Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:19
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Diana Fedchenko wierzy, że słowa mają wielką moc

Polacy i Ukraińcy. Nasze narody mają dużo do zaoferowania sobie nawzajem i mogą się od siebie sporo nauczyć. Wzajemna wymiana kulturowa, historyczna, językowa i wartościowa może przyczynić się do budowy silniejszych więzi między obiema społecznościami. Przekonanie takie wyrażają bohaterki naszego materiału. Polską nauczycielkę i ukraińską uczennicę połączyło zamiłowanie do słowa i historii.
Diana Fedchenko wierzy, że słowa mają wielką moc
Od lewej: Agnieszka Błachut i Diana Fedchenko

Autor: SSP w Mechnicy, archiwum prywatne

Istnieje wiele obszarów, na których obie społeczności mogą się wzajemnie inspirować i uczyć. Zarówno Polska, jak i Ukraina mają bogatą i zróżnicowaną kulturę, obejmującą literaturę, muzykę, sztukę ludową, tradycje i zwyczaje. Obie społeczności mogą się wzajemnie inspirować i uczyć się od siebie, dzieląc własnymi doświadczeniami i tradycjami.

Oba kraje mają skomplikowaną historię, która jest często wspólna, ale także różnorodna. Poprzez dialog i wymianę perspektyw Polacy i Ukraińcy mogą lepiej zrozumieć swoją wspólną przeszłość oraz jej wpływ na współczesne relacje między oboma narodami.

Mimo że języki polski i ukraiński różnią się od siebie, obie społeczności mogą uczyć się od siebie nawzajem języka i kultury. Może to pomóc w budowaniu więzi między Polakami i Ukraińcami oraz w zrozumieniu i szacunku dla różnorodności językowej i kulturowej.

Wreszcie: Polacy i Ukraińcy mają wiele wspólnych wartości, takich jak rodzina, praca, patriotyzm i poszanowanie tradycji. Poprzez wzajemne uczenie i dzielenie się swoimi doświadczeniami obie społeczności mogą wzmocnić swoje więzi i współpracę.

Podniosła młody głos

Diana Fedchenko, uczennica klasy ósmej Społecznej Szkoły Podstawowej w Mechnicy, zdobyła drugie miejsce w XXXI edycji Konkursu Recytatorskiego Poezji Jenieckiej "Nie traćmy pamięci". Organizowany w Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych - Muzeum w Łambinowicach, konkurs zgromadził 79 utalentowanych recytatorów z województwa opolskiego. Diana zaimponowała jurorom swoją interpretacją dwóch wymagających tekstów: "Koniec i początek" Wisławy Szymborskiej i "O, Boże..." Kazimiery Iłłakowiczówny.

Udział Diany w konkursie nie tylko podkreśla talent, lecz także wspiera zachowanie pamięci o tragicznych wydarzeniach związanych z historią II wojny światowej. To niezwykłe wyróżnienie dla ósmoklasistki. Ale i dla jej polonistki i bibliotekarza w szkole w Mechnicy - Agnieszki Błachut. Zdążyły się zaprzyjaźnić. Pani Agnieszka chciałaby, żeby Diana czuła się w obcym kraju wyjątkowo.

Foto: archiwum prywatne

 

- Podczas konkursu trochę się stresowałam, ale bardzo chciałam zmierzyć się z tym wyzwaniem - mówi Diana Fedchenko. - W wyborze tekstów pomogła mi polonistka. Czytając te teksty, coś wewnątrz skłoniło mnie do wybrania tych wierszy. Wyobrażałam sobie sceny z wierszy. Poza tym Szymborska to ukochana poetka mojej polonistki, dużo słyszałam o jej życiu i twórczości. Pani Aga ciągle nam o niej opowiada - dodaje.

Przygotowanie do konkursu wymagało od Diany nie tylko zapamiętania wierszy, ale również perfekcyjnej wymowy. Niektóre słowa mogły sprawić trudność, ale dzięki determinacji i ciężkiej pracy udało się przezwyciężyć te trudności. Motto konkursu "Nie traćmy pamięci" oznacza dla niej, że w jej rękach jest to, czy wydarzenia z przeszłości będą dalej pamiętane. Jak podkreśla nastolatka, jest wychowywana w rodzinie, w której bardzo ważna jest wiedza i pamięć o wydarzeniach z przeszłości.

Pełna gniewu i nadziei

- Będąc jeszcze małym dzieckiem, przez cały czas słuchałam historii opowiadanych przez swoją prababcię, z czasów jej młodości. Opowiadała o głodzie, który był wtedy na Ukrainie, i o tym, co się działo wtedy z nią i jej rodziną - mówi Diana. - Bardzo mnie zainteresowały tematy związane z wojną. Było mi żal ludzi, którzy uczestniczyli w niej nie ze swojej woli, którzy musieli umierać. Śmierć jest straszna - podkreśla.

Z biegiem czasu jej zainteresowanie tematyką I i II wojny światowej wyraźnie wzrosło. Szczególnie zafascynowana była Auschwitz - temat ten wzbudzał w niej głębokie zainteresowanie. Chciała zgłębić, jak wyglądało życie za drutami kolczastymi. Pragnęła zrozumieć, w jaki sposób doszło do tak tragicznych wydarzeń i jakie motywy kierowały ludźmi w tamtych czasach. Podczas recytacji wierszy o tematyce wojennej w Łambinowicach przemawiała przez nią złość, że nikt nie przejmował się tym, jak mogą czuć się ludzie, którzy nie z własnej woli musieli walczyć o życie, kraj, przyszłość.

- Byłam pełna gniewu, że nic nie można było zmienić - wyznaje Diana. - Pod koniec wiersza Kazimiery Iłłakowiczówny "O, Boże… " po prostu było mi tak żal tamtejszych ludzi, czułam się okropnie, chciało mi się płakać. Te emocje, gniew i smutek łączyły się ze sobą. Chciałam, żeby ludzie, którzy siedzieli na widowni, mogli poczuć te emocje poprzez moją recytację i interpretację - dodaje nastolatka.

Wyznaje, że w szkole średniej chciałaby uczestniczyć w kółku teatralnym, aby dalej rozwijać się w tym kierunku. Na pewno też weźmie udział w konkursie recytatorskim "Nie traćmy pamięci" za rok. Inspiracją jest dla niej Wisława Szymborska, ponieważ jej wiersze są minimalistyczne, a jednocześnie niezwykle inteligentne i zaskakujące.

- Poetka pisze o zwyczajnym życiu i o tym, co większość ludzi na co dzień przeżywa. Ta pisarka była niesamowitą obserwatorką życia, z drobiazgu potrafiła zrobić temat wiersza. Mój ulubiony utwór to "Na wieży Babel", bo opowiada o tym, jak łatwo zatracić komunikację między ludźmi, a dialog i porozumienie są podstawą pokoju między ludźmi i krajami - opowiada dziewczyna. - Jeśli chodzi o książki, to podoba mi się "Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris - taka tematyka jest mi bliska. Kilka razy czytałam "Oskara i Panią Różę" Erica Emmanuela Schmitta i za każdym razem ta książka mnie wzrusza. Motywacją jest dla mnie "Pollyanna" Eleanor Porter, ponieważ bohaterka w każdym doświadczeniu szukała dobrych stron. Też chcę tak żyć - zaznacza.

Książki często pożycza od swojej polonistki. Nauczycielka zawsze poleci Dianie coś, co przypadnie jej do gustu. 

Czuje, że jej udział w konkursie może mieć wpływ na budowanie lepszych relacji między narodami. Tematyka poezji jenieckiej jest bliska zarówno Polakom, jak i Ukraińcom.

- Nasze narody mają podobne przeżycia historyczne, a to na pewno jednoczy i pomaga siebie zrozumieć - precyzuje nastolatka, która poza literaturą zajmuje się malowaniem, rysowaniem i nauką gry na gitarze.

Z uwagi na młody wiek na temat relacji polsko-ukraińskich nie ma jeszcze wiele do powiedzenia. Ale odbiera je pozytywnie.

- Szczególnie szkoła jest dla mnie ważna, bo zapewnia mi rozwój, dostaję w niej wsparcie i mogę liczyć na nauczycieli. W ukraińskiej szkole w relacjach z rodakami nie zawsze było mi łatwo, czasem przeżywałam trudne chwile i nie zawsze byłam akceptowana. W szkole w Mechnicy czuję się otoczona opieką - podkreśla ukraińska uczennica.

Znaczenie działań edukacyjnych i kulturalnych w budowaniu porozumienia między narodami ocenia jako bardzo potrzebne. Bez wiedzy historycznej o sobie nawzajem nigdy się nie zrozumiemy.

- Musimy zrozumieć, że mimo innej kultury tak naprawdę wiele nas łączy i jesteśmy podobni. Chciałabym, żeby stosunki polsko-ukraińskie były jeszcze lepsze, żebyśmy mogli poczuć między sobą braterstwo i akceptację z obu stron - dodaje ósmoklasistka.

Przestrzeń do dyskusji 

W czasie recytacji swojej uczennicy nie umiała powstrzymać łez. Była mocno wzruszona i poruszona.

- To pokazuje, że Diana na scenie potrafi zaczarować widownię - zauważa Agnieszka Błachut.

Poziom tegorocznego konkursu ocenia jako niezwykle wysoki - wręcz nie do opisania.

Foto: SSP w Mechnicy

 

- Myślę, że dorośli, słuchając interpretacji tych młodych ludzi, byli zdumieni grą aktorską, przekazem, zrozumieniem tak trudnych tekstów oraz ich dojrzałością - stwierdza pani Agnieszka.

Tematyka pamięci narodowej w edukacji młodzieży ma dla niej duże znaczenie. Chce młodym ludziom opowiadać historię w sposób praktyczny, za pomocą literatury i żywych wspomnień oraz świadectw ludzi.

- Regułki z podręcznika się nie sprawdzają, młodzi ludzie potrafią wyciągać wnioski, ale trzeba im na to pozwolić oraz dać przestrzeń do dyskusji - mówi polonistka.

Przygotowania do konkursu to spotkania na przerwach szkolnych, nagrywanie się na telefon, wysyłanie sobie plików z interpretacją głosową tekstów. Nauczycielka nie ukrywa, że była bardzo wymagającym mentorem. Szczerze mówiła, co jest nie tak i co należy zmienić.

- Diana ma w sobie mnóstwo pokory i wszelką krytykę, wskazówki zamienia w coś dobrego, wyciąga wnioski, wdraża je i obie sięgałyśmy po coś więcej - mówi pani Agnieszka.

Jest przekonana, że udział w konkursie wpłynął pozytywnie na rozwój osobisty Diany. Zrobiła niezwykłe postępy językowe, jest jeszcze bardziej odważna.

- Wierzy w siebie, bo widzi, że to, co robi, ma sens. Jest pozytywnie uparta, ambitna, świadoma swoich możliwości. W tak młodym wieku już ma swoje cele i chce je realizować. Jest zdyscyplinowana, nauka jest dla niej na pierwszym miejscu, lubi się rozwijać i jest otwarta na nowości - wylicza rozmówczyni.

Walka z lękami

Jakie są jej odczucia co do roli sztuki, w tym poezji, w przekazywaniu ważnych wartości społecznych?

- Sztuka, literatura, poezja mają ogromny wpływ na kształtowanie młodych umysłów. Uczą empatii, wrażliwości, niesztampowego postrzegania świata, pokazują, jakich wyborów warto dokonywać. Kształtują piękny język i światopogląd. Otwierają umysł, nie są schematyczne, uczą zupełnie innej percepcji rzeczywistości, tej przeszłej i tej obecnej - uważa Agnieszka Błachut. 

Dlatego widzi znaczącą rolę konkursów recytatorskich w kształtowaniu umiejętności komunikacyjnych i ekspresyjnych uczniów. W dużym stopniu bowiem pozwalają uczyć się przełamywania stresu i wszelkiego rodzaju lęków.

- To wychodzenie ze strefy komfortu, uczenie odwagi - zaznacza pani Agnieszka. - Nie każdy uczeń jest w stanie unieść taki ogrom adrenaliny, ale warto próbować. Satysfakcja po konkursie to wartość dodana.

Uważa, że każda placówka oświatowa powinna za cel wziąć działania związane z promocją kultury i literatury poprzez udział w tego typu konkursach.

- Szkoła wręcz powinna nieustannie działać w tych dziedzinach. Uczniów trzeba zachęcać do rozwijania skrzydeł, nie mają nic do stracenia, a zyskać mogą o wiele więcej. Talenty trzeba wspierać - dodaje pani Agnieszka.

W szkole, w której uczy, Diana jest jedyną uczennicą zza granicy. Od początku starano się zintegrować ją ze środowiskiem szkolnym i lokalnym. Po dwóch latach jej obecności w progach szkoły w Mechnicy wszyscy traktują ją jak swojego człowieka - nie ma różnicy między uczennicą z Ukrainy a rówieśnikami z Polski.

Warto dodać, że SSP w Mechnicy uczestniczy w ogólnopolskiej kampanii BohaterON – włącz historię!, mającej na celu upamiętnienie i uhonorowanie uczestników powstania warszawskiego oraz promocję historii Polski XX wieku. Bierze też udział w akcji społeczno-edukacyjnej Żonkile, upamiętniającej powstanie w getcie warszawskim.

Za mało integracji

- W szkole podstawowej, szczególnie wiejskiej, uczniowie nie zwracają uwagi na coś takiego jak międzykulturowość. Dzieci są szczere i ufne, szybko się przyzwyczajają, akceptują, dopasowują - stwierdza Agnieszka Błachut.

 Współpraca między Polską i Ukrainą w kontekście dziedzictwa kulturowego i pamięci historycznej w jej opinii jest ciągle zbyt mała.

- Być może na pamięć historyczną kładzie się większy nacisk niż na dziedzictwo kulturowe. Sama mało wiem na ten temat, a szkoda, bo to pomogłoby we wzajemnym rozumieniu się tych dwóch narodów - dodaje rozmówczyni. 

Zwraca uwagę na znaczenie działań edukacyjnych w kształtowaniu pozytywnych relacji między narodami. Sądzi, że im większa świadomość historyczna, polityczna czy kulturowa, tym lepsze relacje między nimi.

- Trzeba uczyć od najmłodszych lat właściwej postawy wobec innych narodów. Wtedy zrozumienie i szerokie patrzenie ułatwi elastyczność w często napiętych stosunkach. Jest to bardzo trudne. Przede wszystkim nie należy uczyć młodych ludzi nienawiści, dyskryminacji i poczucia lepszości. To nigdy nie jest podstawą dialogu, tylko pustych monologów - podkreśla pani Agnieszka.

Wierzy, że uda się zapobiec zahamowaniu relacji polsko-ukraińskich na poziomie społecznym i politycznym.

- Mimo że dwa lata temu, kiedy nastąpiła eskalacja agresji rosyjskiej na Ukrainę, Polacy wykazali się empatią i wielkim braterstwem, teraz niestety emocje opadły i te relacje są chłodniejsze - zauważa. - Widać coraz częściej, że ludzie patrzą na siebie wilkiem. Bez konstruktywnego dialogu i wzajemnego słuchania nie będzie dobrze. Uważam, że wciąż żyjemy w odrębności, integracji polsko-ukraińskiej jest za mało. Mam nadzieję, że to się będzie zmieniało.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama