Reklama
wtorek, 17 marca 2026 04:56
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Kolejny udany ultrabieg w karierze sportowca z gminy Cisek. ZDJĘCIA

Tegoroczny "Ultra-Trail Małopolska" obejmował pięć biegów. Najkrótszy liczył jedynie 49 km, a najdłuższy 250 km. Dawid Furman, miłośnik ultrabiegów z Błażejowic, wybrał trasę o długości niecałych 175 km.
Kolejny udany ultrabieg w karierze sportowca z gminy Cisek. ZDJĘCIA

Autor: UltraZajonc - Paweł Zając

Poszło mu świetnie, ponieważ w kategorii open zajął trzecie miejsce. Opowiedział nam o swoich przygotowaniach do startu, o tym, czy tytułowe niebieskie ślimaki były tylko wytworem jego wyobraźni, wykreowanym przez zmęczony wyczerpującą trasą organizm, a także o tym, dlaczego jego zdaniem biegi ultra to zawody w jedzeniu i piciu. 

Przygotowania do biegu odbiegały nieco od tych czynionych w przeszłości. Dawid zmienił swój schemat treningowy, dokładając więcej ćwiczeń rowerowych. Im bliżej było do startu, tym mniej biegał, a więcej jeździł na dwóch kółkach.

- W tygodniu robiłem kilka szybkich treningów z interwałami i rytmami. Natomiast w weekend dwa długie wybiegania - od 3 do 5 godzin, podczas których testowałem jedzenie - zarazem był to trening żołądka, żeby na zawodach nie było rewolucji - uśmiecha się Dawid Furman.

Tym razem również pamiętał o specjalnych rytuałach i procedurach przed startem. Zazwyczaj pomagają mu one w osiąganiu najlepszych wyników.

- Mam wszystko dokładnie zaplanowane i rozpisane na karteczce: o której godzinie powinienem być w danym punkcie odżywczym, co muszę mieć w plecaku zapakowane, a co mam zostawione w punktach z "przepakami", czyli w dwóch miejscach na trasie, na 56. i 106. kilometrze, w których mam swoje rzeczy - wyjaśnia ultrabiegacz. - Oprócz tego wcześniej rozpisuję sobie, gdzie i co mam jeść, od kiedy zacząć pić kawę, co jaki czas spożywać na trasie słodycze. Ogólnie bardzo dużo jest tej logistyki, ale znów wszystko kręci się wokół jedzenia – dodaje.

Jeśli mowa o słodkich przekąskach, postawił na oreo i m&m's, które spożywał co 15-20 minut. Sprawdziły się świetnie. Tajną bronią zaś było piwo bezalkoholowe, doskonale nawadniające i przełamujące smak słodkich izotoników i coli.

W biegach ultra nie wyobraża sobie braku uwielbianych przez siebie produktów pochodzenia zwierzęcego, ponieważ dostarczają białka i tłuszczów potrzebnych przy tak wielkim wysiłku. Dlatego musiał mieć dodatkowe obciążenie w plecaku w postaci kabanosów, serków i bułek z serem i masłem, dzięki którym ustrzegł się kryzysów energetycznych.

– Jak już wspominałem, miałem wszystko dokładnie zaplanowane i rozpisane: co, gdzie, kiedy i ile mam jeść. Liczyłem sobie w głowie, że na godzinę powinienem spożywać około 300-400 kcal – opowiada Dawid. – Co do płynów, uzupełniałem je praktycznie przez cały czas małymi łykami. Był tylko jeden taki moment, kiedy punkty odżywcze były oddalone od siebie o 26 kilometrów  i na siedem kilometrów przed dotarciem do kolejnego punktu zabrakło mi płynów. Z dużym pragnieniem udało mi się dotrzeć do celu, ale miałem ochotę prosić turystów, których spotykałem na szlaku, o wodę – tylko jakoś głupio mi się zrobiło – uśmiecha się.

Świecące ślimaki i inne przygody

Utrzymać motywację na tak długich dystansach pozwalają również strategie mentalne. Przydatna jest metoda krótkich odcinków, pozwalająca przetrwać od jednego do drugiego punktu odżywczego.

– Te są oddalone od siebie zazwyczaj od 15 do 26 km. Większą część trasy planuję, kiedy i co zjeść na danym punkcie. Co zabrać z sobą, a co zjeść na miejscu. Wszystko kręci się wokół jedzenia i picia, co skutecznie zajmuje mój umysł. I będę to powtarzał niezmiennie – ultra to zawody w jedzeniu i piciu – podkreśla rozmówca.

Na trasie nie zabrakło nieoczekiwanych przygód. W pewnym momencie Dawid myślał, że ma już ze zmęczenia zwidy.

– Biegnę sobie nocą i świecę czołówką po trasie, a przede mną na ścieżkach ślimaki. Oczywiście nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że były niebieskie. Niebieskie i świecące! – śmieje się rozmówca. – Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po przybiegnięciu na metę, było sprawdzenie w internecie, czy takie ślimaki faktycznie istnieją. Na szczęście to nie były zwidy – ten rodzaj ślimaka to pomrów błękitny. Dotychczas nie miałem pojęcia o istnieniu takiego ciekawego okazu ślimaka.

Druga zaskakująca sytuacja to odcinek trasy, na której rósł las, a w nim dziki czosnek. Zapachu tej rośliny nie cierpi, gdyż go mdli. Ten odcinek pokonywał około południa, kiedy znienawidzona woń była bardzo intensywna. Z tego powodu kilkakrotnie musiał zwalczać nudności.

Najbardziej w kość dały mu przewyższenia. W szczególności pierwsze podejście pod Szczebel i – na koniec – pod Luboń. I oczywiście zejście ze Szczebla. Co sprawiło, że o pokonywaniu górskich perełek Dawid Furman wolałby zapomnieć?  

– Słowami nie da się tego opisać. To trzeba zobaczyć. A najlepiej samemu przeżyć, z czym musiałem się mierzyć na sam koniec, po prawie 25 godzinach, zupełnie wyczerpany – relacjonuje sportowiec. (...)

Cały artykuł w 25. numerze "Nowej Gazety Lokalnej", który ukazał się 2 lipca. Dostępny również w formie elektronicznej – E-WYDANIE

 

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mtvTreść komentarza: a jaką wy tam w psychiatryku sieć macie?Data dodania komentarza: 16.03.2026, 21:46Źródło komentarza: Kędzierzyn-Koźle na dwa kółka! Rusza trening przed „Rowerową Stolicą Polski”Autor komentarza: miszkaniecTreść komentarza: Ja miałem akcję Czysta Odra jakie 15 lat do tyłu kiedy to siedząc na rybach około 500m od kozielskiego jazu około drugiej w nocy zobaczyłem palety styropianu płynące rzeką. Myślałem, że mi się śni, więc przyświeciłem latarą i okazało się, że to nie styropian, tylko potężne góry zbitej piany. Na drugi dzień podzwoniłem tu i tam, ale nie wzbudziłem zainteresowania. A tego pana ze zdjęcia w okularach z bujną fryzurą to rozpoznaję ze zdjęć, bo on się pojawia od kilku lat w przestrzeni medialnej, ale czy on sprząta Odrę, czy reklamuje bank, to ja nie wiem?Data dodania komentarza: 16.03.2026, 20:14Źródło komentarza: Zainaugurowano 5. edycję Akcji Czysta Odra. ZDJĘCIAAutor komentarza: stary_zgredTreść komentarza: Szukam archiwalnych zdjęć basenu, a właściwie kompleksu rekreacyjnego, takiego w zasadzie peerelowskiego akłaparku zlokalizowanego na tyłach szkoły tak zwanej Budowlanki w KOŹLU. Był to obszar ograniczony od północy ulicą Skarbową a od południa fragmentem kozielskiego parku zwanego dzisiaj Plantami. Kto pamięta, ten wie, a kto nie to informacyjnie – był tam basen „duży”, ze słupkami do skakania i basen „mały”, ze schodkami i nawilżaną betonową ślizgawką. Wszystko na górce wyłożonej betonową płytą chodnikową, otoczone pasem zieleni do leżakowania. Wokół prysznice, w centrum wieża ratowników. Od północy, wzdłuż płotu Budowlanki boisko do siatkówki i piłki nożnej. Obok na zachód główne wejście, które było również wypożyczalnią sprzętu – maski do nurkowania, deski do pływania, płetwy. Nieco na południowy zachód barakowy betonowy budynek – kręgielnia i przebieralnie. Przesuwając się w stronę parku – duży plac zieleni, potem urządzenia gimnastyczne od południowego zachodu a przesuwając się bardziej do środka duża piaskownica dla dzieci z różnymi drabinkami i huśtawkami. Od strony parku teren był ogrodzony betonowym płotem i wzdłuż tego pasa, na wzniesieniu, była tak zwana ścieżka zdrowia z urządzeniami gimnastycznymi i tablicami informacyjnymi o ćwiczeniach. W części wschodniej był asfaltowy kort tenisowy ogrodzony wysokim płotem, a nieco dalej na północ cała hydrofornia basenu. Na zachodzie bar Koziołek w dawnym budynku twierdzowym (najczęściej nieczynny). Całość rozciągała się z lewa na prawo od działek naprzeciwko ulicy Spółdzielców do Domu Kultury, a z góry do dołu od płotu Budowlanki do Parku. Na tym basenie spędzałem każde lato wczesnego dzieciństwa bo mieszkałem blok obok i pamiętam to wszystko jakby było wczoraj. Niestety nie mam żadnych zdjęć, bo to wtedy była droga zabawa i żaden rodzic nie dałby dzieciakowi aparatu na basen. Gdyby ktoś miał dokumentacje fotograficzną tego miejsca i byłby skłonny się podzielić, byłbym ogromnie wdzięczny!Data dodania komentarza: 16.03.2026, 19:54Źródło komentarza: Zapomniany basen w samym centrum Kędzierzyna. Ktoś go jeszcze kojarzy? ZDJĘCIAAutor komentarza: AlinaTreść komentarza: W Szwajcarii w referendum obywatelskim nie ma wymogu qworum. Kto nie głosuje, nie ma wpływu na decyzję.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 19:54Źródło komentarza: Fundusze Szwajcarskie mają zmienić Kędzierzyn-Koźle. Kluczowy głos będą mieli mieszkańcyAutor komentarza: AlinaTreść komentarza: Szwajcaria nie należy do UE a można jej pozazdrościć gospodarki i jakości życia jej obywateli.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 19:53Źródło komentarza: Fundusze Szwajcarskie mają zmienić Kędzierzyn-Koźle. Kluczowy głos będą mieli mieszkańcyAutor komentarza: KoźlaninTreść komentarza: Ja na ta panią nie głosowałem. Poza tym czy te wybory podobnie jak te do parlamentu czy na głowę państwa są uczciwe ? Bo raczej NIE ! Za dużo tu agentów od helmutów, żydów i amerykanów.Data dodania komentarza: 16.03.2026, 18:41Źródło komentarza: Kędzierzyn-Koźle na dwa kółka! Rusza trening przed „Rowerową Stolicą Polski”
Reklama
zachmurzenie duże

Temperatura: 3°C Miasto: Kędzierzyn-Koźle

Ciśnienie: 1019 hPa
Wiatr: 11 km/h

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna