Do niebezpiecznej sytuacji doszło w momencie podawania wody: rozdzielacz nagle pękł i rozpadł się na części, uderzając strażaka w nogę. Poszkodowany – prezes OSP Stare Koźle Dawid Rossa – trafił na SOR, gdzie potwierdzono, że nie doszło do złamania.
– Cieszę się, że skończyło się tak, a nie gorzej – kolano się zagoi. Choć sytuacja była naprawdę dziwna, bo rozdzielacz nie powinien pęknąć – dzieli się z nami dh Rossa. – Wszystko trwało sekundy, niewiele pamiętam. Po obejrzeniu nagrania muszę pochwalić drużynę – chłopaki natychmiast ruszyli z pomocą.
Druh Michał Klimek, prezes Zarządu Oddziału Powiatowego ZOSP RP w Kędzierzynie‑Koźlu i prezes Zarządu Oddziału Gminnego ZOSP RP w Bierawie, podkreśla, że sytuacja, do której doszło podczas ćwiczenia bojowego w Lubieszowie, była absolutnie nietypowa. Jak mówi, „to rzecz, która nie ma prawa się stać” – rozdzielacz nie powinien pęknąć, a tym bardziej rozpaść się na części.
Wyjaśnia, że rozdzielacz ma certyfikat wytrzymałości do 45 barów, a węże – do 16 barów. Gdyby ciśnienie było zbyt wysokie, w pierwszej kolejności powinny pęknąć właśnie węże. Tymczasem urządzenie rozpadło się mimo tego, że było używane wyłącznie na zawody i ćwiczenia, 2–3 razy w roku, nigdy w akcjach gaśniczych. Jednostka ma go od kilku lat.
Rozmówca zapowiada, że OSP zwróci się do producenta z pytaniem o przyczynę awarii. Jego zdaniem musiała wystąpić ukryta wada materiałowa, której nie da się wykryć z zewnątrz. – Nie ma technicznej możliwości, żeby sprawdzić rozdzielacz – podkreśla. Sprzęt ma certyfikat dopuszczenia do użytkowania, ale nie ma gwarancji terminowej, a ewentualne mikropęknięcia czy wady wewnętrzne są niewidoczne.
To pierwszy taki przypadek w jego karierze. Jak dodaje, zdarzało się, że pękały węże, ale rozdzielacz – nigdy. Ani on, ani jego koledzy nie spotkali się wcześniej z podobną sytuacją.
Dh Klimek wyjaśnia również, że sędzia główny ani komendant zawodów nie ponoszą odpowiedzialności. Zawody są ubezpieczone przez gminę, a zdarzenie zostało zgłoszone jako wypadek podczas ćwiczeń. Każdy zawodnik jest objęty polisą.
Podkreśla też, że reakcja druhów była wzorowa. Dowódca drużyny natychmiast ruszył z pomocą, choć sam poszkodowany pełnił na zawodach funkcję zabezpieczenia medycznego. Strażacy są przeszkoleni, a na samochodach znajduje się sprzęt pierwszej pomocy, więc pomoc została udzielona szybko i sprawnie. Strażak trafił na SOR, gdzie potwierdzono, że nie doszło do złamania, choć kolano jest mocno spuchnięte i wymaga dalszej diagnostyki, w tym rezonansu.
Michał Klimek podsumowuje, że była to sytuacja nieprzewidywalna i technicznie niewytłumaczalna na poziomie użytkownika. Rozdzielacz miał certyfikat, był sprawny, używany sporadycznie i zgodnie z przeznaczeniem. Jednostka oczekuje teraz na stanowisko producenta.
Nagranie publikujemy za zgodą O!Polskie Ratownictwo



Napisz komentarz
Komentarze