niedziela, 2 sierpnia 2026 04:51
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama

Kolejny udany ultrabieg w karierze sportowca z gminy Cisek. ZDJĘCIA

Tegoroczny "Ultra-Trail Małopolska" obejmował pięć biegów. Najkrótszy liczył jedynie 49 km, a najdłuższy 250 km. Dawid Furman, miłośnik ultrabiegów z Błażejowic, wybrał trasę o długości niecałych 175 km.
Kolejny udany ultrabieg w karierze sportowca z gminy Cisek. ZDJĘCIA

Autor: UltraZajonc - Paweł Zając

Poszło mu świetnie, ponieważ w kategorii open zajął trzecie miejsce. Opowiedział nam o swoich przygotowaniach do startu, o tym, czy tytułowe niebieskie ślimaki były tylko wytworem jego wyobraźni, wykreowanym przez zmęczony wyczerpującą trasą organizm, a także o tym, dlaczego jego zdaniem biegi ultra to zawody w jedzeniu i piciu. 

Przygotowania do biegu odbiegały nieco od tych czynionych w przeszłości. Dawid zmienił swój schemat treningowy, dokładając więcej ćwiczeń rowerowych. Im bliżej było do startu, tym mniej biegał, a więcej jeździł na dwóch kółkach.

- W tygodniu robiłem kilka szybkich treningów z interwałami i rytmami. Natomiast w weekend dwa długie wybiegania - od 3 do 5 godzin, podczas których testowałem jedzenie - zarazem był to trening żołądka, żeby na zawodach nie było rewolucji - uśmiecha się Dawid Furman.

Tym razem również pamiętał o specjalnych rytuałach i procedurach przed startem. Zazwyczaj pomagają mu one w osiąganiu najlepszych wyników.

- Mam wszystko dokładnie zaplanowane i rozpisane na karteczce: o której godzinie powinienem być w danym punkcie odżywczym, co muszę mieć w plecaku zapakowane, a co mam zostawione w punktach z "przepakami", czyli w dwóch miejscach na trasie, na 56. i 106. kilometrze, w których mam swoje rzeczy - wyjaśnia ultrabiegacz. - Oprócz tego wcześniej rozpisuję sobie, gdzie i co mam jeść, od kiedy zacząć pić kawę, co jaki czas spożywać na trasie słodycze. Ogólnie bardzo dużo jest tej logistyki, ale znów wszystko kręci się wokół jedzenia – dodaje.

Jeśli mowa o słodkich przekąskach, postawił na oreo i m&m's, które spożywał co 15-20 minut. Sprawdziły się świetnie. Tajną bronią zaś było piwo bezalkoholowe, doskonale nawadniające i przełamujące smak słodkich izotoników i coli.

W biegach ultra nie wyobraża sobie braku uwielbianych przez siebie produktów pochodzenia zwierzęcego, ponieważ dostarczają białka i tłuszczów potrzebnych przy tak wielkim wysiłku. Dlatego musiał mieć dodatkowe obciążenie w plecaku w postaci kabanosów, serków i bułek z serem i masłem, dzięki którym ustrzegł się kryzysów energetycznych.

– Jak już wspominałem, miałem wszystko dokładnie zaplanowane i rozpisane: co, gdzie, kiedy i ile mam jeść. Liczyłem sobie w głowie, że na godzinę powinienem spożywać około 300-400 kcal – opowiada Dawid. – Co do płynów, uzupełniałem je praktycznie przez cały czas małymi łykami. Był tylko jeden taki moment, kiedy punkty odżywcze były oddalone od siebie o 26 kilometrów  i na siedem kilometrów przed dotarciem do kolejnego punktu zabrakło mi płynów. Z dużym pragnieniem udało mi się dotrzeć do celu, ale miałem ochotę prosić turystów, których spotykałem na szlaku, o wodę – tylko jakoś głupio mi się zrobiło – uśmiecha się.

Świecące ślimaki i inne przygody

Utrzymać motywację na tak długich dystansach pozwalają również strategie mentalne. Przydatna jest metoda krótkich odcinków, pozwalająca przetrwać od jednego do drugiego punktu odżywczego.

– Te są oddalone od siebie zazwyczaj od 15 do 26 km. Większą część trasy planuję, kiedy i co zjeść na danym punkcie. Co zabrać z sobą, a co zjeść na miejscu. Wszystko kręci się wokół jedzenia i picia, co skutecznie zajmuje mój umysł. I będę to powtarzał niezmiennie – ultra to zawody w jedzeniu i piciu – podkreśla rozmówca.

Na trasie nie zabrakło nieoczekiwanych przygód. W pewnym momencie Dawid myślał, że ma już ze zmęczenia zwidy.

– Biegnę sobie nocą i świecę czołówką po trasie, a przede mną na ścieżkach ślimaki. Oczywiście nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że były niebieskie. Niebieskie i świecące! – śmieje się rozmówca. – Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłem po przybiegnięciu na metę, było sprawdzenie w internecie, czy takie ślimaki faktycznie istnieją. Na szczęście to nie były zwidy – ten rodzaj ślimaka to pomrów błękitny. Dotychczas nie miałem pojęcia o istnieniu takiego ciekawego okazu ślimaka.

Druga zaskakująca sytuacja to odcinek trasy, na której rósł las, a w nim dziki czosnek. Zapachu tej rośliny nie cierpi, gdyż go mdli. Ten odcinek pokonywał około południa, kiedy znienawidzona woń była bardzo intensywna. Z tego powodu kilkakrotnie musiał zwalczać nudności.

Najbardziej w kość dały mu przewyższenia. W szczególności pierwsze podejście pod Szczebel i – na koniec – pod Luboń. I oczywiście zejście ze Szczebla. Co sprawiło, że o pokonywaniu górskich perełek Dawid Furman wolałby zapomnieć?  

– Słowami nie da się tego opisać. To trzeba zobaczyć. A najlepiej samemu przeżyć, z czym musiałem się mierzyć na sam koniec, po prawie 25 godzinach, zupełnie wyczerpany – relacjonuje sportowiec. (...)

Cały artykuł w 25. numerze "Nowej Gazety Lokalnej", który ukazał się 2 lipca. Dostępny również w formie elektronicznej – E-WYDANIE

 

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: Eugeniusz Treść komentarza: No coś podobnego, dopiero tydzień temu był artykuł, że już WOT w Sławięcicach powstaje,i to jest pewne:) Nic nie jest pewne,a raczej mało prawdopodobne. Nauczcie ludzi reagowania kryzysowego, zachowań w razie zagrożeń, co znaczą sygnały alarmowe ( różne przecież), przywróćcie OC. Schrony, magazyny... Garstka młodych ludzi, którzy wstępują do WOT,po to by mieć na wakacje czy inne drobne wydatki nie zagwarantuje bezpieczeństwa, nie ochroni przed powodzią, skażeniem czy pożarem... Data dodania komentarza: 31.07.2026, 22:57 Źródło komentarza: Czekamy na konkrety w sprawie Wojsk Obrony Terytorialnej w Kędzierzynie-Koźlu Autor komentarza: LUKASZ Treść komentarza: Opowiastki wójta to nie żaden przełom. Wał który przeciekł 2 lata temu, tak jak worki z piaskiem układała straż, tak leżą po dziś dzień. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 20:53 Źródło komentarza: Dziergowice zyskają ochronę przed wielką wodą. Rozmowa z wójtem Krzysztofem Ficoniem Autor komentarza: mądry i oczytany Treść komentarza: Mam takie krzesło z firmy Kulik i się sprawdza. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 20:47 Źródło komentarza: Ergonomiczne krzesło w biurze: klucz do komfortu i efektywności Autor komentarza: pracownik Treść komentarza: Robiłoś wcześniej w kędzierzyńskich azotach? Pytam, bo jak azotowiec chce sobie polepszyć i idzie gdzie indziej, to już po pierwszym dniu opowiada, że trafił do obozu pracy Data dodania komentarza: 31.07.2026, 18:29 Źródło komentarza: Rośnie zatrudnienie w Eko-Oknach w Kędzierzynie-Koźlu. Firma poszukuje kolejnych pracowników Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Wszystko jest halo. Kiedyś przypałętał się za mną pies do domu, więc go wziąłem bo było szkoda zostawić na noc. Fakt znalezienia psa zgłosiłem do lokalnej rozgłośni radiowej. To samo zrobiła właścicielka tego samego psa – ona do tego samego radia zgłosiła fakt zgubienia psa. Spikerzy z radia codziennie odczytywali te ogłoszenia kilkakrotnie, ale nie połączyli kropek. Psisko trzymałem, karmiłem i wyprowadzałem na spacery trzy dni, a właścicielka znalazła się nieoczekiwanie jak wyszedłem z psem na kolejny spacer – okazało się że mieszka blok obok i tak wpadliśmy na siebie. Tu jest Polska. Data dodania komentarza: 31.07.2026, 18:09 Źródło komentarza: Miał dwa zakazy prowadzenia pojazdów i był poszukiwany. 30-latek wpadł podczas kontroli Autor komentarza: tw Treść komentarza: Lokalna komuna kompletnie nic nie jarzy Data dodania komentarza: 31.07.2026, 18:06 Źródło komentarza: Czekamy na konkrety w sprawie Wojsk Obrony Terytorialnej w Kędzierzynie-Koźlu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna