czwartek, 27 sierpnia 2026 07:23
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama
Historia rodu, który w tym miejscu stworzył swój własny świat

Hohenlohowie – panowie na Sławięcicach

Gdy dziś wchodzi się do sławięcickiego parku, trudno uwierzyć, że przez ponad półtora wieku znajdowało się tutaj centrum jednego z największych arystokratycznych majątków na Górnym Śląsku. Po pałacu zostało niewiele. Samotne kolumny dawnego bocznego wejścia stoją pośród drzew jak dekoracja ze świata, którego już nie ma. A przecież jeszcze na początku XX wieku podjeżdżały tu książęce powozy, a cesarz Wilhelm II polował w lasach należących do rodu Hohenlohów.
Hohenlohowie – panowie na Sławięcicach
Lata 40. XX wieku. Widok na staw i zachowane do dziś boczne wejście do pałacu

Kiedy Hohenlohowie pojawili się w Sławięcicach, miejscowość miała już za sobą kilka stuleci burzliwej historii. Była niegdyś średniowiecznym miastem z piastowskim zamkiem. W 1714 roku dobra znalazły się w rękach rodu von Hoym. Z czasem, jak pisał profesor Karol Jonca w swojej książce „Dzieje Sławięcic do roku 1945”, własność została przekształcona w fideikomis, czyli rodzinny majątek, którego nie można było swobodnie dzielić i sprzedawać. To właśnie dziedziczka tych dóbr, Amalia Luiza Marianna Charlotta von Hoym, miała otworzyć nowy rozdział w historii miejscowości. W 1782 roku, mając zaledwie 19 lat, poślubiła 36-letniego Fryderyka Ludwika von Hohenlohe-Ingelfingen. Wraz z tym małżeństwem Sławięcice związały się na ponad 160 lat z jednym z najpotężniejszych rodów niemieckiej arystokracji.

Fryderyk Ludwik był zawodowym wojskowym, później generałem piechoty. Walczył przeciwko rewolucyjnej Francji. W 1804 roku powierzono mu stanowisko namiestnika w księstwach frankońskich oraz generalnego inspektora armii we Wrocławiu. W 1805 roku odziedziczył kolejne dobra i tytuły. Po klęsce armii pruskiej pod Jeną oddziały dowodzone przez księcia wycofywały się przed Napoleonem. 28 października 1806 roku pod Prenzlau Fryderyk Ludwik skapitulował przed francuskim marszałkiem Joachimem Muratem.

Fryderyk Ludwik po zakończeniu kariery wojskowej powrócił 4 stycznia 1809 roku do Sławięcic. Tutaj spędził ostatnie lata życia. Zmarł 15 lutego 1818 roku w starym piastowskim zamku. Pochowano go w specjalnie wzniesionym mauzoleum w parku. Obok spoczął później jego najstarszy syn Fryderyk August.

Państwo w państwie

To właśnie on rozbudował własność Hohenlohów o Bycinę i rozległe posiadłości Ujazdu Śląskiego wraz ze Starym Ujazdem, Dziekanówką, Zimną Wódką, Niezdrowicami, Gojem i okolicznymi lasami. W 1848 roku dobra przeszły w ręce Hugona von Hohenlohe. To za jego czasów majątek osiągnął rozmiary, które trudno dziś sobie wyobrazić, i obejmował dziesiątki tysięcy hektarów pól, łąk i lasów. Hugo został członkiem pruskiej Izby Panów, a w 1861 roku otrzymał dziedziczny tytuł księcia na Ujeździe Śląskim. W 1863 roku do rodu należały cztery pałace, ponad czterysta domów mieszkalnych, setki zabudowań gospodarczych, kopalnie, huty, wielkie piece, świeżarki, walcownie, browary, gorzelnie, tartaki i cegielnie. Sercem tego organizmu były Sławięcice. W sąsiedztwie pałacu, na Małej Wsi, mieściła się administracja gospodarcza dóbr. Pod koniec XIX wieku funkcjonowała pod nazwą Książęca Dyrekcja Domen Hohenlohów w Sławięcicach. Pracowali tam zarządcy, księgowi, leśnicy i urzędnicy.

Były to czasy, kiedy stosunki społeczne nadal miały charakter feudalny. Miejscowi chłopi odrabiali pańszczyznę, wykonywali przewozy na rzecz dworu, dostarczali różnego rodzaju świadczenia i korzystali z ziem, lasów oraz pastwisk na zasadach ustalanych przez właściciela. Co charakterystyczne dla uprzemysławiających się Sławięcic, chłopska pańszczyzna służyła już nie tylko gospodarstwu rolnemu. Zaprzęgi wykorzystywano przy książęcych zakładach przemysłowych, do transportu surowców i materiałów. Kiedy po klęsce Prus z Napoleonem rozpoczęto reformy ustroju rolnego, również na Górnym Śląsku przyszła kolej na uwłaszczenie. Nie wyglądało ono jednak tak, jak mogłoby sugerować samo słowo.

W kwietniu 1817 roku książę Fryderyk August zawarł umowę z trzynastoma kmieciami. Otrzymywali oni na własność domy, podwórza, ogródki i część dotychczas użytkowanych gruntów. Zwalniano ich z części pańszczyzny i świadczeń. W zamian musieli jednak oddać księciu drugą połowę ziemi ornej oraz łąk. Reforma dawała chłopom własność i osobistą swobodę, ale jednocześnie umożliwiała Hohenlohom scalanie wielkich kompleksów ziemskich. Proces ciągnął się przez dziesięciolecia. Formalnie feudalizm odchodził do historii. W praktyce Hohenlohe nadal pozostawał największym właścicielem ziemi i człowiekiem, którego decyzje mogły przesądzać o losie całych wiosek.

W drugiej połowie XIX wieku administracja książęca rozpoczęła wielką akcję scalania gruntów wokół pałacu. Wykupywano drobne gospodarstwa, zamieniano działki, likwidowano rozrzuconą zabudowę. Szczególnie interesujący był rejon Borku, położony w pobliżu parku. Część tamtejszych gospodarstw wykupiono, budynki zburzono, a mieszkańców przeniesiono w stronę drogi prowadzącej do Ujazdu. Dla niektórych rodzin książę budował nowe domy. Karol Jonca uważa, że jednym z głównych celów było połączenie parku angielskiego z rozległymi książęcymi lasami.

Perła Śląska

Sławięcice należały do pionierskich ośrodków przemysłowych Górnego Śląska już przed pojawieniem się Hohenlohów, ale to pod ich rządami miejscowe huty, walcownie i manufaktury zostały włączone w rozległy system gospodarczy. W 1811 roku wielki piec ze Starej Kuźni przeniesiono do Sławięcic. Jego wyroby w 1844 roku otrzymały złoty medal na wystawie przemysłowej w Berlinie. Istotne znaczenie miał Kanał Kłodnicki. Budowany od końca XVIII wieku, umożliwiał przewóz rudy, węgla oraz gotowych wyrobów. Dla zakładów Hohenlohów był ważną drogą transportową w epoce poprzedzającej rozwój kolei. W 1858 roku książęce zakłady produkowały dziesiątki tysięcy cetnarów żelaza i tysiące cetnarów blachy.

Jednocześnie nadchodziła epoka, która miała zmienić gospodarcze znaczenie miejscowości. Dawne huty oparte na lokalnej rudzie darniowej, węglu drzewnym i energii niewielkich rzek nie były w stanie konkurować z przemysłem wykorzystującym węgiel kamienny i koks. Część zakładów zamykano. Fachowcy przenosili się do innych przedsiębiorstw Hohenlohów, m.in. w rejon Katowic. Ród nie rezygnował jednak z przemysłu. Przenosił go tam, gdzie nowe warunki gospodarcze dawały większe możliwości. Symbolem tej transformacji było utworzenie w 1905 roku koncernu Hohenlohe-Werke A.G. z siedzibą w Wełnowcu.

W samych Sławięcicach coraz większego znaczenia nabierała natomiast funkcja rezydencjonalna. Stary piastowski zamek, w którym umarł Fryderyk Ludwik, spłonął w 1827 roku. Fryderyk August postanowił wznieść w jego miejscu nowy pałac. Budowę ukończono w latach 30. XIX wieku. Powstała trzypiętrowa rezydencja z około 45 pokojami, wielką salą bankietową i tarasem. W drugiej połowie stulecia, za Hugona Hohenlohe, pałac jeszcze rozbudowano. Dobudowane skrzydła nadały mu monumentalny wygląd. Pałac nazywano „Perłą Śląska”. W parku znajdowały się oranżerie, ogród różany, zwierzyniec, labirynty, stawy, kanały, świątynia-rotunda, chatka syberyjska, pawilony, rzeźby i miejsca wypoczynku. Całość stanowiła jedno z najbardziej efektownych założeń rezydencjonalnych na Górnym Śląsku. Rozległe lasy otaczające miejscowość były pełne zwierzyny. I właśnie one przyciągnęły do Sławięcic najważniejszego gościa.

Wizyty cesarza

Po śmierci Hugona w 1897 roku dobra odziedziczył Christian Kraft zu Hohenlohe-Oehringen. Ukończył Akademię Rycerską w Legnicy, studiował prawo w Bonn, walczył w wojnie francusko-pruskiej i dosłużył się stopnia generała-majora kawalerii. Za jego czasów stosunki z cesarskim dworem były bardzo dobre.

Wilhelm II Hohenzollern przyjeżdżał do Sławięcic specjalnym pociągiem. Na stacji witał go Christian Kraft w mundurze gwardyjskiego pułku ułanów. Towarzyszyli mu bracia Hans i Max, również występujący w galowych mundurach. Droga ze stacji do pałacu miała około trzech kilometrów. Po jej obu stronach ustawiali się żołnierze i członkowie organizacji kombatanckich trzymający płonące pochodnie. Cesarski przejazd stawał się wielkim widowiskiem dla mieszkańców – pisał Alfons Rataj w jednej ze swoich publikacji o historii Kędzierzyna-Koźla.

Wieczorem w pałacu odbywał się bankiet. Przy stołach spotykali się przedstawiciele najpotężniejszych rodów Śląska: Donnersmarckowie, Lichnowscy, Solms-Baruthowie, Welczkowie, książęta pszczyńscy i raciborscy, wysocy urzędnicy i duchowni. Wilhelm II nie przyjeżdżał jednak wyłącznie dla ceremoniału. Był zapalonym myśliwym i w lasach Hohenlohów organizowano dla niego polowania, przede wszystkim na jelenie. Sławięcice znajdowały się wtedy u szczytu swojej rezydencjonalnej świetności.

Ale książęcy świat nie składał się tylko z balów i polowań. Hohenlohowie finansowali również inwestycje publiczne. Kiedy w latach 1864-1869 budowano obecny kościół św. Katarzyny, książę jako patron przekazał na inwestycję 20 tysięcy talarów, księżna 10 tysięcy, a księżniczka Eliza 1275 talarów. Do dziś nad wejściem do świątyni można zobaczyć motywy związane z herbem rodu.

W 1884 roku w Sławięcicach otwarto szpital przeciwgruźliczy imienia księcia Augusta. W inauguracji uczestniczyli Hugo Hohenlohe i księżniczka Paulina. Później placówkę rozbudowano. Na początku lat 90. XIX wieku naczelny lekarz szpitala dr Goetsch nawiązał współpracę z Robertem Kochem, odkrywcą prątka gruźlicy i późniejszym laureatem Nagrody Nobla. Koch nie był etatowym lekarzem w Sławięcicach, ale prowadził tu z Goetschem badania, wykorzystując m.in. stada bydła udostępnione przez Hohenlohów.

Książęcy majątek tworzył również własne zaplecze socjalne dla pracowników. Funkcjonowała kasa chorobowa, szpital obsługiwał personel administracji i pracowników zakładów, a dla dzieci urzędników działała prywatna książęca szkoła. W 1887 roku liczyła 51 uczniów. Miała przygotowywać przyszłe kadry dla książęcej administracji i przedsiębiorstw. Była też jednym z elementów stopniowej germanizacji miejscowości, której rdzenna ludność wiejska długo posługiwała się przede wszystkim językiem polskim.

Schyłek świetności

Pierwsza wojna światowa zachwiała porządkiem, który wydawał się trwać od pokoleń. Mieszkańców Sławięcic wcielano do armii niemieckiej. Wielu zginęło. Wojna przyniosła kryzys i biedę. Po upadku Cesarstwa Niemieckiego w 1918 roku również w Sławięcicach pojawiły się nastroje rewolucyjne, a jednym z postulatów miejscowej lewicy stała się parcelacja ogromnego latyfundium Hohenlohów.

Jeszcze większe znaczenie miał konflikt polsko-niemiecki o przyszłość Górnego Śląska. W maju 1921 roku podczas III powstania śląskiego Sławięcice zajęły oddziały polskie. Pałac przez pewien czas służył jako siedziba sztabu I Dywizji Wojsk Powstańczych. Przebywał tu również Wojciech Korfanty. Po podziale Górnego Śląska miejscowość pozostała jednak w Niemczech.

Po wojnie stary system majątkowy coraz wyraźniej jednak odchodził w przeszłość. Jeszcze w 1911 roku sam obszar dworski Sławięcic obejmował ponad sześć tysięcy hektarów, podczas gdy gmina wiejska zajmowała jedynie niewielką część tego terenu. W 1929 roku obwody dworskie ostatecznie zlikwidowano. Był to symboliczny koniec książęcego „państwa w państwie”.

W latach międzywojennych atmosfera polityczna w Sławięcicach stawała się coraz bardziej napięta. Profesor Karol Jonca odnotował, że na terenach należących do księcia swoje spotkania i szkolenia organizował nacjonalistyczny i paramilitarny Stahlhelm – Związek Żołnierzy Frontowych. W sierpniu w należącej do Hohenlohów gospodzie w Sławięcicach potajemnie zakwaterowano członków niemieckiej grupy specjalnej, a oficerowie dowodzący akcją przebywali w pałacu. Jej zadaniem było przeprowadzenie pozorowanego polskiego ataku na urząd celny w dzisiejszych Stodołach w Rybniku. Była to jedna z prowokacji przygotowywanych przez III Rzeszę. W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku oddział ruszył do wykonania zadania. Kilka godzin później Niemcy napadły na Polskę.

W czasie II wojny światowej cała okolica została podporządkowana niemieckiej gospodarce wojennej. W sąsiedztwie powstały ogromne zakłady paliw syntetycznych, obozy pracy, obozy jenieckie i późniejszy podobóz Auschwitz-Blechhammer. Według jednej z relacji ostatni właściciel majątku August Hohenlohe wyjechał wraz z rodziną w głąb Niemiec już w 1943 roku. Inne przekazy wskazują, że ostatni przedstawiciele rodziny opuścili rezydencję dopiero krótko przed nadejściem Armii Czerwonej na początku 1945 roku. Po wojnie Hohenlohowie utracili śląskie dobra. Ich pałac został poważnie uszkodzony w czasie walk, później ograbiony i pozostawiony bez gospodarza. Polska władza ludowa nie interesowała się rekonstrukcją obiektu tak silnie kojarzonego z pruską i niemiecką przeszłością tych ziem. Kolejne lata przyniosły jego pożary, dewastację i brak decyzji o odbudowie. W 1973 roku ruiny rozebrano.

Dziś po „Perle Śląska” zostało niewiele. Ale wystarczy przejść przez park i pobliski cmentarz, zobaczyć samotne kolumny pałacowego wejścia, ocalałe budynki gospodarcze i administracyjne, dawny szpital przebudowany na efektowny hotel czy symbole Hohenlohów na ufundowanym przez nich kościele św. Katarzyny, by uświadomić sobie, jak głęboko historia rodu została wpisana w Sławięcice.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

A czy Pan Zamoyski nie walczył z tym dziadostwem o Zakopane iMorskie Oko...bo Niemieckie Dziady mapy fałszowały ?zakopane gdy zaklamali mapy 26.08.2026 21:21
Pitus

Historia 26.08.2026 20:45
W hotelu Centralnym są kominki z pałacu i były kaloryfery. Nie tylko "detaliści" szabrowali. Kupidyn, który teraz stoi zawłaszczony przez plebana na plebanii stał przedtem przy willi Frankenberga za sprawą dawnego architekta powiatowego. Architekt ten, budował się w Moszance albo Pokrzywnej i miał zgodę na "pobranie" cegieł z rozbieranego pałacu. Gdy ładowali gruz, wykombinował, że ładnie w przyszłym ogrodzie wyglądałby ów Kupidyn, bo w parku pałacowym ta rzeźba zaczynała swoją karierę. Architekt więc kazał robotnikom załadować rzeźbę na przyczepę i z cegłami zawieść na plac budowy. I by miał fajna figurę, gdyby koło wcześniej wspomnianej willi nie stał patrol milicji. Na cegły były papiery, a na rzeźbę nie. Władza kazała rozładować rzeźbę, i w ten sposób z książęcego parku trafiła pod tę wille, gdzie było przedszkole. Taka jest historia tej rzeźby.

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Nikol Kaletka Treść komentarza: O widzę , że jeden z tych ,,życzliwych,, sąsiadów się odpalił . Może podpisz się imieniem i nazwiskiem to wtedy podyskutujemy hm ? To że latają i nikomu krzywdy nie robią to znaczy że trzeba je zabić hm ? .. Żenada komentarz Data dodania komentarza: 26.08.2026, 22:09 Źródło komentarza: Roki nie przeżył brutalnego ataku. Właściciele szukają świadków Autor komentarza: Nikol Kaletka Treść komentarza: O widzę, że jeden z tych ,,życzliwych,, sąsiadów się odpalił :) Może podpisz się imieniem i nazwiskiem to podyskutujemy. Zapytam jeszcze raz , to że biegają i nikomu krzywdy nie robią to znaczy że trzeba go zabić ? Data dodania komentarza: 26.08.2026, 21:54 Źródło komentarza: Roki nie przeżył brutalnego ataku. Właściciele szukają świadków Autor komentarza: :( Treść komentarza: „Tez mam psa” i ja tez mam psa! Od kilku lat pilnuje żeby nie zwiał a ma tak silny instynkt, ze moment nieuwagi/błędu i moze sie wydostać z poseji, może się zerwać smycz, obroża - COKOLWIEK ! Oby „szkoda słów” pies nigdy nie uciekł bo do póki nie znajdzie sie sprawca może skoczyć jak ten…. Ludzie ! Odrobina empatii, odrobina…. Data dodania komentarza: 26.08.2026, 21:42 Źródło komentarza: Roki nie przeżył brutalnego ataku. Właściciele szukają świadków Autor komentarza: SprawiedliwośćDlaRocky’ego! Treść komentarza: Aha. Czyli trzeba zabić zwierzę. Nie ma innych metod, np. Zgłosić na policję, porozmawiać z właścicielem jeśli incydent się powtarza etc. Jeśli ktoś uważa, że w takiej sytuacji należy sięgnąć po nóż i zadźgać niewinne zwierzę, które cierpi w męczarniach wiele godzin aż ostatecznie kona TO JEST TAKIM SAMYM ZWYRODNIALCEM JAK SPRAWCA! Data dodania komentarza: 26.08.2026, 21:34 Źródło komentarza: Roki nie przeżył brutalnego ataku. Właściciele szukają świadków Autor komentarza: A czy Pan Zamoyski nie walczył z tym dziadostwem o Zakopane iMorskie Oko...bo Niemieckie Dziady mapy fałszowały ?zakopane gdy zaklamali mapy Treść komentarza: Pitus Data dodania komentarza: 26.08.2026, 21:21 Źródło komentarza: Hohenlohowie – panowie na Sławięcicach Autor komentarza: Historia Treść komentarza: W hotelu Centralnym są kominki z pałacu i były kaloryfery. Nie tylko "detaliści" szabrowali. Kupidyn, który teraz stoi zawłaszczony przez plebana na plebanii stał przedtem przy willi Frankenberga za sprawą dawnego architekta powiatowego. Architekt ten, budował się w Moszance albo Pokrzywnej i miał zgodę na "pobranie" cegieł z rozbieranego pałacu. Gdy ładowali gruz, wykombinował, że ładnie w przyszłym ogrodzie wyglądałby ów Kupidyn, bo w parku pałacowym ta rzeźba zaczynała swoją karierę. Architekt więc kazał robotnikom załadować rzeźbę na przyczepę i z cegłami zawieść na plac budowy. I by miał fajna figurę, gdyby koło wcześniej wspomnianej willi nie stał patrol milicji. Na cegły były papiery, a na rzeźbę nie. Władza kazała rozładować rzeźbę, i w ten sposób z książęcego parku trafiła pod tę wille, gdzie było przedszkole. Taka jest historia tej rzeźby. Data dodania komentarza: 26.08.2026, 20:45 Źródło komentarza: Hohenlohowie – panowie na Sławięcicach
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna