Młodzi ludzie przybyli właśnie na miejsce. Podróż upłynęła nie najgorzej, z jedną przesiadką we Wrocławiu. Ale 13 godzin jazdy czuje się trochę w kościach. Cóż jednak zmęczenie, skoro człowiek przyjeżdża na Mazury po to, by się pobawić. Giżycko jest mniejsze niż np. Kędzierzyn, ale już na pierwszy rzut oka widać, że młodemu wczasowiczowi jest w stanie wiele zaoferować. Przez pierwszych parę dni, morze namiotów na polu. Powód? Szanty. Impreza odbywa się w starej twierdzy. Wstęp niestety płatny, ceny w granicach 15-25 zł (można zaopatrzyć się w karnet na 3 dni). O uroku szant przekonał się z pewnością każdy, kto choć raz pojawił się na takiej imprezie. Rytmiczna muzyka, rubaszny dowcip i dużo, dużo piwa, a co za tym idzie rozweselony tłum amatorów żeglowania. Kiedy wszyscy dziarsko powtarzają za zespołem grającym na scenie, słowa kolejnej piosenki, aż wstyd przyznać, że się nie zna tekstów. Wszystko to jednak błahostka, bo wystarczy w trakcie koncertu nauczyć się refrenu, rytmicznie przytupywać i od czasu do czasu wskoczyć w bawiący się tłum. Kiedy szantowanie dobiegło końca, lukę między kolejnymi giżyckimi imprezami wypełniano kąpielą w jeziorze Niegocin, bądź też przejażdżką kajakiem. Ale czasu na „odpoczynek” nie ma zbyt wiele, bo na horyzoncie pojawia się agitator kolejnej imprezy. Tajemnicza nazwa SLOT wiele nam nie mówi, ale są na szczęście informatory, a i kolega, który gorąco zachęca do udziału w imprezie jest skłonny podać parę szczegółów. Okazuje się, że ów SLOT trwa pięć dni. Można płacić 10 zł za dzień albo 50 z góry (jako ciekawostkę podam, że identyfikator z napisem SLOT upoważnia do korzystania z toalety na polu namiotowym. Za darmo!!!) W czasie trwania przedsięwzięcia odbywają się różne warsztaty: teatralne, filmowe, nauka gry na gitarze, nauka śpiewania itd. Wieczorem grają zespoły rockowe. Wszystko wieńczy tzw. Noc Totalna, na której efektami swej pracy chwalą się poszczególne sekcje. Nasza grupa postanowiła więc udać się na SLOT. Od początku wiadomo było, iż impreza odbywa się pod sztandarem religijnym, jednak w momencie, gdy kazano młodzieży podpisywać na wstępie zgodę na dobrowolny pobyt, ciężko było pozbyć się wrażenia, że pachnie to wszystko jakąś sektą. Część osób bawiących się przez pięć dni w twierdzy mówiła, że nie należy do żadnego Kościoła... Ciekawym elementem imprezy był Dyskusyjny Klub Filmowy. Zaczął się o pierwszej w nocy, w małym, ciasnym namiocie. Warunki te podkreślały tylko wyjątkowość miejsca i czasu, a wszelakie niewygody rekompensowały wyświetlane filmy, naprawdę najwyższej jakości.
W Giżycku jest wiele atrakcji, jednak kędzierzyńskim licealistom najbardziej do gustu przypadł klub jazzowy. Absorbuje w nim kameralność i wyjątkowość. Na ścianach legendy muzyki jazzowej i oryginalne zdjęcia artystyczne, w tle cicho przygrywa muzyka. Z tyłu, w innym pomieszczeniu, niewielka galeria z obrazami. Wchodząc do klubu ma się wrażenie, że to czyjeś mieszkanie, tyle w nim prywatności. Kiedy po 22-ej zaczyna na żywo grać zespół, w małym pomieszczeniu dwie, trzy osoby przesuwają stoliki, by było wystarczająco dużo miejsca. Od razu przypomina się tekst piosenki Dżemu „Tylko nocą do klubu pójść...” To jednak ostatni wieczór wjazz clubie, bo nazajutrz czas wracać.

Tekst pochodzi z Gazety Lokalnej nr 31 z 9.08.2000 r.



Napisz komentarz
Komentarze