Trudno nie dostrzec podobieństw do sprawy, która kilka miesięcy temu poruszyła mieszkańców naszego regionu i była szeroko opisywana na naszej stronie oraz łamach „Nowej Gazety Lokalnej”. Chodzi o uderzenie 9-letniego Markusa przez nauczycielkę języka niemieckiego w Szkole Podstawowej w Mechnicy.
Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Choć okoliczności obu zdarzeń różnią się skalą i przebiegiem, wspólnym mianownikiem pozostaje jedno pytanie: czy po naruszeniu nietykalności cielesnej dziecka szkoła zrobiła wszystko, aby zapewnić mu bezpieczeństwo i ochronę przed dalszą traumą?
W reportażu TVN rodzice 8-latka opisują, że początkowo usłyszeli od nauczycielki jedynie informację o mocniejszym szarpnięciu dziecka. Dopiero nagranie z monitoringu pokazało znacznie bardziej dramatyczny przebieg zdarzenia. Na filmie widać, jak chłopiec płacze, jest siłą przyciągany, podnoszony, uderzony, a następnie ciągnięty po szkolnym korytarzu.
Rodzice zgłosili sprawę do prokuratury, a śledczy badają zarówno możliwość znęcania się nad małoletnim, jak i ewentualne nieudzielenie mu pomocy.
W Mechnicy nauczycielka sama przyznała, że uderzyła ucznia otwartą dłonią w tył głowy po słowach: „Jak ktoś jeszcze raz trzaśnie szafką, to trzasnę w łeb”. Później tłumaczyła, że było to jedynie „lekkie klepnięcie”. Sam fakt naruszenia nietykalności cielesnej dziecka nie był jednak kwestionowany.
Eksperci nie mają wątpliwości
W reportażu TVN psycholożka Justyna Żukowska-Gołębiowska podkreśla, że do takich sytuacji nie powinno dochodzić.
– Jeśli nauczyciel sam sobie nie radzi z własnymi emocjami, to raczej nie poradzi sobie z emocjami dziecka – ocenia ekspertka.
Dodaje również: – Jeżeli nauczyciel swoją postawą pokazuje, że agresja czy też przemoc są dozwolone, to daje zielone światło do przemocy rówieśniczej.
Jeszcze mocniej wypowiada się ekspertka od prawa oświatowego Ewelina Prasow.
– W takiej sytuacji, gdzie dobro dziecka jest nadrzędne, dyrektor powinien, a nawet ma obowiązek zawiesić nauczyciela w jego prawach i nie czekać na wszczęcie postępowania dyscyplinarnego – podkreśla radca prawny.
W przypadku szkoły pokazanej w reportażu TVN dyrektor ostatecznie przyznał, że doszło do przekroczenia granic nietykalności cielesnej oraz złamania procedur ochrony małoletnich. Po interwencji rodziców w kuratorium nauczycielka została zawieszona.
Sprawa z Mechnicy wyglądała inaczej. Jak opisywaliśmy, mimo przyznania się nauczycielki do uderzenia ucznia nie została ona odsunięta od prowadzenia zajęć z dzieckiem ani od pracy z klasą. Rodzice od początku domagali się rozdzielenia nauczycielki i syna, jednak do tego nie doszło. Ostatecznie to oni zdecydowali o przeniesieniu chłopca do innej szkoły.
Co więcej, według relacji rodziców Markus był wtórnie traumatyzowany przez działania kadry pedagogicznej. Zamiast zapewnienia mu poczucia bezpieczeństwa i odseparowania od osoby, która naruszyła jego nietykalność cielesną, nadal funkcjonował w tym samym środowisku szkolnym. Rodzice wskazywali również, że sposób prowadzenia sprawy i podejmowane wobec dziecka działania pogłębiały jego stres oraz poczucie krzywdy.
- Zmienił szkołę, zrezygnował ze wszystkich zajęć dodatkowych. Do dnia dzisiejszego uczęszcza do psychologa. Całkowicie stracił zaufanie do dorosłych. Wybudza się w nocy z płaczem, a nauczycielka jest chwalona, nagradzana, zaczęła uczyć religii, dostała wychowawstwo" - pisała pod koniec lutego w piśmie do europosła Grzegorza Brauna, Dorota König, mama chłopca. W odpowiedzi biuro europosła podjęło interwencję. Pisaliśmy o tym TUTAJ.
Dopiero po nagłośnieniu sprawy, ponad rok od zdarzenia, Opolskie Kuratorium Oświaty zapowiedziało przeprowadzenie kontroli w placówce, która ma rozpocząć się 17 czerwca.
Standardy ochrony małoletnich to nie tylko dokument
Obie sprawy pokazują znaczenie tzw. Standardów Ochrony Małoletnich, które obowiązują we wszystkich szkołach.
Jeżeli procedury przewidują odsunięcie nauczyciela od kontaktu z pokrzywdzonym dzieckiem lub klasą do czasu wyjaśnienia sprawy, ich celem jest przede wszystkim zapewnienie bezpieczeństwa małoletniemu oraz zapobieganie jego wtórnej traumatyzacji.
W przypadku 8-latka z reportażu TVN rodzice opowiadają, że po powrocie nauczycielki do szkoły chłopiec ponownie zaczął budzić się w nocy i przeżywać koszmary.
Podobne obawy zgłaszali rodzice ucznia z Mechnicy. W ich ocenie brak odsunięcia nauczycielki od kontaktu z dzieckiem nie tylko powodował dalszy stres i poczucie zagrożenia, ale również doprowadził do wtórnej traumatyzacji chłopca przez sposób działania szkoły i części kadry pedagogicznej. Ostatecznie zdecydowali się zmienić szkołę, uznając, że tylko w ten sposób są w stanie zapewnić synowi poczucie bezpieczeństwa.
Wspólny mianownik
Choć obie sprawy różnią się przebiegiem i skalą zdarzeń, łączy je jedno – dobro dziecka powinno być wartością nadrzędną. Zarówno psychologowie, jak i eksperci prawa oświatowego podkreślają, że po ujawnieniu przemocy wobec ucznia najważniejsze jest nie tylko wyjaśnienie okoliczności, ale przede wszystkim natychmiastowe zapewnienie małoletniemu bezpieczeństwa i wyeliminowanie ryzyka dalszej krzywdy.
Historia z Łącznej pokazuje, że nawet po początkowych opóźnieniach nauczycielka została zawieszona po interwencji rodziców i kuratorium. W Mechnicy natomiast rodzice przez wiele miesięcy wskazywali, że ich syn nie otrzymał wystarczającej ochrony, a zamiast sprawcy to właśnie dziecko musiało opuścić szkołę.
Wyniki zapowiedzianej kontroli w Mechnicy moją pokazać, czy zastosowane tam działania były zgodne z obowiązującymi procedurami oraz czy szkoła właściwie zrealizowała swoje obowiązki wynikające ze Standardów Ochrony Małoletnich. Dla wielu rodziców będzie to także odpowiedź na pytanie, czy w sytuacji kryzysowej najważniejsze było dobro dziecka, czy ochrona wizerunku placówki.
O sprawie pisaliśmy też tutaj:



Napisz komentarz
Komentarze