niedziela, 6 września 2026 16:13
Reklama
Reklama
Reklama

Wieczny tułacz z duszą artysty

Odszedł z tego świata w wieku 68 lat. Podobno nie miał nawet dowodu osobistego, ale posiadał coś, czego prawie każdy mógłby mu pozazdrościć. Wielki talent. Dorobek twórczy, bezdomnego przez długie lata, artysty malarza Jerzego Tomasikiewicza wzbudza szacunek.
Wieczny tułacz z duszą artysty

Autor: Jedna z prac Jerzego Tomasikiewicza

Jerzy Tomasikiewicz zmarł na raka krtani w przytułku dla bezdomnych. Całkiem niedawno - w 2019 roku. Bezdomny kędzierzyńsko-kozielski artysta malował miasta, zamki, konie, portrety, pejzaże. Uwielbiał kontakt z przyrodą, a nade wszystko kochał góry. Jak sam kiedyś zdradził, namalował tysiące prac. Co ciekawe, sobie nie zostawił ani jednej. Niewielką część jego dorobku mieliśmy okazję podziwiać w lipcu 2018 roku na wystawie w Miejskiej Bibliotece Publicznej.

- Odkąd pamiętam, zawsze obok mnie był ołówek, kredki, później pędzle i farby, ponieważ w moim rodzinnym domu sztuka w różnych wymiarach od zawsze była obecna. Mój ojciec był pierwszą osobą, która przybliżyła mi rysunek i uformowała charakter późniejszego tworzenia. Od dzieciństwa starałem się mu dorównać. W życiu dorosłym, w różnych jego okresach, zawsze wracałem do rysunku, malarstwa i chyba nie było takiego czasu, kiedy bym nic nie tworzył - mówił Jerzy Tomasikiewicz w wywiadzie udzielonym Katarzynie Weklicz. - Zawsze inspirowała mnie w równej mierze przyroda, krajobrazy, cuda natury w postaci gór, jak i zwierzęta, ludzie, pejzaże miast. Szczególnie pociągały mnie nasze polskie góry. Chodziłem po nich przez 16 lat i ten czas oceniam jako najlepszy okres mego życia. Rytro, Piwniczna i okolice budzą moje najpiękniejsze wspomnienia. Lubiłem być wśród ludzi, a szczególnie górali, poznawać ich świat, dlatego nauczyłem się ich gwary. Co do zwierząt, najtrudniej jest namalować konia. Mój ojciec mawiał: „Jeśli narysujesz konia - narysujesz wszystko”. A ja byłem ambitny i uparty. Ojciec miał rację. Dziś konie rysuję i maluję w najróżniejszych pozach, w ruchu, z emocjami, i robię to z prawdziwą przyjemnością. Zawsze rysowałem i malowałem dużo, nie sprawiało mi to trudności, a dawało radość. Czasem było zwykłym zleceniem na prośbę kogoś znajomego. Myślę, że nie ma artysty, który powiedziałby: już wszystko namalowałem, wyrzeźbiłem. Mam marzenie, żeby coś po mnie pozostało, i choć wiem, że moje prace wiszą na ścianach domów w wielu miastach i krajach, pragnąłbym stworzyć coś bardziej trwałego, np. fresk tematyczny w jednym z naszych kościołów - dodał Jerzy Tomasikiewicz, który już podczas udzielania tego wywiadu był poważnie chory i coraz słabszy.

Publikacją jego prac zainteresowany jest Mieczysław Kuleszyński, który - jak informowaliśmy ostatnio - przygotowuje się do wydania trzeciej części informatora pt. „Koźle - historia i legendy”.

- W naszym przewodniku pamiętamy zawsze o którymś lokalnym artyście. W zeszłym roku poświęciliśmy sporo uwagi Ryszardowi Kowalowi. Zamieściliśmy ponad 100 jego prac. W trzecim wydaniu pragnę napisać o Jerzym Tomasikiewiczu, zamieszczając w tej publikacji jego niezwykłe prace. Pozbierać to wszystko nie było łatwo, ale udało się. Chciałbym, aby coś trwałego po nim pozostało, stąd ta inicjatywa. Tym bardziej że swego czasu wyraził taką wolę. Jest zatem okazja spełnić to życzenie - tłumaczy Mieczysław Kuleszyński. Udało mu się skatalogować 250 prac Jerzego Tomasikiewicza. Jednak to ambitne przedsięwzięcie wiąże się z niemałymi kosztami i nasz rozmówca poszukuje funduszy na wydanie informatora historycznego.  

- Nie znałem osobiście pana Jerzego, chociaż mogłem go mijać na ulicy czy widzieć śpiącego na ławce miejskiego parku. Nie miał miejsca stałego pobytu. Jego domem było miasto, blokowe piwnice, strychy. Czasem swoje małe dzieła oddawał za paczkę papierosów lub butelkę piwa. Czuję wielką satysfakcję, próbując spełnić jego ostatnie życzenie. Gdy do rąk czytelników trafi kolejne, trzecie już wydanie przewodnika historycznego wraz z pracami tego artysty, będę naprawdę szczęśliwy. Warto, a nawet trzeba pokazać, co ten człowiek stworzył w trakcie swego niełatwego życia - przekonuje pan Mieczysław. - Pan Jerzy nie miał nawet dowodu osobistego. Żeby ustalić jego datę urodzin i śmierci, musiałem udać się na cmentarz, gdzie został pochowany. Urodził się 5 lipca 1951 roku, a zmarł 21 października 2019 roku. Pod koniec życia trafił do sławięcickiego przytułku dla bezdomnych i tam też zmarł. Nie został należycie doceniony za życia. Mało kto o nim słyszał. Tymczasem ludzie są zachwyceni jego pracami.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

M
miroslaw_nowakowski 25.02.2021 10:08
chciałem dodac fotki ale jak

Mirek N 23.02.2021 17:14
mam jego plakat który namalował na GITARIADĘ 40 2016 r SUPER!

vfb 22.02.2021 12:42
Jurek swego czasu był moim sąsiadem. Mieszkaliśmy w jednej klatce schodowej w bloku przy ul. J.Lompy w K-Kożlu.

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Margo Treść komentarza: W sumie łatwo znalesc kozla ofiarnego , chlopak od młodych lat mial zaburzenia ale niebyl szkodliwy, i łatwo bylo mu wmówić wszystko , poprostu ze strachu i nacisku przyznał sie do winy gdyż jegoo psychika niepracuje tak jak powinna . No i co to za badania przedmiotów i krwi ze niedaly rady stwierdzić 100% tylko prawdo dodobnie jak krew powinna byc wyjść odrazu czy to z przedmiotu czy to z plecaka dlamnie śledztwo to jakaś masakra tylko całkiem mozna zniszczyć choremu dziecku zycie Data dodania komentarza: 6.09.2026, 13:59 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany Autor komentarza: Portowiec Treść komentarza: Z moich obserwacji jakub jest specyficznym chłopakiem zagubionym bardzo, watpie zeby popełnił ta zbrodnie mial zamiłowanie do noży maczet survival itp latał po lesie lubił spędzać czas sam ze sobą noz mial zawsze przy sobie młotek znaleziony w plecaku to juz moze dodanie do całości, a przyznanie sie do winny to raczej wpływ bo trzeba bylo znalesc sprawcę i liczy sie sztuka , bardziej bym brał zeby przycisnąć dorianka i siostrę bo akurat duzo maja na sumienia ..... Data dodania komentarza: 6.09.2026, 11:46 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany Autor komentarza: Realista Treść komentarza: Tak , sądząc po tych tłumach gości to impreza była dla wybranych !!! 🤣😂🤣 Ja przynajmniej nie znalazłem żadnych informacji 😭😭 Data dodania komentarza: 6.09.2026, 08:16 Źródło komentarza: Radość, zabawa i wspólne chwile na festynie parafialnym w Sławięcicach. ZDJĘCIA Autor komentarza: Janusz Treść komentarza: Temat grodzenia linii brzegowej, wójt konsekwentnie unika odpowiedzi na zadane pytanie, czy są zgody na grodzenie linii brzegowej za co jest kara administracyjna do 7500 zł, PZW grodzi linie brzegową na zawodach a ukarać nie ma komu. Data dodania komentarza: 6.09.2026, 06:51 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Janusz Treść komentarza: Wszystkie zakazy, ograniczające swobody obywatelskie innym użytkownikom po za kąpieliskiem strzeżonym. Nie mające żadnego uzasadnienia w prawie wodnym. Data dodania komentarza: 6.09.2026, 06:46 Źródło komentarza: Sezon na Dębowej zakończony. Spokojnie, choć jeden z użytkowników notorycznie łamał regulamin. FILM Autor komentarza: Ogier Treść komentarza: Jeszcze brakuje mi tu Brajana, który pierwszy raz w życiu zobaczył sosnę w lesie. Data dodania komentarza: 5.09.2026, 20:34 Źródło komentarza: Matka Jakuba L. twierdzi, że ma dowód jego niewinności. Nowe pytania w sprawie zabójstwa Diany
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama