W sprawie czas toczą się procesy karny i cywilny. W lipcu powstała kolejna opinia sporządzona dla Sądu Okręgowego w Warszawie, która potwierdza błędy podczas porodu. Rodzice Łucji ujawnili też nowy wątek: w maju tego roku za pośrednictwem znanego ginekologa z Kędzierzyna-Koźla otrzymali propozycję ugodowego zakończenia sprawy za około pół miliona złotych. Odrzucili ją.
Przypomnijmy: Łucja przyszła na świat 24 października 2017 roku w szpitalu w Kędzierzynie-Koźlu. Poród zakończył się cesarskim cięciem o godz. 7.22. Dziewczynka urodziła się w skrajnie ciężkim stanie. W pierwszych minutach życia otrzymała 0 punktów w skali Apgar. Akcję serca przywrócono po 10 minutach reanimacji. Dziewczynka podjęła heroiczną walkę o życie, przez co została nazwana „małą wojowniczką”.
Konsekwencje niedotlenienia okazały się tragiczne. Dziewczynka cały czas przebywa w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym Beta-Med w Chorzowie. Żyje dzięki aparaturze. Rodzice cały czas próbują dowieść, że dramatu można było uniknąć, gdyby personel wcześniej zdecydował o cesarskim cięciu. W sprawie pojawiła się kolejna opinia, która przemawia na ich korzyść.
Kosztowne opinie dla prokuratury
Najważniejsze dla postępowania prowadzonego przez prokuraturę były opinie, których wykonanie śledczy zlecili Zakładowi Medycyny Sądowej Barzdo i Żydek w Łodzi.
Pierwsza kosztowała 48 433,83 zł brutto. Z rozliczenia wynikało, że przy jej przygotowaniu wykazano łącznie 520 godzin pracy pięciu specjalistów. Później powstała opinia uzupełniająca. Za nią prokuratura zapłaciła kolejne 39 315 zł brutto.
Łącznie obie opinie kosztowały 87 748,83 zł.
Cena oczywiście nie przesądza o tym, czy opinia jest dobra, czy zła. Pokazuje jednak, jak duży był zakres pracy i jak istotnym dowodem miały być te dokumenty. Biegli opiniujący na potrzeby śledztwa nie znaleźli podstaw do uznania, że sposób prowadzenia porodu doprowadził do ciężkiego stanu Łucji. W ich ocenie wcześniejsze zapisy KTG nie oznaczały jeszcze konieczności natychmiastowego wykonania cesarskiego cięcia. Rozważali również możliwość, że niedotlenienie zaczęło się wcześniej, jeszcze przed najbardziej dramatyczną fazą porodu, między innymi w związku z uciskiem pępowiny. W takim ujęciu wcześniejsze wykonanie cesarskiego cięcia nie musiało już zapobiec uszkodzeniu dziecka. Na tych wnioskach w dużej mierze opierała się później prokuratura.
Przełom w sprawie
Pierwsze umorzenie śledztwa nie zakończyło jednak sprawy. Rodzice Łucji zaskarżyli decyzję prokuratury. 17 grudnia 2021 roku nastąpił pierwszy poważny przełom. Sąd Rejonowy w Kędzierzynie-Koźlu pozytywnie rozpatrzył skargę rodziców Łucji Kornak na umorzenie postępowania i nakazał ponowną analizę sprawy. Sąd uznał, że zakończenie śledztwa na tym etapie było przedwczesne. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Sprawa wróciła więc do prokuratury. Konieczne było dalsze badanie materiału i ponowne opiniowanie. Pierwsza opinia Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi, mimo dużego nakładu pracy i wysokich kosztów, nie wystarczyła do definitywnego zamknięcia sprawy. Po ponownym podjęciu postępowania powstała opinia uzupełniająca tego samego Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi.
Pojawiły się kolejne wątpliwości
Wokół tej opinii pojawiły się jednak następne spory. Pełnomocnicy rodziny zwracali uwagę na rozbieżności w zeznaniach świadków, problemy związane z dokumentacją medyczną oraz różne możliwe interpretacje zapisów KTG. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Zarzucali też biegłym, że w pewnych miejscach zamiast przedstawić kilka możliwych wersji wydarzeń, sami wybrali jedną z nich i na niej oparli dalsze wnioski. Zadaniem lekarza-biegłego jest wyjaśnienie sądowi lub prokuratorowi kwestii medycznych. To biegły ma powiedzieć, co może oznaczać określony zapis KTG, jakie były obowiązujące standardy i kiedy z medycznego punktu widzenia należało reagować.
Nie do biegłego należy natomiast rozstrzyganie, który z dwóch świadków mówi prawdę albo która ze sprzecznych wersji wydarzeń rzeczywiście miała miejsce. Takiej oceny dokonuje sąd. Mimo zastrzeżeń prokuratura w grudniu 2023 roku ponownie umorzyła postępowanie. Rodzice Łucji nie zrezygnowali. Sprawa trafiła następnie do sądu na podstawie subsydiarnego aktu oskarżenia. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Równolegle trwało postępowanie cywilne przed Sądem Okręgowym w Warszawie. I właśnie tam pojawiły się opinie prowadzące do zupełnie innych wniosków.
Biegły wskazuje na błędy
10 marca 2025 roku opinię dla Sądu Okręgowego w Warszawie przygotował prof. Marek Spaczyński, biegły z zakresu położnictwa i ginekologii. Na jej przygotowanie potrzebował 45 godzin. Dokument kosztował 4 131 zł. Jego ocena przebiegu porodu wyraźnie różniła się od wniosków ekspertów opiniujących wcześniej dla prokuratury. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Biegły zwrócił uwagę już na zapis KTG rozpoczęty około godz. 2.00. Według niego widoczne były w nim niepokojące objawy - między innymi przyspieszona czynność serca płodu, zawężona zmienność zapisu oraz późna deceleracja.
W jego ocenie dziecko powinno być od tego momentu stale monitorowane. Tak się jednak nie stało. Zapis KTG został po kilkudziesięciu minutach przerwany. Kolejne badanie rozpoczęto około godz. 5.25. Wtedy, według biegłego, zapis był już nieprawidłowy. Dodatkowo wcześniej stwierdzono zielony płyn owodniowy.
Prof. Spaczyński uznał, że najpóźniej o godz. 5.25 istniały wskazania do wykonania cesarskiego cięcia. Bardzo krytycznie ocenił też brak ciągłego monitorowania KTG.
Zwrócił ponadto uwagę na niewykonanie po porodzie gazometrii krwi pępowinowej. To badanie pozwala ocenić stan kwasowo-zasadowy dziecka i może być bardzo ważne przy ustalaniu, jak głębokie było niedotlenienie.
Jeszcze mocniejsze wnioski
21 lipca 2025 roku prof. Spaczyński przygotował opinię uzupełniającą, która kosztowała 2 120,58 zł. Nie zmienił wcześniejszego stanowiska. Przeciwnie – w jednym z najważniejszych punktów poszedł jeszcze dalej.
Uznał, że niepokojący zapis KTG około godz. 2.00 nie tylko wymagał stałego monitorowania. Według jego późniejszej oceny już wtedy istniały wskazania do operacyjnego zakończenia ciąży.
W przypadku sytuacji z godz. 5.25 biegły był jeszcze bardziej jednoznaczny. Jego zdaniem przy nieprawidłowym KTG i zielonym płynie owodniowym cesarskie cięcie powinno zostać wykonane natychmiast.
W opinii uzupełniającej biegły wskazał również, że brak ciągłego KTG opóźnił prawidłową ocenę stanu dziecka.
Brak gazometrii krwi pępowinowej ocenił jako poważne uchybienie.
Najważniejszy był jednak jego wniosek dotyczący samego porodu. Według profesora cesarskie cięcie wykonano kilka godzin za późno, a opóźnienie miało wpływ na ciężki stan noworodka.
To już nie jest różnica w szczegółach. To zupełnie inna odpowiedź na pytanie, które od lat stawiają rodzice Łucji.
Nowa opinia znów korzystna
Na dwóch opiniach z 2025 roku sprawa się nie zakończyła. W kolejnej opinii sporządzonej w marcu 2026 roku prof. Spaczyński podtrzymał zasadniczy kierunek swoich wcześniejszych wniosków.
Rozwinął również możliwy mechanizm niedotlenienia. Według niego mogło wcześniej występować przewlekłe niedotlenienie, na które w trakcie porodu nałożyło się nagłe pogorszenie spowodowane między innymi uciskiem naczyń pępowinowych.
Po porodzie stwierdzono owinięcie pępowiny wokół tułowia dziecka. Zdaniem biegłego w takiej sytuacji tym większe znaczenie miało stałe monitorowanie czynności serca płodu i szybkie reagowanie na pojawiające się nieprawidłowości.
W praktyce oznacza to, że kolejne opinie powstałe w sprawie cywilnej są korzystne dla rodziców Łucji i w najważniejszych kwestiach podważają wcześniejsze wnioski ekspertów, na których opierała się prokuratura. Nie znaczy to jednak, że opinie Zakładu Medycyny Sądowej w Łodzi zostały formalnie unieważnione. To sąd zdecyduje, której ocenie da większą wiarę. Nie można już jednak twierdzić, że medyczna ocena przebiegu porodu jest jednoznaczna. Koszt ostatniej opinii wyniósł 2 409,50 zł.
Różne wersje tego samego porodu
Różnica pomiędzy opiniami dotyczy najważniejszych momentów. Biegli z Łodzi uznali, że około godz. 2.00 nie było jeszcze podstaw do natychmiastowego zakończenia porodu. Prof. Spaczyński uważa, że zapis już wtedy był na tyle niepokojący, że dziecko powinno być stale monitorowane, a w późniejszej opinii wskazał nawet, że istniały już wtedy przesłanki do cesarskiego cięcia.
Eksperci opiniujący dla prokuratury nie uznali, że o godz. 5.25 występowało bezpośrednie zagrożenie wymagające natychmiastowej operacji. Biegły sądu cywilnego twierdzi coś przeciwnego – jego zdaniem o tej godzinie cięcie należało wykonać natychmiast. Inaczej oceniono również znaczenie braku ciągłego KTG oraz niewykonania gazometrii krwi pępowinowej. To właśnie te różnice będą musiały zostać teraz ocenione przez sąd.
Propozycja ugody
W czasie gdy sprawy sądowe nadal się toczyły, pojawił się kolejny, dotąd nieznany publicznie wątek.
Według relacji rodziców Łucji w maju 2026 roku za pośrednictwem osób ze środowiska medycznego nawiązano z nimi kontakt w sprawie możliwego ugodowego zakończenia konfliktu. Nie kontaktował się z nimi bezpośrednio lekarz objęty postępowaniem ani jego adwokat.
Z rodziną skontaktował się inny, znany ginekolog z Kędzierzyna-Koźla. Zdecydowaliśmy nie ujawniać jego nazwiska. Lekarz początkowo miał proponować osobiste spotkanie. Rodzice nie zgodzili się jednak na prowadzenie rozmów na własną rękę. Poinformowali o zaistniałej sytuacji reprezentującą ich Kancelarię Lazer & Hudziak Adwokaci i Radcowie Prawni S.K.A. z Warszawy. Od tego momentu sytuację kontrolowali pełnomocnicy rodziny.
Jak wynika z relacji Magdaleny Wiśniewskiej, mamy Łucji, lekarz, który pośredniczył w rozmowach, skontaktował się również bezpośrednio z warszawską kancelarią.
Pełnomocniczki miały wyjaśnić, że nie mogą przekazywać mu informacji dotyczących sprawy, ponieważ nie jest formalnym pełnomocnikiem drugiej strony. Jednocześnie kancelaria instruowała rodziców, jak mogą prowadzić dalszą rozmowę i jakie informacje mogą przekazywać. Rodzina podkreśla więc, że kolejne kontakty odbywały się już za wiedzą i pod kontrolą ich prawników.
Padła kwota pół miliona złotych
Według Magdaleny Wiśniewskiej podczas jednej z rozmów telefonicznych, w której uczestniczył również ojciec Łucji, lekarz podał konkretną kwotę.
- Powiedział o ugodzie na około 500 tysięcy złotych, pod warunkiem że rezygnujemy ze sprawy - relacjonuje mama Łucji.
Rodzice tej propozycji nie przyjęli. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że nie była to formalna oferta złożona bezpośrednio przez oskarżonego. Lekarz prowadzący rozmowy nie występował jako jego oficjalny pełnomocnik.
- Powiedział nam, że przekaże nasze stanowisko dalej - wyjaśnia Magdalena Wiśniewska i dodaje, że nie chcieli zakończyć sprawy wyłącznie wypłatą pieniędzy. Jak relacjonuje, przedstawili własne warunki. Jednym z nich miało być przyznanie się lekarza objętego postępowaniem karnym do winy i zaakceptowanie kary grzywny.
Nie chodziło przy tym o wysoką karę. Rodzina mówiła o grzywnie rzędu kilku lub kilkunastu tysięcy złotych.
Najważniejsze było dla nich formalne rozstrzygnięcie kwestii odpowiedzialności. Uważali również, że mogłoby to przyspieszyć postępowanie cywilne. Do ugody ostatecznie nie doszło.
Rodzice podkreślają, że nie zamierzali kończyć wieloletniej walki na przedstawionych warunkach. Jak tłumaczą, w sprawie cywilnej chodzi nie tylko o jednorazowe zadośćuczynienie. Są też wieloletnie koszty leczenia, rehabilitacji, opieki i zabezpieczenia przyszłości Łucji.
Rodzina przyznaje jednocześnie, że sama możliwość zakończenia sprawy mocno nimi poruszyła. Po niemal dziewięciu latach postępowań, kolejnych opinii i rozpraw byli już bardzo zmęczeni. Były też chwile, kiedy mieli dość i myśleli o tym, by odpuścić.
- Cieszymy się, że nie zrezygnowaliśmy. Psychicznie ta sprawa bardzo nas przygniata, ale gdybyśmy się poddali, nie mielibyśmy dzisiaj tych kolejnych opinii - mówi mama Łucji.



Napisz komentarz
Komentarze