyjeździe, wystartował na klaczy Wizma.
Roszczynialski był również cenionym hodowcą, działaczem i organizatorem. Współtworzył stadninę w Stubnie, kierował Stadem Ogierów w Łobezie, a w latach 1967-1972 był dyrektorem Stada Ogierów w Koźlu. Pracował także w ośrodkach jeździeckich w Lubniewicach, Szczecinie i Zbrosławicach. Był trenerem I klasy, sędzią klasy państwowej, zasłużonym działaczem LZS i tłumaczem ponad 20 pozycji literatury hipologicznej. Organizował pierwsze studenckie wczasy w siodle, był konsultantem filmu „Pan Wołodyjowski”, a także przygotowywał konie i jeźdźców do Defilady Tysiąclecia w 1966 roku. Zapamiętano go jako człowieka energicznego, wymagającego i pełnego pasji. Cenił dyscyplinę, punktualność i partnerskie traktowanie konia. Nie uznawał brutalnych metod szkoleniowych, a wielu swoich wychowanków „zaraził końmi” na całe życie. Zmarł 12 maja 1993 roku w Starogardzie Gdańskim.
Z kolei Mieczysław Głębocki mieszkał na kozielskiej wyspie z żoną i rodziną aż do końca życia. Po przejściu na emeryturę nie zerwał kontaktu z końmi. Służył radą i doświadczeniem, prowadził szkółkę jeździecką dla młodzieży i wychowywał kolejne pokolenia zawodników, hodowców, trenerów oraz miłośników koni. Jednym z jego uczniów był Olgierd Kuleszyński, późniejszy trener jeździeckiej kadry narodowej w skokach przez przeszkody. Mieczysław Głębocki zmarł 27 czerwca 1978 roku w Koźlu, w 78. roku życia. Został pochowany w grobowcu rodzinnym Chodkiewiczów na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci rasa konia śląskiego była objęta kolejnymi programami hodowlanymi. Powojenna hodowla opierała się przede wszystkim na sektorze państwowym, wspieranym przez rozdrobnioną hodowlę prywatną. Przemiany społeczno-polityczne przełomu lat 80. i 90. XX wieku wpłynęły jednak na funkcjonowanie wielu państwowych stadnin. W efekcie znaczna część koni śląskich trafiła w ręce prywatnych hodowców.
Kultywują tradycję
Dziś konie śląskie hodowane są w czystości rasy głównie na terenie Górnego i Dolnego Śląska oraz w Polsce południowo-wschodniej. Jednym z najważniejszych centrów hodowlanych pozostaje Stado Ogierów Książ wraz z działającą przy nim stadniną.
O znaczeniu Koźla dla tej tradycji przypomina Maciej Wyszomirski, dyrektor Śląsko-Opolskiego Związku Hodowców Koni z siedzibą w Katowicach. - Koźle jest jedną z kolebek konia rasy śląskiej. W dawnych czasach hodowla niezwykle intensywnie się tu rozwijała. Także po II wojnie światowej w Koźlu funkcjonowało państwowe stado ogierów oraz stadnina koni - mówi Maciej Wyszomirski. - W latach 60., 70. i 80. kierunek tej hodowli nadawały m.in. stadniny w Strzelcach Opolskich i Strzegomiu, które kultywowały piękne tradycje. W ostatnich latach pogłowie, jakość koni śląskich oraz sposób ich prezentacji nieustannie wzrastają.
Do historii miejsca nawiązuje również Paweł Marcinkowski, dzierżawca stadniny koni na kozielskiej wyspie. Jak podkreśla, zarządza obiektem o niezwykle ciekawej i bogatej przeszłości. - Powracamy do jego korzeni. Nieprzypadkowo odnaleziona przeze mnie tablica pamiątkowa zdobi dziś wnętrze stajni numer 3. Natrafiłem na nią na strychu podczas prac porządkowych. Była wielka, ciężka i zakurzona. Odświeżyłem ją, odpowiednio wyeksponowałem i teraz wzbudza bardzo duże zainteresowanie. Jest elementem bogatej historii tego miejsca - mówi Paweł Marcinkowski.
Historia kozielskiej stadniny to nie tylko opowieść o koniach. To również historia ludzi, którzy przez dziesięciolecia budowali hodowlaną markę regionu, ratowali dorobek poprzednich pokoleń i przekazywali pasję dalej. Koń śląski pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli tej tradycji – mocnym, szlachetnym i głęboko zakorzenionym w historii Koźla oraz całego Śląska.






Napisz komentarz
Komentarze