niedziela, 9 sierpnia 2026 01:43
Reklama Dental Clinic - baner reklamowy
Reklama
Reklama

Ekologiczne ogrzewanie w praktyce, czyli wygoda, oszczędności i troska o czyste powietrze

Wojciech Prajs, mieszkaniec osiedla Lenartowice w Kędzierzynie-Koźlu, przedsiębiorca, sportowiec, aktywnie promuje ekologiczne rozwiązania w swoim codziennym życiu. Jednym z nich jest wybór bardziej przyjaznego środowisku systemu ogrzewania.
Ekologiczne ogrzewanie w praktyce, czyli wygoda, oszczędności i troska o czyste powietrze
Taki bufor kumuluje ciepłą wodę, która następnie jest rozprowadzane po grzejnikach lub w ogrzewaniu podłogowym

- Chciałbym przedstawić swoje rozwiązanie osobom, które zastanawiają się nad zmianą źródła ciepła - mówi Wojciech Prajs. - Zdecydowaliśmy się na kocioł na pellet. Nie jest to paliwo kopalne, więc ogrzewanie jest bardziej ekologiczne.

Choć obecnie priorytetem jest korzystanie z kotła na pellet, Prajs nie wyklucza w przyszłości inwestycji w pompę ciepła. - Na razie mamy kocioł na pellet i uważam, że to już krok w stronę ekologii - tłumaczy. - Dodatkowo wkrótce zamontujemy bufor ciepła o pojemności 500 litrów, który będzie zasilany z dwóch grzałek o mocy 3 kW każda. Te, z kolei, zasilane będą energią z paneli fotowoltaicznych na dachu naszego domu - precyzuje.

Bufor ma być nagrzewany do temperatury około 60-70 st. Celsjusza, a ciepła woda będzie rozprowadzana w układzie centralnego ogrzewania. - Jeśli danego dnia pogoda nie pozwoli na korzystanie z energii słonecznej, bufor zostanie zasilony kotłem na pellet - wyjaśnia Wojciech Prajs.

Obecnie instalacja fotowoltaiczna ma moc 5 kWp, ale właściciel planuje jej rozbudowę do 10 kWp. To jednak nie koniec jego planów. - Rozważamy przejście na system off-grid, czyli niezależny od sieci energetycznej. Chcemy magazynować energię w akumulatorach, co pozwoli na korzystanie z niej w dni bez słońca - dodaje nasz rozmówca.

W realizacji tego projektu ma pomóc Robert Krajza, programista z Kędzierzyna-Koźla, który specjalizuje się w systemach off-grid, i o którego ciekawych rozwiązaniach informowaliśmy już czytelników portalu Lokalna24.pl. - Jesteśmy w trakcie rozmów z nim na temat montażu takiej instalacji - zdradza Wojciech Prajs.

Postać Roberta Krajzy zyskała już lokalny rozgłos dzięki pomocy mieszkańcom Jarnołtówka podczas powodzi we wrześniu. Jego system off-grid wzbudził zainteresowanie ogólnopolskich mediów, takich jak choćby: Onet, Angora i Smoglab, co świadczy o rosnącym znaczeniu takich rozwiązań w walce o czystsze środowisko.

Już widać oszczędności

Koszt zakupu pieca na pellet wyniósł około 20 tysięcy złotych. - Otrzymaliśmy około 70 procent zwrotu kosztów dzięki dofinansowanie z programu Czyste Powietrze - wyjaśnia mieszkaniec Kędzierzyna-Koźla.

Nasz rozmówca skorzystał jeszcze z rządowej dotacji, bo jak informowaliśmy już w portalu, od 28 listopada Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił wstrzymanie przyjmowania nowych wniosków w ramach programu „Czyste Powietrze”. Decyzja ta wzbudziła kontrowersje oraz protesty, nie tylko ekologów i ekspertów od ochrony środowiska. Jak zapewniają rządzący, program „Czyste Powietrze” wróci na wiosnę przyszłego roku z jasnymi zasadami i nowym źródłem finansowania. Jednocześnie NFOŚiGW informował, że w połowie grudnia ruszy nabór wniosków na termomodernizację domów na terenach województw dotkniętych powodzią.

Wracając do naszego bohatera klimatycznego. Dodatkowym wydatkiem dla niego, już z własnej kieszeni, był bufor ciepła, który kosztował 3 tysiące złotych. - Wciąż czekamy na instalatora, więc ostateczne koszty instalacji będą zależały od ilości materiałów potrzebnych do przyłącza - dodał Wojciech Prajs. - Chcemy go zainstalować jeszcze przed Wigilią. Jeśli się nie uda, planujemy zakończyć prace zaraz po Nowym Roku.

Piec na pellet działa już od półtora roku. - To była dobra decyzja, zwłaszcza że wraz z wiekiem człowiek szuka rozwiązań, które wymagają mniej wysiłku - dodaje.

Dłużej w jego domu działa fotowoltaika. - To już na pewno będą 3-4 lata - wspomina. - Zdążyliśmy jeszcze na starych zasadach rozliczeń, zanim zmieniły się przepisy - dodaje.

Decyzja o montażu paneli zapadła na ostatnią chwilę, gdy możliwość korzystania z korzystniejszych warunków była na wyczerpaniu. - Podjęliśmy decyzję dosłownie na finiszu. W marcu jeszcze montowaliśmy instalację, żeby załapać się na stare zasady – tłumaczy.

Obecna moc instalacji wynosi 5 kWp, ale w planach jest jej zwiększenie do 10 kWp, co ma zapewnić większą niezależność energetyczną, zwłaszcza przy rozbudowie systemu o magazyny energii we wspomnianym już  trybie off-grid.

Koszty ogrzewania zależą głównie od warunków atmosferycznych. - Rozmawiamy na przełomie listopada i grudnia, a za oknami temperatura przekracza zero stopni, czasem nawet dochodzi do 8 stopni. W takich warunkach zużycie pelletu jest znacznie mniejsze - mówi Wojciech Prajs.

Planowana instalacja grzałek zasilanych fotowoltaiką również wpłynie na obniżenie kosztów. - Grzałki nie będą musiały często się włączać, ponieważ przy ciepłej, słonecznej pogodzie w okresie jesienno-zimowym bufor będzie dogrzewany energią słoneczną - tłumaczy rozmówca.

- Ekologia była jednym z kilku dominujących impulsów skłaniających do wymiany źródła ciepła - przekonuje Wojciech Prajs

Kopciuch w odstawkę

Bufor o pojemności 500 litrów pozwoli na magazynowanie ciepła, co zmniejszy częstotliwość uruchamiania pieca na pellet. Dzięki temu zarówno piec, jak i potencjalna pompa ciepła będą uruchamiane rzadziej, co przełoży się na mniejsze zużycie energii. Bufor kumuluje ciepło, które następnie jest rozprowadzane po grzejnikach lub ogrzewaniu podłogowym. - Pompa ciepła, nagrzewając bufor, również nie będzie zużywała tyle prądu, ile przy bezpośrednim ogrzewaniu wody w obiegu centralnego ogrzewania - precyzuje pan Wojciech i dodaje, że rozważa instalację pompy ciepła w przyszłości. Myśli o powietrznej pompie ciepła. Głębinowe są znacznie droższe i niewielu może sobie pozwolić na taki wydatek.

Choć Wojciech Prajs sam zdobywa wiedzę na temat ekologicznych rozwiązań, korzysta też z pomocy specjalistów. - Zawsze zapraszamy fachowców, którzy doradzają najlepsze rozwiązania. Konsultujemy się też ze znajomymi, pytając o ich doświadczenia - podkreśla.

Wcześniej w domu Wojciecha Prajsa funkcjonował tradycyjny piec na węgiel. – Podobnie, jak w większości gospodarstw domowych, mieliśmy tak zwanego „kopciucha”. Węgiel był łatwo dostępny, a piece tego typu dominowały – wspomina.

Decyzję o wymianie pieca wymusiły zmieniające się przepisy i normy dotyczące jakości powietrza. Program Czyste Powietrze dał impuls do działania. - Postanowiliśmy wymienić źródło ogrzewania, nie tylko ze względu na przepisy związane z ekologią, ale także z myślą o wygodzie. Piec na pellet jest znacznie łatwiejszy w obsłudze - tłumaczy pan Wojciech.

Nowoczesne urządzenie oznacza mniejszy nakład pracy. Nie ma tyle brudu, pyłu czy popiołu do codziennego usuwania. Przy piecu na węgiel trzeba było codziennie sprzątać. Teraz wystarczy co jakiś czas podejść, sprawdzić i usunąć popiół.

Dom, w którym mieszka pięć osób, ma ponad 200 metrów sześciennych przestrzeni do ogrzania, z czego 140 metrów znajduje się na piętrze. Oszczędności związane z modernizacją systemu ogrzewania i wykorzystaniem fotowoltaiki w domu Wojciecha Prajsa trudno oszacować precyzyjnie przed pełnym uruchomieniem wszystkich elementów instalacji. -Ciężko powiedzieć dokładnie, ile uda się zaoszczędzić. Będziemy mogli to ocenić dopiero po uruchomieniu całego systemu - zaznacza.

Pytany o potencjalny poziom oszczędności, przyznaje, że nie spodziewa się drastycznych zmian, ale liczy na zauważalne korzyści. Każda złotówka zaoszczędzona na ogrzewaniu to środki, które można przeznaczyć na inne inwestycje czy remonty. - Myślę, że nie będą to oszczędności rzędu kilkudziesięciu procent, ale szacuję, że po zamontowaniu grzałek zasilanych fotowoltaiką oraz przejściu na magazyny energii, uda się zaoszczędzić około 30 procent - ocenia i dodaje, że pełna efektywność systemu będzie możliwa dopiero po uruchomieniu magazynów, co pozwoli na maksymalne wykorzystanie energii produkowanej przez panele fotowoltaiczne.

Wygoda i ekologia

Wojciech Prajs podkreśla, że decyzja o modernizacji systemu grzewczego wynikała z kilku istotnych przesłanek. Wymienimy trzy główne czynniki, które wpłynęły na wybór kotła na pellet i inwestycję w dodatkowe elementy instalacji.

- Przede wszystkim wygoda - nie musimy tak często doglądać pieca. Pellet wymaga mniej pracy niż wcześniejszy piec na węgiel. Nie ma brudu, pyłu ani popiołu, który trzeba usuwać codziennie. To spore ułatwienie - mówi.

Kwestie ekologiczne również odegrały kluczową rolę. Ekologia była jednym z dominujących impulsów. - Widzimy, ile smogu wydobywa się z różnych urządzeń grzewczych. Mniej emisji dwutlenku węgla do atmosfery to lepsza jakość powietrza, a to ma znaczenie, zwłaszcza w naszym regionie - zaznacza pan Wojciech.

On i jego rodzina chcą maksymalnie wykorzystać energię produkowaną przez panele fotowoltaiczne. - Nie chcemy oddawać prądu do sieci, skoro możemy go spożytkować na miejscu. Wykorzystanie energii do podgrzewania wody w buforze to krok w stronę pełniejszej samowystarczalności energetycznej - przekonuje.

W perspektywie kilku lat rodzina planuje kolejne kroki w stronę pełnej ekologiczności. Docelowo to przejście na wspomnianą pompę ciepła. - Jeśli uda nam się zainstalować magazyny energii i zwiększyć moc paneli, to przejście na pompę będzie naturalnym krokiem. To pozwoliłoby na całkowite uniezależnienie się od paliw. Własny prąd, który wyprodukują panele i zgromadzą magazyny, umożliwi korzystanie z energii 24 godziny na dobę. To najbardziej rozsądne rozwiązanie w dłuższej perspektywie - kończy nasz rozmówca.

Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Łukasz 04.12.2024 16:19
Węgiel Węgiel jeszcze raz Węgiel nasze dobro narodowe wystarczy założyć filtry na komin opatentowane przez Polaków a ta ekologia to bzdury zobaczymy przy minus30 jak szybko wrócimy do teadycji

Ostatnie komentarze
Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Świetny artykuł, ale osobiście zacząłbym tak, uzupełniając niejako: Kędzierzyńskie Azoty powstały na przełomie lat 40/50 zeszłego wieku na kompletnej ruinie poniemieckich zakładów koncernu Interessen Gemeinschaft Farbenindustrie AG (pupularnie: IG Farben) w dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu (ów. niem.: Heydebreck O.S.; amer.: Blechhammer South) produkujących w czasie II Wojny Światowej głównie benzynę syntetyczną, materiały smarne, kauczuki syntetyczne, kwasy tłuszczowe, glicerynę i formaldehyd wykorzystywane w produkcji militarnej. Była to produkcja ówcześnie strategiczna dla Niemców szczególnie po utracie złóż naftowych w Rumunii. Zakłady te ulokowano właśnie tutaj, czyli w ówczesnych Wschodnich Niemczech jako terenie nieosiągalnym dla uderzeń dalekiego zasięgu drugiej strony konfliktu wojennego. Z tych samych powodów zakłady o podobnym profilu produkcji ulokowano po sąsiedzku – Oberschlesische Hydrierwerke Aktien Gesellschaft Blechhammer (ów. niem.: Blechhammer, amer.: Blechhammer North, obecnie pol.: Blachownia ) oraz Schaffgotsch Benzin Werke GmbH (ów. niem.: Odertal, obecnie pol.: Zdzieszowice). Ta produkcja to był jedynie epizod czasowy i tonażowy - nigdy nie osiągnięto tu założonych przez Niemców i tak nikłych zdolności produkcyjnych, gdyż układ sił zmienił się w momencie, w którym 15 Armia Powietrzna Stanów Zjednoczonych Ameryki uzyskała możliwość operowania z terenu Włoch omijając silną obronę przeciwlotniczą na terenie Niemiec z dotychczasowego kierunku hipotetycznego uderzenia z Wielkiej Brytanii. Od tego czasu zakłady te były systematycznie niszczone w formie intensywnych bombowych nalotów lotniczych, szczątkowo odbudowywane przez ówczesnych gospodarzy (Niemców) rękami niewolników, czyli jeńców wojennych a ostatecznie zniszczone. Nasze Azoty przyjęły największy ciężar uderzenia – trzynaście bombardowań, łącznie 4000t bomb. To były bardzo złe dni, również dla mieszkańców okolicznych wiosek, gdyż często zdarzyły się uchybienia celności bombardowań. Po zakończeniu działań wojennych pozostałości ówczesnych IG Farben (dzisiejsze Azoty) zostały kompletnie rozebrane i wywiezione przez Rosjan do ówczesnego Związku Radzieckiego. Został tu tylko gruz. Dzisiejsze Zakłady Azotowe Kędzierzyn, będące obecnie elementem Grupy Kapitałowej Azoty zbudowali od podstaw Polacy. Dla osób zainteresowanych szczególnie polecam klepnięcie w okienko frazy „wojna o benzynę”. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 21:16 Źródło komentarza: Zakłady Azotowe Kędzierzyn na starych fotografiach. Niektóre są niesamowite Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Potwierdzam i zgadzam się. Moim zdaniem najlepsza aranżacja kozielskiego Rynku, to stan z fontanną-muszlą, żywopłotami, drzewami, rozległymi nasadzeniami kwiatowymi i wolnostojącymi kwietnikami. Jest to tutaj na jednej z widokówek. Wcześniejszych aranżacji nie pamiętam. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:52 Źródło komentarza: Tak prezentowało się nasze miasto na kartkach pocztowych Autor komentarza: wieśniak z miasta Treść komentarza: Pięć pytań: 1) Kto kogo zmusił do zakupu czegokolwiek - przykłady? 2) Kto kogo okradł skoro już mowa o złodziejstwie - przykłady? 3) Dlaczego dzisiaj cena litra PB95 w detalu u naszego narodowego paliwowego czempiona wynosi 7,02PLN w Brzesku a w Polanicy – Zdrój 7,34PLN? 4) Gdzie można kupić Izerę (polski samochód osobowy)? 5) Kto jest wieśniakiem, a kto niedoukiem podstaw ekonomii? Z góry dziękuję. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 20:24 Źródło komentarza: Świerkot z karą blisko 12,5 mln zł od UOKiK. Spółka odwołała się do sądu Autor komentarza: tw Treść komentarza: No dzieciarnia dała czadu Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:58 Źródło komentarza: Zamiast tradycyjnego „Biegaj z Koziołkiem” postawili na dwa kółka! ZDJĘCIA Autor komentarza: Nina Treść komentarza: Przecież można od drugiej strony wejść bez bramy.. więc poco takie zamieszanie. Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:40 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA Autor komentarza: stary_zgred Treść komentarza: Marudne głupoty frustrata. W kozielskim parku ławek jest na tyle, że jeszcze nie zdarzyło mi się, aby nie było gdzie usiąść. Pokrzywy oczywiście są jako element ekosystemu, ale raczej w mikrej mniejszości, za to są nowe nasadzenia roślin niskopiennych – cały ten tydzień jeżdżą tam goście z paletopojemnikiem na pace i pompą spalinową, którzy podlewają te rośliny. Drzewa nie usychają, bo drzew się nie podlewa, co najwyżej walą się ze starości, bo mają po kilkaset lat, czyli więcej, niż ty komórek mózgowych, zdaje się. Nie marudź, ceń co jest, bo takie miejskie planty to luksus i ewenement i w dodatku bez biletowania (na razie?). Data dodania komentarza: 8.08.2026, 19:16 Źródło komentarza: Otworzył się zielony zakątek w sercu Kędzierzyna. ZDJĘCIA
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Moja Gazetka - strona główna