Reklama
niedziela, 14 czerwca 2026 16:26
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Urocza Anastazja to ich mały promyczek. Nie mogą się nią nacieszyć. ZDJĘCIA

Anastazja Wiesiołek to kolejna laureatka plebiscytu na Bobasa Miesiąca, który od lat organizuje redakcja "Lokalnej". Z dziewczynką i jej rodzicami, Patrycją Czerner-Wiesiołek i Tobiaszem Wiesiołkiem, spotkaliśmy się, by wręczyć prezenty za wygraną w konkursie.
Urocza Anastazja to ich mały promyczek. Nie mogą się nią nacieszyć. ZDJĘCIA
Tobiasz i Patrycja z córeczką Anastazją

Małżeństwo mieszka w Ostrożnicy, w rodzinnym domu Patrycji wraz z jej rodzicami: Jadwigą i Piotrem. Młodzi zajmują górną kondygnację dużego budynku, a rodzice parter. Wspólne życie z dziadkami to nie tylko nieoceniona pomoc w opiece nad dzieckiem, ale też bliskie relacje i wspólne spędzanie czasu.

- Rano mamy wspólne śniadanie. Przychodzę na dół, wtedy mama zajmuje się Anastazją, a ja mogę spokojnie zjeść, zrobić sobie poranną toaletę. Później pijemy razem kawę. Zawsze rano spędzamy ze sobą tę godzinkę. Następnie każdy rozchodzi się w swoją stronę - opowiada Patrycja Czerner-Wiesiołek.

Jej rodzice mają już pięcioro wnucząt, ale dla rodziców Tobiasza, który pochodzi z Lasaków: Bernadety i Eugeniusza, jest to pierwsza wnuczka. Radość jest więc przeogromna. Są oni częstymi gośćmi w Ostrożnicy.

- Mama prosi co godzinę o nowe zdjęcie Anastazji – opowiada Tobiasz. - Jak tylko mogą, to przyjeżdżają w odwiedziny - dodaje. – Ale my też, kiedy tylko jesteśmy w pobliżu, wpadamy chociaż na chwilę, żeby zobaczyli wnuczkę – mówi Patrycja.

- Anastazja szybko się zmienia i rośnie. Niedawno oglądaliśmy zdjęcia, jak wyglądała po porodzie. Jakie to maleństwo było, a teraz jest już taka duża - przyznaje szczęśliwa mama.

Laureatka naszej zabawy przyszła na świat 13 sierpnia o godzinie 16.23 przez cesarskie cięcie.

- Bardzo dobrze czułam się podczas pobytu w szpitalu, położne są wspaniałymi kobietami. Czułam się dobrze zaopiekowana, cały czas sprawdzały, czy coś się nie dzieje. Pomoc z ich strony była wielka. W drugą noc, kiedy Anastazja bardzo płakała i nie potrafiłam sobie z tym poradzić, personel był u mnie dosłownie co 10 minut. Nie mogę złego słowa powiedzieć o szpitalu - przyznaje młoda mama. W kozielskim szpitalu spędziła cztery dni. Przez pierwszy miesiąc po porodzie Tobiasz cały czas był w domu.

- Pomagał bardzo dużo, dzięki czemu mogłam się szybko zregenerować - chwali swego męża Patrycja.

- To był bardzo rodzinny, fajny czas. Muszę męża pochwalić, bo się bardzo angażował. Pieluchy nie były dla niego straszne.  Śmiałam się, że przebierał córkę więcej razy niż ja - opowiada Patrycja.

 - Od narodzin córki zmieniło się całe nasze życie. Nasz świat kręci się codziennie wokół Anastazji. Początki były trudne, ale już się przyzwyczailiśmy do nowej rzeczywistości. Staramy się spędzać jak najwięcej czasu z Anastazją, śpiewając jej oraz rozmawiając z nią. Córka bardzo uważnie nas słucha, śmieje się i gaworzy - opowiada Tobiasz Wiesiołek.

- Anastazja jest takim naszym małym promyczkiem, rozwesela wszystkich. Rodzina bardzo chętnie ją odwiedza i cieszy się nią. Moje siostry, babcia, dziadek z jednej i z drugiej strony, po prostu wszyscy ją rozpieszczają. Choć nie chcemy, żeby była rozpieszczona, to trudno temu zaradzić - śmieje się Patrycja Czerner-Wiesiołek.

Dziewczynka rośnie zdrowo, w chwili przyjścia na świat ważyła 3,74 kg, a teraz jej waga wynosi już 5 kg. Jest bardzo radosnym dzieckiem i zaraża bliskich pięknym uśmiechem.

- Najwięcej uśmieszków jest rano, gdy się budzi. Nie możemy się nacieszyć i napatrzeć na nią – przyznają rodzice. Mają też sposób, by wywołać uśmiech na twarzy córki. Anastazja szczególnie reaguje na "r", dlatego rodzice często wyśpiewują tę literkę. Wtedy dziewczynka odwzajemnia się pięknym uśmiechem i próbuje również odpowiedzieć po swojemu.

- Gdy wymawiamy "r", jest zachwycona, śmieje się. Próbowaliśmy zainteresować ją innymi literkami, ale tylko "r" przypadło jej do gustu – zdradza Patrycja. - Próbuje nas wtedy naśladować i zaczyna gaworzyć - dodaje Tobiasz.

Patrycja Wiesiołek jest absolwentką kozielskiej szkoły muzycznej. Gra na flecie poprzecznym i na saksofonie altowym. Szerszej publiczności prezentuje się, występując razem z orkiestrą Jugend Blasorchester z Pawłowiczek, ale w domowym zaciszu lubi grać dla córeczki.

- Chętnie słucha muzyki i jak mama dla niej gra na flecie poprzecznym, wtedy bacznie obserwuje błyszczący instrument - opowiada Tobiasz Wiesiołek.

Anastazja bardzo lubi towarzystwo. Ma piękny kosz Mojżesza i chętnie spędza w nim czas, obserwując przyczepione balony.

- Anastazja jest zachwycona balonami, wręcz je uwielbia, ale nie lubi leżeć sama. Lubi natomiast, kiedy wokół niej są rozmowy – tłumaczy mama. - Córka dobrze rozpoznaje twarze i cieszy się na widok członków rodziny. Chętnie spędza czas w towarzystwie i słucha rozmów – opowiada o córce Tobiasz.

Rodzice wspólnie wybrali imię dla córeczki. Natknęli się na nie, analizując drzewo genealogiczne rodziny Tobiasza. - Pojawiło się w ósmym pokoleniu - dopowiada Tobiasz.

- Gdy zobaczyłam Anastazję Wiesiołek, to bardzo mi się to spodobało - przyznaje Patrycja. - Później dowiedziałam się, że  prababcia mojego taty też miała na imię Anastazja.

Patrycja i Tobiasz poznali się w szkole średniej. Wspólnie bawili się na swoich studniówkach. Później studiowali razem w Opolu. Tobiasz skończył Politechnikę Opolską i jest inżynierem automatyki. Obecnie pracuje jako diagnosta samochodów w firmie transportowej. Dodatkowo zajmuje się gospodarstwem. Patrycja kształciła się na kierunku chemia na Uniwersytecie Opolskim. Obecnie pracuje w dziale IT dużej międzynarodowej firmy.

2 kwietnia 2022 roku Tobiasz oświadczył się Patrycji w hotelu Magiczny Zakątek w Raszowej. Rok później, 2 września, para powiedziała sobie sakramentalne „tak”. Na ich weselu bawiło się 190 osób. - Organizacja sprawiła mi bardzo dużo radości. Spełniłam się wtedy. Przed weselem organizowaliśmy Polterabend u nas na posesji. Było bardzo dużo gości barwnie poprzebieranych. Zgodnie z tradycją było mnóstwo śmieci i słomy - wspomina Patrycja.

Niedawno młodzi małżonkowie świętowali pierwszą rocznicę ślubu. Rodzice nie ukrywają, że w przyszłości chcieliby mieć kolejne dzieci.

- Fajnie byłoby mieć dużą rodzinę – mówi Patrycja, ale nie chcemy zapeszać. Na razie najważniejsze jest to, by ich córeczka, oni oraz ich najbliżsi byli zdrowi i żeby gospodarstwo przynosiło plony. - Mam marzenie, żeby Anastazja miała kiedyś swoje zwierzątko, kózkę albo króliczka – zdradza Patrycja. Na razie po ich podwórku biega suczka Luka.

Szczęśliwej rodzinie życzymy jak najwięcej zdrówka i radości z wychowywania córeczki, a w przyszłości kolejnych słodkich bobasków.



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: mieszkaniec Treść komentarza: po co to komu niemaja na co kasy wydawac......... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 13:12 Źródło komentarza: DW 421 do rozbudowy. Powstanie także obwodnica Błażejowic i Łanów. ZDJĘCIA Autor komentarza: sugeruję Treść komentarza: wracaj do siebie za Bug... Data dodania komentarza: 14.06.2026, 11:11 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: INGO Treść komentarza: Ale niemieckie pieniądze z unii europejskiej, to już inna sprawa. Data dodania komentarza: 14.06.2026, 10:06 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Normalny człowiek stoi stabilnie na wyprostowanych nogach, gdzie szerokość rozstawu nóg równa się mniej więcej szerokości obręczy barkowej. Istnieją pozycje bardziej stabilne, „specjalne” np. pozycja z wykrokiem, pozycja z szerokim rozstawem nóg z ugięciem w kolanach (sztuki walki, sport). Na czymś takim jak hulajnoga człowiek nie ma żadnej stabilności, gdyż stoi „noga za nogą”, czyli w pozycji zupełnie nijakiej. Hulajnoga to był pojazd, a raczej zabawka, wymyślony dla biedaków, których nie było stać na rower i było to w czasach pokolenia urodzonego mniej więcej w połowie zeszłego wieku. Co się stało, że wymyślono takie coś, z napędem niezależnym (czyli bez popychania nogą jak sama nazwa wskazuje) i to pozwalającym osiągać prędkości kilkudziesięciu kilometrów na godzinę?! Rozumiem marketing, ale głupoty ludzi już nie. I tak samo głupoty ustawodawcy – takie coś powinno być zdelegalizowane! Władza rozpatruje kaski dla nieletnich na rowerach a o hulajnogach nic. Bezpieczniejsze byłyby już elektryczne wrotki czy rolki, ale nie chcę prowokować. A w ramach profilaktyki – podobny rajdowy as jednośladu przemykał codziennie ulicą Chrobrego w Koźlu w okolicach godziny 6:00. Wyeliminujcie go z ruchu zanim stanie mu się krzywda lub komu innemu. Chyba że to ten sam, co skończył w Azotach. Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:58 Źródło komentarza: Śmierć 48‑latka na hulajnodze elektrycznej. Kluczowe ustalenia dopiero przed biegłym Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Artykuły z tymi kiepskimi techniczne i perspektywicznie zdjęciami wyglądają na klikbajty typu „wróżenie z fusów”. Równie dobrze można by powiedzieć, że zdjęcie przedstawia kamienicę w Kędzierzynie na rogu ul. Grunwaldzkiej i Al. Jana Pawła II, po lewej widać fragment dworca kolejowego w Kędzierzynie a po prawej nieistniejącą dzisiaj zabudowę. Te zdjęcia są kopiowane ze znanych portali, tam są opisy i nierzadko bzdurne. Po co to? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:24 Źródło komentarza: Te zdjęcia liczą już sobie przeszło 105 lat. Sprawdź, jakie wydarzenie upamiętniają Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Jeszcze raz: żyłem w innych czasach – nauczyciel muzyki rzucał w uczniów pękiem kluczy albo napierniczał po rękach drewnianą linijką albo smyczkiem od skrzypiec, pani od rosyjskiego waliła uczniów po łbie książką z zamachu zza ucha, facet od wuefu był wyrafinowany – on uderzał nieosłonięte części ciała specjalnym węzełkiem zawiązanym na sznurku od gwizdka a gość od matematyki dawał karne prace resocjalizacyjne – zrzucanie koksu do kotłowni, sprzątanie liści z boiska, prace porządkowe w kotłowni. W dzisiejszych standardach wszyscy ci nauczyciele mieliby pewnie co najmniej poczwórne dożywocie, ale za to za ich czasów nie było takich hec, jak w pewnej szkole w Toruniu (2003r.) gdzie nauczycielowi włożyli kosz na śmieci na głowę i jeszcze filmik z tego „wydarzenia” nagrali, była dyscyplina i szacunek dla belfra. A jak który uczeń coś naprawdę poważnie nawojował i wezwali rodziców do szkoły, to potem w domu jeszcze rodzice poprawili. I finalnie wszyscy jakoś tak nieoczekiwanie wyrośli na nieskrzywionych psychicznie obywateli. A jak jest z chuchanymi milenialsami bąbelkami, to przekona się każdy, u którego pojawią się w miejscu pracy współcześni 25+. Nie żebym popierał przemoc w szkole, ale…. Może czasy dojrzały do tego, aby wszystkich uczniów traktować jako dzieci specjalnej troski a dla nauczycieli nałożyć obowiązek, oprócz kwalifikacji branżowych i pedagogicznych, posiadania kwalifikacji psychologicznych? ALBO W OGÓLE ZNIEŚĆ OBOWIĄZEK SZKOLNY I ZROBIĆ TYLKO PŁATNĄ EDUKACJĘ? W końcu kształcenie człowieka to towar. Chcesz mieć bezstresowo chowane, ale głupie dziecko – twoja rzecz i jego problem na przyszłość, może znajdzie robotę na szparagach w Niemczech, czy w szklarni w Holandii? Słyszał kto kiedy, aby rodzice jakiegoś Markusa, Brajana czy Dżesiki szli do mediów albo sądu ze skargą na prywatnego korepetytora taryfikującego 50 do 200PLN za godzinę? Data dodania komentarza: 13.06.2026, 19:08 Źródło komentarza: Reportaż TVN „Uwaga!” przypomina sprawę z Mechnicy. Reakcje dyrekcji szkół były jednak zupełnie inne
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama