poniedziałek, 14 września 2026 10:56
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kamila ze łzami w oczach powiedziała: „Moja córeczka”. Maja jest cudem, na który czekali

Maja ma niecałe trzy miesiące, ale zdążyła już całkowicie przemeblować życie swoich rodziców. W domu Kamili Krukowskiej i Michała Bujaka rytm dnia wyznaczają karmienia, drzemki, nocne pobudki i pierwszy głośny śmiech córeczki. Są też dwa koty - Mokka i Sisi - które musiały pogodzić się z tym, że w ich królestwie pojawił się ktoś znacznie ważniejszy.
Kamila ze łzami w oczach powiedziała: „Moja córeczka”. Maja jest cudem, na który czekali
Kamila Krukowska i Michał Bujak z ukochaną córeczką

26 sierpnia odwiedziliśmy Maję Bujak, laureatkę lipcowej edycji plebiscytu na Bobasa Miesiąca oraz jej rodziców – Kamilę Krukowską i Michała Bujaka. Maja urodziła się 18 czerwca o godz. 10.09. Ważyła 3,3 kg i mierzyła 51 cm.

- Maja jest naszym największym szczęściem i spełnieniem marzeń. Z Kamilą poznaliśmy się w Niemczech, gdzie pracowaliśmy w jednej firmie. Od początku mieliśmy ze sobą bardzo dużo wspólnego. Lubimy podróżować, aktywnie spędzać czas, a przede wszystkim oboje jesteśmy wielkimi fanami Realu Madryt. We wrześniu miną już trzy lata, odkąd jesteśmy razem - mówi Michał.

Gdy Maja jest niespokojna i trudno ją ukoić, Michał ma swój niezawodny sposób: bierze córkę na ręce i zaczyna śpiewać. W wielu domach przy niemowlęcym łóżeczku słychać kołysanki. U nich króluje Krzysztof Krawczyk, a najlepiej działa piosenka „Parostatek”, która nieoczekiwanie stała się ich pierwszym rodzinnym przebojem. - Na razie jako jedyna lubi słuchać mojego śpiewu - żartuje Michał. Repertuar jest precyzyjnie określony. Rodzice próbowali piosenek Anny Jantar, ale zwycięzca jest jeden. - Krzysztof Krawczyk wyjątkowo na nią działa - mówi Kamila. I rzeczywiście, kiedy Maja jest zdenerwowana, często wystarczy zmiana. - Czasami kiedy nawet ja nie umiem jej uspać, bo jest nerwowa, to Michał przejmuje opiekę. Puszcza muzykę, śpiewa jej, tańczy z nią i ona zaraz zasypia – opowiada Kamila.

Być może za kilka lat, gdy Maja usłyszy pierwsze dźwięki „Parostatku”, przypomni sobie głos taty.

Najpierw były Niemcy

Historia Kamili i Michała zaczęła się daleko od rodzinnych stron. Oboje przez lata mieszkali i pracowali w Bawarii. Michał spędził tam około ośmiu lat, Kamila niewiele mniej. Poznali się w jednej firmie w lipcu 2023 roku. Dopiero gdy zaczęli się spotykać, wyszło na jaw, że choć los rzucił ich za granicę, żeby się odnaleźli, w Polsce nie dzieliły ich setki kilometrów. - Mimo iż poznaliśmy się w Niemczech, okazało się, że w Polsce mieszkamy bardzo blisko siebie, bo Kamila jest z Raciborza, a ja z Kędzierzyna-Koźla - opowiada Michał.

Szybko odkryli, że łączy ich znacznie więcej. Oboje lubią podróże i aktywne życie. Byli razem w Chorwacji, Turcji, dwukrotnie w Austrii, gdzie podczas jednego z wyjazdów oglądali na żywo wyścig Formuły 1. Były też motocykle. Kamila jeździła z Michałem jako pasażerka i, jak żartuje jej partner, przy nim się nie bała. Dziś motocykl wystawiony jest na sprzedaż, ale z ceną ustawioną – jak śmieje się Michał – trochę tak, żeby przypadkiem za szybko kupca nie znalazł. Liczy, że za kilka lat do tej pasji powrócą.

Najważniejszą wspólną pasją pozostaje jednak piłka nożna i Real Madryt. Michał wspomina, że jego sympatia do królewskiego klubu zaczęła się w czasach wielkiej rywalizacji Cristiano Ronaldo i Lionela Messiego. Wybrał Ronaldo, i tak już zostało. Kamila piłkarskie sympatie początkowo kierowała w stronę Bayernu Monachium, ale - jak żartuje Michał - musiała zmienić barwy. Dziś ogląda mecze Realu razem z nim, zna piłkarzy, kibicuje i przeżywa spotkania. Jeszcze przed pojawieniem się Mai planowali wspólną wyprawę do Madrytu. - Chcieliśmy jechać rok temu na mecz, ale Kamcia zaszła w ciążę i przesunęliśmy plan na ten rok. Nie mieliśmy jeszcze okazji być na Santiago Bernabéu - mówi Michał.

Kamila od początku czuła, że ich pierwsze dziecko będzie dziewczynką. Michał przyznaje z uśmiechem, że jak wielu przyszłych ojców, liczył na syna i niemal do końca miał nadzieję, że lekarze może się pomylili. - Tak było. Co mam powiedzieć? Facet chce chłopaka pierwszego. Ale jak się urodziła dziewczynka, to jest taka córeczka tatusia - przyznaje.

Ciąża wiązała się z trudnościami. Michał mówi, że pojawienie się Mai zaliczają do kategorii cudów. Kamila w czasie ciąży modliła się m.in. do św. Anny. Rodzice umówili się nawet, że jeśli wszystko skończy się szczęśliwie, dziewczynka otrzyma drugie imię Anna. Maja drugiego imienia ostatecznie... nie dostała. Michał rejestrował córkę przez internet, korzystając e-obywatela, w środku nocy, około drugiej lub trzeciej, trzymając Maję na rękach. Kiedy zobaczył rubrykę „drugie imię”, pozostawił ją pustą. Był przekonany, że drugie imię nadaje się podczas chrztu. Sam wybór pierwszego imienia był prosty. To była jedna z pierwszych propozycji, która spodobała się obojgu.

Słowa po porodzie

Poród trwał około 16 godzin i był dla Kamili bardzo wyczerpujący. Na szczęście zakończył się dobrze. Michał do dzisiaj pamięta przede wszystkim jedną scenę. Nie godziny oczekiwania, nie napięcie, nie szpitalną salę. - Pojawienie się Mai na świecie było dla nas prawdziwym darem z niebios. Odkąd jest z nami, mamy wrażenie, że wszystko w naszym życiu połączyło się w jedną całość - opowiada Michał i dodaje: - Do dziś z ogromnym wzruszeniem wspominam moment, kiedy Kamila po raz pierwszy zobaczyła Majeczkę. Jakby w jednej chwili całkowicie zapomniała o bólu. Na jej twarzy pojawiła się ogromna radość, a ze łzami w oczach powiedziała: „Moja córeczka”. Ten moment na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

Pierwsze chwile nie były pozbawione strachu. Maja nie od razu zaczęła płakać. Rodzice zdążyli się przestraszyć, choć dziewczynka otrzymała dziewięć punktów w skali Apgar. Potem okazało się, że płacz wcale nie będzie jej ulubionym sposobem komunikowania się ze światem. W szpitalu właściwie nie płakała. - Myślałam szczerze, że będzie gorzej. Że będzie więcej płaczu, że nie będziemy wiedzieli, co się dzieje. A ona pierwszy raz naprawdę zapłakała dopiero, jak wyszliśmy ze szpitala i wsiedliśmy do auta - wspomina Kamila.

- Pamiętam, jak pierwszy raz się uśmiechnęła, już świadomie - dodaje Michał. - Widziałem ten wzrok, że patrzy na mnie. I ten uśmiech... chwyciło za serduszko, że tak powiem. To chyba najpiękniejszy widok, jaki kiedykolwiek widzieliśmy. Maja jest naszym małym cudem i każdego dnia pokazuje nam, jak piękne może być życie we troje.

Michał przyznaje, że zupełnie inaczej wyobrażał sobie pierwsze miesiące z niemowlęciem. Sądził, że tak małe dziecko głównie śpi. Tymczasem Maja coraz uważniej obserwuje świat, reaguje na głosy, rozpoznaje rodziców i coraz chętniej się z nimi „bawi”. Podział obowiązków w domu wypracował się właściwie sam. - Ja jestem od karmienia i usypiania. A jak przychodzi czas aktywności, to Misiek przejmuje. On jest taki właśnie od zabaw, od rozśmieszania. Ma więcej luzu, a ja jestem bardziej zestresowana - mówi o Michale Kamila.

Młodzi rodzice przekonali się, że rodzicielstwo to również niewyspanie. I tego Kamila nie ukrywa. Maja niechętnie daje się odłożyć do swojego łóżeczka, dlatego śpi blisko mamy. Zdarzają się noce, podczas których pobudki są niemal co godzinę. - Ale już się przyzwyczaiłam. Nie jestem bardzo zmęczona. Po prostu chodzimy spać bardzo wcześnie, praktycznie o ósmej, dziewiątej. Ja z nią od razu idę spać. Wiadomo, że to minie - mówi Kamila.

Wrócili dla ojczyzny

Decyzja o powrocie do Polski dojrzewała przez pewien czas, ale ostateczny impuls był jeden. - Majeczka - odpowiada Michał, kiedy pytamy, co sprawiło, że zdecydowali się zakończyć niemiecki etap życia. Nie chcieli wychowywać córki daleko od bliskich. W Niemczech mieli pracę i ułożoną codzienność, ale rodzinę zostawili w Polsce. Bliscy Michała mieszkają w Kędzierzynie-Koźlu, rodzina Kamili jest w Raciborzu. Narodziny dziecka zmieniły hierarchię tego, co ważne. - Chodziło o to, żeby nie wychowywać jej tam samemu - mówią.

Do tego dochodziła zwyczajna kalkulacja. Po latach pracy za granicą różnica finansowa nie była już dla nich tak oczywista jak dawniej. Michał wspomina, że zaczął zastanawiać się, czy możliwość odłożenia kilkuset euro miesięcznie rzeczywiście rekompensuje setki kilometrów dzielących ich od rodzinnego domu. W końcu powiedzieli: wracamy. Od lutego mieszkają na osiedlu Zachód. Na razie wynajmują dom. Chcieliby zostać w nim kilka lat, spokojnie urządzić sobie życie w Polsce, znaleźć pracę, a w przyszłości kupić własny dom i osiąść tutaj na stałe. - To jest moje miejsce na ziemi - mówi Michał o Kędzierzynie-Koźlu.

Teraz mogą pozwolić sobie na coś, czego wielu młodych rodziców nie ma – wspólne przeżywanie pierwszych miesięcy życia dziecka. Kamila jest na urlopie macierzyńskim, Michał nie spieszy się z powrotem do pracy. - Jak mamy możliwość, żeby razem te pierwsze miesiące, czy nawet rok, spędzić wspólnie, to chcemy z niej skorzystać - tłumaczą. - Bardzo mnie to cieszy, bo mam takie wrażenie, że ojcowie te pierwsze miesiące trochę przesypiają ze swoimi dziećmi, bo przez pracę mają dla nich mało czasu. Ja ten czas mam - mówi.

Santiago Bernabéu przewija się przez historię Kamili i Michała od początku. Teraz marzenie wróciło, tylko w zupełnie nowej formie. Nie jako wyjazd we dwoje, ale pierwsza wielka podróż we troje. - W tym roku planujemy nasz pierwszy wspólny rodzinny wyjazd na Santiago Bernabéu. Chcemy zabrać Majeczkę i razem zobaczyć z bliska klub, który tak bardzo kochamy. Będzie to dla nas wyjątkowy moment i piękna rodzinna pamiątka - mówi Michał.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego ten mecz ma być szczególny. Michał planuje oświadczyć się Kamili właśnie na stadionie Realu Madryt. W ich przypadku nie ma tajemnicy. Jak mówią, są wobec siebie bardzo otwarci. Kamila wie, że oświadczyny mają odbyć się na Santiago Bernabéu. Nie wie tylko, w którym momencie. Michał chce poprosić ukochaną o rękę, kiedy ich ukochany klub strzeli w meczu pierwszego gola. Pytany, co zrobi, jeśli akurat trafią na bezbramkowy mecz Realu, natychmiast znajduje rozwiązanie. - To będziemy musieli zostać tydzień dłużej, na drugi mecz - żartuje. Jeszcze nie kupił pierścionka dla Kamili, ale to w jego stylu.

- Mamy jedną cechę, nie wiem, czy to wada, czy zaleta, ale robimy wszystko na ostatnią chwilę. Wiem, że przy Mai musimy się tego oduczyć, ale jestem pewien, że pierścionek będę odbierał od jubilera dzień przed wylotem - śmieje się Michał.

Są spontaniczni i nie próbują udawać, że jest inaczej. Nawet o ślubie zdążyli już rozmawiać. Jest wstępna lista gości, spodobało im się też jedno z miejsc. W wyobraźni widzą nawet małą Maję, która podczas ceremonii będzie rozsypywać kwiatki. Nie chcieli brać ślubu tylko dlatego, że pojawiło się dziecko. - Chcemy zrobić to dla nas, a nie dla dziecka - mówią. Dlatego wrócili do pierwotnego planu. Madryt. Bernabéu. Mecz. Gol. I pierścionek.

Obawy na początku

Kamila i Michał nie ukrywają, że na początku bali się właściwie wszystkiego. Pierwszego zakrztuszenia, pierwszej wysypki, każdego niepokojącego zachowania. Jak wielu świeżo upieczonych rodziców, chcieli natychmiast znaleźć odpowiedź na każde pytanie. Z czasem nauczyli się, że nie da się przeżyć rodzicielstwa według instrukcji. Pomogła im położna, pomogło doświadczenie, ale przede wszystkim kolejne dni spędzone z córką. Dzisiaj coraz częściej zamiast strachu jest śmiech. Maja patrzy. Uśmiecha się. Rozpoznaje głosy. Cieszy się, kiedy tata pojawia się w pokoju. Mama wie, kiedy potrzebuje bliskości. Tata wie, kiedy trzeba zacząć śpiewać.

- Maja jest naszym największym szczęściem i spełnieniem marzeń - powtarza Michał. Dziś dodatkowo cieszą się zwycięstwem córki w plebiscycie na Bobasa Miesiąca. Maja do konkursu trafiła trochę dzięki rodzicielskiej spontaniczności. A kiedy już wystartowała, do działania ruszyli najbliżsi. W głosowanie zaangażowali się rodzice, dziadkowie, przyjaciele i przyszli chrzestni. Michał szczególnie wspomina swojego przyjaciela Marcina, który rozsyłał informacje o plebiscycie na różnych grupach i mobilizował znajomych. Kiedy pod koniec konkursu wyniki przestały być widoczne, zniknął też punkt odniesienia, więc w ostatniej godzinie rodzice po prostu uruchomili wszystkich. Udało się. Maja została Bobasem Miesiąca.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: sierota po PiS Treść komentarza: Krzyczeliśmy w Sejmie: Donald Trump, Donald Trump, Donald Trump !!! Pomogło. Data dodania komentarza: 14.09.2026, 10:13 Źródło komentarza: 17-letnia rowerzystka została potrącona przez samochód na Wyspie w Koźlu Autor komentarza: Wilk Prozaik Treść komentarza: @Tini Brak podium dla młodszych dzieciaków to akurat dobry pomysł. W tym wieku nagrodą powinien być sam udział i medal a nie wynik na mecie. Data dodania komentarza: 14.09.2026, 09:46 Źródło komentarza: Bieg „GAZ-System na piątkę” 2026 już za nami. WYNIKI i ZDJĘCIA Autor komentarza: Stefan Treść komentarza: Farorz jedzie na karocy, a wójt za nim piechty krocy Data dodania komentarza: 14.09.2026, 09:00 Źródło komentarza: Huczne dożynki gminne w Naczęsławicach. Świętuje cała gmina Pawłowiczki. ZDJĘCIA Autor komentarza: Jasnowidz Treść komentarza: A tymczasem paliwo 8,89. Ale o tym psssst! Psssst bo donaldowa władzunia gotowa obrazić się na lokalny portalik i lokalne radyjko. Ot... taka taplarska demokracja i " wolne media"... Pozdrawiam rozumnych. Data dodania komentarza: 14.09.2026, 07:56 Źródło komentarza: 17-letnia rowerzystka została potrącona przez samochód na Wyspie w Koźlu Autor komentarza: Realista Treść komentarza: A co to ??? Bieg rondo dla starszych czy incognito i same brzuszki 🤣😂🤣 Data dodania komentarza: 14.09.2026, 07:30 Źródło komentarza: Bieg „GAZ-System na piątkę” 2026 już za nami. WYNIKI i ZDJĘCIA Autor komentarza: Tini. Treść komentarza: Szkoda że organizator nie dołożył żadnych nagród dla młodszych roczników po za medalem... podium miały dzieci od 10 lat a co z 9 ,8 latkami Jak dla mnie nie fajnie patrząc na innych organizatorów gdzie nagród dla dzieci nie brakuje... Data dodania komentarza: 13.09.2026, 22:07 Źródło komentarza: Bieg „GAZ-System na piątkę” 2026 już za nami. WYNIKI i ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna