Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:18
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Dawid Furman triumfuje w ultrabiegu "Demon". ZDJĘCIA

W niecałe 34 godziny pokonał ponad 200-kilometrową trasę. Dawid Furman z Błażejowic opowiedział nam o udziale w zawodach "Duch Pogórza 2024".
Dawid Furman triumfuje w ultrabiegu "Demon". ZDJĘCIA

Autor: Mała Gośka Photography, UltraZajonc - Paweł Zając

Przebiegnięcie 204-kilometrowego dystansu z 8150 metrami przewyższeń w czasie zaledwie 33 godzin, 38 minut i 36 sekund to wyjątkowe osiągnięcie.

Dodatkowo poprawienie rekordu trasy o ponad dwie godziny świadczy o ogromnej determinacji i sile woli 39-letniego Dawida Furmana.

Trasa stanowiła prawdziwe wyzwanie - oprócz brodzenia w strumykach, na odważnych uczestników czekało mnóstwo błota i gliny.

Do podjęcia wyzwania przebiegnięcia dystansu Demon skłoniła mieszkańca Błażejowic fascynacja wyzwaniem, jakim jest uczestnictwo w jednym z najtrudniejszych biegów ultra w Polsce.

Jak sam przyznaje, nie lubi wybierać najłatwiejszej drogi. Dlatego gdy dowiedział się o imprezie biegowej Duch Pogórza i zrozumiał, że tylko kilka procent uczestników kończy dystans Demon, postanowił się zapisać.

Dodatkowym wyzwaniem była dla niego formuła samego biegu. Polega ona na pokonywaniu pętli o długości 34 km z przewyższeniami sięgającymi 1400 metrów. Jak więc łatwo policzyć, aby osiągnąć dystans 204 km, konieczne jest przebiegnięcie tej pętli aż sześć razy.

- Kiedy po pierwszym "kółku" wie się, co czeka na kolejnych pięciu, to nie jest tak łatwą sprawą wyjść na następne pętle. Dlatego bardzo dużo osób poddaje się już po przebiegnięciu dwóch, trzech "kółek" - opowiada Dawid Furman.

Głód startów

Przygotowanie fizyczne i psychiczne Dawida przed wyzwaniem było bardzo intensywne i dobrze przemyślane.

Pod względem treningu fizycznego opracował 15-tygodniowy plan, który skupiał się na stopniowym zwiększaniu kilometrażu. Na początku skupiał się głównie na dużej liczbie przebiegniętych kilometrów, oscylując między 140 a 170 km tygodniowo. Oprócz treningów biegowych, regularnie wykonywał ćwiczenia siłowe, koncentrując się na wzmacnianiu mięśni pleców, brzucha i nóg. Treningi uzupełniał czasami o jazdę na rowerze stacjonarnym.

W ostatnich sześciu tygodniach zmniejszył liczbę przebiegniętych kilometrów, ale zwiększył intensywność treningów, co pozwoliło ciału nieco odpocząć od dużej liczby przebiegniętych kilometrów oraz zyskać siłę i świeżość przed biegiem startowym.

- Wydaje mi się, że psychicznie również byłem świetnie przygotowany. Pomimo trudności, jakie mogły pojawić się na trasie, nie zdarzyło mi się na niej nawet na moment pomyśleć o rezygnacji - przyznaje miłośnik ultra biegów.

Jego silna determinacja i pozytywne podejście były kluczowe dla osiągnięcia sukcesu. Nie spodziewał się jednak, że uda mu się poprawić rekordu trasy aż o ponad dwie godziny.

Przed każdym biegiem ustala sobie konkretne cele czasowe, wyznaczając dolną i górną granicę, którą chce osiągnąć. W przypadku biegu Demon, jego plan zakładał ukończenie trasy w granicach 38-40 godzin.

Skromne oczekiwania Furmana skupiały się głównie na ukończeniu trasy w satysfakcjonującym czasie. Przekroczenie własnych prognoz było dodatkowym powodem do dumy i radości.

- W sumie każdy wynik poniżej 40 godzin brałbym w ciemno - śmieje się Dawid. - Byłem świadomy trudności dystansu i wiedziałem, że jedynie niewielka liczba osób kończy ten bieg. Dlatego nawet myśl o poprawieniu rekordu trasy o dwie godziny przekraczała moje oczekiwania i była dla mnie miłym zaskoczeniem - dodaje.

Głód fizyczny 

Podczas biegu ultra wyżywienie i nawodnienie odgrywają kluczową rolę, dlatego Dawid miał opracowaną strategię dotyczącą tego, co, gdzie, kiedy i ile jeść i pić. Jednakże w przypadku tego biegu, jego podejście było bardziej elastyczne: spożywał po prostu dużo jedzenia i przyjmował dużo płynów, nie trzymając się ściśle ustalonego planu.

- W trakcie biegu na każdą pętlę zabierałem ze sobą różne potrawy, takie jak rosół z pierogami z mięsem lub zupę pomidorową, a także bułkę z serem  zdradza pasjonat pokonywania morderczych dystansów. - Podczas samej trasy spożywałem praktycznie same słodycze, takie jak herbatniki w czekoladzie i ciastka. Jeśli chodzi o picie, zawsze miałem przy sobie bidon z elektrolitami oraz drugi - z rozcieńczoną colą, co pomagało mi utrzymać odpowiednie nawodnienie i dostarczyć organizmowi potrzebnych składników - precyzuje.

Takie elastyczne i dostosowane do aktualnych potrzeb i preferencji podejście do żywienia podczas biegu pozwoliło mu utrzymać odpowiednią energię i kondycję przez całą trasę.

A była ona iście piekielna. Mimo że Dawid czytał o poprzednich edycjach biegu i miał pewne wyobrażenie o trudnych warunkach, jakie na nim panują, to rzeczywistość przerosła jego najśmielsze oczekiwania.

- Cała trasa okazała się być jednym wielkim zaskoczeniem. Trudne warunki terenowe, zmieniające się warunki pogodowe i wymagające przewyższenia sprawiły, że bieganie stało się jeszcze bardziej wymagające niż przypuszczałem. Pomimo przygotowania, doświadczenia i determinacji, sama trasa nieustannie wystawiała nas na próbę, sprawiając, że każdy kilometr był pełen nieoczekiwanych wyzwań - relacjonuje sportowiec z Błażejowic.

Pod kątem psychicznym, najtrudniejszym momentem podczas biegu było zmęczenie, które osiągnęło swój szczyt około 30. godziny. Wtedy to nawet zwykłe elementy krajobrazu, takie jak pnie czy kamienie, zdawały się przybierać ludzkie postacie, co wprowadzało dodatkowe wrażenie dezorientacji.

- Pod względem technicznym największym wyzwaniem okazały się strumienie. Brak możliwości obejścia ich brzegiem wymagał albo skakania po małych kamieniach, albo brodzenia w strumieniu. Dodatkową trudnością były powalone drzewa w korytach strumieni, które zmuszały do wspinaczki na kilka metrów w górę, aby je ominąć, a następnie powrotu do koryta - opowiada Dawid.

Biegacz musiał przebrnąć przez wszystkie te przeszkody, starając się jednocześnie minimalizować ewentualne uszczerbki na ciele.

Cały artykuł w 14. numerze "Nowej Gazety Lokalnej", który ukaże się 9 kwietnia



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama