Dawniej przy wejściu na teren stadniny po prawej stronie znajdował się budynek administracyjny z biurami oraz mieszkaniami służbowymi dla pracowników administracyjnych (dyrektora, koniuszego i rachmistrza). Od strony południowej przylegało do niego siedem stajni, a od wschodu rozciągał się kompleks jedenastu domów dla pracowników obsługi.
Kadra zatrudniona w stadninie posiadała status pracowników państwowych, umundurowanych na wzór wojskowy. Na fundamentach dawnych fortyfikacji wzniesiono krytą ujeżdżalnię, łaźnię, kuźnię, magazyny pasz i stodoły.
W pierwszym etapie działalności stadniny sprowadzono do Koźla 60 ogierów rasy oldenburskiej i wschodniofryzyjskiej oporządzanych przez 34 masztalerzy i kilkunastu stajennych. Koń śląski starego typu odznaczał się masywną, lecz harmonijną budową ciała. Głowa duża, ciężka i koścista, długa i mocno umięśniona szyja oraz mocny grzbiet. Zad szeroki, umięśniony, lekko skośny lub prosty. Szeroka i głęboka pierś. Umaszczenie: gniade, ciemnogniade, skarogniade i kare, ewentualnie siwe.
Dnia 6 lipca 1880 roku miasto zalała przeszło siedmiometrowa fala powodziowa. Woda „zabrała” most, który miał duże znaczenie dla egzystencji Pruskiego Państwowego Stada Ogierów. Po powodzi zbudowano, więc drewnianą prowizorkę. Lecz, aby stadnina mogła się dalej rozwijać, władze miejskie zadecydowały w 1884 roku o budowie na Odrze solidnych mostów o stalowej konstrukcji.
Koniec pewnej epoki
Ponad 60 lat później brzemienna w skutkach dla losów pruskiej stadniny, okazała się końcówka II wojny światowej. Gdy na wiosnę 1945 roku, wojska I Frontu Ukraińskiego, dowodzone przez marszałka Iwana Koniewa stanęły na prawym brzegu Odry i przygotowywały się do natarcia, Niemcy ewakuowali kozielską stadninę do Książa koło Wałbrzycha.
- Nie zostały one przewiezione, ale de facto przegnane do stadniny w Książu. To było około 300 sztuk, ale nie wszystkie dotarły na miejsce. Po drodze część z nich oddano rolnikom w zamian za pożywienie. Wykarmienie tak pokaźnego stada, stanowiło nie lada problem. Gdy Rosjanie znów się zbliżali, konie przemieszczono jeszcze bardziej na zachód, a konkretnie do stadniny koło dużego niemieckiego miasta Halle. No ale w drodze do Berlina Sowieci opanowali i tę część Niemiec. Wtedy załadowali konie do bydlęcych wagonów i przetransportowali je do Związku Radzieckiego. Czyli ostatecznie kozielskie konie trafiły do ZSRR - ubolewa Bogusław Rogowski, dodając, że mężczyzna, który się nimi opiekował, uciekł z kolejowego transportu do Rosji jeszcze w Tarnowskich Górach. Następnie dotarł pieszo do Koźla, gdzie osiadł na stałe. Związał się z Koźlem do samej śmierci. Nazywał się Maksymilian Kozioł i mieszkał przy ul. Chrobrego 10.
Po II wojnie światowej rasę utrzymano za sprawą wymieszania jej z krwią koni oldenburskich. Dzięki zamiłowaniu hodowców oraz możliwości użytkowania roboczego w rolnictwie, rasa przetrwała na Śląsku, a także zyskała popularność w Polsce południowo-wschodniej. Ważnymi ośrodkami hodowlanymi stały się stada ogierów w Książu i właśnie w Koźlu. Ogromna w tym zasługa Mieczysława Głębockiego, który kładł podwaliny powojennej historii hodowli koni i jeździectwa w Polsce. Kim był i skąd się wywodził? Mieczysław Głębocki urodził się 2 lutego 1901 r. na Wołyniu w rodzinie od pokoleń oddanej sprawie koni. Jako osiemnastoletni ochotnik brał udział w wojnie obronnej 1920 r. przeciw bolszewikom. Jako podoficer 12 pułku Ułanów Podolskich, brał udział w największej bitwie kawaleryjskiej wszechczasów rozegranej 31.08.1920 r. pod Komarowem. Zostaje ciężko ranny.
Po przeniesieniu do rezerwy, studiuje w Wyższej Szkole Rolniczej w Warszawie i Cieszynie. Po jej ukończeniu obejmuje w administrowanie majątek Sieciechowice pod Krakowem. Zakłada rodzinę, żeniąc się z hrabiną Ireną Chodkiewicz. W okresie międzywojennym prowadzi hodowlę koni remontowych na potrzeby wojska. Po wojnie w 1945 r. bierze udział w ratowaniu z terenu Małopolski ocalałych tam koni - czystej krwi arabskiej i półkrwi z dawnych stadnin Czartoryskich, Sieniawa i Pełkiń, dając tym samym początek hodowli tej rasy koni w dzisiejszym Janowie Podlaskim, czy Michałowie.
Nowe życie stadniny
Uratowane konie zgromadził w Górce Narodowej pod Krakowem, by następnie pieszo dotrzeć z nimi do Raby Wyżnej, gdzie zorganizowano pierwszą w powojenne Polsce stadninę koni pod jego dyrekcją. Następnie wyjeżdża wraz z rodziną do Kętrzyna na Mazurach. Jego zainteresowanie wzbudza rasa wschodniopruska, której konie w tamtym czasie i tamtym miejscu błąkały się po okolicy. W 1950 r. przenosi się do Giżycka i jako inspektor hodowli zaczyna wyszukiwać konie tej rasy. Przechodzi do stadniny koni w Kadynach nad Zalewem Wiślanym, gdzie od 1951 r. zostaje dyrektorem. Pod jego kierownictwem stadnina staje się najlepszym ośrodkiem hodowlanym tego typu w kraju. W 1958 r. uzyskuje przeniesienie do powstającego Zjednoczenia Hodowli Koni w Krakowie na stanowisko głównego inspektora ds. hodowli koni. Włącza się czynnie w proces organizowania stad i stadnin koni na południu kraju, w tym m.in. Państwowego Stada Ogierów rasy śląskiej w Koźlu, stadniny koni pełnej krwi w Mosznej, półkrwi w Prudniku czy też rasy śląskiej w Strzelcach Opolskich.
O służbowe mieszkanie stara się jednak na terenie Państwowego Stada Ogierów w Koźlu, blisko miejsca rodzinnej tragedii, jaka miała miejsce w 1921 r. pod Górą św. Anny. Chodzi o śmierć brata jego żony - kadeta Karola Chodkiewicza, jak również by mieć bezpośredni, osobisty wpływ na hodowlę koni rasy śląskiej - jego wielkiej życiowej pasji. Mieczysław Głębocki zapewnił stadu doborową obsadę dyrektorską w osobie Marka Roszczynialskiego, byłego kadeta z Rawicza, cenionego w kraju jeźdźca, ucznia Leona Kona, uczestnika Igrzysk Olimpijskich w Rzymie (1956 r.).
Mieczysław Głębocki mieszkał na kozielskiej wyspie wraz z żoną i rodziną aż do końca swoich dni. Ukończywszy 65 lat przeszedł na zasłużoną emeryturę. Nie stracił jednak kontaktu z końmi. Służy radą i doświadczeniem, prowadząc na terenie stada w Koźlu szkółkę jeździecką dla młodzieży, wychowując kolejne pokolenia zawodników, hodowców, trenerów, czy też miłośników koni. Jego uczniem jest m.in. były trener jeździeckiej kadry narodowej w skokach przez przeszkody Olgierd Kuleszyński. Mieczysław Głębocki zmarł 27 czerwca 1978 r. w Koźlu. Miał 78 lat. Został pochowany w grobowcu rodzinnym Chodkiewiczów na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.
Po przełomie
Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat, rasa konia śląskiego poddana została licznym programom hodowlanym. Hodowla powojenna opierała się na sektorze państwowym, wspomaganym przez rozdrobnioną hodowlę prywatną. Zmiany społeczno-polityczne z przełomu lat 80. i 90. XX wieku nie pozostały bez wpływu również na funkcjonowanie wielu państwowych stadnin w naszym kraju. W efekcie, większa część koni śląskich znalazła się w rękach prywatnych. Konie te hodowane są w czystości rasy głównie na terenie Górnego i Dolnego Śląska oraz w Polsce południowo-wschodniej. Jednak centrum hodowlanym jest Stado Ogierów Książ i działająca przy nim stadnina koni.
Przekształcenia własnościowe w naszym kraju nie pozostały bez wpływu również na funkcjonowanie kozielskiego obiektu, który na pewien czas wyłączono z użytkowania, a jego stan techniczny z roku na rok się pogarszał. Natomiast od wiosny 2019 roku dzierżawcą piętnastu obiektów należących do zabytkowej kozielskiej stadniny koni jest Paweł Marcinkowski, który do Kędzierzyna-Koźla przybył z centralnej Polski.
Nadal uważa on, że dzierżawiona przez niego od 7 lat stadnina koni jest przepięknym miejscem o ogromnym potencjale.Dlatego postanowił zaangażować się w jej remont, by przywrócić jej dawną świetność. Nie tak dawno dokonał generalnej wymiany podłoża na placu do jazdy konnej.
Przez ostatnie lata - mimo wielu przeciwności losu z którymi musiał się zmierzyć - włożył mnóstwo wysiłku, aby dać temu miejscu drugie życie. Choć w tym przypadku musi liczyć głównie na siebie i swoją kieszeń, bo pozyskiwanie funduszy zewnętrznych na taką działalność stanowi dość karkołomne wyzwanie.
Na wspomnianych 10 hektarach znajduje się piętnaście budynków, w tym siedem stajni, zabytkowa studnia, garaże, kuźnia itp. Na przywrócenie tego wszystkiego do dawnej świetności, wciąż potrzeba wielu milionów złotych.
- Zainteresowałem się tutejszą stadniną zupełnie przypadkowo, przejeżdżając 14 grudnia 2018 roku pobliskim wiaduktem na Odrze w Koźlu. Wtedy się to zaczęło. Tego samego dnia udałem się do Oddziału Terenowego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Opolu, czyli właściciela tych nieruchomości. Tam spotkałem człowieka, który 18 razy rozpisywał przetarg na ich zbycie. Sporządziłem projekt, który ostatecznie został zaakceptowany przez KOWR i od 28 kwietnia 2019 tego roku jestem dzierżawcą 10 hektarów kozielskiej wyspy. Chciałbym serdecznie podziękować tej instytucji za życzliwe podejście do mojej osoby oraz wizji zagospodarowania tego miejsca, jaką jej wówczas przedstawiłem - mówi Paweł Marcinkowski, który nie otrzymuje jednak pomocy finansowej od właściciela całego kompleksu. Wszelkie kosztowne inwestycje realizuje z własnej kieszeni. Ale nie poddaje się i wciąż walczy.
Więcej na ten temat przeczytacie w naszym archiwalnym tekście.
Poniżej fotogaleria kozielskiej stadniny koni z portalu Fotopolska.











Napisz komentarz
Komentarze